SIP 8.

Nagroda dla Euphorii i proszę tym razem na nią, bo ja nie planowałam tak drastycznego rozdziału.

— Do ku**wy nędzy! Mam dosyć! — Syriusz rzucił młotek na ziemię i wsadził palec wskazujący drugiej ręki do ust.

— Do niędzy! — powtórzył natychmiast Harry, zablokowany w kojcu, by nie przeszkadzał dorosłym podczas pracy.

— Hamuj się — zrugał Blacka Severus, który właśnie wychodził z domu z posiłkiem dla dziecka.

— Mam to gdzieś! Sami sobie składajcie te deski! Wszystkie palce mam poobijane — złościł się Syriusz.

Lupin zachichotał w drugiej części ogrodu, malując huśtawkę.

— Przestań rżeć, Remus! — wybuchnął na niego, gdy na Severusa nie podziałało jego wzburzenie.

Harry wyciągnął rączki w stronę zbliżającego się mrocznego mężczyzny.

— Do niędzy! — zawołał znów. — Jeść!

— Widzisz, co narobiłeś? Ile razy mam powtarzać, żeby nie kląć przy Harrym?

— Ćlaban, wujcio! — Nóżki chłopca zamachały raźno, gdy został posadzony na kolanie Severusa.

Harry rzadko grymasił. Nie wiadomo, czy było to spowodowane srogim charakterem Severusa, czy tym, że lubił prawie wszystko.

— Przestań mnie traktować, jakbym był jednym z twoich uczniów! — oburzył się Black.

— To przestań się tak zachowywać. Dorośnij wreszcie. — Severus, w przeciwieństwie do Syriusza, nie podnosił głosu.

— Nie kłóćcie się — starał się uspokoić ich Remus, zamykając puszkę z farbą.

— Mam was dość! Nie mam zamiaru już przybijać desek jak zwykły mugol.

— A to niby dlaczego? Czyżby coś tak przyziemnego jak praca fizyczna było hańbiące dla hrabiego Blacka? — zapytał sarkastycznie Severus, nie przerywając karmienia przysłuchującego się im z uwagą chłopca. — To za dużo dla tych wypielęgnowanych rączek, zająć się pracą?

— Snape?

— Black!

— Łeee!

Harry'emu widać nie spodobały się podniesione głosy kłócącej się dwójki i oznajmił to w jedyny znany dziecku sposób — głośnym płaczem.

— Teraz masz — warknął Lupin, po raz pierwszy od dłuższego czasu się denerwując. — Severus ma rację. Dorośnij. Wystarczyło poprosić. Zamieniłbym się z tobą.

Podniósł dziecko na ręce i zaczął mu coś opowiadać. Snape odstawił talerz z posiłkiem i minął naburmuszonego Syriusza, po czym wziął młotek i zaczął kontynuować rozpoczętą przez Blacka pracę. Harry uspokoił się na rękach Remusa i wyciągnął rączki w stronę pozostawionego jedzenia, w efekcie czego Lupin usiadł z nim na kolanach i zaczął go karmić. W pewnej chwili chłopiec zamarł, wręcz zesztywniał.

— Severusie! — zawołał cicho Remus, tak by nie wystraszyć dziecka.

Mężczyzna od razu rozpoznał symptomy. Syriusz, który przez cały ten czas opierał się o drzewo, podszedł bliżej.

— Czy on znowu ma wizję?

— Na to wygląda — odparł mistrz eliksirów.

Czekali, aż wizja się skończy. Po pewnym czasie Harry drgnął i powoli odwrócił głowę w stronę trzymającego go Lupina. Zapiszczał wystraszony i znikł tylko po to, by sekundę później wyskoczyć spod stołu jako kociak. Umknął do domu tak szybko, że nawet nie zdążyli zareagować.

— Co to było? — spytał Lupin zdziwiony.

Severus jak zwykle miał swoje podejrzenia. Skoro dzieciak wystraszył się Remusa, to wizja musiała być związana właśnie z nim.

— Pójdę go poszukać. Skończcie tutaj. A jak was przyłapię znów w komórce, to sobie inaczej porozmawiamy.

Podczas przeszukiwania domu odkrył w salonie otwarte drzwi do magazynku. Zmiana hasła oczywiście nie przeszkodziła malcowi. Severus wyrzucał sobie teraz, że od razu nie zlikwidował wężowego godła znad drzwi.

