30
Część trzecia
Rozdział 30 nawiązuje do wydarzeń opisanych w „Egzekucji" Remigiusza Mroza; wykorzystano w nim również fragmenty z wymienionego tomu.
Świat nie chciał przestać wirować, a wszyscy ludzie wokół zdawali się posługiwać niezrozumiałym językiem. Na domiar złego ziemia przechylała się to w jedną, to w druga stronę.
Chyłka z trudem utrzymywała się w pionie, przechodząc przez obrotowe drzwi, a potem wtoczyła się do biurowca. Niemal upadła, zanim udało jej się dojść do bramki, którą zamierzała sforsować.
Wsparła się o metalową poręcz, zwiesiła głowę i nagle poczuła, że nie ma siły postawić ani kroku więcej. Osunęła się na podłogę, nie wiedząc nawet, czy w coś uderzyła.
Jakieś dwie osoby do niej podeszły, ale ich twarze były rozmazane. Zaraz potem zjawił się jeszcze ktoś, kto rozsunął innych i pochylił się nad Joanną. Poczuła, że ją podnosi, ale wzrok miała tak zamglony, że nie wiedziała, kim jest ten człowiek.
Przez moment nie rozumiała, gdzie się znajduje.
Wydawało jej się, że ledwo mrugnęła, a była już w windzie. Mężczyzna stał obok i pytał ją o coś. Lekko nią potrząsnął, co sprawiło, że zatoczyła się w tył i uderzyła plecami o ścianę. Zrobiło jej się niedobrze.
Dziwne. Jeszcze przed momentem czuła się całkiem w porządku.
Teraz jednak nie potrafiła powstrzymać odruchu wymiotnego. Zgięła się wpół, kiedy targnął nią mocny spazm, a potem zwymiotowała na podłogę.
Osoba w windzie podtrzymywała ją, a kiedy dojechali na górę, wyprowadziła na korytarz.
Chyłka niejasno zrozumiała, że znajduje się w Żelaznym & McVayu.
Co tu robiła? Jak tu dotarła?
Musiało być bardzo wcześnie, korytarz jeszcze świecił pustkami.
Dopiero po chwili zorientowała się, że mężczyzna prowadzi ją pod rękę w głąb kancelarii. Zwróciła głowę w jego stronę i rozpoznała Kormaka.
Skąd się tu wziął?
- Jezu, Chyłka… - mruknął cicho, wprowadzając ją do jakiegoś pomieszczenia.
Jaskinia McCartyńska. Poznawała to miejsce.
Chudzielec pomógł jej położyć się na szezlongu, powiedział coś, a potem szybko opuścił pokój.
Joanna poczuła, że ogarnia ją mrok. Nie miało to nic wspólnego z przyjemnym uczuciem zapadania w sen, wprost przeciwnie. Odnosiła wrażenie, że pogrąża się w otchłani i już nigdy się z niej nie wydostanie.
Ocknęła się jakiś czas później.
Wciąż była pijana, ale wyrzucenie z organizmu większości wypitego na koniec alkoholu z pewnością pomogło. Potrafiła już poskładać myśli, przynajmniej na tyle, by wiedzieć, gdzie się znajduje, i rozpoznawać innych ludzi.
Kormak siedział przy biurku, skupiony na dwóch monitorach, które miał przed sobą. Oderwał od nich wzrok dopiero, kiedy Joanna cicho stęknęła.
- Dzwonić po typa od kroplówki? - rzucił.
Chyłka nie odpowiadała. Zacisnęła mocno powieki, czując, jakby ktoś nasypał jej piasku do oczu.
- Czy może od razu po karetkę? - dodał Szczypior.
Joanna otworzyła oczy.
- Daj mi się napić.
- Czekaj, gdzieś tu mam wodę - odparł Kormak, podnosząc się.
- Nie chcę wody.
To, co w tej chwili czuła, nie było potrzebą, ale imperatywem. Musiała jak najszybciej wrócić do stanu nieświadomości. Wyłączyć wszystkie myśli. Oddalić się od siebie samej. Przestać być.
- Tutaj nic innego nie dostaniesz - oznajmił Chudzielec.
Chyłka z trudem się podniosła, a jeszcze więcej wysiłku kosztowało ją utrzymanie się na nogach.
- Hola - dodał Kormak. - Nigdzie się nie wybierasz.
- Spierdalaj.
Ruszyła w kierunku drzwi, ale po kilku krokach straciła równowagę i wpadła na biurko. Zepchnęła z niego kilka książek, a Chudzielec od razu znalazł się przy niej.
- Zostaw mnie - rzuciła, machając ręką.
- Żebyś mogła w spokoju zapić się na śmierć?
