Jej długie włosy rozłożyły się na poduszce, jeden niesforny kosmyk zawinął się na ramieniu. Biała bluzka delikatnie podwinęła się przy jej lewym biodrze, odsłaniając niewielki skrawek skóry, ledwo powstrzymał się przed muśnięciem go palcem. Ciszę pustego domu wypełniał jedynie jej miarowy oddech. W którymś momencie musiało być jej za ciepło i beżowy koc został w większości zepchnięty z kanapy, zakrywał jedynie jej stopy. Leżała na boku, plecami do oparcia, dając mu idealny widok na swoją twarz, luźno ułożone dłonie i ten uroczy fragment mlecznej skóry na biodrze.

Była jego definicją pokoju.

Ten jakże niepozorny, wplątany w codzienność widok kazał mu się zatrzymać w miejscu i nie pozwalał mu się ruszyć z miejsca. Stał z torbami pełnymi zakupów na obiad i niczym zahipnotyzowany obrysowywał wzrokiem jej powieki, nos, usta. Nieco szorstkie, ale dziewczęce dłonie. Ten przeklęty, kuszący skrawek skóry. Wolno podnosząca się i opadająca klatka piersiowa. Pierścionek, który dała mu matka, i który dumnie spoczywał na palcu dziewczyny w świetle słońca padającego z okna.

Upuścił reklamówki na ziemię i cicho klęknął przy śpiącej narzeczonej. Jego Gom Na Na. Jego wyjątkowa kobieta, która była gotowa przejść przez piekło i poczekać na niego po drugiej stronie. Pomimo tego, że od ich wyjazdu do Ameryki minął rok, nie potrafił wyrzucić z głowy wydarzeń, które doprowadziły do śmierci jego przybranego ojca. Czekała, chociaż na nią nie zasługiwał, chociaż przysporzył jej tyle cierpienia, że czasem nie potrafił jej spojrzeć w twarz, bo miał ochotę pobić samego siebie za bycie egoistą i idiotą.

A ona ciągle czekała. Gdy on jej groził, ona groziła jemu. Gdy się odsuwał, była w stanie zmusić go do konfrontacji. I nawet wtedy, gdy ranił ją kłamstwami, widziała w nim kogoś, o kogo warto walczyć, chociaż sam nie potrafił znaleźć w sobie niczego, co mogłoby dać jej tę motywację.

Jego piękna, silna kobieta. Położył dłoń na jej ramieniu i złożył pocałunek na jej skroni. Tak często miał problem z okazywaniem wobec niej uczuć, lecz teraz gdy spała i nie patrzyła na niego tym swoim akceptującym wzrokiem, znalazł w sobie siłę.

– Kocham cię – szepnął niemal niesłyszalnie.

Wstał, rzucił jej ostatnie spojrzenie, po czym udał się z torbami do kuchni, aby przygotować jedno z dań, które zaczęło mu ostatnio wychodzić.

Na Na uśmiechnęła się.