SIP 7
Nagroda dla Tyone, choć jej życzenie przyprawiło mnie o gęsią skórę.
Ostrzeżenie:
Imiona OCC są zamierzone. A mówiłam, żeby nie drażnić MW.
Severus nie kontaktował ze światem przez ponad trzy dni. Może to i lepiej, bo reakcja na swój własny stan i tak była bardzo dosadna, gdy zobaczył się na czwarty dzień. Na dodatek Lupin odebrał mu różdżkę, by nie rzucał na siebie Glamoure, bo spowalniał tym proces leczenia. I nie pomagały zapewnienia, że woli się leczyć i miesiąc niż paradować z kropkami, jak jakaś biedronka lub muchomor.
Harry również przeszedł to niezbyt przyjemnie.
Chorobę, nie ględzenie Severusa.
Gorączka przez pierwsze dwa dni nie dawała się zbić żadnym eliksirem. Jedynym, co mogła zrobić dwójka opiekunów, była zmiana mokrych okładów i noszenie grymaszącego dziecka na rękach, by powstrzymać je od ciągłego drapania.
Oczywiście nie szło tak łatwo. Nie pomagało tłumaczenie ani nawet przekupstwo. Wystarczyło na chwilę spuścić szkraba z oczu, a ten już brał się do dzieła, podciągając koszulkę i drapiąc brzuszek. Całe szczęście choróbsko w końcu się poddało i cała czwórka mogła nareszcie powiadomić wszystkich o swoim stanie. Nie obyło się bez narzekań i wymówek, ale były one raczej spokojne i podszyte ulgą, że nikomu nic się nie stało.
Gdyby pozostali dowiedzieli się na dodatek, co musiał oglądać jeszcze niecałkiem wyleczony Severus, pewnie wszystkich by zamurowało..
Niby zwykły poranek, gdy mężczyzna nie patrząc w lustro, korzystał z łazienki. Jednak po opuszczeniu komnaty, uprzednio sprawdziwszy czy dziecko nadal śpi, natknął się na całkiem gorący obrazek.
Fuj! Wypluj to słowo!
Severus aż przystanął zszokowany. Nie żeby nie wiedział, że pozostała dwójka mężczyzn ma się ku sobie. Trudno to było ukryć, gdy mieszkało się w jednym domu, ale...
Otwarte szeroko drzwi do sypialni Syriusza ujawniały namiętną scenę, choć sądząc po szybkości ruchów i natężeniu pchnięć Lupina, byli już na granicy.
Przymykając na chwilę oczy, pokiwał tylko głową i ruszył do kuchni po coś do jedzenia dla siebie i Harry'ego, który pewnie wkrótce się obudzi.
Pierwszym, co Severus zrobił po odzyskaniu magicznej wolności, było rzucenie na siebie Glamoure. Kolejny krok to zmienienie siebie i Harry'ego w troszkę innych siebie.
Następnie uciekł z chłopcem na długi spacer. Obu im potrzebny był odpoczynek od nadgorliwych pielęgniarzy. Całe szczęście niedaleko znajdował się przyjemny park z małym placem zabaw i sporą piaskownicą.
Mężczyzna posadził Harry'ego w jednym z rogów tak, by pleckami opierał się o krawędzie i się nie wywrócił. Sam usiadł obok na ławce.
Natychmiast został otaksowany przez stado babć, pilnujących swoich podopiecznych. Chyba nie przyniosło to pozytywnego wyniku. Severus wyglądał w nowej postaci...hmm... krótko powiedziawszy — zabójczo. Oczywiście w zależności od tego, kto patrzył.
Młoda generacja nazwałaby go „towarem roku".
Starsza — „wybrykiem natury".
Krótko ścięty, z elegancko przyciętą bródką a`la Aramis, ubrany w dopasowaną, niedopiętą czarną koszulę w plamy typu moro i obcisłe (bardzo obcisłe) czarne dżinsy, niewątpliwie zwracał uwagę.
— Że też niektórzy nie wstydzą się pokazywać wśród normalnych ludzi rozebranym prawie do naga. — Komentarze wcale nie były mówione przyciszonym głosem. Każde słowo wyraźnie docierało do mężczyzny.
— Ależ pani Lancaster! To jeszcze nic, a co z dzieckiem? Jak można oszpecić takie maleństwo?
— Właśnie, droga pani. Przecież to taki słodki chłopczyk.
Harry, jako blondynek, miał główkę pełną pasemek o zielonym odcieniu. Ponieważ nadal miał zielone oczy, uwydatniało to tylko ich barwę. Najciekawiej jednak wyglądał jego kolczyk w uchu — czaszka z krzyżykiem. Poza tym ubrany był całkiem normalnie, w zieloną koszulkę, czarną kamizelkę i tego samego koloru spodenki.
— Sevy, patrz, ziamek! — zawołał chłopiec, zwracając na siebie jego uwagę.
Severus pochwalił go skinieniem głowy, zakładając nogę na nogę, uwydatniając tym jeszcze bardziej zgrabne pośladki.
