Dawno mnie tu nie było, ale jakoś nikt się nie upominał więc zaszyłam się w ciemnym kątku i miałam na wszystko wyjechane... Ale przepraszam, za tak długą nieobecność. Już wkróce postaram się dodać coś do 'Kolacji', a może nawet ruszy się 'Pamiętnik'...
Tymczasem, dziękuję Xylone za motywujący komentarz. Miło się czyta takie bezpodstawne słodzenie xD
Jak zwykle nie było betowane ,_,
Enjoy!
-...ewno! Jezu! Umrzemy! Jesteśmy w dupie! Oskarży nas o próbę mordu! –zawodził Regulus, zupełnie jakby już teraz ktoś go mordował, albo chociaż żywcem ze skóry obdzierał. Swoją szosą – ciekawe o co kaman.
- Uspokój się! – hm... musi chodzić o coś strasznego, skoro nawet Luciu jest denerwnięty. – Przecież sam się nadział na ten kufer. Nie nasza wina, myśmy nawet palcem nie kiwnęli!
- Co z tego?! Ona nam nie uwierzy! To demon! Ty jej nie znasz! Jego matka jest gorsza od niego! Gorsza od ciebie do kwadratu! Oh, Bogowie, którzy gdzieś tam jesteście! Uratujcie mnie! Nas, znaczy nas, chciałem powiedzieć nas! Anix, skarbie, nie patrzaj na mnie jak bullterier na kota sąsiadów! Chociaż w obliczu tak strasznej śmierci, wszystko mi jedno!
Mam takie nieodparte wrażenie, że w jakiś sposób jestem powiązany z tą sprawą, ale zbyt dobrze się bawię słuchając potępieńczych jęków Rega, by otworzyć teraz moje pikne óczki i ogarnąć czemu drą mi się nad wyrem.
- Reg, do kurwy nędzy, przestań zachowywać się jak Bielecki, ile ty masz lat, żeby zachowywać się jak ofiara niedojebania mózgowego na poziomie przeciętnego gimnazjalisty zabłąkanego w internetach, co? – warknęła Darckmondówna głosem słodkim niczym smecta. Kto pił, ten wie o czym mówię.
- Ależ, panno Darckmond, proszę zważać na język. – Zmroziło mnie. Mamo! Ja nie chcę! Boję się! Zabierzcie mnie od tej sadystki!
- Dzień dobry, proszę pani. Proszę jej wybaczyć, bardzo martwi się o stan naszego drogiego kolegi. – Malfoy, jak zwykle na samym wstępie zaliczył lizanie dupy. Że też mu gównem z mordy nie daje od ciągłego podlizywania się wszystkim z personelu naokoło...
- Dowiemy się jak się obudzi, narazie jego stan jest stabilny. Przyszłam tu, tylko po to, by prosić państwa o ciszę. Inni pacjenci też chcą wypocząć. – Oh, bogusiu, jaka ulga. Żadnego wkładania kija w podejrzane miejsca, zero igieł czy goblinich wymiocin, zwanych eliksirami leczniczymi. Chuje muje. Pić tego nie będę. Wesoła gromadka odmruknęła coś potakująco, a kobieta (o ile to-to jest w ogóle i w szczególe kobietą; podobne podjerzenia mam co do McGonagall] wróciła do swojej pieczarki. Wiecie, to taka pieczara, tylko wersja demo.
- No i czemu darłeś tak ryja, Reg? Wywabiłeś quasimodo z jego jaskini, i po co to wszystko? – fuknęła Anika, a ja przyznałem jej w duchu rację. Bo, co jak co, ale im żadziej mam do czynienia z tym sadystycznym stworem, tym lepiej dla mnie, i uwierzcie – nie mam teraz na myśli Anix.
- Bo ty nie wiesz! Ty też jej nie znasz! Ta kobieta to demon, który wydał na świat drugiego demona! Zło wcielone! Mówię ci! Żmija, szatan, czekolada z miętą i majerankiem! Ona była w stanie ustawić do pionu połowę mojej familii samym spojrzeniem, rozumiesz?! – nie jestem pewien czy być dumnym z mojej matki, czy warknąć na Blacka, że wyzywa ją od czekolady z miętą i majerankiem [fuj, bleh i i ochyda w jednym, tak na marginesie]
- Słuchaj, nie obchodzą mnie twoje osobiste afekty względem jego rodzicielki. Zamknij się w końcu i przestań zawodzić, bo jebnę ci z laczka, a jak dalej będziesz darł mordę to możesz zapomnieć o macanku do końca tygodnia – furia w jej głosie była niczym pierwiosnki. W lipcu.
- Mógłby się w końcu obudzić, do cholery – warknął Malfoy ignorując towarzycho. No tak. W myslach ma tylko tego swojego chłoptasia. – Zostawiłem Bieleckiego - Ha! Wiedziełem, że tylko o nim myśli! - sam na sam z twoją jakże uroczą Siostrzyczką oraz naszym Etatowym Nietoperzem w pokoju i obawiam się, że dobrze się to nie skończy. – przy tych słowach dostałem od Elfa po bebechah. Nie wiem jakie metody wychowawczo-ocucające stosuje się w jego domu, ale ktoś powinien o nich poinformować kuratora, albo chociaż ministra zdrowia. Zajęczałem lubieżnie, tak, że nawet mi ciary po plecach przeszły.