Chłopczyk siedział skulony pod stołem stojącym pod jedną ze ścian.

— Harry, wyjdź stamtąd — poprosił spokojnie, ale stanowczo dorosły.

Chłopiec zaprzeczył, bardzo intensywnie kręcąc głową.

— Dlaczego?

— Nieee!

Krzyk dziecka w tak małym pomieszczeniu był bardzo donośny.

— Dobrze, rozumiem. Nie chcesz powiedzieć. Czy jednak wyjdziesz spod stołu?

— Wujcio zły!

— Remus nic ci nie zrobi. Przecież go znasz.

— Nieprawda. Zrobi duże aua! I będzie boleć! Długo!

Teraz Snape był już całkowicie pewien, że Harry widział Lupina. Coś się pewnie stanie w ciągu najbliższych dni, a skoro na horyzoncie ma się pojawić pełnia, to on idzie o zakład, że ma to coś wspólnego z przerażeniem malca.

— Wyjdź, Harry. Obiecuję, że nic ci się nie stanie.

Przykucnął i wyciągnął ręce do chłopca. Ten rozejrzał się po pomieszczeniu i nie widząc żadnej drogi ucieczki, wyszedł powoli. W kilku szybko przebiegniętych krokach wpadł w ramiona mężczyzny, wtulając się w jego szatę.

Snape pogłaskał chłopca po niesfornych włosach.

— Boję się — szepnął malec.

— Wiem — westchnął Severus.

Od tego dnia Harry nie pozwalał oddalać się Severusowi na więcej niż kilka kroków. Gdy Lupin pojawiał się w pobliżu, chował się za nogami Snape'a i żadne namowy nie potrafiły go stamtąd wyciągnąć. Chodził z Severusem wszędzie. Gdy ten był zajęty w laboratorium, siedział w kąciku sali i przytulał się do swojego pluszowego wilczka. Nawet nie trzeba było go upominać, by był grzeczny. W jego wieku takie zachowanie było bardzo niepokojące. Normalnie Harry nie potrafił usiedzieć spokojnie dwóch minut i zawsze coś wymyślał, by się nie nudzić.

Tym razem najzwyczajniej w świecie siedział i tylko coś mruczał do maskotki, jakby tłumaczył jej zawiłości warzenia eliksirów.

— Lepiej będzie, jak na czas pełni schronię się gdzieś indziej — zaproponował kilka dni przed pełnią wilkołak. — Harry trochę się uspokoi i może w ten sposób wizja nie dojdzie do skutku.

— Nadal nie chce powiedzieć, co widzi. Dziś po południu miał kolejną wizję — zauważył Severus, nalewając sobie i chłopcu herbaty.

Akurat siedzieli w salonie. Syriusz bawił się z Harrym w chińczyka, pozwalając pionkom poruszać się po planszy dzięki magii. Chłopiec rzucał kostkami i domagał się pomocy przy liczeniu, by móc podawać liczbę swojemu pionkowi.

Oczywiście cały czas obserwował Remusa, czy ten nie podchodzi za blisko. Odległość pomiędzy nimi była na razie odpowiednia, więc nie przerywał gry.

— To nie jest zły pomysł, Severusie. Nie musisz tak dobitnie okazywać swojego niezadowolenia.

Snape w odpowiedzi prychnął. Ciągłe przebywanie ze sobą nauczyło ich odczytywanie nastrojów prawie w każdej sytuacji.

— Co wiesz o wizjach, Lupin? Z tego, co sam się dowiedziałem, nic nie może ich zmienić. Zawsze się spełniają. Żadna próba ingerencji w ich przebieg nie powoduje zmiany na lepsze, lecz często wręcz przeciwnie — pogorszenie. Twoja ucieczka niczego nie zmieni. Lepiej, żebyś tutaj został, a ja coś...

— Nie! Już zdecydowałem! — odparł ostro Remus. — Dumbledore przygotował mi odpowiednie miejsce.

Z brzdękiem postawił swoją filiżankę na spodku i wyszedł z salonu. Wrócił kilka minut później z torbą i po wrzuceniu proszku do kominka, przeszedł przez zielony płomień.

— Idiota — mruknął Snape. — To niczego nie zmieni. Jeśli nie teraz, to innym razem. To nie musi być akurat ta pełnia.

