Rozdział 2

Warzyła ten cholerny eliksir dwie i pół godziny! Ba, pewnie by go warzyła dłużej, gdybym jej nie przerwał. Jest dobra i musisz to przyznać Snape! Chyba pierwszy raz przyznałem tyle punktów Gryffindorowi. Minerwa powie, że na starość robię się miękki. Muszę to jakoś wyrównać przy wieczornym patrolowaniu korytarzy. Z tą myślą Snape kończył eliksir Hermiony.

Nie powiem o tym chłopakom, bo i tak mi nie uwierzą. Hermiona siedziała w bibliotece i próbowała pisać esej na Transmutacje. Próbowała, bo nie mogła się skupić. Jej myśli ciągle krążyły gdzieś w lochach. Po pół godzinie zatrzasnęła ze złością książkę „Transmutacja i kolory" i wróciła do wieży Gryffindoru. Zostawiła rzeczy w dormitorium i udała się na kolację.

- Hej Hermiona, szukaliśmy cię wszędzie. Gdzie byłaś?

- W bibliotece Ginny.

- Dziwne. Byliśmy tam i cię nie było.- Harry zaczął się przyglądać przyjaciółce z zaciekawieniem i nagle go olśniło.- Tak długo warzyłaś ten przeklęty eliksir?!

Hermiona tylko wzruszyła ramionami i tym ucięła całą rozmowę.

Po kolacji udała się do biblioteki. Wiedziała, że na eseju nie będzie mogła się skupić, więc szukała czegoś szczególnie ciekawego, aby odciągnąć myśli od dzisiejszego sukcesu. Gdy przeglądała książki w dziale Obrony Przed Czarną Magią natknęła się na książkę, której wcześniej nie widziała. Tytuł brzmiał: „Przeczytaj, a zrozumiesz". Sięgnęła po nią, lecz jej ręka zatrzymała się w połowie drogi przez palce, które ścisnęły ją za nadgarstek. Odwróciła się i spojrzała wprost w czarne oczy.

- Profesorze Snape, czy mógłby Pan puścić moją rękę?

- Konfiskuję tę książkę Granger. Nie powinno jej tu być.- puścił ją i wziął książkę, po którą sięgała, po czym podszedł do Pani Pince i zaczął z nią o czymś dyskutować.

Hermiona dostrzegła, jak bibliotekarka się zaczerwieniła i tylko kiwnęła głową. Czyżby dostała naganę od Snape'a? Co to za książka? Pewnie czarnomagiczna, ale jej tytuł różnił się od tych niebezpiecznych, o których Lupin opowiadał im na Obronie. Tamte samym tytułem już odstraszały. „Potworne zbrodnie na ludziach i nie tylko", „Jak zabić duszę, nie ciało" i tym podobne. Przestała jednak się tym przejmować. Skoro Snape uważa, że nie powinna jej czytać, to chyba powinna mu ufać, prawda? W końcu on wie więcej o Czarnej Magii niż ona. Wybrała jakąś książkę na chybił trafił, usiadła w fotelu i zagłębiła się w lekturze. Jej ulubionym miejscem do czytania był najbardziej oddalony kąt biblioteki. Z dala od wzroku Pani Pince i łażących ciągle dzieciaków. Kiedy powieki zaczęły jej niebezpiecznie opadać, zobaczyła, że za oknem jest już bardzo ciemno, nie licząc księżyca wznoszącego się i połyskującego wysoko na niebie. Odstawiła książkę na miejsce i po cichutku wyszła z biblioteki. Musiało być grubo po ciszy nocnej, więc rzuciła na siebie Zaklęcie Kameleona i zaczęła iść powoli w stronę dormitorium. Po drodze nie natknęła się na nikogo, i gdy już była pewna, że bezpiecznie dotrze do wieży, zza zakrętu wyszły trzy zakapturzone postacie. Hermiona przysunęła się jak najbliżej ściany i wstrzymała oddech. Śmierciożercy? W zamku? Co oni tutaj robią i jak się tu dostali? Kiedy przechodzili obok niej, dosłyszała kilka słów z rozmowy, którą prowadzili szeptem.

- Daj spokój Zabini, to tylko rutynowe spotkanie. Nie da nam jeszcze żadnych zadań do wykonania.