Chciała go odepchnąć, ale nie potrafiła zrobić nawet tego.
- Siadaj - odezwał się łagodnym tonem Kormak. - Chociaż na chwilkę. I powiedz mi, czy Aleksandra jest z Magdaleną?
Zanim zorientowała się, co się dzieje, znów była na szezlongu. Mruknęła coś niewyraźnie, ostrożnie kiwając przy tym głową. Potem leżała przez chwilę w bezruchu, czując, że ponownie zbiera jej się na wymioty. Niedobrze. Potrzebowała więcej alkoholu, myśli stawały się zbyt klarowne, a uczucia zbyt wyraźne.
Z trudnem usiadła, a potem starała się skupić wzrok na Chudzielcu. Świat obracał się jak szalony.
- Nie możesz doprowadzać się do takiego stanu - mruknął Kormak. - Z wyłączonym umysłem nie uda ci się znaleźć Zordona. Aleksandra potrzebuje…
Aleksandra potrzebuje kogoś, kto nie spierdoli jej życia - mruknęła, zamknęła oczy i natychmiast tego pożałowała. Musiała mocno chwycić się krawędzi szezlonga, by nie upaść na podłogę.
- Zordon… - szepnęła.
Kormak usiadł z powrotem przy biurku i posłał jej pełne współczucia spojrzenie.
- Niczego nie znalazłem - oznajmił. - Ale trzymam rękę na pulsie. Jak tylko się coś pojawi, od razu rzucam wszystko inne i…
- Nie ma sensu.
- Co nie ma sensu?
Do Joanny dopiero teraz dotarło, że powinna mu powiedzieć. Była tak głęboko zanurzona w alkoholowym marazmie, że nawet przelotnie nie pomyślała o innych, którzy powinni mają prawo wiedzieć, co się wydarzyło.
Mimo że większość nocy i poranka kryło się dla niej za mgłą, doskonale pamiętała wszystko, co powiedział jej Szczerbiński.
Jak miała to przekazać komukolwiek? A szczególnie Kormakowi?
Nie chciała wypowiadać tego na głos. Zupełnie jakby mogło to cokolwiek zmienić i w jakiś cudowny sposób sprawić, że nie byłaby to prawda.
- On nie żyje - odezwała się.
- Co?
- Zabili go, Kormaczysko… zabili, rozumiesz?
- O czym ty…
Zawiesił głos i nie dokończył, całkowicie blednąc. Zaczął lekko kręcić głową, a po chwili coraz mocniej.
- Nie - wydusił tylko. - To bzdura.
Joanna wzięła głębszy wdech, ale także to zdawało się uruchamiać odruch wymiotny. Musiała jak najszybciej stąd wyjść.
- O czym ty w ogóle mówisz? - dodał Kormak.
- Szczerbiński dotarł do kogoś od Langera.
Wydawało jej się także, że mówi o kimś innym. Relacjonuje Kormakowi sprawę kogoś innego.
- To jakieś brednie - rzucił Chudzielec.
- Posłuchaj mnie…
- Kompletne bujdy. Szczerbaty nie wie, o czym mówi, zrobi wszystko…
- Wie.
Kormak potrząsnął głową, podniósł się z krzesła i odsunął od niej, jakby była radioaktywna i mogła w jakiś sposób go napromieniować.
- Co to za pierdolenie? - spytał. - O czym ty w ogóle…
Znów nie dokończył, a Chyłka powoli podniosła się z siedziska. Podeszła do Kormaka, mimo że nadal sprawiał wrażenie, jakby miał zamiar uciec. Objęła go lekko, a on przez moment trwał w całkowitym bezruchu.
W głębi duszy musiał rozumieć, że nie mówiłaby tego, gdyby nie miała absolutnej, stuprocentowej pewności. Potrzebował jednak czasu, by racjonalność przeważyła nad uczuciami.
W końcu położył głowę na jej ramieniu i wstrzymał oddech, jakby dzięki temu mógł pohamować łzy. Na próżno.
Joanna nie wiedziała, ile czasu upłynęło, zanim odsunął się i popatrzył na nią szklistymi oczami.
- Jesteś pewna?
To pytanie musiało paść, spodziewała się go. Mimo to nie potrafiła w żaden sposób odpowiedzieć.
Owszem, była pewna, ale przyznanie tego na głos byłoby kolejnym ciosem, po którym już by się nigdy nie podniosła. Skinęła więc tylko głową, a potem się obróciła, dając Kormakowi czas na przesunięcie dłońmi po mokrej twarzy.
- Ale… - zaczął. - To… to niemożliwe.
Chyłka usiadła na szezlongu, starając się w jakiś sposób sprawić, by przestało jej się kręcić w głowie.
