Zawsze byłam niepoprawną romantyczką. Wstyd mi się do tego przyznać, ale to prawda. Podejrzewam, że właśnie dlatego profesor Snape tak bardzo mnie zainteresował. Nie zrozumcie mnie źle – nie zakochałam się w nim. Szczerze wątpię, bym kiedykolwiek w życiu spotkała tak sarkastycznego, protekcjonalnego, antysocjalnego drania.
Nigdy nie byłby dla mnie odpowiedni, ale było w nim coś, kiedy odwiedzał pannę Granger. Coś… Dobrego – to jedyne słowo, które przychodzi mi teraz na myśl. Nie bądźcie zdziwieni. Nie szpiegowałam go, nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie, gdy się pojawiał, ja zwiewałam.
Jednak przez tyle miesięcy zdarzyło mi się wejść przypadkowo podczas jego wizyty, czy też przejść obok niedomkniętych drzwi i usłyszeć rzeczy, których słyszeć nie powinnam.
Sposób, w jaki do niej mówił. Dla każdego innego był zimny i sarkastyczny. Facet miał język ostry jak brzytwa. Poppy powiedziała, że Snape traktuje tak wszystkich i żebym nie wdawała się z nim w dyskusje, więc postanowiłam jej posłuchać. Wygląda na to, że Poppy wiedziała, jak radzić sobie z tym facetem. Zapytałam ją, czy go lubi, kiedy ostatni raz o nim rozmawiałyśmy i wiecie, co mi odpowiedziała?
- Oczywiście, że go lubię, kochana. Tak bardzo, jak tylko da się lubisz człowieka, jak on. Lubię go wbrew niemu i ośmielę się stwierdzić, że nie ma lepszego rodzaju sympatii. Łatałam go tyle razy, przez te wszystkie lata, i wiem, że jego krew jest czerwona, tak samo jak każdego innego. Nie przeraża mnie już tak bardzo.
Też go lubiłam. Był fascynującym rodzajem mężczyzny – szorstki i sarkastyczny w stosunku do każdego, kogo spotka. I tak delikatny i oddany dla niej. Był idealnym przykładem bohatera tragicznego, mroczny i torturowany, a pod tym wszystkim tęskniący za towarzystwem, tak jak każdy z nas. A przynajmniej lubiłam tak na niego patrzeć. Poppy powiedziałaby, że czytam zdecydowanie zbyt dużo mugolskiej literatury. Jeśli kiedykolwiek jej o tym powiem, oczywiście.
W każdym razie, kiedy wchodziłam do pokoju panny Granger podczas jego wizyty, zawsze do niej mówił. Jego głos, kiedy nie używał go jako broni, był naprawdę przyjemny. Głęboki i gładki, niemal aksamitny, jak pomruk lwa. Opowiadał jej różne historie albo wspominał o czymś co czytał, i co by jej się spodobało. Raz nawet słyszałam, jak czytał jej książkę. Nie był to żaden wiersz, ani nic z tych rzeczy. Były to jakieś niejasne teorie dotyczące właściwości soli pozyskanej z ruin Sodomy i Gomory oraz tej wziętej z Atlanty. Ale jego głos, tak melodyjny i delikatny, zapierał dech w piersiach.
Często myślałam o nim, o niej, o nich. Dlaczego wciąż ją odwiedza? W końcu Poppy wyraźnie powiedziała, że podczas wojny Snape i panna Granger byli w stosunkach dalekich od przyjacielskich, a od kiedy znalazła się w szpitalu, okazał jej wielkie oddanie, jakiego powstydzić by się mogli jej najbliżsi przyjaciele.
Nie chodzi mi o to, że nikt więcej jej nie odwiedzał. Harry Potter wpadał raz na jakiś czas. Widziałam go nie więcej, niż trzy razy od tego pierwszego dnia – raz w jej urodziny, raz w święta i raz wczesną wiosną. Zawsze jednak czuł się niekomfortowo i nie zostawał zbyt długo.