Malfoy? Zabini? No i pewnie jakiś trzeci Ślizgon. Ale gdzie oni do diabła szli? No tak pewnie do samegodiabła. Chwilę się wahała, po czym powoli ruszyła za nimi. Jeśli coś kombinują, to się o tym dowiem i pójdę do Dumbledore'a. Szła za nimi kilka minut, aż w końcu dotarli do Sali Wejściowej. Kiedy otworzyli wielkie drzwi i powiał lekki zimny wiatr, Hermiona kichnęła. Cholerna alergia! I czemu nie rzuciłam czaru wyciszającego? Trójka zakapturzonych postaci odwróciła się natychmiast i wycelowała różdżki w powietrze.

- Malfoy? Ktoś tu jest…

- Wiem Nott. Ale zaraz się ujawni. Finite Incantatem.- powiedział Malfoy celując w miejsce, skąd usłyszeli kichnięcie.

Hermiona poczuła jak zaklęcie przestaje działać, a ona stoi przerażona przed trójką Ślizgnów.

- No proszę. Kogo my tu mamy… Mała bezbronna Gryfoneczka. Co Granger zachciało ci się nas szpiegować?- zapytał Malfoy, wykrzywiając usta w sarkastycznym uśmieszku.- Co my mamy teraz z tobą zrobić? Puścić cię nie możemy, bo pobiegniesz do Dropsa, więc chyba zabierzemy cię ze sobą. Tak chciałaś za nami iść, to teraz pójdziesz. Drętwota.- Malfoy rzucił na Hermionę oszałamiacza, przez którego dziewczyna uderzyła o ścianę za nią i straciła przytomność. Ostatnie, co zarejestrowały jej oczy, to zbliżających się powoli wrogów.

- Hej Harry, cześć Ron. A gdzie Hermiona?

- Nie wiem Ginny, wieczorem jej nie widzieliśmy. Pewnie zasiedziała się do późna w bibliotece i teraz odsypia.- powiedział Harry kręcąc głową.

Gdy Hermiona nie pojawiła się na pierwszych zajęciach, przyjaciele zaczęli się niepokoić. Ich przyjaciółka nigdy nie opuściła lekcji. Na Historii Magii Ron zapytał się Lavender, czy widziała Hermionę, ale ta odpowiedziała, że jak rano wstawała jej już nie było w dormitorium.

- Harry, mam złe przeczucia…

- Ja też stary. Musimy powiedzieć McGonnagall.

I tak też zrobili. Nauczycielka się zaniepokoiła, gdyż Hermiona była najpilniejszą uczennicą i nawet, gdy była chora uczęszczała na wszystkie lekcje. Kazała chłopcom iść na zajęcia i się nie przejmować, gdyż dziewczyna na pewno się znajdzie, a sama poszła do Dumbledore'a. Harry i Ron za to korzystając z okienka, gdyż Snape nie pojawił się na Eliksirach, poszli do gabinetu Lupina.

- Chłopcy jak miło, że wpadliście.- powitał ich z uśmiechem wilkołak, lecz gdy zobaczył ich miny od razu zapytał.- Coś się stało?

- Hermiona zniknęła.- odparł smutno Ron.- Martwimy się, że coś mogło się stać.

- Jeśli jest w zamku, to na pewno się znajdzie. Tylko po jakim czasie? Zamek jest ogromny i nie zdołamy sami go całego przeszukać.

- A nie pomyślałeś Harry o Mapie Huncwotów? Jeśli jest w Hogwarcie lub jego okolicach, to Mapa ci to pokarze.- powiedział Lupin i uśmiechnął się pocieszająco.

- No tak! Czemu na to nie wpadłem? Ale jestem głupi!- powiedział Harry klepiąc się otwartą dłonią w czoło.- Mam ją przy sobie.

Czarnowłosy wyjął kawałek pergaminu z torby, po czym stuknął w nią różdżką i powiedział:

- Uroczyście oświadczam, że knuję coś niedobrego.

Pergamin zaczął wypełniać się atramentem i rozkładać, a trzech czarodziejów zaczęło szukać napisu „Hermiona Granger" pośród wielu innych nazwisk. Kiedy zabrzmiał dzwonek na trzecią lekcję postanowili, że zostawią Mapę u Remusa i potem się po nią zgłoszą, a ten podczas kolejnych dwóch godzin okienka będzie szukał Hermiony. Kiedy Lupin po godzinie szukania nadal nie odnalazł Hermiony, doszedł do wniosku, że trzeba poinformować dyrektora. Stanął przed gargulcem, wypowiedział hasło, a gdy ukazały się schody wszedł po nich i zapukał do drzwi gabinetu dyrektora.

