Słodycz i Puchatość

NB

Cz.10

Harry naprawdę nie miał najmniejszego zamiaru dzielić się informacjami na temat wizji, którą miał. Prawdę powiedziawszy, to nie chciał by się spełniła.

Westchnął ciężko i oparł głowę o kanapę, o którą się opierał plecami. Lubił tak przesiadywać przed kominkiem. Wiedział, że ojciec go cały czas pilnie obserwuje, ale nic nie mógł na to poradzić.

— Chcesz się przejść, Harry?

Pytanie zostało zadane tak nagle, że spojrzał na Severusa zaskoczony.

— Teraz?

— Tak, teraz. Chyba, że nadal czujesz się zmęczony.

Harry podniósł się z podłogi.

— Nie, wcale. Możemy iść.

Lubił spacery z ojcem. Co prawda, najciekawsze i najzabawniejsze były te, które odbywali koło domu, zwłaszcza w pobliżu parku. Nie wiedział skąd się to wzięło, ale gdy przechodzili koło, albo przez park wszystkie panie dziwnie się uśmiechały do ojca. Niektóre odważyły się nawet ich zaczepić z jakiegoś błahego powodu. To były jedne z wielu zabawnych momentów jego dzieciństwa.

Opuścili gabinet i skierowali się na błonia. Rzadko w takich przypadkach rozmawiali, najczęściej spacery odbywały się w milczeniu. Harry ujął dłoń Severusa i obserwował skraj Zakazanego Lasu. Czasami magiczne zwierzęta pojawiały się tam niespodziewanie. Lepiej być przezornym.

— Może jednak powiesz mi co widziałeś? — zapytał nagle Severus, łamiąc tym ich niepisaną zasadę.

Harry tak bardzo się tym zdziwił, że aż się zatrzymał, puszczając dłoń ojca.

— Co? — dopytywał się Snape zaskoczony jego zachowaniem.

— Nic i nie. Nie opowiem ci mojej wizji. Jeśli z tego powodu chciałeś mnie wyciągnąć z zamku, to lepiej wracajmy. — Odwrócił się i zaczął wracać.

— Harry! — zawołał go cicho. — Wracaj.

— Nie mam już ochoty.

Severus westchnął, ale nie powstrzymał chłopca. Patrzył tylko aż ten zniknie za drzwiami zamku. Potem wznowił swój spacer. Musiał parę spraw przemyśleć.

Siedmioletni chłopiec kucnął pod ścianą. Wizja była tak nagła, że zdołał się tylko o nią oprzeć, zanim pochłonęła go całkowicie. Od razu wiedział co zobaczy, bo zawsze działo się to tak samo, dopóki się nie spełniła, lub minął czas jej realizacji.

Nie potrafił powstrzymać obrazów, nawet jeżeli bardzo tego pragnął. Bolało go to co widział, ale nie wiedział co miał zrobić, żeby temu zapobiec. To, co teraz obserwował, potwierdzało słowa Severusa co do jego dwóch dodatkowych ojców chrzestnych. Nie rozumiał pewnych momentów, ale coraz bardziej obawiał się, że już wkrótce się tego dowie.

Westchnął ciężko i otworzył oczy. Na końcu korytarza ujrzał Remusa i Syriusza. Patrzyli na niego, ale najwyraźniej nie mieli zamiaru podejść. Ciarki przebiegły mu po plecach, gdy wstawał. Nigdy dotąd nie bał się swoich ojców, ale też ani razu dotychczas nie zachowali się jak teraz.

W tej samej chwili odwrócili się do niego plecami i odeszli. Harry nie czekał dłużej. Biegiem pobiegł do lochów i skrył się w komnatach Severusa. Skulił się w fotelu i zapatrzył w ogień, który dziwnie nie potrafił go tym razem ogrzać. Tak rozdygotanego znalazł go pół godziny później Severus. Nie pytał o nic. Przypuszczał, że chłopiec znów miał wizję, a skoro chwilę wcześniej pokłócili się właśnie o to, to nie miał zamiaru do tego wracać. Chłopiec był z natury bardzo uparty.

Harry ocknął się z odrętwienia w chwili, gdy ojciec wrócił do kwatery. Przerażenie po wcześniejszym spotkaniu dwójki chrzestnych mijało, a o wizji i tak nie umiał zapomnieć. Wyprostował się, a następnie wstał. Skierował się do kuchni, gdzie Severus przygotowywał sobie herbatę. Podsunął mu swój kubek i w ciszy przeszli do salonu.

Harry trzymając kubek, drugą ręką muskał ogranicznik.

— Przeszkadza ci? — zapytał cicho Severus.

— Nie. Boję się, że będzie za słaby.

— Czujesz się inaczej z tym ogranicznikiem?

— Trochę. Pochłania magię, ale nie całkowicie. Ciągle muszę ją kontrolować.

— Czy mam poprosić dyrektora o jeszcze jeden? Jest spora szansa, że całkiem zablokuje to twoją magię.