— Jak tak można, żeby dziecko mówiło do rodzica po imieniu?
— Jak tak można, żeby stare kwoki plotkowały zamiast zająć się swoimi pisklętami, które akurat chcą opuścić park?
Ciche zdanie, prawie na granicy szeptu, w pierwszej chwili nie zostało zrozumiane, ale sekundę później kobiety poderwały się do lotu w stronę bramki, gdzie mała banda szkrabów cztero- i pięcioletnich przeciskała się jednocześnie przez wąską bramkę.
Po kwadransie użalania, potępień, kar i płaczu zasapane kobiety zajęły na powrót swoje miejsca.
— Kto to widział, by w tych czasach dzieci nie słuchały starszych — mruknął Severus, marszcząc brwi i patrząc w stronę chłopca, który próbował wstać.
Uniósł tylko palec wskazujący i Harry z marsową miną usiadł z powrotem i zajął się poprawianiem zamku, czyli góry piasku z patykiem na szczycie.
— Kto to widział, by karać dzieci, skoro powinno wystarczyć srogie spojrzenie, by zrozumiały, że robią źle.
Babcie zatkało, albo zapowietrzyły się, do wyboru. Sapały jak miechy kowalskie, chcąc coś powiedzieć, ale nie wiedziały co.
— Sevy, jeść — powiedział cicho chłopiec, wyciągając rączki. — Chodźmy śtąd.
Severus wstał i wziął dziecko na ręce. Harry wtulił się w jego ramię, ziewając.
— Zapomniał wół jak cielęciem był, drogie panie? — zapytał na koniec.
Starszyzna poczerwieniała, oburzona.
— Chcę do reszty tatusiów, Sevy! — zawołał sennie chłopiec.
Ostatnie zdanie wręcz wmurowało kobiety w ziemię. Jedna była chyba na granicy zawału, bo zbladła jak ściana.
— Gejowskie dziecko — sapnęła nagle któraś z oburzeniem.
Severus zatrzymał się w pół kroku. Jego twarz, gdy się odwrócił, przybrała najgorszy z możliwych wyrazów. Podszedł do kobiet i warknął na nie lodowato.
— Nawet gdyby było żyrafie, to wam nic do tego, stare pruk...
— Cześć, mamo! Coś się stało? — Miły głos zza pleców przerwał ostry wywód Snape'a.
Wyprostował się i odwrócił. Za nim stała trójka młodych kobiet, które na jego widok uśmiechnęły się zalotnie i niby mimochodem zaczęły poprawiać fryzury i garderobę.
— Ten mężczyzna nas obraża, kochanie. — Kobieta nazwana „mamą" zwróciła się oburzona do jednej z nowoprzybyłych.
— Nie sądzę, by tak miły pan miał coś złego na myśli. Przypuszczam, że to nieporozumienie. — Łagodziła sytuację ruda piękność, uśmiechając się do Severusa.
Harry zmierzył ją wzrokiem, marszcząc nosek.
— Cudowny malec. — Poczochrała go po włosach, ale Harry tylko wtulił się mocniej w ramię opiekuna, a ten przytulił go ochronnym gestem.
— Nie chcę nowej mamy. Chcę do tatusiów — zakwilił maluch.
— Widzisz, Tar? To dziecko gejów!
— Ależ, mamo. Dokształć się trochę. Bez kobiety ten szkrab by nie powstał. To, że wychowują go mężczyźni, nie jest niczym niezwykłym. A co byś powiedziała, gdybyś usłyszała, że ktoś o naszej Euphi mówi, że to dziecko lesbijek? Przecież wychowują ją cztery samotne kobiety. Nie wydawaj pochopnych wniosków, nie znając faktów.
Severus spojrzał na kobietę dosyć przychylnym wzrokiem, przynajmniej jak na niego.
— Mam nadzieję, że pani córka odziedziczy intelekt po pani, a nie po starszyźnie indiańskiej.
— O, wypraszam sobie! — oburzyła się starsza kobieta.
— A wypraszaj! Nie z takimi jędzami mam na co dzień do czynienia — burknął i zaczął odchodzić.
Towarzyszyły mu ciche jęki zawodu i westchnienia. Ktoś nawet zaczął gromić starsze kobiety, że wystraszyły „takie ciacho".
Severus zdecydował, że następnym razem choćby się paliło, to pozostanie przy swoim zwykłym wyglądzie.
Jednak bardzo szybko zmienił zdanie. Kobiety, jak za pomocą różdżki, wiedziały kiedy się pojawi i zajmowały z pociechami każdy wolny skrawek placu zabaw, gdy tylko pokazywał się z Harrym w okolicy. Nie robiło im też różnicy, gdy przychodzili także Syriusz i Lupin. Nieważne, który opiekun był obecny, i tak maślane oczy śledziły każdy jego ruch.
Severus w ciągu kilku dni nakazał zrobienie placu zabaw w ogrodzie.
