Rozdział 3

Wszystko ją bolało. Od czubków palców u stóp aż po cebulki włosów. Chciała poruszyć ręką, ale nie miała siły. Powoli otworzyła oczy, lecz od razu je zamknęła. Był dzień i to bardzo jasny dzień. Znów otworzyła oczy i zamrugała kilka razy, by przyzwyczaić je do światła. Zobaczyła nad sobą rozmazane kontury postaci. Czarna i ruda czupryna pochylały się nad nią. Gdy jej wzrok przyzwyczaił się, dostrzegła Harry'ego i Rona. Mówili coś do niej, ale ona słyszała tylko szum. Próbowała coś powiedzieć, lecz głos zamarł jej w gardle. Twarze przyjaciół zniknęły, a ona poczuła, jak ktoś podnosi delikatnie jej głowę i przystawia jej do ust szklankę. Woda… W życiu nie czuła się taka spragniona. Kiedy zaczęła rozpoznawać odgłosy dookoła, a szum zniknął, usłyszała:

- Hermiona? Dzięki Merlinowi, że się obudziłaś. Harry i ja strasznie się o ciebie martwiliśmy.

Ron. Kochany roztrzepany Ron.

- Co się stało?- zapytał Harry, lecz ona miała w głowie pustkę.

- Ja…-zaczęła, lecz przerwał jej kaszel.

- Dajcie jej spokój. Musi odpoczywać. Już mi stąd! Na lekcje! Nie martw się kochanie, niedługo wszystko wróci do normy. Wypij to i się prześpij,

Poczuła jak jej głowa znowu się unosi i ktoś wlewa jej coś do ust. Zapadła w sen.

Severus Snape obudził się w okropnym nastroju. Głowa go strasznie bolała i był niewyspany po poprzedniej nocy. Wyszedł z łóżka i skierował swoje kroki w stronę łazienki. Zimny prysznic, to coś, co postawi go na nogi. Stał pod chłodnym strumieniem wody i czuł, jak wraca do niego normalny nastrój. Ubrał się i zamówił sobie kawę u skrzatów kuchennych. Nie miał ochoty iść na śniadanie do Wielkiej Sali, ale wiedział, że musi. Dumbledore nie odpuściłby mu, gdyby nie przyszedł na jakiś posiłek już w pierwszym tygodniu zajęć. Usiadł z urzekająco pachnącym naparem przy biurku i przejrzał plan lekcji. Dziś miał tylko same najmłodsze roczniki i to tylko do obiadu. Dokończył kawę, rozmyślając o tym, co z nimi przerobi, po czym udał się na śniadanie. Wszedł do Wielkiej Sali bocznym wejściem dla nauczycieli i usiadł na swoim zwyczajowym miejscu, pomiędzy McGonnagall a Lupinem.

- Dzień dobry, Severusie.- przywitała się wesoło Minerwa.

- Dla kogo dobry, dla tego dobry.- odwarknął Snape, usiadł i nalał sobie jeszcze jedną filiżankę kawy.

- Źle się spało Snape'i?

- Nie Lupin, prawie w ogóle dla twojej wiadomości.

- Pewnie nie słyszałeś, że Panna Granger się obudziła?

- Obchodzi mnie to tak, jak jaką herbatę pija Albus…- syknął w stronę wilkołaka.

- A cytrynową. Dziękuję za zainteresowanie chłopcze.- dołączył się do rozmowy dyrektor.

Snape tylko zgrzytnął zębami, dopił kawę i wyszedł. Czemu wszyscy są w takim świetnym nastroju? I czy on musi znosić tę bandę świrusów codziennie? Ale w sumie to dowiedział się, że ta kretynka-Gryfonka się obudziła. Jak dojdzie do siebie, to on da jej do zrozumienia, co myśli o nocnym szpiegowaniu Śmierciożerców. Wrócił do swoich komnat i zabrał potrzebne rzeczy. Gdy dochodził do swojej klasy, zobaczył grupkę pierwszorocznych. Przeszedł obok nich i wpuścił ich do klasy. Czas przedstawienie zacząć. Bachory zajęły miejsca i zaczęły ze sobą rozmawiać. Jeszcze nie wiedzą, że na jego zajęciach nikt nie mówi nieproszony. Stanął przy swoim biurku i obrzucił klasę lodowatym spojrzeniem. Puchoni i Krukoni. Przede wszystkim musi mieć ich szacunek, a najłatwiej go zdobyć poprzez strach.

- Cisza!- krzyknął, a cała sala zamilkła.

Uśmiechnął się sarkastycznie i kontynuował:

- W mojej klasie panuje cisza. Nikt nie odzywa się niepytany i nie robi nic, jeśli mu nie każę. Nie dotykacie składników, chyba że takie będą moje instrukcje. Jeśli ktoś będzie takim idiotą, że nie będzie się do tego stosował, albo zginie przez swoją nieuwagę, albo zostanie ukarany. Czy to jasne?!- syknął, ale nikt nie śmiał mu odpowiedzieć.- Kto zna jakikolwiek eliksir?

