.5. Świat to zabawne miejsce.
- Czym się trujesz?
Donna podniosła wzrok na Deana. Wyglądała na zmęczoną, a jej ubranie przypominało łachmany – było podziurawione i poplamione. Odrzuciła na plecy pasma włosów.
- Bo ja wiem? Może kufelek. I coś z przykopem. Jestem wykończona.
Dean poszedł do baru i wrócił z tacką obładowaną kuflami i szklaneczkami. Donna przechwyciła pierwszą szklaneczkę zanim jeszcze taca dotknęła stołu. Przełknęła zawartość, skrzywiła się i przez chwilę starała się odzyskać dech.
- Tego było mi trzeba – wyrzęziła.
Dean usadowił się naprzeciwko, w ciemnym zakamarku baru. Pociągnął ze swojej szklaneczki, po czym spłukał smak drikna łykiem piwa. Jego ubranie także było poszarpane i zaplamione.
- A więc tym się zwykle zajmujesz? – spytała Donna.
- Taa, mniej więcej – odparł ponuro Dean.
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego ktokolwiek chciałby to robić? Ledwie uszliśmy z życiem. Próbowało rozedrzeć cię na pół. Użarło cię. I chciało mnie udusić. A potem wszystkie fotele zaczęły latać w powietrzu. A ten ogień? I jeszcze te inne duchy; Boże to było przerażające! Powiedziałeś, że jesteście łowcami – ty i twój brat. To znaczy, że sami prosicie się o kłopoty? Płacą wam za to?
- Nie.
- Tak myślałam.
- To, tak jakby, rodzinny interes – powiedział Dean. – Polujemy na różne rzeczy. Pomagamy ludziom. Nasz tata... był łowcą. Nauczył nas wszystkiego, co sam umiał.
- I dokąd was to zaprowadziło! – wykrzyknęła Donna. – Ty wylądowałeś w piekle! Twój brat zamienił się w jakieś dziwadło!
- Nie mów mu, że ci powiedziałem – szybko wtrącił Dean.
- Nie, nie powiem. – Donna zajrzała w głąb swojego kufla, nagle zadumana. – Nie powinnam w ogóle cię o to pytać – westchnęła. – Nie ja.
- Zdaje się, że wy także prosicie się o kłopoty. – Dean posłał jej blady uśmiech.
- Zazwyczaj nie. Tyle że, kłopoty same nas znajdują. Zawsze. A potem jest cała ta bieganina, i zamieszanie, i koniec świata, a potem ruszamy dalej, prosto w następne kłopoty. A on zawsze się spieszy. Doktor. A ja nie rozumiem nawet połowy z tego, co on mówi.
- Znam ten ból. Mój brat to prawdziwy mądrala.
- On jest... Och, uwielbiam go, ale czasami jest taki... obcy... Powie coś, albo coś zrobi, albo po prostu na mnie spojrzy, i to jest obce... I czuję się, jakby zostawił mnie samą. Znowu.
- W jaki sposób się spiknęliście?
Donna wzruszyła ramionami.
- Miałam wyjść za prawdziwego kretyna – powiedziała. – A potem zdarzył się Doktor. Lance został pożarty przez małe pajączki. Osuszyliśmy Tamizę. Była tam ta gigantyczna pajęcza cesarzowa. Mikołaje z karabinami. Wybuchające dekoracje choinkowe. Wyobrażasz sobie, jakie to było straszne?
- Nie, nie bardzo. – Dean obrzucił ją powątpiewającym spojrzeniem.
- Widzisz? Właśnie o tym mówię. Nie możesz nikomu o tym opowiedzieć, bo to jest takie cholernie dziwne. Brzmi jak kompletny obłęd. Ale kiedy tam jesteś, to wszystko jest takie przerażające, i takie wielkie, i smutne, i zabawne, i szalone i... sama nawet nie wiem jakie.
- Więc postanowiłaś się z nim zabrać?
- Nie, wcale nie. W każdym razie nie od razu. – Donna wychyliła kolejnego drinka i pociągnęła długi łyk piwa, zanim podjęła opowieść. – Masz normalne życie, Dean, życie pełne „Eastendersów" i dorywczej pracy, i śniadań na wynos, i smsów i głupot. W piątkowe wieczory spotykasz się z kumpelami w pubie, a w sobotę jedziesz na zakupy. Żresz się z mamą i żałujesz, że nie wyniosłaś się z domu, ale zawsze brak ci kasy, więc odkładasz decyzję z roku na rok. Bez przerwy jesteś na diecie, a kiedy dieta nie zadziała, obżerasz się jak świnia. Nie jesteś ładna, ani mądra, ani ważna. Jesteś nikim. I nikim masz pozostać.
Dean milczał.
- A potem zdarza się coś takiego. Koniec świata. I już sam fakt, że go przetrwałam... jakoś tak wszystko zmienia. Ale... i tak, to jest zbyt dziwaczne, zbyt dalekie od rzeczywistości. No więc, kiedy mnie zaptał, odpowiedziałam „nie." Chciałam tylko wrócić do domu i porządnie się wypłakać. A on odszedł. I od tej pory ciągle go szukałam.
