Rozdział drugi

Niedowierzanie. Czyste i skandaliczne zaprzeczenie przeszyło każdą komórkę Harry'ego Pottera kiedy zobaczył wychodzącą zza niego Hermionę, która odepchnęła go z drogi Klątwy Zabijającej.

Nie. Nie, nie, nie! Nie Hermiona, nie jego Hermiona poświęcająca swoje życie dla niego. Jak wielu innych. Jak jego mama i tata, Syriusz i Cedric… ja Snape i Dumbledore… jak Zgredek… jak Hedwiga.

To on miał umrzeć!

Nigdy wcześniej Harry nie był tak przerażony, nie czuł się tak beznadziejnie i Harry dostrzegł swój własny udział w makabrze.

Ona nie wiedziała. Nie wiedziała że on miał po prostu umrzeć.

Kiedy zielone światło objęło ich oboje – był za wolny aby wystarczająco odepchnąć Hermionę – Harry zamknął w porażce oczy. To nie miało się wydarzyć.

xxx

Wszystko było białe. Ostatecznie znajdując w sobie potrzebną siłę do otworzenia oczu i siedzenia, Hermiona Granger w absolutnej fascynacji i niedowierzaniu odkryła że jest na dworcu, otoczona białą mgłą.

Więc tak wygląda śmierć.

Nie było niespodzianką że skończyła martwa. Nie była Harrym Potterem, który przeżył Klątwę Uśmiercającą. Była Hermioną Granger i sama sobie zgotowała taki los. Żalem i poczuciem winy zajmie się później. Jak na razie musiała zrozumieć gdzie była i dlaczego tam była.

Była martwa, nieprawdaż?

Powoli wstając zauważyła, że jej niegdyś zniszczone ubrania były teraz nienaruszone i wyglądały na kompletnie nowe, jakby dopiero kupione i założone pierwszy raz. Biorąc pierwszy wdech Hermiona wyczuła delikatny zapach lotosu i wanilii.

Mój ulubiony.

Usta Hermiony wygięły się w pogodnym uśmiechu. Zrobiła to. Uratowała Har-

Głośny jęk przeciął spokój otaczający Hermionę.

Co… to niemożliwe.

Nagle oszalała, wszystkie poprzednie myśli uleciały z jej głowy, i Hermiona przedzierała się przed rzadką mgłę.

Nie jestem sama.

Nogi odmówiły jej posłuszeństwa albo poruszyły się, ale niewystarczająco szybko. Nic nie mogło być wystarczająco szybkie kiedy Hermiona w końcu zobaczyła pokurczoną postać obok ławki.

Harry.

Hermiona była pewna że gdyby nie była martwa, to jej głowa i serce by eksplodowały.

Nie było mowy aby Harry tu był. To było niemożliwe.

Ale właśnie tu był – jak w embrionalnej pozycji, z zamkniętymi oczami i nie ruszający się. Kiedy Hermiona dźgnęła go boleśnie w ramię, Harry otworzyła oczy.

Horror.

To było jedyne co Hermiona mogła wyczytać z jego oczu.

Czysty, zdemaskowany horror.

W momencie kiedy Harry otwierał usta aby coś powiedzieć, Hermiona zobaczyła wysoką postać zmierzającą w ich kierunku.

Starając się z całych sił nie stracić racjonalnych części jej myśli, Hermiona patrzyła się na idącą postać, zauważając długą, białą brodę i rodzaj szat, które nosił tylko jeden czarodziej.

- Profesorze – Hermiona oddychała w zdumieniu i oczekiwaniu.

Czy oni wszyscy byli martwi?

Jeśli Hermiona sądziła, że wcześniej widziała wyraz horroru, to było nic, nic, w porównaniu z bezwzględnie szarpiącą wnętrzności masakrą, która odbijała się na twarzy Profesora Dumbledore'a.

Stara, pomarszczona dłoń była teraz zaciśnięta na ustach Dumbledore'a, trzęsąc się.

- Profe… - starała się odegnać wzrastający terror i panikę, ale łzy, te łzy, spadały kaskadami po starej twarzy Dyrektora. A ona nie mogła nawet oddychać.

xxx

Biegnij.

Biegnij po swoje życie, uciekaj od niebezpieczeństwa, biegnij w kierunku ucieczki, po prostu biegnij.

Harry miał swój udział w uciekaniu, ale nigdy wcześniej nie czuł tak przytłaczającego impulsu do pobiegnięcia spowrotem i naprawienia tego.

Naprawienia tej niemożliwej sytuacji, zmienienia tego cholernego scenariusza, po prostu kurwa coś zrobić.

To było zbyt złe.

Hermiona, jego najlepsza przyjaciółka Hermiona, którą spotkał wiele lat temu, była tutaj. Martwa. Tak jak on.

Jego najlepsza przyjaciółka, która nigdy nie pozwoliła mu się załamać, nigdy go nie zostawiła, nigdy nie poddała. Była jedyną, która była stałą w jego niesprawiedliwym i tragicznym życiu. Podczas gdy Ginny była jego promyczkiem światła, Hermiona była stale świecącym słońcem, jej obecność zawsze dodawała mu pewności i odwagi. Nigdy w niego nie wątpiła, nigdy nie zdradziła. Była z nim zawsze szczera jako jedyna. Jego Hermiona.

