Disclaimer: Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną zwrócone właścicielom w stanie pierwotnym.
Wiem, że postać, która się pojawi, budzi wiele skrajnych emocji, ale nic nie poradzę, że ja ją akurat lubię. A przynajmniej lubiłam w czasie, kiedy to pisałam ;).
Niespodzianka
Część dziewiąta: Epilog
House zamyślony siedział z kolejną kawą na schodkach prowadzących z ulicy na klatkę schodową. Okna w salonie były otwarte, więc słyszał odgłos rozmów i cichą, spokojną muzykę, którą ktoś nastawił. Mówił, że musi się przewietrzyć – nikt tego nie komentował, jakoś się domyślili, że jak na aspołeczną osobę jego pokroju i tak długo wytrzymał w tym tłumie.
Właściwie nie był już pijany. Właściwie tego wieczora w ogóle nie był pijany. Ten lekki rauszyk uleciał z niego w momencie zauważenia tłumu przyjaciół w salonie. I to wcale nie przez rauszyk postanowił zostawić ich w spokoju. Skoro postanowili spędzić ten wieczór z nim... nie powinno mu to przeszkadzać.
Usłyszał kobiece kroki – o chodnik stukały obcasy. Była druga w nocy, ale jakoś nie pomyślał, żeby się zdziwić obecnością kobiety w tej okolicy o tej porze. Kroki ucichły niedaleko niego.
- Lepiej wyglądasz z zarostem – usłyszał nagle damski głos.
Serce w nim zamarło. Znał ten głos. Ostatnio słyszał go pięć lat temu. Głos kobiety, z którą żył pięć lat, którą jednocześnie kochał i nienawidził przez wiele kolejnych, którą stracił – ale z której stratą zdążył się też pogodzić.
Spojrzał na nią. Była dwa lata młodsza od niego, ale nadal wyglądała tak samo, jak pięć czy nawet piętnaście lat temu.
Nie wiedział, jak to robiła, że na samo jej wspomnienie jego zazwyczaj zimne serce topniało, a on tonął w tym, co z tego serca zostawało. Nie było to już jednak uczucie bolesne, tylko ciepłe wspomnienie czegoś, co przeminęło.
- Ciężko mi to powiedzieć o tobie – odparł, starając się powstrzymać drżenie głosu.
Uśmiechnęła się. Jakie to dla niego typowe.
- Co tu robisz? – spytał. – Wilson by przecież nie ściągnął tu ciebie w kilka godzin.
- I tak miałam przyjechać. – Wzruszyła ramionami. – Wilson miał mi tylko powiedzieć, kiedy się pojawić.
Pokiwał głową. Wilson znał go tak dobrze, że czasem miał ochotę go przez to zabić.
- Wejdziesz? – spytał. – Cały tłum tam siedzi. Moje nowe ofiary...
- Tak, Wilson mi mówił, że masz nowy zespół. Ale nie przyjechałam tu dla nich.
Wbił spojrzenie w chodnik przed sobą.
- Co u ciebie? – spytał w końcu. – Układa ci się z Markiem?
- Tak. Mark jest już... całkiem... sprawny – rzekła z wahaniem.
- Obiło mi się o uszy, że macie córkę.
- Tak – odrzekła. Nie mówiła nic więcej. Wiedziała, że gdyby coś naprawdę go interesowało, to by zapytał.
Przez uchylone okno dobiegła nowa melodia. Stacy uśmiechnęła się.
- Pamiętasz to? Konferencja w Los Angeles. Jedna z pierwszych, na które mnie zabrałeś.
Nadal patrzył w chodnik. Pokiwał głową. Nagle spojrzał na nią, a ona nie zobaczyła oczu pięćdziesięciolatka. Te oczy należały do kogoś znacznie młodszego, kogoś, z kim żyła przez długi czas i z kim była szczęśliwa.
- Zatańczysz? – spytał.
- Greg, przecież ty...
House wstał tylko, zastukał laską w okno i zawołał:
- Głośniej prosimy! Jestem znieczulony. – Uśmiechnął się do Stacy.
Kilka sekund później rozmowy w salonie przycichły, za to muzyka poleciała głośniej. House wiedział, że osiem osób w salonie stoi właśnie przy oknach i się im przygląda. Trzy z nich pewnie nie wiedziały, o co chodzi, ale pozostałe pięć im to prędzej czy później wytłumaczy.
House odłożył na schodek kubek z kawą i laskę, wyciągnął rękę ku Stacy, ona ją przyjęła. Objął ją w pasie, ona położyła dłoń na jego plecach. Zaczęli delikatnie kołysać się w rytm muzyki. Stacy przytuliła się do niego.
- Wiesz... – mruknął jej do ucha na tyle cicho, by osoby w salonie nie miały szansy ich usłyszeć. – Dzisiejszy dzień był strasznie pokręcony, ale nagle zdałem sobie sprawę, że mięknę. Nagle zacząłem się cieszyć, że ci ludzie są tu ze mną.
- Martwi cię to? – Uśmiechnęła się.
- Nie, dopóki nikt inny się o tym nie dowie.
Zaśmiała się cicho.
- Więc jutro... wszystko wróci do normy? – spytała.
- Niezupełnie – odparł, wciąż kołysząc się w rytm muzyki. – Musiałbym zapomnieć o całym dzisiejszym dniu. Oczywiście nadal będę jechał po ekipie, wygłaszał seksistowskie teksty do Cuddy, psuł Wilsonowi randki, ale może...
- Twoje życie będzie mniej żałosne? – dokończyła za niego. Spojrzała w ogoloną twarz utraconego mężczyzny swojego życia. – Greg. Szczerze. Zapuść z powrotem zarost.
Zaśmiał się krótko i radośnie.
A/N:
Koooniec.
Opinie przyjmuję zawsze z otwartymi ramionami ;)