- Wygląda na to, że go znalazłaś.
- Znalazłam. – Donna uśmiechnęła się promiennie. – A jakże.
- Więc, co się zmieniło?
- Och, ja się zmieniłam. A potem zmieniłam się jeszcze bardziej. Ale czego to ja nie widziałam! Spotkałam Agathę Christie! Byłam w Pompejach – w dzień wulkanu! Poleciałam na Ood Sferę! Walczyłam z Dalekami! Miałam głowę nafaszerowaną wiedzą Doktora! Ocaliłam świat, Dean; ja – Donna Noble z Chiswick w Londynie – ocaliłam wszechświat! Wszystkie wszechświaty, ściśle mówiąc. Od czegoś takiego nie można odwrócić się i odejść. Nie można.
- Ocaliłaś wszechświat? – Dean znów rzucił jej to powątpiewające spojrzenie.
- Wiem! – zachichotała Donna. – Magia!
- Ja zabiłem żółtookiego demona – powiedział Dean. – Tego samego, który zrobił to Sammy'emu. Nie ma porównania.
Złapał szklaneczkę z kolejnym drinkiem.
- Dean, z tego co mówiłeś wynika, że żyłeś na linii frontu, codziennie, od wczesnego dzieciństwa, opiekując się braciszkiem i walcząc z potworami! Ja byłam głupią, grubą krową. Ty byłeś bohaterem! Nadal nim jesteś! I, może przemawia przeze mnie whisky, ale jesteś słodki. – Donna stłumiła czkawkę. – Tak, definitywnie przemawia przeze mnie whisky.
- On nie wygląda na kosmitę – wymruczał po chwili Dean.
- Ma dwa serca – powiedziała Donna.
- Żartujesz!
- Nie. Podwójny układ sercowo-naczyniowy. Całkiem niedawno ocalił mu życie.
- Co jeszcze ma podwójne?
- Hej! – Donna walnęła Deana w ramię. – Nie przeginaj!
- A na czym polega bycie jego „towarzyszką"?
- Na „wspólnych podróżach." Na „dotrzymywaniu towarzystwa." I to na dość staromodnym dotrzymywaniu towarzystwa.
- Żadnych intymnych związków?
- On jest obcy, Dean. Jest kosmitą. I nie wydaje mi się, żeby myślał o mnie w taki sposób. Och, w cholerę z tym, dlaczego miałby tak o mnie myśleć?!
- O, bo ja wiem? Bo jesteś zabawna? Mądra? Odważna? Szczera? – Dean umilkł i potrząsnął głową. – Ta, a oto i głos mojej whisky.
Donna czknęła ponownie.
- Miał tę dziewczynę – powiedziała z lekka bełkotliwie. – Blondynkę.
- Auć! – Dean wzniósł kolejną szklaneczkę jak do toastu. – I gdzie się podziała?
- Jest w innym wymiarze. O ile nie wydarzy się kolejna katastrofa, nie może jej nawet odwiedzić. A poza tym, ona ma już kogoś innego.
- Fatalna sprawa – powiedział Dean. – Miałem kiedyś dziewczynę, jakieś osiem lat temu. I ona ma dzieciaka. Myślałem, że mojego, ale nie. Ale mimo wszystko... dzieciak jest super, a ona jest wspaniała. Istny ogień. Ale wiesz, ja ląduję w piekle, Castiel wywleka mnie stamtąd; Sam rżnie się z Ruby i doskonali swoje umiejętności Władcy Cienia; Lilith łamie pieczęcie... Po prostu brak czasu na związki. Zresztą, i tak byłbym do dupy w te klocki. Nigdy nigdzie nie zagrzałem miejsca. Pobaw się i w nogi – to cały Dean Winchester.
- Wyglądasz na takiego – przyznała Donna. – Seksowny i niebezpieczny.
- Tak myślisz?
- Taaaaa...
- Wiesz co, to dziwne. – Dean wydął wargi. – To, jak ze sobą rozmawiamy. Wypruwam przed tobą bebechy, i to jest stuprocentowo chwila z filmu dla bab, a wcale nie czuję się głupio.
- Och, weź się w garść, Dean, ty mięczaku! – roześmiała się Donna. – Mamy przed sobą poważną popijawę.
- Racja. Popijawa. – Dean spłukał kolejnego drinka łykiem piwa. – Ty też jesteś seksowna. Twoje włosy... Niesamowite.
- Rude.
- Nie... ogniste... Cała jesteś ognista... Fantastyczna z ciebie babka, Donno.
- Fantastyczny z ciebie facet, Dean.
- Wypijmy za to.
- Wypijmy.
W kilka kolejek później, z głową opartą o blat stolika, Donna wymamrotała cicho:
- Świat to zabawne miejsce, wiesz? Zabawnym miejscem ten światek jest. To, jak ludzie na siebie wpadają... jakby to było gdzieś zapisane. To niesamowite! Ja, kurdę, kocham ten śmieszny światek!
Wtedy właśnie pojawił się anioł.
Ciąg dalszy nastąpi...
