Jinchuriki
Cz. 2.
Harry wprowadził Naruto do pokoju wspólnego Gryffindoru bez żadnej wrzawy. Przy takiej ilości uczniów nikt nie zwracał uwagi na kogoś, kto już był w barwach Domu. Jednak Hermiona i Ron należeli do osób bardziej zainteresowanych.
— Hej, stary! Gdzieś ty się tyle czasu podziewał — zapytał Weasley, gdy Potter wskazał fotel także swojemu „gościowi".
— Miałem małe problemy na zajęciach z profesorem Snape'em.
— Jak małe? — dopytywała się Hermiona, obserwując drugiego chłopaka.
Harry rzucił spojrzeniem na blondyna i uśmiechnął się do siebie.
— Małe, jakieś metr sześćdziesiąt z blond fryzurą.
— Malfoy? A on co tam robił?
— Och, Ron. Nie Malfoy. — Wskazała na rozglądającego się wciąż Naruto. — Coś poszło nie tak? — szepnęła, nachylając się bliżej.
— Nie sądzę. Naruto — zwrócił na siebie uwagę chłopaka — to jest Hermiona, a to Ron. Oni wiedzą o prawie wszystkim, ale i tak prosiłbym byś nie wdawał się w szczegóły.
— Heej! — oburzyła się dwójka przyjaciół.
— Przykro mi. Tak będzie lepiej. Poza tym Naruto jest tu tylko na kilka dni, potem go odeślę. Muszę jedynie zregenerować siły.
— Czemu wszyscy chodzicie tak samo ubrani? To jakiś obowiązek? — odezwał się Uzumaki, klękając na fotelu i opierając się o jego oparcie, by móc obserwować innych uczniów.
— Takie tu panują zasady. Jutro jest sobota, więc będziemy mieć sporo czasu, by ci wszystko pokazać. Trzymaj się naszej trójki. W razie kłopotów pomożemy ci — powiedziała Harry.
Uzumaki obruszył się.
— Może i jestem tylko geninem, ale potrafię się obronić.
— Nie wątpię. Ale tu panują trochę inne zasady niż w twoim świecie. Magii nie pokonasz samą siłą. Chodź, pokażę ci gdzie będziesz spał. Skrzaty już pewnie dostawiły łóżko do naszego pokoju, skoro to ja mam się tobą zajmować.
Pociągnął chłopaka za rękaw w stronę chłopięcego dormitorium.
— Mało tu miejsca — zauważył od razu Naruto, wchodząc do sypialni chłopców.
— Przykro mi. Postaraj się wytrzymać. Tu tylko śpimy.
Od razu spostrzegł dodatkowe łóżko tuż obok jego. Raczej w inne miejsce by się nie zmieściło. Neville, Dean i Seamus spali pod drugą ścianą, a on i Ron pod tą, więc jasne było, że to właśnie z tej strony pojawi się dostawka.
Spokój był tylko do kolacji.
— A teraz chciałbym przedstawić tymczasowego ucznia. Naruto Uzumaki jest u nas na kilka dni i chciałby zapoznać się z nasza szkołą. Witamy! — Przemówił w którymś momencie dyrektor, wskazując nowego prawie ucznia.
Naruto wstał i ukłonił się w swoim stylu w stronę stołu nauczycielskiego. Od razu siedział ze Złotą Trójcą i to od samego początku zwróciło uwagę wszystkich tych, którzy interesowali się losem Pottera.
— Dlaczego on siedzi z Bliznowatym?
— Pewnie dyrektor poprosił swojego Złotego Chłopca by się nim zaopiekował.
Malfoy był wściekły. Dlaczego gość został przedstawiony Gryfonom, a nie części bardziej arystokratycznej szkoły? Spojrzał na Snape'a, ale ten obserwował stół Gryfonów z kwaśną miną. Pewnie miał podobne zdanie.
Na koniec kolacji głos zabrał ponownie dyrektor:
— Skoro nasza szkoła ma w swych murach gościa, to zezwalam jutro starszym klasom na wyjście do Hogsmeade. Mam nadzieję, że pan Uzumaki zechce obejrzeć naszą wioskę.
Malfoy uśmiechnął się złośliwie.
— Ojca pewnie ucieszą te wiadomości. Oto szansa dostania Pottera na złotej tacy.
— Czyli to miejsce, w którym żyjecie? — upewniał się Naruto, wkraczając następnego dnia do Hogsmeade.
