Słodycz i Puchatość
Beta: MichiruK
CZ. 9.3
— Obudzi się za chwilę. Przestańcie mi przeszkadzać! — Poppy odgoniła od biurka dwóch mężczyzn i wróciła do swojej papierkowej pracy.
Remus i Syriusz czekali już wystarczająco długo, by się znudzić. W ich przypadku nie było to wcale długo.
Harry ostrożnie otworzył oczy. Nie podobał mu się zapach, który otaczał go zewsząd.
— Obudził się! — Krzyk, a następnie mocny uścisk Syriusza był zaskoczeniem dla chłopca, z którego szybko się jednak otrząsnął.
Przytulił się do ojca chrzestnego. Za jego plecami dostrzegł Remusa, ale ten tylko stał bez ruchu.
Nagle wspomnienia dały o sobie znać i chłopiec zaczął się rozglądać, uwalniając z objęć. Przebywał w skrzydle szpitalnym Hogwartu, ale nigdzie nie było ani śladu Severusa.
— Gdzie jest ojciec? Czy coś mu się stało? — Zaniepokoił się i zaczął wstawać.
— Spokojnie, kochaneczku. Najpierw ja zajmę się tobą. — Pielęgniarka pchnęła go z powrotem na łóżko.
— Gdzie jest Severus? — zapytał jeszcze raz, tym razem spokojniej.
— U siebie. Odpoczywa.
Chłopiec patrzył na kobietę takim wzrokiem, że ta aż zadrżała. Tylko jedna osoba to potrafiła, a teraz przebywała ona w lochach. Zaczęła nerwowo wykonywać swoją pracę.
— Wszystko z nim w porządku? — upewniał się niecierpliwie Black, co chwilę jej przerywając.
— Tak. — Poppy za każdym razem cierpliwie udzielała odpowiedzi.
— Czy mogę iść do ojca? — dopytywał się chłopiec, znosząc wszystkie badania z niecierpliwością.
— Jak tylko założysz nowy ogranicznik.
Podała mu na tacy złotą bransoletę. Harry zerknął na rękę, na której nosił dotychczas te poprzednie. Pozostał po nich tylko blady ślad spalonych włosów. Jeśli była tam rana, to została już wyleczona. Same bransolety musiały zostać zdjęte po ich uszkodzeniu.
— Po co mu ograniczniki? To tylko dziecko — zauważył Lupin dziwnym, chłodnym tonem.
Kobieta zerknęła najpierw na dziecko, potem na obu mężczyzn.
— To nie moja decyzja. Zapytajcie dyrektora albo Severusa.
— Jako ojciec chrzestny Harry'ego nie zgadzam się na żaden ogra...
Chłopiec nie czekał, aż Remus skończy. Sięgnął po złotą obręcz i założył ją na nadgarstek. Nie odczuł żadnej różnicy, ale może tak miała działać.
— Harry! — Oburzenie obu mężczyzn było wyraźne.
— Poprosiłem o nie dyrektora. Nie chcę nikomu zrobić przypadkiem krzywdy. Wy szczególnie powinniście to zrozumieć.
I wstał. Cała trójka dorosłych była zaskoczona takim zachowaniem siedmiolatka.
— Albus uprzedzał mnie, że chłopiec jest bardzo inteligentny i opanowany, ale nie przypuszczałam, że będzie zachowywał się jak kopia Severusa. — Pielęgniarka patrzyła, jak drzwi zamykają się cicho za dzieckiem.
— To ostatnie wcale mnie nie dziwi, skoro tyle lat mieszka tylko z nim. — Blackowi chyba też nie bardzo się to podobało.
Widział chrześniaka za rzadko i za krótko, by dostrzegać niektóre zachowania, zwłaszcza że przy nich przeważnie był inny. Do dzisiaj.
— Co dokładnie się stało? Dlaczego nagle obaj są w zamku? — dopytywał się Remus.
— Nic nie wiem. Wszystko przygotowali Minerwa i Albus.
Kobieta pożegnała ich, wracając do kantorka.
— Czułeś to, prawda? Gdy tylko się obudził — odezwał się cicho Remus, stojąc za plecami Syriusza i muskając jego ucho językiem.
