Disclaimer: Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną zwrócone właścicielom w stanie pierwotnym.
Niespodzianka
Część szósta: Plan
- Musimy pójść z tym do House'a – oświadczyła stanowczo Trzynastka, maszerująca korytarzem razem z Taubem i Foremanem.
- Dziś musimy radzić sobie sami – odparł Foreman.
- Wilson powiedział, że niekoniecznie – zaprotestował Taub.
- Znowu próbujesz udowodnić, że jesteś tak samo dobry, jak on – stwierdziła twardo Trzynastka. – Problem w tym, że to House jest ordynatorem, a my, z tobą włącznie, nie mamy pojęcia, co jest naszemu pacjentowi i co teraz możemy jeszcze zrobić. House spojrzy na to świeżym okiem i na pewno na coś wpadnie.
- Musimy podsumować, co wiemy... – zaczął Foreman, ale Trzynastka stanęła przed nim w wyraźnie bojowym nastroju.
- Nie mamy na to czasu i dobrze o tym wiesz – rzekła pewnym tonem. – Może jesteś jego zastępcą, ale skoro House jest dostępny w szpitalu, nie mam zamiaru czekać, aż jutro wróci do swojej normalnej osobowości. I mam gdzieś to, co o tym myślisz. Pacjent dalszego naszego błądzenia nie przeżyje.
- W porządku – westchnął Foreman, w duchu przyznając jej rację. – Musisz go jednak najpierw znaleźć. Godzinę temu wyszedł z przychodni na lunch, dziesięć minut temu nie było go ani w gabinecie, ani w bufecie. Znowu zniknął.
Trzynastka straciła nieco pewności siebie, ale po trzech sekundach spojrzała na Foremana z dezaprobatą – skąd niby wiedział, gdzie House'a nie było dziesięć minut temu, jeśli sam tego nie sprawdził?
Z braku innych pomysłów wrócili do pokoju lekarskiego diagnostyki. Ku ogólnej uldze usłyszeli charakterystyczny głos ich szefa, dobiegający z jego biura.
House najwyraźniej rozmawiał przez telefon. Mówił głosem zdecydowanym, twardym, ale nie podniesionym, jakby się kłócił z kimś, kogo szanował, ale kto nie był jego przyjacielem. Bo na przyjaciół w chwilach złości darł się bez ograniczeń.
- Wiem, że powinienem, ale ty też wiesz, dlaczego nie przyjechałem – mówił. – Widziałaś, co się działo, jak to ostatnio wyglądało. ... Dlaczego ja? To była moja wina? ... Znasz mnie i wiesz, że to nie w moim stylu. ... Już za późno. Co się stało, to się nie odstanie.
Trzynastka wybrała ten moment, by zastukać w szklane drzwi między pokojem lekarskim a biurem. House skinął jej głową, dając znać, że usłyszał.
- Muszę kończyć – rzekł do słuchawki. – Za trzy tygodnie zacznie mi się urlop, obiecuję, że przyjadę i pogadamy. ... Mogę poszukać jakiegoś mieszkania do wynajęcia blisko siebie, byłbym pod ręką... ... Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, zadzwoń. ... Tak. Tylko nie dzisiaj. Przepraszam. Do usłyszenia.
Odłożył słuchawkę, przez dwie sekundy wpatrywał się w aparat, myśląc intensywnie. W końcu odetchnął głęboko i spojrzał na asystentkę.
- Co jest? – spytał absolutnie neutralnym tonem.
- Mamy problem z pacjentem – oświadczyła szczerze Trzynastka. – Jego stan szybko się pogarsza, zaczyna nam brakować teorii.
- Podaj mi kartę.
Trzynastka spełniła polecenie. House szybko przejrzał zawartość niebieskiej teczki, obejrzał na negatoskopie zrobione rano zdjęcie TK, po czym przeszedł do pokoju lekarskiego, gdzie na tablicy zostały wypisane objawy pacjenta. Stojący przy stole Foreman i Taub przyglądali mu się w napięciu. Trzynastka dołączyła do kolegów.
- Dlaczego nie jesteś w przychodni? – spytał po chwili Foreman.