Molly Weasley również wpadła parę razy. Była kobietą, za którą trudno tęsknić, jeśli mogę to powiedzieć. Zawsze przynosiła dla panny Granger świeże koszule nocne, z jej imieniem wyszytym na każdej z nich. Przy każdej wizycie siadała obok łóżka Hermiony dmuchając w chusteczkę i niemal jak w zegarku, po pięciu minutach, zaczynała płakać. W święta przyniosła ręcznie szytą sukienkę nocną w najbrzydszym odcieniu pomarańczowego, jaki kiedykolwiek widziałam i z literką 'H' w jeszcze brzydszym, bananowo żółtym kolorze i rozkazała mi jak najszybciej założyć to pannie Granger.
Zawsze było mi trochę żal Hermiony, kiedy odwiedzali ją pan Potter i pani Weasley. Nie dlatego, że nie byli wspaniałymi ludźmi, tylko dlatego, że nie mówili do niej w taki sposób, jak robił to profesor Snape. Każda wizyta wprawiała ich w przygnębienie, a kiedy wychodzili, pokój wypełniała pustka. Ich wizyty wydawały się wymuszone, jak coś wykonywanego z obowiązku, a nie chęci.
Z profesorem Snape'm wyglądało to zupełnie inaczej. Odwiedzał ją, bo tego chciał, tego byłam pewna. W minucie, kiedy wchodził do jej pokoju i spoglądał na nią – napięcie po prostu topiło jego mury. Lubił z nią przebywać, nie widzę innego wytłumaczenia jego codziennych wizyt. Tak to sobie wyobrażałam.
I tu był mój błąd. Poza tym, że jestem niepoprawną romantyczką, mam wybujałą wyobraźnię. Zauważyłam, że kreuję w mojej głowie scenariusze dla ludzi, którzy mnie interesują, a profesor Snape był jedną z takich osób. Jak mógłby nie być? Facet był enigmą otoczoną tajemnicą. Wydawało mi się, że nikt tak naprawdę go nie zna, nawet moja siostra. Wspominała czasem, że dyrektor Dumbledore wydaje się w miarę rozumieć Snape'a. Co w pewien sposób sprawiało, że pogłoski o jego wszechmocy stawały się bardziej wiarygodne.
Kiedy Poppy dowiedziała się ode mnie, że Snape nadal odwiedza pannę Granger, była zaskoczona.
- Ale co on tam robi? – pytała. – Czemu ją odwiedza?
Byłam pewna, że nie wiedziałam, ale wyobrażałam sobie, że robił to dla jej dobra. Możliwe, że podziwiał ją, kiedy była w Hogwarcie, ale obawiał się, że ich relacje mogłyby zostać źle odebrane, dlatego nigdy nie powiedział jej o swoich uczuciach. Potem, kiedy poświęciła się, by ratować jego życie, uświadomił sobie, że nigdy nie będzie miał szansy, aby powiedzieć jej o tym, co czuł, więc teraz, ze złamanym sercem, zdecydował się odwiedzać ją codziennie, aby pokazać swoją lojalność.
Nie rzucajcie się! To naciągane, wiem o tym. Jeśli kiedykolwiek powiedziałabym o tym Poppy, pewnie by mnie wyśmiała. Nic nie poradzę, że lubię układać sobie takie historie, poza tym nikogo tym nie krzywdzę. Co mogłoby być bardziej tragiczne i romantyczne, od mężczyzny takiego, jak Snape zakochanego w dziewczynie, która uratowała mu życie? Zwłaszcza, kiedy ciało wymienionej dziewczyny żyło, a ona tak naprawdę nie…
Jeśli miałabym być szczera, wyglądało na to, że jego serce było samotne, a dusza bezdomna.
Przyzwyczaiłam się do jego codziennych wizyt, więc byłam w ciężkim szoku, gdy pewnego razu się nie pokazał. Przychodził zawsze, niczym w zegarku, o szóstej czterdzieści pięć, a wychodził o ósmej piętnaście. Zawsze. Jednak w ostatni poniedziałek się nie pokazał.
Panna Granger była gotowa. Zawsze, tuż przed jego wizytą, kładę jej pod plecy więcej poduszek, aby bardziej przypominała żywego człowieka, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Upewniam się, że jej oczy są dobrze nawilżone, aby nie robić tego, kiedy Snape jest obok, i że jej włosy są czyste i uczesane.