— Tak. A ogranicznik tego typu to potwierdza — rzekł Black, pochylając głowę, by dać mu lepszy dostęp. — Miałeś rację.
Harry naprawdę kochał swoich ojców chrzestnych, nawet jeśli dwóch z nich było wilkołakami, ale słowa Severusa zawierały zbyt wiele niewyjaśnionych fragmentów, by chociaż trochę nie zacząć być podejrzliwym. I dzisiejsze zachowanie Remusa też było podejrzane. Co prawda, Lupin zawsze był spokojny, ale dziś nawet go nie przytulił, choć dotychczas właśnie tak robił. Musi zobaczyć się z ojcem i upewnić, że wszystko z nim w porządku. Był z nim kilka razy w zamku i zapamiętał, gdzie znajdują się jego komnaty. Nie znał hasła do drzwi, ale Severus wiedział, że i bez tego potrafi wejść do środka. Podobnie było i tym razem. Dla niektórych nie byłoby to niczym niezwykłym, skoro znajdował się na terenie Ślizgonów. Tu węże znajdowały się prawie wszędzie. Ramy obrazów, klamki lub jako różnorakie zdobienia. A Harry bez problemu mógł każdego z nich poprosić o hasło lub zwyczajne otworzenie drzwi. Jako jedyny posługujący się mową węży był uprzywilejowany i, co za tym idzie, lubiany przez nie.
Ojciec chrzestny siedział przed kominkiem z ręką na temblaku.
— Ojcze? — odezwał się cicho, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
— Wejdź i usiądź w drugim fotelu. — Jego głos był wyraźnie zmęczony, o oczy utkwione w płomieniach nie błyszczały jak zawsze.
Chłopiec posłuchał, jak zwykle zresztą. Naprawdę bardzo rzadko sprzeciwiał się Severusowi.
— Jak tam kundle? — zapytał oschle Snape, gdy ten usiadł.
— Chcę wiedzieć, dlaczego podejrzewasz o coś Lupina?
Severus podniósł natychmiast głowę.
— Coś zrobił? Teraz?
— Raczej czego nie zrobił. Nie przywitał się ze mną.
Mistrz eliksirów wiedział, że chłopiec jest bardzo spostrzegawczy, ale dotychczas miał klapki na oczach, jeśli chodzi o dwóch kundlowatych ojców chrzestnych. Brak powitania ze strony Lupina musiało naprawdę mocno odchodzić od normy, skoro chłopiec to zauważył. Wyrzucenie przez Severusa podejrzeń także musiało dać Harry'emu do myślenia.
Jasny umysł odziedziczył po Lily.
— Zawsze był dziwny i wcale nie chodzi mi o to, że jest wilkołakiem. Od śmierci twoich rodziców jego zachowanie miało wiele do życzenia. Black nigdy nie był poważny, więc jego nawet nie biorę pod uwagę. Lupin był, według mnie, jak bomba z opóźnionym zapłonem. Czekał na jakiś sygnał z zewnątrz, by wybuchnąć.
— Myślisz, że to Imperius? Wystarczy zdjąć...
— Po tylu latach? Jeśli naprawdę jest pod wpływem stałego Imperiusa, to niewiele zostało w nim z prawdziwego Remusa.
— A jeżeli to nie zaklęcie kontrolne?
— W takim wypadku to szpieg. A wtedy trzeba dowiedzieć się, komu służy i jak głęboko wciągnął w to Blacka. Może mamy już dwóch szpiegów w zamku.
Harry w takich chwilach chciałby nadal być małych dzieckiem. To było dla niego za dużo. Wstał i podszedł do Severusa. Ten tylko uniósł zdrowe ramię i pozwolił chłopcu usiąść na swoich kolanach. Dziecko wtuliło się w niego ufnie.
— Chciałbym, żeby wszystko było jak dawniej — mruknął i zmienił się w swoją animagiczną postać.
Lubił w tej wersji leżeć na kolanach ojca. Nie był wtedy dla niego za ciężki, a głaskanie było miłe.