— Nie przeszkadza mi to. Poza tym, gdy coś się będzie działo, mogę je zwyczajnie zdjąć.

— Nie musisz się spieszyć — dodał niepokojąco cicho Harry.

Severus pozwolił mu resztę dnia spędzić w tej ciszy, skoro chłopiec jej potrzebował. Przyzwyczajeni byli do milczenia którejś ze stron.

Katastrofa nadeszła bardzo szybko. Dla Harry'ego za szybko. Przypuszczał przybliżony okres realizacji wizji, ale zawsze miał nadzieję, że ma jeszcze czas.

Atak dwójki wilkołaczej rodzinki był nagły. Severus upadł na ścianę i stracił przytomność po takim uderzeniu Lupina.

— Przyszliśmy po ciebie, Harry. — Black uśmiechnął się do niego i wyciągnął rękę. — Już nie musisz mieszkać z tym…

— Nie chcę iść z wami — odparł spokojnie, cofając się w stronę ojca.

Remus podszedł do Syriusza i położył mu dłoń na ramieniu.

— Mówiłem ci. On za długo z nim przebywał. Przekabacił go na swoją stronę. Musimy zabrać chłopca siłą.

— Zostawcie Harry'ego w spokoju. — Severus powoli podnosił się na kolana, opierając na dłoniach.

Chłopiec nie spuszczał oczu z pozostałej dwójki. Chciał pomóc ojcu, ale nie mógł. Musiał ich obserwować. Atak mógł nastąpić w każdej chwili.

I nastąpił, choć nie tak jak spodziewał się chłopiec.

Severus stanął koło niego i skierował różdżkę na Lupina, który zaczął się przechadzać, cicho warcząc na niego.

— Severusie, czy to ładnie tak zabierać taki skarb tylko dla siebie?

Syriusz tylko stał w miejscu i przerzucał swoją różdżkę pomiędzy palcami. Uśmiechnął się jednocześnie tak okrutnie, że chłopiec przełknął i przysunął się jeszcze bliżej ojca.

— On należy do nas. Powinieneś nam go oddać.

— Nigdy — stwierdził krótko Severus, zasłaniając sobą Harry'ego.

Chłopiec nie miał zamiaru się ukrywać za jego plecami. Zsunął ostrożnie obie obręcze, chociaż dopiero co dodatkową założył u dyrektora. To właśnie od niego wracali, gdy Black i Lupin stanęli im na drodze.

Wiedza, że stanie się to w dniu, w którym otrzyma drugi ogranicznik, niewiele mu pomogła, chociaż jednocześnie pragnął by doszło do tego. Miał już dość. Ojcowie zachowywali się dziwnie, tajemniczo i przerażająco. Przez kilka ostatnich dni spotykał ich na każdym swoim kroku, gdy tylko opuścił lochy. Nie przeszkadzało im, że zostało to dostrzeżone przez Severusa, który nie pozwalał teraz wychodzić chłopcu samemu.

Nie pomogło to jak widać za wiele, ale przynajmniej Harry czuł się odrobinę bezpieczniej. Teraz musiał słuchać wywodów Remusa, którego oczy lśniły niczym złoto. Chłopiec szybko zerknął na Syriusza. Jego oczy były podobnej barwy, ale jednocześnie coś się w nich nie zgadzało Harry'emu. Nie słuchał ojca chrzestnego. Obserwował w ciszy Blacka, bo jeśli wizja nie kłamała, a nigdy się to nie zdarzyło, to z Syriuszem było coś nie w porządku. Jego oczy w przeciwieństwie do tych Lupina nie zmieniały swojej kolorystyki. Ciągle były takie same, podczas gdy drugiemu wilkołakowi odcienie złota, żółtego i błękity stale się przeplatały. Wiedział, że wkrótce dowie się prawdy, a jednocześnie jego dotychczasowe życie ulegnie zmianie. Tego chyba bał się najbardziej. Nie będzie w niej żadnego z jego ojców chrzestnych.

— Oddasz go nam, Severusie, albo zrobimy tak, żeby chłopiec sam do nas przyszedł. Znamy sposoby. Nikt dotąd nam niczego nie odmówił.

— Cóż, będę zatem pierwszy na tej liście. — Buńczuczność w takich warunkach chyba nie była najtrafniejszym pomysłem.

Black po raz pierwszy się poruszył, zbliżając się w ich stronę. Severus pchnął chłopca lekko w kierunku ściany, samemu też się cofając. Nadal krył go za swoimi plecami. Ograniczniki zostały schowane do kieszeni. Harry bardzo wyraźnie czuł całą swoją magię. Czuł całym sobą, że tylko on będzie potrafił uratować Severusa.

— Harry, chodź do mnie — szepnął Syriusz, wyciągając w jego stronę rękę. — Przecież wiesz, że nic ci nie zrobimy.

— Przymknij się, Black. On bardzo dobrze wie, że kłamiesz. — Severus bez zapowiedzi zaatakował pierwszy, rzucając w jego stronę Drętwotę.

