Rozdział pisany 25-26.07.2022 w Parku Skaryszewskim i HRC w Warszawie, inspirowany koncertem Iron Maiden z trasy Legacy Of The Beast, który miał miejsce 24.07.2022 na Stadionie Narodowym. Bo zawsze chciałam pisać w miejscu, gdzie dzieje się akcja rozdziału 3
Woń spoconych ciał pomieszany z zapachem piwa nie był tu tak odurzający jak kilka pięter niżej, ale Kordianowi i tak mocno wgryzał się w nozdrza. Ogłuszający ryk który zalewał mu uszy zdawał się przenikać przez przewód słuchowy i zamieniać w fale, których rytmiczne uderzenia przenikały cale jego ciało. Co chwila szturm wyciągniętych w górę rąk to się podnosił, to opadał albo zaczynał kiwać się na boki zgodnie z tym, co pokazywał mistrz ceremonii. Przysadziści, spoceni i lekko podchmieleni mężczyźni siedzący tuż obok niego całkowicie odpłynęli, drąc się w niebogłosy i wymachując w górę pięściami, co chwila zrywając się z zajmowanych krzesełek, najwyraźniej nie mogąc się zdecydować, czy lepiej wstać czy siedzieć na miejscu.
Dziecięcy pisk zza jego pleców jednak udało mu się usłyszeć. Odwrócił się natychmiast i nawet jeśli przed chwilą czuł się jeszcze nie do końca na miejscu, teraz wiedział że wszystko jest w porządku.
Aleksandra piszczała z radości, skakając w miejscu, próbując jednocześnie kiwać głową do rytmu, gdzieś pomiędzy mając jeszcze siłę na wplatanie odpowiednich słów z piosenki, którą właśnie śpiewał Bruce. Jej dziecięce, różowe słuchawki dzielnie tkwiły na miejscu, chroniąc dziewczynkę przed trwałym uszkodzeniem słuchu. Ta jednak była w takiej ekstazie, że kompletnie nie zwracała na nie uwagi. Nie przeszkadzało jej nawet to, że Joanna która klęczała tuż przed nią, trzymała ją za rączki, chroniąc ją przed upadkiem na niższą trybunę czy też zataczającymi się przechodniami. Ona również miała na twarzy wymalowane niepojęte szczęście, choć uwagę musiała dzielić między tym, co dzieje się na scenie a bezpieczeństwo córki. Wyczuła spojrzenie Kordiana i na chwilę zatrzymali wzrok na sobie.
Widzenie tunelowe wciąż im nieźle wychodziło, nawet wśród kilkudziesięciu tysięcy uczestników koncertu.
Nie myślał, że to w ogóle możliwe, ale posłała mu jeszcze piękniejszy uśmiech niż miała na twarzy wymalowany przed chwilą. Z jej oczu biło takie samo szczęście, jak z oczu Aleksandry. W tej chwili, przy przenikających ich ciała dźwiękach Fear of the Dark, obojgu udało się uciec od świata, w którym przyszło im funkcjonować, od codziennych trosk i zmartwień, od dramatycznych wydarzeń, które naznaczyły ich życie przez ostatnie cztery lata. Byli tu we trójkę, razem, w oficjalnych czarnych koszulkach z trasy Legacy of the Beast. Przeżyli niejedno otarcie się o śmierć, choroby, uzależnienia, mniejsze i większe porażki, straty, strach, niepokój, wyczekiwanie upragnionego spokoju. I nawet, jeżeli Oryński upierał się, że Stadion Narodowy ma tragiczną akustykę i niszczy to, co człowiek powinien w uniesieniu przeżywać biorąc udział w koncercie ukochanego zespołu, nie protestował nawet przez chwilę, gdy jeszcze przed pandemią Joanna poinformowała go o kupnie biletów. Namęczyli się niesamowicie, by wymienić bilety z płyty na trybuny, gdy po raz kolejny zespół przesunął trasę koncertową, a dla nich stało się jasne, że Aleksandra będzie już na tyle duża, że da radę wziąć udział w pierwszym koncercie swojego - jakżeby inaczej - ulubionego zespołu.
Gdy dziewczynka również na niego spojrzała, oderwał na chwilę oczy od swojej żony i kiwnął jej głową. Aleksandra znów pisnęła, a potem zupełnie bez ostrzeżenia, rzuciła się przed siebie w stronę Oryńskiego, który zdążył już wyciągnąć ku niej ręce by ją złapać. Chyłka w ostatniej chwili wypuściła jej małe rączki ze swoich dłoni, a potem odgarnęła włosy z twarzy i podniosła się powoli. Widząc, jak Kordian obejmuje małą i sadza ją sobie na kolanach a ta natychmiast dalej zaczyna podskakiwać, wyciągnęła ręce ku górze i zaczęła klaskać do rytmu, kiwając głową.