Ponieważ był poniedziałek, panna Granger miała na sobie świeżą pidżamę – piękną, bawełnianą w kolorze zielonym, który tak bardzo do niej pasował. Niesamowite, jak zdrowo wyglądała, biorąc pod uwagę, że tak długo leży w śpiączce.
Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy się nie pojawił. Tłumaczyłam sobie, że może po prostu się poddał – w końcu nie opuścił ani jednej wizyty w ciągu tych osiemnastu miesięcy. Herbata, którą dla niego naszykowałam, pozostała nietknięta, aż w końcu zrobiła się zimna, więc zabrałam ją ze szafki stojącego obok łóżka.
- Obawiam się, że on dziś nie przyjdzie – szepnęłam do panny Granger, gdy przygotowywałam ją do snu, zabierając poduszki i układając w pozycji leżącej. – Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.
Mogłabym zafiukać do Poppy. W rzeczywistości całą swoją silną wolę skupiałam na tym, aby tego nie robić. Nie chciałam naruszać w ten sposób jego prywatności. Może wszystko było z nim w porządku i po prostu zdecydował, że dziś sobie odpuści. Starałam się wyobrazić sobie, co mogło powstrzymać go od odwiedzenia panny Granger, ale wszystko, co wymyśliłam, wydawało się zbyt banalne.
Wiedziałam, że nie zatrzymały go wypracowania do sprawdzenia. Nie raz przychodził tutaj z nimi. Nie wyobrażam sobie, że mógłby po prostu zdecydować się na przerwę, skoro nigdy wcześniej tego nie robił. Starałam się nie myśleć o najgorszym. O tym, że stało się coś, co nie pozwoli mu więcej odwiedzać panny Granger. Szybko pozbywałam się tych myśli.
Dopiero następnego dnia, gdy wreszcie dorwałam się do 'Proroka codziennego', dowiedziałam się o wypadku. Przejrzałam szybko artykuł o eksplozji i znalazłam zdjęcie wyjątkowo wściekłego mężczyzny z wielkim nosem, złorzeczącego na człowieka, który był na tyle odważny, aby zrobić mu zdjęcie.
Pannie Granger powiedziałam o wszystkim, kiedy zmieniałam jej pościel.
- Wygląda na to, że profesor Snape jest bohaterem, moja droga! Według gazety uratował chłopca od pewnej śmierci, kiedy w klasie eliksirów eksplodował kociołek. Obaj są w Skrzydle Szpitalnym i mogę sobie wyobrazić, jak Poppy daje im popalić!
Wieczorem, kiedy zafiukałam do siostry, aby dowiedzieć się czegoś o stanie zdrowia profesora Snape'a, Poppy roześmiała się głośno.
- Dałam mu podwójną dawkę eliksiru usypiającego, aby utrzymać go w łóżku. Nawet po tylu latach nie chce uwierzyć, że wiem, co robię. Swoją drogą, jak tam Hermiona?
Westchnęłam.
- Bez zmian. Cieszę się, że profesorowi Snape'owi nie stało się nic poważnego.
Poppy znów się roześmiała.
- Och, stało się. Jednemu i drugiemu. Jakby powdychali te opary chwilę dłużej, nie pozostałby w nich nawet malutki kawałek płuca, z którego można by było wyhodować wszystko na nowo. Obawiam się, że biedny Dennis jest w gorszym stanie. W każdym razie, nie spodziewaj się Severusa zbyt szybko.
- Proszę, prześlij mu pozdrowienia ode mnie i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Jestem pewna, że panna Granger nawet nie zauważyła jego nieobecności.
Poppy uśmiechnęła się szeroko.
- Dokładnie to mu powiem, Nettie!