Spojrzał na chłopca, który patrzył na blednące płomienie w kominku. Jego palce mocno ściskały kości do gry.

W wieczór pełni Harry nie chciał spać w swoim pokoju. Nawet namowy Syriusza niczego nie zmieniły. Dochodziła dziewiąta, a chłopiec nie opuszczał salonu. Severus odłożył czytaną książkę, gdy Black chciał już na siłę zabrać dziecko na górę.

— Możesz spać ze mną — rzekł spokojnie i usta Harry'ego natychmiast wygięły się w uśmiechu.

Przydreptał do Severusa i złapał go za dłoń. Syriusz wstał z podłogi i otrzepał spodnie.

— W takim razie ja pójdę zobaczyć, co u Remusa.

— Idź. Poradzimy sobie bez ciebie w zupełności — prawie burknął Snape, biorąc malca na ręce.

Skierował się w stronę schodów i nie zwrócił uwagi na wymruczaną pod nosem odpowiedź Syriusza, który już znikał w płomieniach sieci Fiuu.

Snape posadził Harry'ego na swoim łóżku zaraz po wejściu do sypialni. Ten już był przebrany do pidżamki po kąpieli i miał tylko iść spać, ale zamiast tego, ciągle spoglądał w stronę okna.

Księżyc w całej swej okazałości lśnił od kilku minut na nocnym niebie.

Severus przebrał się w wersję nocną swojej szaty, czyli czarny podkoszulek i bokserki. Odchylił narzutę i wsunął się pod kołdrę. Ponaglił dziecko, klepiąc kilka razy drugą poduszkę.

— Czas spać — dodał.

Harry przeraczkował na górę łóżka i położył się obok Severusa. Nie trwało długo i obaj zasnęli.

Severusa obudził hałas. Natychmiast złapał za różdżkę i sprawdził bariery ochronne. Gdy został powiadomiony o wejściu jednego z mieszkańców, uspokoił się.

— Black, ty niedorajdo.

W tej samej chwili drzwi wyleciały z futryny. Chłopiec obok podskoczył, obudzony tak nagle.

A w drzwiach stało monstrum.

Wielki, skołtuniony potwór z żądzą w żółtawo-złotych oczach. Snape nie czekał. Czerwony promień zaklęcia już leciał w stronę stwora. Reakcja była błyskawiczna. Skulenie się i zaraz potem skok w stronę łóżka spowodował, że czar uderzył w przeciwległą ścianę na korytarzu, a mistrz eliksirów spadł, przygwożdżony przez wilkołaka. Przyszpilony przez potężną siłę stwora Severus obserwował, jak wzrok tamtego kieruje się w stronę przerażonego dziecka. Próby zepchnięcia z siebie wilkołaka nic na początku nie dały poza mocniejszym przyciśnięciem do podłogi. Dopiero czar, rzucony spod przytrzymującego go ciała, uwolnił ofiarę. To jednak rozsierdziło potwora. Zanim Snape zdążył zareagować, został złapany za gardło i podniesiony w powietrze. Głośny warkot rozszedł się po pokoju. Obślinione kły zbliżyły się do twarzy Severusa.

Harry zaczął krzyczeć.

Pierwsza fala magii odrzuciła wilkołaka od Severusa, a jego samego powaliła na kolana. Kolejna uderzyła ciałem likantropa w ścianę naprzeciw łóżka. Następna pozbawiła go przytomności.

Krzyk dziecka urwał się nagle. Severus poderwał się na nogi i unieruchomił Lupina w jego zwierzęcej formie kilkoma odpowiednimi zaklęciami. Potem podszedł do łóżka.

Chłopiec był wyraźnie w szoku. Patrzył na związanego szeroko otwartymi oczami, kiwając się jednocześnie w przód i w tył. Mężczyzna wziął go na ręce i przytulił drżące ciałko. Nic nie mówił. Przypuszczał, że i tak nic z tego nie dotarłoby do oszołomionego chłopca. Wyszedł z nim z sypialni i udał się do kuchni. Ciepłe mleko powinno uspokoić dziecko. Gorąca herbata jemu także się przyda. Potem dowie się, co się stało, że wściekły wilkołak, zamiast standardowo spać gdzieś na swojej wycieraczce po zażyciu wywaru tojadowego, wałęsa się po Anglii. Bo faktu, że go nie wypił, Severus nie musiał potwierdzać. To było jasne jak pełnia.