Hermiona zachichotała, na co ten spojrzał na nią zdziwiony.
— To tylko niewielka wioska, Naruto. Każdy z nas pochodzi z innego miejsca, w którym żyje tysiące ludzi. To naprawdę duże miasta.
Ale Naruto juz zainteresował się czymś innym. Na równi z Ronem dopadli wystawy Miodowego Królestwa, gdzie ustawiano właśnie nową dekorację w całości stworzoną za słodyczy.
Harry wciągnął zapatrzonego chłopaka do środka.
— Wybierz sobie coś, ja stawiam.
Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać. Jeszcze nigdy Harry nie wychodził tak obładowany ze sklepu, nawet wliczając pierwszy rok, gdy miał najwięcej do kupienia do szkoły. Całe szczęście zaklęcia zmniejszające miał opanowane i pochował wszystko do kieszeni swoich oraz Naruto.
Pierwsze zaklęcie trafiłoby Harry'ego prosto w pierś, gdyby nie niespodziewanie szybka reakcja blondyna. Chwycił go nagle w pasie, a w następnej chwili stał na dachu sklepu. Szybko rozglądnął się z tej wysokości po okolicy. Gryfon nie pytał w jaki sposób znaleźli się na trzecim piętrze, nie było teraz na to czasu. Od razu rozpoznał napastników.
— Śmierciożercy!
— Kto? — dopytywał się Uzumaki, ciągnąc go do tyłu, gdy kolejne zaklęcia uderzyły tuż koło nich.
— Wysłannicy Voldemorta. Pewnie znów próbują mnie złapać. Musimy zejść na dół. Trzeba poszukać schodów.
I znów został złapany w pasie i przeniesiony na kolejny dach, a następnie w jakiś zaułek.
— Czy oni walczą jakąś bronią? — dopytywał się Naruto, wyglądając za rogu.
— Nie, tylko zaklęcie. Gdzie idziesz? — krzyknął za nim Harry, gdy ten zaczął kierować się w stronę wyjścia ze ślepej uliczki.
— Pokażę im co to prawdziwa walka.
— Nie możesz! — Złapał go za ramię. — Jedno zaklęcie i możesz zginąć.
— To mnie osłaniaj swoimi.
Zanim zdołał mu to wyperswadować, Naruto już wyskoczył na środek rynku. Harry natychmiast uniósł różdżkę, rzucając jedyne zaklęcie, które mogło w jakiś sposób uchronić Uzumakiego od słabszych klątw. — Protego Maximum!
Nie mógł jednak nic innego robić. Utrzymanie bariery było czarem ciągłym i jednocześnie nie mógł rzucać innych. A Naruto jakby znalazł się w swoim żywiole. Harry nigdy dotąd nie widział tak szybkich ruchów. A gdy nagle z jednego chłopaka zrobiło się sześciu oniemiał, nie wiedząc, który jest prawdziwy. Nie zdjął jednak czaru ochronnego. Zniknięcie jednego z Naruto trochę go wystraszyło, ale uspokoił się, gdy inny pomachał do niego pocieszająco. Czyli tak powinno być? Nie wiedział, ale ufał dziwnie w tego chłopaka. Może ten demon, który został w niego zaklęty, pomagał swojemu gospodarzowi w przeżyciu?
Przewroty, skoki, rzuty dziwnymi małymi nożami, powodowały zamęt wśród atakujących. Jednak Naruto nie mógł być wszędzie, nawet jeśli jego sobowtórów nadal była czwórka. Dobrze trafione zaklęcie, jednego ze śmierciożerców ukrytego za budynkiem księgarni, wyeliminowało najpierw jednego, a następnie trzech kolejnych fałszywych Naruto. Małe kłębki dymu znikającej postaci dały nadzieję Harry'emu, że to nadal nie oryginał. Ale w końcu został jeden Uzumaki i teraz zwolennik Czarnego Pana kierował właśnie w niego różdżkę. Naruto zajmował się w tej chwili bardzo troskliwie innym napastnikiem i nie zauważył zagrożenia. Potter, jak to Potter, nie byłby sobą gdyby nie zadziałał nieprzemyślanie. Wyskoczył, z chroniącego go zaułku, i pobiegł w stronę Naruto.
Zaklęcie wystrzeliło z różdżki i poszybowało w stronę blondyna. Tupot za plecami zwrócił uwagę Uzumakiego, który odwrócił się w tej samej chwili, gdy czar trafił w plecy Pottera, zatrzymującego się tuż przed nim.