Bez jego odwiedzin, tydzień wydał się strasznie długi. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo liczyłam, że przerwie rutynę mojego dnia. Normalnie, kiedy przychodził, mogłam pozwolić sobie na filiżankę herbaty w pokoju dla pracowników, przed zajęciem się robotą papierkową czy też innymi obowiązkami, które na mnie spoczywają. Zauważyłam, że gdy go nie było, dziwnie trudno było mi opuścić jej pokój. Biedna dziewczyna była teraz naprawdę sama, nawet, jeśli było to tylko na chwilę i było mi strasznie przykro z tego powodu.
Spędzałam z nią dużo więcej czasu i w ciągu tego tygodnia zauważyłam coś dziwnego. Był to trzeci dzień nieobecności Snape'a. Próbowałam rozplątać loki Hermiony i zdałam sobie sprawę, jak bardzo są suche i zniszczone. Zazwyczaj w dotyku przypominały jedwab. Taka zmiana była bardzo dziwna. Zdecydowałam znów umyć jej włosy, używając przy tym więcej odżywki, aby zobaczyć, czy naprawi ten problem. Kiedy schły, zaczarowałam pokój, aby był bardziej wilgotny, niż nakazywały standardy. Szybko jednak okazało się, że moje zabiegi ani trochę nie pomagają.
Następnego ranka musiałam wyczyścić szczotkę z połamanych włosów. Zauważyłam też wiele na jej poduszce. Jej włosy nigdy się nie łamały, odkąd profesor Snape sprawił, że odrosły. Poświęciłam chwilkę, aby się im przyjrzeć i zauważyłam, że są pozbawione koloru, tak jakby ktoś zabrał te złote refleksy.
Był piątek. Zdecydowałam się wykąpać pannę Granger popołudniu. Porządnie wykąpać, w wannie z wodą i balsamem, używając tego diabelskiego sprayu, który przyniósł pan Potter dawno temu. Pomimo, iż włosy wyglądały po tym strasznie, zaczęłam to doceniać. Nienawidziłam tej myśli, że może jej śpiączka zaczyna ją pokonywać. Musiała mieć wielką moc, aby zniszczyć włosy, którymi zajął się profesor Snape.
Właśnie delikatnie zmywałam mydło z jej ciała, kiedy, ku mojemu zaskoczeniu, do pokoju wszedł profesor Snape, z nieco mniejszą gracją, niż zwykle. Była czternasta, nie spodziewałam się go o tej porze. Hermiona nadal była mokra, owinięta jedynie w ręcznik. Gapił się na pannę Granger przez pół minuty, po czym odwrócił się, wbijając wzrok w ścianę.
Chciało mi się śmiać. Naprawdę! Nie było go tyle czasu i byłam tak szczęśliwa, widząc go wreszcie, że nie przejęłam się tym, w jaki sposób wpatrywał się w moją pacjentkę. Biedny facet, pewnie zarumienił się, jak chłopiec.
- Nie spodziewałam się pana dzisiaj, profesorze – powiedziałam, starając się aby w moim głosie nie było słychać bezczelnego uśmieszku, który kwitł na mojej twarzy. Spłukałam dokładnie włosy panny Granger i owinęłam je ręcznikiem. – Widzę, że Poppy wreszcie pana wypuściła. Jak się pan czuje?
Widząc jedynie jego plecy i tak mogłam powiedzieć, że starał się być groźny.
- Oddycham, dziękuję. Skończyłaś?
- Jeszcze chwila, muszę ją przebrać. Stwierdziłam, że wanna z gorącą wodą zrobi więcej, niż czyszczenie zaklęciami. Jej włosy zawsze wyglądają lepiej po dobrym myciu.
Snape, nadal odwrócony, skrzyżował ramiona na piersi.
- Zapewne – warknął.
Szybko zabrałam ręcznik, którym panna Granger była zakryta i założyłam jej przez głowę koszulę, mrucząc zaklęcie suszące. Spray od pana Pottera pachniał intensywnie frezją i jaśminem. Widziałam, jak ramiona profesora Snape'a rozluźniają się lekko, gdy wdychał zapach pary, unoszącej się z wanny.
- Skończone.