- Nie chcą mnie tam – odparł House, znów przeglądając kartę pacjenta, porównując jej zawartość z tekstem na tablicy. – Morgan i Hoskins są zazdrośni, bo wyczyściłem przychodnię z pacjentów i nie mają co robić. Niezapomniane przeżycie. Gdzie są wyniki punkcji lędźwiowej? – spytał w końcu, po raz kolejny wertując kartę.
Asystenci lekarza spojrzeli po sobie.
- Nie ma – wybąkała Trzynastka.
- Dlaczego? – spytał House bardzo spokojnie i bardzo zimno.
- Bo nie przeprowadziliśmy punkcji lędźwiowej – rzekł Taub cicho, jakby nieśmiało.
House zamienił swoją zwyczajową, ostrą tyradę po usłyszeniu czegoś takiego na zwykłe spojrzenie. Może nie do końca zwykłe, bo Trzynastka pod jego wpływem nagle miała ochotę zapaść się pod ziemię. Jedno spojrzenie jak tysiąc słów – znacznie bardziej wolała, jak się na nich wydzierał.
Foreman też zrozumiał. Klepnął Tauba w ramię i obaj wyszli bez słowa. House wrócił do swojego biura, a nadal stojąca przy stole Trzynastka myślała o tym, jak by wyglądała normalna reakcja szefa na zapomnienie przez nich o jednym z podstawowych badań.
- Dlaczego? – zapytałby. – Nie pomyśleliście o tym czy Foreman znalazł jakiś pozornie przekonujący powód, by tego nie robić?
- Nie pomyśleliśmy – odrzekliby zgodnie z prawdą.
I w tym momencie pół szpitala by się dowiedziało, że są idiotami, marnują czas, nie potrafią kojarzyć faktów i robić tego, co do nich należy, że przez ponad dwa lata pracy u niego najwyraźniej niczego się nie nauczyli itp., itd.
Przez kilka ostatnich godzin myślała o swojej rozmowie z Chasem w przychodni. Teraz już wiedziała, co traci. Traciła House'a złośliwego, raz szczerego do bólu, innym razem manipulującego, ale zawsze wyrażającego na głos swoje myśli. Nie chciała więcej widzieć takich spojrzeń. Z tyradą radziła sobie znacznie lepiej.
Ostatecznie sama wyszła, zostawiając szefa samego w jego biurze.
Szczęknął klucz w zamku. Zielone drzwi jego ciemnego mieszkania rozwarły się szeroko. Rzucił klucze na stolik przy wejściu, wniósł do środka torbę z alkoholem i mało odżywczymi przekąskami. Dużym zamachem posłał swoją urzędniczą teczkę na kanapę. Zamknął drzwi, opierając się o nie.
- Boże, ale ten dzień był męczący – rzekł do siebie cicho.
Włączył światło w salonie. Wciąż stał oparty o drzwi. Spojrzał na pokój przed sobą i zamyślił się.
Odwalił dziś kawał dobrej roboty. Nie groziło mu pozwanie do sądu za obrazę pacjenta, pokazał, że jak chce, to umie być miły, zmniejszył nieco zaległości w prowadzeniu dokumentacji, spełnił prośbę o przeczytanie artykułu medycznego, jednak wbrew najgorętszym prośbom Cuddy ocenę konsekwentnie zostawił na następny dzień. Wyniki zaproponowanej punkcji lędźwiowej u pacjenta na oddziale podpowiedziały jego asystentom kierunek działania dla ustabilizowania stanu ciężko chorego mężczyzny, dzięki czemu mieli więcej czasu na postawienie diagnozy.
Niby dobry dzień, a jednak nienawidził siebie i swojego życia całą swoją pięćdziesięcioletnią duszą.
Chwycił siatkę w lewą rękę i pokuśtykał do kuchni. Po drodze spojrzał na stół w salonie – na blacie leżał otwarty, wyraźnie oficjalny list. Pojedyncza kartka A4, złożona dwukrotnie w poprzek, obok rozdarta koperta.
Być może powód jego dzisiejszego przedstawienia.
Doszedł do kuchni. Wrzucił do mikrofalówki foremkę z jakąś „dietetyczną" potrawą w rodzaju lasagne, wypakował z siatki butelki bourbona i wódki.
Tak naprawdę nie miał na to ochoty. A właściwie nie miał ochoty robić to samemu. Z drugiej strony miał wrażenie, że nie ma wyboru.