- Jak? - wydusił Chudzielec. - Jak to się…
Znów nie potrafił znaleźć słów. Potrząsnął mocno głową, a potem oparł się o biurko i przez moment trwał w bezruchu.
- Szczerbaty może się mylić - odezwał się w końcu. - Albo kłamać. Dobrze wiesz, że zrobiłby wszystko, żebyś do niego wróciła. Nawet taki numer.
Joanna milczała.
- Łgać mógł też ten, z kim Szczerbaty rozmawiał - dodał Kormak i pociągnął nosem. - Skoro to człowiek Langera, to…
- Wszystko to prawda, Kormaczysko.
- Nie możesz tego wiedzieć na pewno.
- Mogę.
Zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiała powiedzieć mu, skąd bierze się jej pewność.
Wczoraj w nocy przechodziła dokładnie to samo co Chudzielec. Najpierw wyparcie, potem zarzuty wobec Szczerbatego. Nie przebierała w słowach i nie potrafiła powściągnąć emocji tak, jak w tej chwili udawało się to Kormakowi. Do teraz czuła zdarte gardło.
Przestała się wydzierać na komisarza dopiero wtedy, gdy z głębi mieszkania usłyszała płaszcz Aleksandry. Kiedy szła w stronę jej pokoiku, umysł wciąż wypierał to, co chwilę wcześniej usłyszała. Gdy w miarę udało jej się uspokoić przebudzoną dziewczynkę i wróciła do kuchni, Szczerbaty czekał na nią z nagraniem.
Joanna sięgnęła do kieszeni po telefon. Robiła to z ciężkim sercem i przypuszczała, że Szczerbińskiemu zeszłej nocy nie było łatwiej.
Zarzekał się, że chciał powiedzieć jej już dawno, ale nie potrafił się do tego zmusić. Stchórzył, a im dłużej to trwało, tym bardziej obawiał się tego, w jak destrukcyjny stan wprowadzi Joannę.
Dopóki tliła się w niej iskierka nadziei, jakoś się trzymała. Szczerbaty miał świadomość, że jeśli ta zgaśnie, razem z nią przepadną wszelka racjonalność i instynkt samozachowawczy Chyłki.
Nie mylił się.
- Co robisz? - rzucił Szczypior, kiedy podawała mu telefon.
- Spójrz.
- Nie - odparł i uniósł otwarte dłonie. - Każdy może zrobić jakiś deepfake albo fotomontaż.
Trzymała wyciągniętą komórkę tak długo, aż Kormak w końcu po nią sięgnął. Kiedy spojrzał na ekran, jego wzrok nagle stał się pusty, a oczy znów się zaszkliły. Patrząc na niego, można było odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał.
Upuścił komórkę, a Chyłka wbiła wzrok w wyświetlacz. Wciąż widniało na nim zdjęcie, które Szczerbaty wyciągnął od człowieka Langera.
Przedstawiało zakrwawionego Zordona, leżącego na betonowej posadzce. Miał kilka ran wlotowych na klatce piersiowej, krew pokryła całą jego koszulę.
Ciało znajdowało się w nienaturalnej pozycji, a usta i oczy były makabrycznie otwarte.
- Langer - odezwała się słabo Joanna. - To on za to odpowiada.
Kormak zdawał się wybity z rzeczywistości i chyba nawet nie rejestrował jej słów. Mimo to Joanna postanowiła podzielić się z nim wszystkim, co Szczerbińskiemu udało się wyciągnąć od swojej wtyczki.
- Langer przetrzymywał Zordona w jakimś domu w Wyszkowie, od samego początku. Potem dostał cynk, że policja zrobi nalot na jego dziuplę.
Chudzielec osunął się na podłogę i jak w transie obrócił telefon ekranem w dół. Zaczął lekko się trząść.
- Zastrzelił go i wyjechał, a policja ruszyła jego tropem i nie sprawdzili tego domu.
Nie była w stanie powiedzieć nic więcej.
- Nie… - jęknął Kormak, kuląc się na podłodze.
Joanna z trudem się podniosła, kucnęła obok i położyła rękę na plecach Chudzielca. Oboje wpatrywali się nieruchomym spojrzeniem w odwróconą komórkę, odnosząc wrażenie, że oni także stracili życie.
Obezwładniający ciężar, który spadł nagle na całe jej ciało i miał już nigdy nie być z niej zdjęty, pozbawiał ją oddechu. Tak prosta, mechaniczna czynność organizmu wymagała niespodziewanie skupiania całej jej uwagi, by wykonać ją poprawnie.