- Proszę.- odpowiedział mu spokojny głos z wewnątrz. Kiedy minął próg, dostrzegł, że dyrektor nie jest sam, lecz w gabinecie również jest Minerwa, która chodziła w tę i z powrotem rozedrgana.

- Przerywam?- zapytał wilkołak.

- Nie, Remusie. O co chodzi?

- Otóż przyszli do mnie Harry i Ron i powiedzieli, że nie mogą znaleźć…

- Panny Granger?- zapytał ze spokojem staruszek.

- Tak. Widzę, że już wiesz.

- Tak, wiem. Wysłaliśmy kilkoro starszych uczniów, aby przeszukało zamek.

- W tym właśnie problem, że nie ma jej w zamku.- powiedział zrezygnowany Lupin i położył przed dyrektorem Mapę Huncwotów. Do biurka od razu doskoczyła Minerwa i spojrzała przez ramię dyrektorowi.

- Jesteś pewien Remusie?- zapytała nauczycielka Transmutacji z paniką w głosie.

- Przeszukałem całą Mapę trzy razy. Jestem pewien, ale możesz przeszukać jeszcze raz.

- Nie ma takiej potrzeby. Wierzę ci. Albusie, co robimy?

- Na razie czekamy. Może Panna Granger wybrała się gdzieś, nie informując nikogo, w co jednak wątpię... Przeczekamy chwilę, na razie nie będę informować Ministerstwa o zaginięciu uczennicy. Może sprawa rozwiąże się sama.

- Mamy czekać i nic nie robić? A co jeśli coś się jej stało?- nauczycielka była bliska załamania.

- Albus ma rację. Szukanie dziewczyny poza granicami Hogwartu jest bez sensu. Myślę tylko, że poproszę Hagrida, aby przespacerował się po Zakazanym Lesie i tam jej poszukał.

- Dziękuję Remusie.- powiedziała McGonnagall i opadła na fotel, który stał przy biurku dyrektora.

- Nie martw się Minerwo. Znajdzie się.- powiedział Albus, choć sam był bardzo zaniepokojony całą sytuacją.

Kiedy Snape stanął przed dziewczyną, nie wierzył własnym oczom. Co ta idiotka tu robi? Powinna być w Hogwarcie. Gdy Czarny Pan wezwał go do siebie z rana, nie sądził, że sprawa jest tak poważna. Myślał, że chodzi o jakieś durne eliksiry torturujące. A teraz stoi przed nieprzytomną Hermioną Granger i nie wierzy własnym oczom. Była cała umazana we krwi i nieprzytomna. Skąd ona się tu u licha wzięła?

- Severusie, widzę, że jesteś zaskoczony widokiem tej szlamy. Otóż wyobraź sobie, że próbowała śledzić moich wiernych młodych Śmierciożerców. Przyprowadzili ją do mnie w nocy nieprzytomną i sprawili mi tym wielką radość. Najlepsza przyjaciółka Pottera, szlama.- Snape przez cały wywód Voldemorta nie spuszczał dziewczyny z oczu. Zauważył, że oddycha. Dobrze, żyła. Jeszcze…- Moi bracia zabawiali się z nią przez całą noc i ledwo żyje. Weź ją i oddaj w ręce Dumbledore'a i Pottera. Niech widzą co się stanie z każdym, kto będzie śmiał mi się przeciwstawić.

- Panie Mój, czy nie powinniśmy jej zabić?- Niech powie nie. Niech powie nie. Myślał gorączkowo Mistrz Eliksirów.

- Słuszna uwaga, mój wierny sługo, ale myślę, że żywa będzie wspaniałym przypomnieniem dla Pottera. Zwłaszcza po tym, co z niej zostało…

Zwłaszcza po tym, co z niej zostało? Co oni do jasnej cholery jej zrobili?! Severus aż cały gotował się w środku, lecz nie dał tego po sobie poznać.

- Dobrze, Panie. – odparł. Wziął ciało dziewczyny, po czym aportował się przed Hogwart.