— Dobrze wiesz, Harry, że to dopiero początek. Nie jesteś normalnym dzieckiem. Wiem też, że zdajesz sobie z tego sprawę, chociaż masz dopiero siedem lat. Nigdy cię nie okłamywałem. Twoja przyszłość jest bardzo niepewna i pełna niebezpieczeństw.
Ciche miauknięcie i wtulenie głowy kota w dłoń Severusa było w tej chwili wszystkim, co mógł przekazać Harry.
Ciepło dotyku spowodowało, że kociak po chwili zasnął. Snape przełożył go na kanapę, rozkładając koc nie tylko na małym zwierzaku, ale na większości mebla. W chwili, gdy animag wróci do swojej ludzkiej postaci, nadal będzie przykryty.
Godzinę później sam się wystraszył, gdy chłopiec zerwał się do siadu, krzycząc przerażony. Wtulił się w ramiona ojca, jakby się bał, że ten w każdej chwili go puści.
— Co się stało, Harry? Czy to wizja?
Krótkie skinienie głowy dziecka spowodowało, że na czole Severusa pojawiła się głęboka zmarszczka.
— Co widziałeś?
Znając chłopca, wiedział, że nie dostanie odpowiedzi. I tak właśnie się stało. Dziecko milczało, płacząc cicho. Harry bardzo rzadko płakał. Uważał, że taki duży chłopak jak on nie powinien płakać z byle powodu. Czyli to musiało być coś naprawdę poważnego.
— Chcesz kakao? — zaproponował, biorąc jednocześnie chłopca na ręce.
Wyglądało to trochę dziwnie, bo ciągle miał temblak, ale chłopiec był teraz ważniejszy niż jego ręka. Posadził go na blacie w jego małej kuchni i zaczął przygotowywać składniki, jednocześnie dając dziecku trochę czasu. To było ich własna, prywatna procedura. On robił kakao, a Harry uspokajał się po tym, co widział.
— Podwójna pianka i dużo kakao.
Severus prychnął, ale dorzucił drugie tyle kakao do kubka, zapełniając je prawie do połowy.
— Będzie więcej czekolady niż mleka.
— I podwójna pianka.
Severus zerknął na chłopca, ale ten w tej samej chwili odwrócił głowę. Harry bardzo rzadko chciał aż tak słodki smakołyk. Ile on by dał, aby dzieciak nie odziedziczył tego daru po matce. Albo żeby chociaż ujawnił się później, gdy psychika chłopca nie byłaby taka... dziecięca.
To była jedna z rzeczy, która ukształtowała takiego Harry'ego. Przebywanie w jego towarzystwie też miało duży wpływ, ale wizje były jednak najgorsze. Dziecko nie powinno widzieć pewnych rzeczy. Normalnie dorośli starają się je chronić przed czymś takim jak śmierć czy krzywdzenie innych, ale Severus nie potrafił powstrzymać wizji Harry'ego. A chłopiec przeżywał każdą bardzo mocno. Miał czasami wielką ochotę sam zabić te dwa kundle, za to, co chłopiec przez nich przeżywał. Bo to, że Harry widział poczynania podczas wilkołaczych polowań, nie były niczym nowych. Zdarzało mu się, że naprawdę chciał, by wizje Harry'ego spełniały się do końca i ta dwójka wreszcie zdechła, jednocześnie dając dziecku trochę wytchnienia. Nawet nie chciał wiedzieć, co stałoby się z Harrym, gdyby widział nie tylko „rodzinę". Albo by zwariował, albo...
W szkole cała ich czwórka była bezpieczna, więc wilkołaki pewnie wkrótce opuszczą ją na łowy i wtedy znów znajdą się w zagrożeniu, doprowadzając tym chłopca do rozpaczy.
Harry oczywiście powie im, czego mają unikać, i to pewnie zrobią, zmieniając przyszłość. Wizja nie dojdzie do skutku, ale dziecko już swoje zobaczyło.
Zdjął chłopca z blatu i zabrał kubek. Harry złapał go za rękaw koszuli i wrócili do gabinetu. Skrzaty dokładały właśnie drwa do ognia i miłe ciepło rozprzestrzeniało się powoli po komnacie.