Odwrócił się, a ja uśmiechnęłam się profesjonalnie, badając wzrokiem jego sylwetkę. Wyglądał strasznie. Jego skóra była bledsza, niż zwykle, a pod oczami miał ciemne sińce. Stracił trochę na wadze, odkąd ostatnio go widziałam, co sprawiło, że jego nos był widoczny bardziej, niż wcześniej. Było widać, że nadal odczuwał ból, ponieważ stał z opuszczonymi ramionami, jakby ktoś uderzył go w klatkę piersiową. I mimo tego, co powiedziała mi Poppy, wyglądał tak, jakby nie spał od swojej ostatniej wizyty. Facet był wrakiem.
- Mogę panu przynieść herbatę? Potrzebuje pan czegoś? – starałam się nie zdradzić, co wyczytałam z moich obserwacji, wiedziałam, że tego nienawidzi, ale i tak na mnie warknął.
- Potrzebuję jedynie, aby pani wyszła, Madame Pomfrey.
Postanowiłam go posłuchać i szybko opuściłam pokój. Gdy odwróciłam się, aby zamknąć drzwi, zauważyłam, że zajął swoje zwykłe miejsce obok jej łóżka.
Kiedy wróciłam po czterdziestu minutach, niosłam ze sobą filiżankę świeżej herbaty i talerzyk pysznych, maślanych ciasteczek, które znalazłam w pokoju personelu. Jeżeli gdziekolwiek był facet, który potrzebował gorącego napoju i czegoś do jedzenia, z pewnością siedział w pokoju panny Granger. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie zły. W końcu niosłam prezenty.
Delikatnie zapukałam do drzwi, zanim pchnęłam je nogą.
- Profesorze Snape?
Osunął się z krzesła. Jego głowa leżała na materacu Hermiony, obok jej dłoni. Jego mizerne włosy rozsypały się po jego twarzy, a dłuższe z nich wylądowały na brzuchu panny Granger.
- Profesorze? Wszystko w porządku? – spytałam zaniepokojona, odkładając tacę i potrząsając lekko jego ramie.
Wybudzony zamrugał, zanim niespodziewanie poderwał się do pozycji pionowej. Patrzył na mnie chwilę, po czym odwrócił nienaturalnie białą twarz.
- Jest pan dużo bledszy, niż normalnie, profesorze. Czy Poppy wie, gdzie pan jest? Założę się, że nie. Ośmielę się stwierdzić, że potrzebuje pan kilku godzin snu.
Snape spojrzał na mnie, normalne kolory szybko wróciły na jego twarz.
- Poppy i jej wymysły mnie nie obchodzą. Jestem dorosły i mogę chodzić, gdzie mi się podoba, mimo tego, co od niej słyszałaś.
Wstrzymałam oddech, a jego oczy zwęziły się jeszcze bardziej.
- Nie waż się robić mi wykładów, kobieto. Nie potrzebuje ciebie, ani Poppy, niańczących mnie niczym stadko kur!
- To, czego pan potrzebuje, to dużo więcej snu, niż zaznał pan od czasu wypadku – wytłumaczyłam. Nie podejrzewałam, że Snape może być tak podły zaraz po przebudzeniu. – Mówię to panu, jako pielęgniarka, a także jako przyjaciółka. Rady Poppy są takie sa…
- Pani siostra jest wścibskim, starym nietoperzem – przerwał mi zimnym, wręcz okrutnym tonem. Wstał i podszedł do mnie, patrząc z góry zza swojego wielkiego nosa. – Miałem nadzieję, że jej wścibstwo i skłonność do plotek nie są cechami, które posiada reszta jej rodziny. Wygląda na to, że się myliłem. Zapewniam, doskonale zdaję sobie sprawę, kiedy nadużywam gościnności.
Przeszedł obok mnie, podążając w stronę drzwi, jednak jego krok był niezdarny i musiał się przytrzymać framugi, aby się nie przewrócić. Byłam rozdarta, z jednej strony chciałam mu pomóc, z drugiej jednak naprawdę lubiłam moją głowę przytwierdzoną do szyi.
- Ale wrócisz? – odważyłam się zapytać, zbyt zdenerwowana, by powiedzieć cokolwiek innego.
- Nie wrócę - warknął i wyszedł, powiewając peleryną.
