Disclaimer: Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną zwrócone właścicielom w stanie pierwotnym.

Niespodzianka

Część czwarta: Narada

Zespół House'a, Wilson i Cuddy znajdowali w pokoju lekarskim oddziału diagnostycznego. Cuddy kręciła się pod szklaną ścianą, oddzielającą pomieszczenie od korytarza. Foreman pisał właśnie coś na tablicy. Reszta siedziała przy stole.
- Proponuję to zignorować – rzekł nagle Wilson ze spojrzeniem wbitym gdzieś w przestrzeń.
- Anemię? – zdziwił się Foreman.
- House ma anemię? – palnął Kutner.

- Nie, pacjent – odparł Foreman z irytacją. – House wybrał kolejny moment, żeby zwrócić na siebie uwagę. W dość specyficzny sposób, przyznaję, ale to nie znaczy, że od razu musimy zapominać o facecie z udarem, który leży na naszym oddziale.
Patrzyli na niego dziwnie.
- Najwyraźniej nie mam najmniejszego problemu z ignorowaniem jego wyskoków. – Wzruszył ramionami.

- Fakt, wielokrotnie już miewał dziwne pomysły, ale to nie może być zbieg okoliczności, że odmianę o sto osiemdziesiąt stopni zaprezentował w swoje pięćdziesiąte urodziny! – zaprotestowała Trzynastka. – Do tej pory nawet nie miałam pojęcia, kiedy on ma urodziny.
- Do tej pory nie miałem pojęcia, że dobija już pięćdziesiątki... – mruknął Kutner.
Tym razem to na Kutnera spojrzeli dziwnie. House na trzydzieści-kilka lat na pewno nie wyglądał.

- Dlaczego mielibyśmy to zignorować? – spytała Cuddy Wilsona. – Wyraźnie dzieje się coś poważnego.
- Przecież House z góry powiedział, że jutro wszystko będzie już po staremu – rzekł Foreman, zazwyczaj najbardziej przytomny z całej ekipy i najmniej chętnie angażujący się we wszelkie pozamedyczne przedsięwzięcia.
- Chciałabym w to wierzyć – burknęła Cuddy, nerwowo kręcąca się pod ścianą. – Może tak sobie mówić, ale jeśli czegoś nie zrobimy, będziemy mieli nieszczęśliwego pięćdziesięciolatka. Przez dziesięć lat w różnych okolicznościach walczyłam, żeby był bardziej ludzki. A teraz, kiedy już jest, nawet przez jeden dzień, przeraża mnie to.

- Wywijał już większe numery. Z planami na dłuższe trwanie – mruknął zamyślony Wilson. Myślał o czasach, kiedy podejrzewali u niego nowotwór mózgu. Albo kiedy zasugerował swoim ludziom, że choruje na kiłę i dlatego jest taki wredny. – Dlaczego tym razem reagujemy inaczej? – spytał nagle, patrząc na towarzyszy. – Dlaczego siedzimy tutaj jak na naradzie wojennej?
- Bo poprzednie „numery" House'a w większości były po prostu głupie – odparł Foreman. – Ten jest...
- Dziwny – dokończył Kutner.
- Co on chce nam przekazać? – zastanowiła się Trzynastka.

- Na pewno nie to, że ma dziś urodziny – znów odezwał się Wilson. – W poprzednich latach milczał jak grób, wątpię, żeby to się zmieniło.
- Cameron zawsze pamiętała – mruknął Foreman.
- Czym doprowadzała go do szału – odparł Wilson. – Nie mówię, żeby to zupełnie zignorować. Chcę mieć czas na dowiedzenie się, o co dokładnie chodzi. Zachowujcie się normalnie. Jeśli będzie wam potrzebne jego zdanie, to z niego korzystajcie. A ja pomyślę, co dalej.

- Najbardziej frustrujące jest to, że nie mam się do czego przyczepić – rzekła nagle Cuddy. – House siedzi w przychodni i robi wszystko tak, jak chciałam. Sytuacja tutaj jest opanowana. Nie mam innego pretekstu, żeby do niego pójść i go wybadać.
- Najważniejsze, że nie musimy się do tego przyzwyczajać – odparł Wilson i wstał z zamiarem wyjścia.
Narada wojenna została zakończona.