Dzieląc z nią życie, nie było opcji, by nie poznał od deski do deski dyskografii Ironsów. I chcąc nie chcąc, choć jego sercu wciąż były bliższe barbarzyńskie - wg jego żony - rąbnięcia bitu dla maluczkich, doskonale wiedział, co chwytało ją za serce w metalu, ile dla niej znaczyła ta muzyka i jaką rolę odgrywała w jej życiu. Jak sam przypieczętował swój los, i te melodie kształtowały również jego świat. Jaką radość dawało im obojgu puszczanie tych piosenek Aleksandrze, obserwowanie jak ich córka zakochuje się w tych dźwiękach i podziela gust muzyczny swojej matki. Jak, od kiedy zaczęła w końcu się odzywać, droga do przedszkola - w sumie każda inna też - upływa im pod znakiem wybierania płyty przez Aleksandrę, która jeszcze nie do końca radzi sobie z wymową angielskiego i śpiewa zwrotki po swojemu.
Co oboje czuli kilka minut temu, gdy zupełnie niespodziewanie, pośród swoich największych hitów, zespół wykonał fenomenalnie Blood Brothers, numer z „Brave New World". Diabli wiedzieli, czy Maideni kierowali się swoimi osobistymi przeżyciami czy sytuacją na wschodzie - Joanna katowała tą płytę, a już zwłaszcza tą piosenkę, niemal zawsze, gdy przechodziła kryzys i próbowała się z niego wygrzebać. Ostatnio - gdy on przedawkował i przeżył załamanie nerwowe, gdy stracili dziecko i gdy stoczyli chyba najgorszą z bitew, by nie dopuścić do jego aresztowania. Nie bez powodu słowa piosenki pojawiły się na płycie nagrobka, pod którym spoczywał ich synek. Widział, jak zmienił się wyraz jej twarzy w momencie, gdy rozpoznali pierwsze nuty piosenki. Jak radość została nagle zastąpiona wzruszeniem i smutkiem. Jak, niby zupełnie przypadkowo, nerwowo ogarniała włosy z czoła, a tak naprawdę otarła z oczu kilka łez. Szybko odnalazł wtedy jej dłoń i splótł ich dłonie. Jak nie patrząc na niego, odwzajemniła uścisk i nie wypuszczała długo jego dłoni.
Wiedział doskonale, że gruby pancerz obojętności i pogardy, który wkładała na siebie przed wejściem do Skylight, nauczyła się zdejmować przy nim i nie czuła potrzeby, gdy go zakładać, gdy był obok.
Jeszcze nie skończyli grać Fear of the Dark, gdy Joanna opuściła ręce i ostrożnie zeszła schodek niżej, zajmując swoje miejsce na trybunie przy Kordianie.
- Wszystko ok? - zapytał, schylając się ku niej.
Kiwnęła głową i wzięła kilka głębokich oddechów.
- Trochę duszno - odbąknęła. Pokazała mu na migi, by podał jej wodę którą schowali pod krzesełkami. Wzięła kilka łyków i oddała butelkę Kordianowi.
Aleksandra zeskoczyła z kolan Oryńskiego i znów zaczęła skakać, tym razem przy szklanej barierce. Kordian przysunął się na tyle, by zetknęli się ramionami z Joanną.
- Żałujesz, że nie jesteś na płycie? - bąknął do jej ucha. Trzepnęła go po udzie.
- Ty zaraz pożałujesz, że zadałeś tak durne pytanie! - odkrzyknęła, a zespół skończył grać i fala oklasków rozniosła się po całym stadionie. - Jest czas na szaleństwo na płycie, jest czas na nauczanie następnego pokolenia. Dzisiaj robimy to drugie. I nie próbuj jutro mówić komukolwiek, że to poświęcenie. To nasz pierdolony obowiązek. I idzie ci doskonale, więc nie spierdol tego. - Mimo rzekomego oburzenia w głosie, pochyliła się i pocałowała go zupełnie znienacka, ale za to tak namiętnie, jakby już jedna nogą przekraczali próg sypialni na Argentyńskiej.
Mimowolnie jego ręka powędrowała na jej brzuch i dotknęła go ostrożnie. Nie protestowała - przerywając pocałunek, dalej trzymała swoją dłoń na jego karku i delikatnie mierzwiła jego włosy.
- Módl się tylko o to, by zespół w tym składzie przeżył kolejne cztery czy pięć lat, aż Płodzik będzie gotowy na swój pierwszy koncert.
- W wielkim skrócie, tylko o tym marzę.
Marzył o wielu rzeczach, ale ostatecznie wszystkie one składały się na jeden końcowy wynik.