Złapał krzyczącego wyraźnie z bólu chłopaka. Wstrząsały nim drgawki, ale po kilku sekundach ustały. Harry oparł się o Naruto i wyprostował.
— Nie mogłeś krzyknąć? — wyrzucił mu blondyn, rozglądając się i wycofując w bezpieczne miejsce, poza zasięg ukrytego napastnika.
Niestety nie okazało się za bezpieczne. Dwa jednoczesne czary torturujące dosięgły obu chłopaków. Harry znów został ścięty z nóg, jednak Naruto stał twardo niczym pomnik. Trzech śmierciożerców pojawiło się nagle przed nimi. Dwóch z nich nadal trzymało różdżki skierowane w stronę Naruto.
— Teraz gówniarz popamięta — warknął jeden, wycierając z twarzy krew i wypluwając zęba na ziemię. — Crucio!
Wrzask, choć dziwnie przypominało to ryk dzikiego zwierzęcia, wyrwał się z gardła męczonego blondyna. Śmierciożercy drgnęli, ale było już za późno.
Uzumaki pochylił się do przodu, kładąc dłonie na ziemi. Jego paznokcie wydłużyły się, upodabniając do pazurów. Coś pomarańczowego zaczęło wyciekać z jego ciała. Harry przyglądał się w szoku jak to coś formuje się wokół chłopaka na kształt... lisa. Tylko od kiedy lisy mają trzy ogony? Błękitne dotąd oczy stały się czerwone, a tęczówka podłużna. Pazury zaorały ziemie, rozsypując jej grudki dookoła, gdy wybił się do skoku, powalając całą trójkę ogonami. Zaraz też znikł.
— Naruto! — opamiętał się Harry, wybiegając za nim na rynek.
Widział tylko pomarańczowe smugi i czarne postacie nokautowane jedna po drugiej. W ciągu pięciu minut zrobiło się cicho. Naruto pojawił się przy nim w jednym skoku, nadal w przysiadzie. Patrzył na niego przez chwilę i chłopak nie potrafił się oprzeć, by go nie dotknąć. Jego magia wyczuwała, że ta druga pomarańczowa energia nie jest do końca dobra. Choć na całkowicie złą też nie mógł jej zaklasyfikować. Dotknął tego czegoś, co miało być uszami. Energia w jednej chwili przepłynęła po jego dłoni, ramieniu i wyżej, pochłaniając go. Przynajmniej próbowało, bo Harry nie pozwolił sobie na coś takiego. Jednak wykorzystał to nietypowe połączenie. Złapał pełzające po nim bąble w dłoń, zbierając je jak do rzucenia czaru w jednej dłoni. Kumulował ją w ręce tak długo aż pojaśniała, tracąc barwę zachodzącego słońca.
— Jak to zrobiłeś? — Naruto nagle wstał, całkiem normalny, trzymając się za mały, kryształowy naszyjnik. — Kyuubi nie pozwala nigdy dotknąć swojej czakry nikomu. Wszystkich zawsze kaleczył.
— Nie wiem. Nie miałem wobec niego złych zamiarów, może to wyczuł. Ale za to mam teraz odpowiednio dużo mocy, żeby cię odesłać do domu.
— Już? — zdziwił się Naruto.
Harry powoli wchłonął w siebie zgromadzona moc, przykładając ją do piersi, jak to kiedyś stwierdziła Hermiona przy podobnej sytuacji, niczym bateria.
— Lepiej tak. I tak trudno będzie wytłumaczyć ten... — wskazał ma leżących wszędzie śmierciożerców — ... bałagan. A idę o zakład, że w pierwszej chwili szukać będą pewnego szybkiego blondyna.
Naruto Uzumaki uśmiechnął się szeroko, zakładając znów ręce na kark.
— Mówiłem, że potrafię się obronić.
— Teraz ci wierzę. — Poklepał go po ramieniu.
— Ok, wrócę. Ale będę mógł jeszcze coś zjeść?
Harry roześmiał się. Naruto w tej chwili przypomniał mu pewnego rudzielca.
Naruto po sutym posiłku wrócił do swego świata bez najmniejszych kłopotów.
Ale to jeszcze nie koniec historii. Przecież Harry musi nauczyć się przyzywać naprawdę potężne istoty.
Dalszy ciąg w „Piekielnie dobry lokaj".