Wiadomość o nowym „wybryku" House'a dotarła też do pozostałej dwójki ze starej ekipy diagnosty. Cameron bez trudu skojarzyła zmianę z urodzinami lekarza, a Chase nie komentował tego w żaden sposób – najwyraźniej był lepiej nawet od Wilsona przystosowany do dziwnych wiadomości o byłym szefie. Albo to go po prostu nie obchodziło, choć raczej nie przyznałby się do tej opcji – zwłaszcza narzeczonej, która przeżyła dość bolesne chwile zakochania w gburowatym zwierzchniku.

Zdziwił się jednak, że po południu to nie Cameron zastał siedzącą na ławce w holu szpitala na parterze, obserwującą szefa z bezpiecznej odległości.
- Oba egzemplarze House'a pewnie miałyby coś złośliwego do powiedzenia na twój temat – rzekł, podchodząc do Trzynastki.
- O kim ty mówisz? – zdziwiła się.
- O Housie i Foremanie. Jeśli House chciał wywołać zamieszanie, to mu się zdecydowanie udało, skoro tu siedzisz i nic nie robisz.

Trzynastka znów zerknęła w stronę drzwi gabinetu zabiegowego w przychodni.
- Ze starej ekipy znasz go najdłużej, prawda?
Chase skinął głową i usiadł koło koleżanki.
- Zatrudnił mnie sześć lat temu. Przez pół roku pracowałem z nim sam, potem zatrudnił Cameron. Foreman doszedł jako ostatni – rzekł. Przerwał, pomyślał chwilę. – Wiesz, kiedy przez sześć miesięcy jesteś jedyną osobą, na której się można wyżyć, w pewnym momencie przestajesz się przejmować. Zaczynasz się martwić dopiero wtedy, kiedy w ogóle wszystko przestaje cię obchodzić.

- Przecież wcześniej cię obchodziło. Kiedy myśleliśmy, że miał kiłę.
- Wtedy było inaczej. – Chase machnął ręką. – Wydawało się, że mamy do czynienia z prawdziwym problemem. Tym razem... – przerwał, również spojrzał w kierunku przychodni. – Może House chce nam coś pokazać? Może mamy się dowiedzieć, co tracimy?
- Kiedy? – spytała.
- To znaczy?
- Kiedy tracimy? Na co dzień, kiedy jest wredny, a my nie mamy go w cierpliwej i spokojnej wersji, czy dziś, kiedy jest spokojny i cierpliwy, a my mamy się cieszyć z jego wrednej i porywczej codzienności?

Chase pomyślał chwilę, w końcu uśmiechnął się.
- Nie wiem – przyznał. – Prawdę mówiąc, gdyby nadal był geniuszem, ale takim, jak dziś, to byłoby nudno. Byłby ideałem, przestałby być w pewien sposób...
- ... intrygujący. – Trzynastka uśmiechnęła się. – Ludzie do niego ciągną, bo jest taki, jaki jest. Ma tajemnice. Nie wiadomo, dlaczego jest dupkiem. Masz rację. Byłoby nudno.
Chase wypatrzył House'a, żegnającego z uśmiechem kolejnego pacjenta.

- Cuddy i Wilson pewnie teraz zastanawiają się, co go zmusiło do pokazania nam, że on umie być uprzejmy – rzekł, wpatrzony w przestrzeń. – On zgłasza jakiś problem, a dwie najbliższe mu osoby w tym szpitalu nie mają pojęcia, jaki. Może jego problem polega na tym, że nie widzi ludzi dookoła siebie. – Spojrzał na Trzynastkę. – Wiesz, ile z jego numerów wzięło się stąd, że nie wiedział, że ma do kogo się zwrócić o pomoc i poradę? Widzi jedynie Wilsona, czasami dostrzeże Cuddy. A tych dwoje już wielokrotnie narażało dla niego swoją skórę.

- Można to jakoś zmienić? Można sprawić, by nauczył się bardziej korzystać z tego, co tu ma?
- Mnie nie pytaj, zresztą, nikt nie zna odpowiedzi.
House powitał z uśmiechem kolejnego pacjenta. Dwójka młodych asystentów lekarza nadal siedziała na ławce i wpatrywała się w zamknięte drzwi gabinetu, kryjącego ich odmienionego na jeden dzień szefa.