Cisza która zapanowała na Argentyńskiej była jak ciężki, niemożliwy do zdjęcia całun żałobny, który miał potęgować uczucie świeżej straty. Tak, jak od momentu zniknięcia Zordona Joanna unikała jakichkolwiek melodii i muzyki, tak teraz była przekonana, że nawet miejski zgiełk pojął choć na moment jej żałobę i zdawał się przycichnąć.
Skupiała się na swoim oddechu, na tym, by nie wstrzymywać powietrza zbyt długo i regularnie wypuszczać je z płuc, zanim zakręci jej się w głowie. Odliczała z tyłu głowy odgłos tykającego zegara, skrzypienie podłogi z mieszkania nad nią i szuranie butami po klatce schodowej.
Siedziała w fotelu w pokoju Aleksandry, trzymając opuszczoną głowę w dłoniach, by powstrzymać ich drżenie. Dziewczynka siedziała w łóżeczku i spoglądała na Chyłkę, niepewna czy chce zwrócić na siebie jej uwagę. W końcu szybkim ruchem wyrzuciła przez poręcz swojego ulubionego misia i znów utkwiła wzrok w swojej matce, czekając na jej reakcję.
Chyłka podniosła głowę i zerknęła na porzuconego misia, po chwili przenosząc spojrzenie na córkę.
Czuła się fatalnie. Nie piła alkoholu od kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, a wczorajszy nokaut tequilą jaki sobie zaserwowała gdy tylko oddała w środku nocy Aleksandrę pod opiekę siostry, omal nie doprowadził ją do wizyty na SORze. Dochodził wieczór, i gdy Magdalena upewniła się, że siostra wytrzeźwiała na tyle, by nie przyszło jej do głosy tankowanie kolejnych litrów jakiegokolwiek alkoholu, wyszła odebrać Darię ze szkoły i ogarnąć jej opiekunkę. Joanna najchętniej chwyciłaby za pierwszą lepszą butelkę jakiegokolwiek alkoholu i władowała w siebie tyle, by od razu uciął jej się film - nie mogła ułożyć sobie w głowie faktu, że od kilkunastu dni była wdową, a jej dziecko po raz kolejny straciło ojca. Magdalena wiedziała, że jedynym sposobem na powstrzymanie tej niepohamowanej drogi autodestrukcji będzie pozostawienie Joanny samej z Aleksandrą - i miała nadzieję, że Joannie nie przyjdzie już do głowy przekonywać ją tak jak wczorajszej nocy, że jest najgorszym co mogło spotkać w życiu to biedne dziecko i będzie dla niej najlepiej, jeśli weźmie dziewczynkę do siebie i pozwoli jej o sobie zapomnieć.
- Mama?
Joanna ocknęła się. Aleksandra stała, wspierając się na drewnianej barierce i kryła niepewnie twarz za szczebelkami.
Dlaczego to dziecko tak bardzo na nią liczyło, skoro już tyle razy ją zawiodła? Nie potrafiła zadbać o jej bezpieczeństwo jeszcze zanim dziewczynka przyszła na świat. Nie była w stanie sama się nią opiekować przez wiele miesięcy. Gdyby nie odpuściła sobie złapania Langera, Zordon nie czułby tego fatalnego obowiązku pakowania się w jakieś niebezpieczne układy ze służbami, które nie potrafiły zapewnić mu bezpieczeństwa, i…
Aleksandra wyciągnęła ku niej obie rączki i jęknęła żałośnie. Chyłka wstała, przełykając nieznośną żółć która napłynęła jej do ust i podeszła do łóżeczka.
Dziewczynka prawie wskoczyła jej na ręce i przylgnęła do niej z całej siły.
Chyłka zanurzyła nos w jej jasnych włoskach i powoli wdychała jej zapach, nieświadoma łez spływających z jej oczu.
Winiła siebie za wiele rzeczy - a jednocześnie zaraz potem słyszała w głowie zapewnienia Kordiana, które powtarzał jej od kiedy byli razem.
Zburzył mury wokół jej serca, które tyle lat wznosiła, by przetrwać w bezdusznym i brutalnym świecie. Zmienił ją w sposób, który nie dawało się opisać zwykłymi słowami. Nie była już tą samą Chyłką, co kiedyś. Zaznała ze strony Zordona bezwarunkowej miłości, tak czystej i prawdziwej, że jej istnienie zakrawało na cud. Nie mogła po czymś takim wrócić do tego, kim była wcześniej.
Aleksandra zacisnęła mocniej swoje rączki na jej szyi, a Chyłka zatrzęsła się.
Czy ona naprawdę wczoraj chciała ją oddać Magdalenie i zniknąć z jej życia bezpowrotnie? Jak w ogóle mogło jej to przejść przez myśl…
Dziecko które trzymała w ramionach było ostatnim, co jej zostało w życiu.