- Kufffa...Maoj sco ty soie wyobhassass – wychrypiałem przez suche niczym kocia kuweta gardło. Moim błedęm było to, że w ogóle się odezwałem, o próbie podniesienia się, nie wspominając. W głowie kręciło mi się jak w blenderze. Zajęczałem, znów (jak tak dalej pójdzie, to zmienie się w zająca i tyle ze mnie będzie pożytku, co ze Slughorna na eliksirach), coś nieskładnie, waląc się na poduszki. Niestety. Wywabiłem tym Bazyliszka z jego Piwnicy. Ugh.
- Oh, witamy wśród żywych, Panie Yoshihira. – z sadystyczną rozkoszą wlała mi jakieś gówno do ryja, podźgała kijem gdzie popadnie, zaglądnęła w gały, i bogowie wiedzą, gdzie jeszcze.
- I co z nim? – niezdrowo zainteresował się Black.
- Tak jak myślałam. To tylko lekkie wstrząśnienie mózgu..
- Och, czyli nic, czego niemiał by wcześniej! – przerwał jej uradowany Reg. Jego mina jasno mówiła 'O krurwa, dzis nie zginę!'. A żebyś się chłoptasiu nie przeliczył.
- Objawy powinny przejść do wieczora, jednakże zatrzymam pana Yoshihirę do rana. – kontynuowała niezrażona pigułka gwałtu w wersji dla hardkorów. Znow wlała mi coś do gardła, wbrew moim protestom, pogderała mi nad uchem, co mogę, a czego nie, nie żebym słuchał, i wróciła do swego leża. Dopiero wtedy odetchnąłem.
- Dziękuję, za pilnowanie moich zwłok. – uśmiechnąłem się krzywo do sufitu. – A ty Reg, masz wpierdol za obrażanie mojej Matki.
- To ty to...
- Tak, ja to tak.
- Dzieci skończyły się zastraszać? To dupy w troki. Skoro już zaszczyciłeś świat swoją obecnością, nie jesteśmy tu potrzebni. A tam, w dormitorium, Bielecki stanowi zagrożenie dla siebie i ludzkości...
- To urocze jak bardzo martwisz się o swojego misia-królisia, Luciu. – przetarłem twarz dłońmi i spiąłem mięsnie w czekiwaniu na cios, który, o dziwo, nie nadszedł. Po raz pierwszy spojrzałem w ich stronę. Anika stała z założonymi rękami i skrzywem na swoim pięknym pyszczku, do zarzygania podobnym do tego Sity, natomiast moim wybawcą okazał się Reg, całym ciężarem uwieszony na pięści Lucjusza. Panika w jego oczach była cudowna. – Ale masz rację, Lu. – kontynuowałem. – Możecie iść. Odpocznę sobie, a ty będziesz spokojniejszy mając oko na swoją zabaweczkę. Widzimy się jutro...czy coś. – Malfoy dyszał wściekla jeszcze chwilę, po czym skinął tylko głową (z godnością; on zawsze wszystko robił z godnością, nawet rzygał), zawinął chwastem odgarniajac wielkopańskim ruchem blond nibynóżki z twarzy i wyszedł. Za nim, z większym, bądź mniejszym entuzjazmem wypełzła reszta. Anika nawet pokusiła się o mrukliwe 'Nara frajerze'. Doprawdy, urocza kobitka.
Jak już o uroczych rzeczach mowa... to mi przypomina, że miałem się dziś spotkać z Dyrektorem... no cóż. Jest mi naprawdę, tak strasznie, strasznie przykro, że go nie zobaczę...aż mi łza pociekła. Wcale nie z radości. Naprawdę! Słowo Harcerza! Nie, żebym gardził harcerzami jak najgorszym gównem, które przyczepia ci się do podeszwy i pyta czy nie przeprowadzić cię przez ulicę, albo czy nie chcesz rozpalić grilla ich ciasteczkami... Ciasteczka... w sumie zjadłbym ciasteczka. Dyrektor mimo całej swojej dziwności zawsze podawał dobre ciasteczka do herbaty... Stary pedofil...żeby tak na ciasteczka ludzi ciągać.
- Czekoladowe. One zawsze były czekoladowe. – dodałem na głos, przypominając sobie podwieczorki u Dyra, podczas których omawiał z nami strategię działań na terenie wroga, jakim był Dumstran...Drumsran...Dramstik?, nie chwila...A, już mam – Durmstrang. Tak. Durmstrang. Jak dur brzuszny i męskie stringi. Swoją drogą, nazwa całkiem adekwatna, zwłaszcza ta część o męskich stringach, bo dziewczyn tam jak na lekarstwo. Chociaż, z drugiej strony można było odpocząć od głupich lachonów śliniących się na twój widok, niczym sześciolatki na widok czekoladek adwentowych.
- Oh, bardzo mi przykro, zostały tylko miodowo-orzechowe – przymilny głos Dyrektora wbił mnie w poduszki. Był niebezpiecznie blisko. Stanowczo zbyt blisko. Wzdrygnąłem się mimowolnie i odwróciłem głowę w stronę Dyrka tak szybko, że coś boleśnie mi zachrobotało. Uniosłem się nawet na łokciach, żeby usiąść, wiecie, resztki kulturki i takie tam duperele, ale Papa Smerf położył swoją pedofilską łapencję na mojej klacie boga i wgniótł ponownie w poduszki. – Nie wstawaj, chłopcze. Wiem, że twój stan zdrowia jest ciężki, ale musimy omówić jeszcze parę spraw, prawda? – uśmiechnął się zawadiacko i , na szczęście, zabrał swoją obrzydliwą rękę. A tak chciałem sobie odpocząć...
