.14.

Nadciągają babskie momenty


Donna prześlizgnęła się przez drzwi czując się równocześnie winna i rozdrażniona. W tej chwili nienawidziła Deana za to, że okazał się dupkiem, a Doktora za to, że okazał się gentelmenem.

Mężczyźni!

Doktor rozciągnął się na brzuchu na podłodze, z głową i ramionami zanurzonymi pod powierzchnią siatkowej podłogi. Sapiąc z wysiłku buszował w splotach dziwacznych wnętrzności TARDIS. Wyłonił się z otworu, gdy tylko kroki Donny zadźwięczały na podłodze. Miał zaczerwienioną twarz.

– Co to było? – wysyczała Donna.

Doktor zawahał się z lekka, najwyraźniej zaskoczony atakiem.

Co było co? – spytał.

– Och, weź mi nie wciskaj tej pozy pod tytułem „Nie mam pojęcia o co ci chodzi"! – powiedziała Donna. – Więc się całowaliśmy!

– Taa, zauważyłem. – Sonik zawirował w szczupłych palcach Doktora.

– I teraz będziesz udawał, że cię to nic nie obchodzi, tak?

– Donno – westchnął. – Obchodzi mnie to.

– Naprawdę? – Tym razem to ona się zawahała.

– Hmm, tak.

Donna poruszyła się niepewnie i skrzyżowała ręce na piersi.

– Przepraszam – powiedziała cicho. – Nie planowałam tego. A poza tym, nie jesteśmy parą, ty i ja; tylko się kumplujemy.

– Tak, masz rację. To ja powinienem cię przepraszać. – Doktor zdjął swoje „myślące" okulary i złożył je starannie. – Chyba zachowałem się ciut niezręcznie. Tyle, że… Przyzwyczaiłem się… Wiesz, moje poprzednie towarzyszki podróży… nieco się we mnie durzyły…

– Jesteś niemożliwy! – prychęła Donna, odwracając się niego plecami.

– Ja tylko… Donno… Nie chcę sugerować… niczego… – Doktor podniósł się z podłogi, ale zamiast podejść do niej, wycofał się tak, że rozdzialała ich kolumna TARDIS. – Ale ty jesteś wyjątkowa, zawsze byłaś wyjątkowa. Byłaś jedyną istotą w całym wszechświecie, której mogłem absolutnie zaufać.

To zabolało.

– Już mi nie ufasz?

– Ja… Ufam ci, Donno. Przeszłaś przez piekło, posługując się słowami Winchesterów, żeby mnie uratować, żeby mnie ocalić. Większość ludzi oczekuje, że to ja zajmę się całym ratowaniem. Ale nie ty. Nigdy nie ty. Jesteś najsilniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. – Uśmiechnął się do niej smutno. – Ale on złamie ci serce.

– Nie.

– Nie?

– Nie, Doktorze. Nie złamie mi serca, ani ja jemu. Jest słodki i lubię go. On mnie lubi. Jutro będziemy na przeciwnych krańcach świata, może nawet w innych czasach. Szkoda czasu na żale. Nie ma co oglądać się za siebie. – Donna wzruszyła ramionami. – Ktoś powiedział mi, że drogi Deana i moja w ogóle nie powinny się skrzyżować. Ktoś, komu się raczej wierzy.

– Odniosłem wrażenie…

– Co, że go kocham?

– Nie posuwałbym się tak daleko. Ale wydawałaś się… zauroczona.

Donna spojrzała na niego ze smutkiem. Doktor wlepiał w nią wzrok, z głową leciutko przechyloną na bok, z uniesionymi brwiami.

– Ale ja nie mogę być nim zauroczona, prawda? – powiedziała. – Bo teraz to jest moje życie, tutaj, podróżując z tobą. I tak będzie zawsze.

Cień przemknął przez twarz Doktora.

– Pewnego dnia możesz zmienić zdanie – wyszeptał.

– Nie jestem głupia – prychnęła Donna. – Wiem, że wszystko się kończy. Ale to… – tupnęła mocno o podłogę. – …to wszystko… to się dzieje teraz. To jest prawdziwe. To jestem ja. To życie, ta chwila, ten Doktor. Tego chcę.

Przez ułamek sekundy coś kurczyło się w twarzy Doktora – jakieś bolesne uczucie, jakiego Donna nie widziała tam nigdy wcześniej. A potem szeroko otworzył oczy, głęboko wciągnął powietrze, wyprostował ramiona i znów był sobą – Doktorem, którego znała.

– Mamy masę roboty – powiedział.

– Taaa – wyszeptała Donna. Odwrócił się do niej plecami, zgarniając wszystkie przedmioty, które wygrzebał spod podłogi sterówki. Donna stała przez moment nieruchomo, wpatrując się w przestrzeń.

Taki stary, pomyślała. Tylu ludzi. Tyle pożegnań. Tyle szcześliwych chwil, które miały trwać wiecznie. Ale im dłużej żyjesz, tym jaśniej pojmujesz, że wszystko musi dobiec końca…

Znów prychnęła z rozdrażnieniem.

Musi? Pomyślała. A kto powiedział, że musi? Kto wymyślił taką zasadę? Jeśli moja śmierć ma go zranić, uczynić go na powrót samotnym, to nie umrę. Nigdy, przenigdy nie umrę. Ani nie pozwolę, żeby rozdzieliły nas ściany wszechświatów, czy jakieś niewyobrażalne nurty czasu. Nie pozwolę bo ja go…

– Możesz mi podać klucz nastawny?

Donna wybuchnęła śmiechem.

– Co? – Doktor popatrzył na nią z tym swoim wyrazem twarzy mówiącym „Właśnie byłem całe parseki stąd."

– Nic – odparła. – Już się robi.