Położył Granger na ziemię przed bramą i od razu wysłał Patronusa z wiadomością do Dumbledore'a i Pomfrey. Gdy badał ciało dziewczyny doszedł do wniosku, że nie ma w cale tak dużo uszkodzeń ciała. Wręcz się zdziwił, że jest ich tak mało. Podczas jego rozmyślań usłyszał, jak brama do zamku się otwiera i podbiega do niego Dumbledore, Poppy i Minerwa.

- Ja się tym zajmę Severusie.- powiedziała pielęgniarka i natychmiast zaczęła badać dziewczynę.

- Co się stało Severusie? Gdzie ją znalazłeś?- zapytała już trochę mniej zdenerwowana, ale bardziej przerażona McGonnagall.

- Czy to sprawka Toma?- zapytał spokojnie Albus, patrząc ze smutkiem, jak Snape potakuję głową.

- Jak ona się dostała w jego łapy?

- Otóż wyobraź sobie Minerwo, że ta kretynka śledziła Malfoy'a i innych młodych Śmierciożerców, jak wczoraj wybierali się na spotkanie z Czarnym Panem.

- Merlinie…

- Porozmawiamy o tym w moim gabinecie. A teraz wróćmy do zamku. Pannę Granger trzeba przetransportować do Skrzydła Szpitalnego.

Kiedy Hermiona była już w Skrzydle Szpitalnym, Minerwa, Albus i Severus poszli do gabinetu dyrektora.

- Nie wierzę, że Panna Granger postąpiła tak bezmyślnie.- powiedziała od progu McGonnagall.

- Mnie to jakoś nie dziwi. Złote Trio, od kiedy pojawili się w tej szkole, nic nie robią innego, tylko narażają się na niepotrzebne niebezpieczeństwa.- syknął Snape w stronę McGonnagall.

- Trzeba ukarać twoich Ślizgonów, a nie zwalać winę na niewinne dzieci, za to, że w szkole nie jest już bezpiecznie!

- Ciekawe, jak sobie to wyobrażasz? Jak niby mam powiedzieć Czarnemu Panu, że wiecie, kto to zrobił, nie ujawniając się?!

- Spokój!- w końcu Dumbledore przerwał ich kłótnie.- Severus ma rację, nie możemy ukarać Pana Malfoy'a i jego kolegów. Cieszmy się, że Panna Granger wróciła do nas żywa. Nie możemy jednak tak tego zostawić. Nakażę zagęścić patrole w nocy, tak, aby zmniejszyć niebezpieczeństwo do minimum. Ustalę nowy grafik dla nauczycieli i może poproszę o pomoc kilku członków Zakonu. To nie może się więcej powtórzyć.

Severus Snape wrócił do swoich komnat w parszywym nastroju. Podszedł do barku, nalał sobie połowę szklanki Ognistej i usiadł przed kominkiem. Hogwart nie jest już bezpiecznym miejscem. Jeśli dowie się o tym Ministerstwo zamkną szkołę. Nie mógł przestać myśleć o tym, co powiedział Voldemort. Dziewczyna miała niewiele obrażeń zewnętrznych, więc szybko wróci do zdrowia. Jakim więc cudem może przypominać Potterowi o tym, co się jej stało? Chyba że zrobili coś z jej umysłem. Na tę myśl rzucił szklanką w ogień, a ten buchnął do góry od alkoholu. Jeśli zrobili coś z jej psychiką, to osobiście dopilnuje, by Malfoy umarł w katuszach! Taka młoda i inteligentna dziewczyna… Snape pokręcił głową z niedowierzaniem i wstał. Nie bawił już się w szklanki, tylko wziął całą butelkę Ognistej i zaczął pić łapczywie, idąc w kierunku sypialni. Odstawił butelkę na stolik nocny, położył się na łóżku w ubraniach i od razu zasnął. Nie było mu dane jednak spać długo. Obudziło go walenie do drzwi. Złorzecząc pod nosem, powlókł się do drzwi, otworzył je i jego oczom ukazała się Minerwa.

- Severusie potrzebujemy twojej pomocy… Z Panną Granger dzieje się coś niedobrego.

- Już idę, tylko zamknę komnaty.

- Proszę, pospiesz się.- powiedziała cicho Minerwa i zniknęła mu z oczu. W życiu nie widział jej tak poddenerwowanej. Co się do cholery działo?