Syriusz tylko się uchylił i nadal podchodził bliżej do swoich ofiar. Te nie miały się już dokąd cofnąć. Harry opierał się plecami o zimne, kamienie ściany. Jedną stronę korytarza blokował Syriusz, drugą Lupin.

Nagle chłopiec zamarł. Czegoś takiego nigdy dotąd nie doświadczył, ale też dotychczas jego magia była blokowana. To, co zobaczył podczas krótkiej wizji spowodowało, że zadziałał. Złapał Severusa za tył szaty, a drugą ręką dotknął ściany za swoimi plecami. Zachwiał się, gdy ta nagle zniknęła i pociągnął w ten sposób ojca za sobą. Oczywiście napastnicy nie czekali na zaproszenie. Przekroczyli powstały otwór zaraz za swoim celem.

Ściana wróciła za swoje miejsce, gdy znaleźli się po jej drugiej stronie.

Ciche kroki rozbrzmiały w tej samej chwili na korytarzu.

Albus zmarszczył brwi, ale i przed nim i za nim nikogo nie było. Potrząsnął zrezygnowany głowa i ruszył dalej.

Harry odetchnął z ulgą, ale zaraz też się spiął. Byli zamknięci w sali lekcyjnej, a jedyne wyjście blokowała im dwójka ojców chrzestnych.

Tym razem pierwszy rzucił zaklęciem Remus, uśmiechając się przy tym bardzo mrocznie, tak bardzo że chłopcu przebiegły ciarki po plecach. Takiego Lupina nie pamiętał i prawdę mówiąc nie chciał zapamiętać.

Ataki Black, który dołączył do drugiego mężczyzny skierowane były tylko w Severusa.

— Chodź do nas, Harry, albo coś złego stanie się Snape'owi. Chyba nie chcesz by został ranny przez ciebie?

— Zostań! — Ostre polecenie ojca było niepotrzebne.

Harry nie zostawiłby go.

Musiał coś zrobić, zanim naprawdę jego wizja się spełni. Zamarł, przełykając głośno.

A może właśnie o to chodziło Może ma się spełnić? Czy będzie w stanie żyć później tak, jak to zobaczył? Bez Severusa u swego boku? Samotny, u niekochających go ludzi?

Ścisnął dłonie w pięści.

A jeżeli to jedyne wyjście z tej patowej sytuacji?

Ataki na Severusa stały się zacieklejsze. Jeżeli ma zamiar działać, to musi to zrobić teraz. Westchnął znów, a potem dodatkowo odetchnął głęboko.

— Przepraszam, Severusie — rzucił smutno.

Snape obejrzał się w jego stronę z przerażonym wyrazem twarzy.

— Co…?

Nie zdążył nic innego powiedzieć, gdy kilka fal mocy przetoczyło się przez salę.

Potem zapanowała niepokojąca cisza.

— Co z nimi, Poppy?

— Wszyscy wykazują zaniki pamięci, Albusie. I to dotyczące szczególnych wspomnień. Wszystkie są powiązane z Harrym. Chłopiec najmniejsze, ale pozostała trójka martwi mnie najbardziej. Remus i Syriusz byli pod jakimś zaklęciem kontrolującym. Black nie jest wilkołakiem.

— Słucham? Ale…

— Wiem. Prawdę powiedziawszy nikt z nas nigdy nie wiedział go podczas pełni. Nosił soczewki. Zwykłe mugolskie soczewki zmieniające kolor na żółto-złoty. Wygląda na to, że był pod wpływem Imperiusa, którego rzucił na niego Lupin. On sam też był kontrolowany.

— Przez kogo?

— Tego nie wiem. Teraz musimy coś zrobić. Chłopca trzeba ukryć, skoro jego właśni ojcowie chrześni o nim zapomnieli.

— Zaatakowali go.

— Zrób więc coś z tym, Albusie. Oni nadal mogą być zagrożeniem dla chłopca.

— Chyba jest tylko jedno wyjście. Zajmę się wszystkim, Poppy.

— Co planujesz?

— Chłopiec trafi do swojej rodziny. Syriusz do Azkabanu za atak czarodzieja. Remus zostanie na jakiś czas wysłany gdzieś daleko. To powinno przywrócić ich do normalności. Ograniczenie kontaktu z głównym sprawcą zniweluje czary kontrolne. Może wrócą do siebie.

— A Severus? On został najdotkliwiej potraktowany.

— Co dokładnie pamięta?

— Tylko atak Voldemorta na Potterów.

— Potrzebujemy go, Poppy. Musi tu zostać. Zajmę się tym.

Albus naprawdę czasami miał ochotę przejść na emeryturę.

Zostawił ciągle nieprzytomnych rannych i zdecydował się udać na Privet Drive. Zmienienie wspomnień trójki mugoli będzie tą łatwiejszą częścią planu. Gorzej z Severusem.

Miał nadzieję, że kiedyś mu to wybaczą.

Koniec.