Od wypadku z trollem na pierwszym roku zawsze z nim była. Ona i Ron.

Na myśl o jego drugim przyjacielu już wcześniej krwawiące serce Harry'ego rozdarło się jeszcze bardziej i wypełniło w niewątpliwym poczuciu straty.

Nie zdziwi mnie jeśli Ron niedługo do nas dołączy, pomyślał Harry w praktycznie obłąkanej panice.

Oni wszyscy tu byli – martwi – bo on zawiódł.

Nie mógł oddychać i nawet się więcej nie przejmował. Zawiódł ich wszystkich.

Harry Potter dałby wszystko aby móc na zawsze zamknąć oczy i nie czuć jego wnętrzności zaciskających się w terrorze i poczuciu winy. Poczucie winy było bardziej niż obezwładniające. Jak mógł nie dostrzec Hermiony? Jak mógł pozwolić jej poświęcić swoje życie dla niego?

Gorzki z poczucia winy i zbzikowany, Harry ostatecznie zebrał swoje siły i wstał, odpychając od siebie rękę Hermiony.

Jak mogła to zrobić?

- Moje odważne, odważne dzieci. – Szloch był tym co ostatecznie przykuło uwagę Harry'ego.

Dumbledore tu był.

Nadzieja, ta chora nadzieja, która rozniosła się po jego krwioobiegu jak dziki ogień, znów wychyliła swoją głowę.

Dumbledore powinien pomóc. Był jedynym który mógłby pomóc! Wydostanie stąd Hermionę!

W końcu przypominając sobie jak oddychać poprawnie, Harry odwrócił się w stronę swojego starego mentora tylko po to aby się cofnąć o krok.

Dumbledore płakał.

Dumbledore nigdy nie płakał, nawet jeśli był gotowy umrzeć.

Co się zmieniło?

Ciarki przebiegły wzdłuż kręgosłupa Harry'ego i przez jego całe ciało, powodując że drżał jak liść.

Co się stało z Horkruksem?

Praktycznie skręcając swój kark, Harry szybko rozejrzał się dookoła. Nie było tam nic innego. Tylko oni.

Gdzie to było?

To nie zadziałało. Profesor Dumbledore powiedział że musiał pozwolić Voldemortowi na zabicie go. I mu pozwolił. Więc gdzie był teraz ten pierdolony Horkruks? Czyżby zniknął?

- Jest mi tak bardzo przykro. – Profesor Dumbledore wyszeptał to cicho podczas kładzenia trzęsącej się ręki na kolanie, siadając jak połamany posąg na ławce. – To nie miało się wydarzyć.

- Profesorze, gdzie to jest? Czyżby zniknęło? Czy Voldemort zniszczył swój Horkruks? – Harry musiał wiedzieć. Po prostu musiał wiedzieć czy pozbył się tego ohydnego kawałka duszy. Musiał wiedzieć czy nie zwiódł tym razem. A wtedy mógłby znaleźć sposób na wydostanie stąd Hermiony spowrotem. Znajdą drogę.

xxx

Przerażający szloch wydarł się z pobladłych ust Hermiony. Ścisnęła je tak mocno, że poczuła jak jej ścierpły.

Ścierpłe, ale niewystarczająco żeby przerażający szloch nie mógł z nich uciec. A to spowodowało, że wszystko było coraz bardziej prawdziwe.

Harry był Horkruksem.

Hermiona Granger była daleka od bycia idiotką i niedługo zajęło jej poskładanie wszystkich puzzli układanki.

Harry powinien umrzeć w celu zabicia Horkruksa, który był w nim od tej pamiętnej nocy w Dolinie Godryka, mającej miejsce wiele lat temu. Harry i Profesor Dumbledore zaplanowali to.

A wtedy ona się wtrąciła.

Co ona zrobiła?

- Harry, panno Granger. – Stary Dyrektor powstał na swoich trzęsących się nogach i ukazał im wyblakły uśmiech, który nie sięgał jego pokonanych niebieskich oczu. – Jesteście tacy silni, obydwoje-

Harry przełknął swój wstyd i niepokój kiedy Hermiona czuła jak jej łzy spływają po jej zbolałej twarzy.

-i nigdy nie byłem bardziej dumny w całym swoim życiu.

Obydwoje, Harry i Hermiona, mogli poczuć, że było coś na twarzy starego Profesora, co mówiło im że to nie było wszystko. Coś nadchodziło i to było wielkie.

Chory z oczekiwania, już wiedząc gdzieś głęboko w sobie, Harry zapytał jeszcze raz.

- Czy to jest zniszczone?

Hermiona nie mogła tego dłużej wytrzymać i zwymiotowała. Zwymiotowała z powodu terroru, który był tak wielki. Ona już znała odpowiedź.

- Boję się że nie, mój chłopcze.

Dumbledore'a bolało że musiał to powiedzieć głośno. Bardzo bolało go, że musiał to przyznać, przyznać porażkę. To wszystko źle się potoczyło, bardzo źle.