Kiedy przybył do Skrzydła Szpitalnego, usłyszał wrzaski. Wkroczył do środka i zobaczył Pomfrey, która walczyła z krzyczącą i wierzgającą po łóżku Granger. Minerwa stała nad dziewczyną i coś do niej mówiła, lecz wyraźniej jej słowa do niej nie docierały. Podszedł bliżej i zobaczył, że dziewczyna nie śpi. Czyli to nie mogą być koszmary, pomyślał Mistrz Eliksirów.

- Severusie, musisz nam pomóc.

- Ale co ja mam zrobić?

- Cokolwiek.

Snape podszedł do łóżka dziewczyny i popatrzył jej prosto w oczy. Dzięki leglimencji włamał się do jej umysłu. Myślał, że zobaczy w jej umyśle straszne i bolesne obrazy, a nie zobaczył nic. Pustka. Zupełna ciemność. Wyszedł z jej umysłu i z przerażeniem spojrzał na dziewczynę.

- Severusie, co tam zobaczyłeś? Severusie!

- Minerwo, nic się już nie da zrobić… Jej tam nie ma… Nic tam nie ma…

Minerwa znowu utkwiła oczy w Hermionie i wyszeptała:

- Pójdę po Albusa.

- Pomfrey, idź i przynieś Eliksir Spokojnego Snu. Ja z nią zostanę.

Pielęgniarka puściła dziewczynę i pobiegła do swojego gabinetu. Mistrz Eliksirów spojrzał na Gryfonkę. Wyglądała, jakby miała padaczkę, gdyż jej oczy były otwarte, ale bez wyrazu. Puste. Jej włosy latały na wszystkie strony, a ona krzyczała jakby, ktoś ją potraktował Cruciatusem. Severus nie mógł patrzeć, jak dziewczyna się męczy. Chwycił ją za ramiona, przycisnął do łózka i krzyknął:

- Granger! Granger, do jasnej cholery!

Dziewczyna drgnęła i przestała się ruszać, a Mistrz Eliksirów zamarł i wpatrywał się w nią z zaskoczeniem.

- Granger, słyszysz mnie?

Hermiona rozpłakała się i skuliła w kłębek. W tym czasie Pomfrey wróciła z eliksirem, lecz Snape zatrzymał ją ruchem ręki.

- Wyjdź.- szepnął.- Wyjdź i nikogo nie wpuszczaj, nawet Albusa i Minerwy.

Poppy posłusznie wyszła i zamknęła za sobą drzwi. W tym czasie nadszedł dyrektor i McGonnagall.

- Zakazał wchodzić.- odparła na zdziwione spojrzenia współpracowników.

- Ale…- zaczęła nauczycielka Transmutacji, ale pielęgniarka jej przerwała.

- Przestała dzięki niemu krzyczeć.

McGonnagall poczuła się jak spetryfikowana, ale doszła do wniosku, że muszą czekać. Kiedy Snape zobaczył, że pielęgniarka wyszła, odezwał się znów do Gryfonki.

- Granger.- odpowiedziała mu cisza.- Granger, odwróć się w tej chwili!

Dziewczyna posłusznie się odwróciła w jego stronę, lecz nie śmiała mu spojrzeć w oczy.

- Popatrz na mnie!- wrzasnął na nią Snape, więc powoli uniosła wzrok i załzawionymi oczami spojrzała w czarne oczy profesora, a ten od razu wkradł się do jej umysłu.

Przeszukiwał jej myśli i doszedł do wniosku, że wszystko jest w porządku. Wszystkie wspomnienia wróciły. Widział, jak mała dziewczynka z burzą brązowych włosów jest huśtana na placu zabaw przez ojca. Jak pierwszy raz przeczytała pierwsze zdanie z pomocą matki i jak ta sama dziewczynka tylko jedenastoletnia otwiera kopertę z pieczęcią Hogwartu. Skupił się na jej emocjach, ale nie odkrył nic szczególnego oprócz strachu. Wróciła. Opuścił jej umysł i westchnął. Wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego, a gdy dostrzegł Dumbledore'a, McGonnagall i Pomfrey, powiedział, zanim zdążyły zasypać go gradem pytań.

- Daj jej eliksir na sen.- zwrócił się do pielęgniarki.- Chyba wszystko będzie dobrze.

I po tych słowach udał się do lochów na upragniony spoczynek.