Szesnaście lat czekania, tyle poświęceń które musiały mieć miejsce… to wszystko było na nic.

To był czysty koszmar. To nie miało się wydarzyć.

- Gdzie to w takim razie jest? Jest nadal we mnie, prawda? – Przerażone zielone oczy spojrzały prosto w te pełne bólu niebieskie.

Więc to było w nim. Znowu. Ale jak?

Tak. Oczywiście. Zdecydowanie. Na zawsze.

Harry wolałby usłyszeć jedno z tych słów wychodzące z ust Dumbledore'a.

Cokolwiek, ale nie to.

- Nie.

Gdzie więc?

xxx

Albus Dumbledore był określany różnymi mianami – genialnego ucznia, magicznego geniusza, manipulatora, kłamcy, intryganta, starego człowieka – ale nie był głupcem.

Wiedział jak ryzykowny ten cały cyrk był. Żonglowanie tyloma elementami w powietrzu mogło przynieść tylko dwa rezultaty – kompletny sukces albo całkowitą destrukcję.

Mógł robić tyle rzeczy tylko jednocześnie. Nie mógł wydrzeć z siebie jakiejś części i pozwolić jej zająć się Insygniami. Nie mógł siebie sklonować żeby powstrzymać nawielające się ataki Voldemorta.

Miał tyle rzeczy do zrobienia i był sam.

Czasami Albus Dumbledore myślał, że wziął zbyt duży kawałek ciasta do przełknięcia. A wtedy się krztusił.

Desperacja.

Był po prostu zbyt zdesperowany. Nie mógł pozwolić żeby Tom zniszczył wszystko nad czym do tej pory pracował.

Musiał zaryzykować.

I zaryzykował.

Stojąc przy kolumnie na King's Cross – tutaj Albus miał podziwiać humor wszechświata – mógł tylko mieć nadzieję. I czekać aż Harry przybędzie.

xxx

Albus Dumbledore odetchnął z ulgą w chwili kiedy postać materializowała się z mgły. Poczuł jak wielki ciężar opada z jego ramion.

Harry… był wszystkim czego Dumbledore mógł sobie życzyć; chłopiec był tak silny, tak odważny, tak bezinteresowny.

I udało im się. Niedługo świat będzie wolny od terrory Voldemorta.

xxx

To nie był horror. To nie było nawet temu bliskie. To było o wiele bardziej potworne. Nie było nawet słowa żeby opisać jak się teraz czuł, głupio patrząc na leżącą twarzą w dół postać Hermiony Granger.

Jak?

Gdzie popełnił tak krytyczny błąd?

Wraz z rosnącym horrorem obserwował jak inna postać owija się wokół ciała Hermiony Granger, jak wściekły wąż wypuszczony na wolność, okręcił się wokół, robiąc coraz mniejsze i ciaśniejsze koła aż całkowicie wsiąknął w jej magiczny rdzeń, plamiąc go swoją wstrętną obecnością.

A on nie mógł nic z tym zrobić.

Albus zakrył swoje oczy trzęsącą się ręką, ponieważ to było więcej niż mógł udźwignąć.

A teraz jego sumienie musiało udźwignąć jego nieskończone poczucie winy.

Za dużo zaryzykował. Za dużo.

Co by powiedział Severus, gdyby mógł zobaczyć tragedię rosnącą przed nim samym? Jak niemożliwie rozczarowanym i ze złamanym sercem by był. Cała jego życiowa praca została scementowana i zniszczona kiedy Hermiona Granger – czyste serce przeciwko ciemności – poświęciła się. Tak proste a jednak tak skomplikowane. Nie mógł tego przewidzieć. To nie miało się zdarzyć. Ale zdarzyło.

O jedno poświęcenie za dużo i wszystkie obliczenia poszły w diabły i zostawiły świat w pobojowisku.

Albus Dumbledore zapłakał gorzko, cichymi łzami, kiedy jego stare serce pękło na milion niepotrzebnych kawałków.

Było mu tak bardzo przykro.

xxx

Prawdziwe smutek i ból były wypisane na twarzy Dyrektora kiedy odwrócił wzrok od Harry'ego i spojrzał na ziemię. Dumbledore nie mógł mu spojrzeć w oczy.

W kąciku jego oczu Harry mógł zobaczyć nagle runącął na ziemię Hermionę, z drżącymi ustami i oczami rozszerzonymi w prawdziwym strachu.

Harry pomyślał przez sekundę, że zwariował; że był szalony. To nie mogło być to o czym myślał. To nie było możliwe.

Ale pokonane niebieskie oczy nie były na nim skupione. Patrzyły na nią.

Hermionę.

Zanim Harry mógł krzyknąć z wściekłości tak przerażającej, czystej i niepohamowanej, dworzec eksplodował.

Czarna, dusząca aura zbombardowała stację King's Cross, powodując u Harry'ego dreszcz, a u Hermiony sapnięcie w szoku.

Mogła wyczuć jak coś się przemieszcza, żądne w oczekiwaniu, i radość w niej.

Czarny Pan przybył.

xxx