Kilka rąk wystrzeliło w górę.

- Tak, Panno…- powiedział Mistrz Eliksirów wskazując na dziewczynkę w jasnych blond włosach i dużych niebieskich oczach.

- Lovegood, Lea Lovegood.

- Lovegood? Czyżby?- zapytał Snape, wpatrując się w dziewczynę. Czyżby rodzina z tą szurniętą Krukonką?

- Tak. Moja kuzynka jest na piątym roku.

- No proszę, kolejna białogłowa marzycielka. Jaki zna pani eliksir Panno Lovegood?

- Eliksir Rozśmieszający.

- A poza nazwą uda mi się usłyszeć coś więcej? Czy tylko tyle?

- Wiem, że do jego przygotowania potrzeba między innymi skarabeuszy, imbiru i pancerników.

- W rzeczy samej. Pięć punktów dla Ravenclaw'u. Opuście już, na Merlina, te ręce.- powiedział z rozdrażnieniem Mistrz Eliksirów.- Eliksir Rozśmieszający, jak sama nazwa wskazuje, powoduje śmiech u każdego, kto go wypije.- przerwał na chwilę, patrząc lodowato na klasę.- Czemu nikt nie notuje?!- uczniowie od razu chwycili za pióra i pergaminy i zaczęli szybko wszystko zapisywać, a Snape kontynuował.

Reszta lekcji minęła podobnie, nie licząc kilkudziesięciu odjętych punktów i trzech rozdanych szlabanów. Snape z bólem musiał przyznać, że im starsi są uczniowie, tym niestety głupsi. Na zajęciach pierwszoroczni przynajmniej mają jeszcze odwagę strzelać i czasem coś im tam wyjdzie. Natomiast starsi to totalne bezmózgowia, które w dodatku pyskują. Na obiad wchodził do Wielkiej Sali w trochę lepszym humorze, ale i tak nikt by nie zauważył żadnej różnicy przez jego obojętną i jak zawsze trochę zdegustowaną minę. Był potwornie głodny, bo przed swoich współpracowników z kiepskim poczuciem humoru nie zjadł śniadania. Nałożył sobie na talerz to, na co miał ochotę i zaczął w spokoju jeść, nie zwracając uwagi na rozmawiających Minerwę i Albusa. Na szczęście Lupina nie było jeszcze na obiedzie, więc nie był narażony na żadne zaczepki. Zaczął przyglądać się uczniom. Wszyscy jedli, rozmawiając i śmiejąc się. Jego wzrok spoczął na Potterze i Weasley 'u. Siedzieli ze spuszczonymi głowami i dłubali w jedzeniu, co jakiś czas zerkając z nienawiścią na stół Ślizgonów, gdzie Malfoy siedział widocznie z siebie zadowolony. Granger jeszcze nie było, więc pewnie dręczył ich jej stan. Już jutro wszystko wróci do normy. Znowu usiądzie na jego zajęciach i będzie go gnębiła tysiącem pytań. Ma tylko nadzieję, że Gryfoni, nie będą się chcieli zemścić na Draconie. Będzie musiał mieć ich na oku.

Pani Pomfrey wypuściła Hermionę ze Skrzydła Szpitalnego, jak tylko zbadała ją po przebudzeniu. Wszystko wyglądało w normie, więc doszła do wniosku, że dziewczyna może wrócić do dormitorium. Powiedziała tylko jej, że przez kilka dni ma się nie przemęczać. Hermiona nie była głodna, mimo że była pora obiadowa. Poszła więc do wieży Gryffindoru i usiadła na kanapie przed kominkiem w Pokoju Wspólnym. Wszyscy byli na obiedzie, więc miała jeszcze chwilę dla siebie. Czuła się jakoś inaczej. Wpatrywała się w ogień wesoło trzaskający w kominku i zastanawiała się, czy ma powiedzieć Dumbledore'owi o Malfoy'u. Ale w sumie oprócz tego, że ją złapali, nie pamiętała nic. Nie wiedziała, gdzie była, ale mogła się domyślać, że ktoś ją torturował przez to, jak czuła się rano. Doszła do wniosku, że z tak niewielkimi informacjami, nie ma co rozmawiać z dyrektorem, ale będzie się trzymać z daleka od Malfoy'a i jego świty. Nie chce znowu skończyć tak samo. Jej rozmyślania przerwali uczniowie, którzy zaczęli wchodzić przez portret Grubej Damy. Nie dostrzegła wśród nich Harry'ego i Rona, ale mignęła jej jakaś ruda czupryna, po czym została mocno uściskana.

- Hermiona! Jak się czujesz?

- W porządku Ginny. Coś się działo, jak mnie nie było?

Ginny zmarkotniała i spojrzała ze smutkiem na przyjaciółkę.

- Miona, gdzie ty właściwie byłaś?

- Nie wiem. Nic nie pamiętam.

- Dziwne… Nam McGonnagall nie chciała powiedzieć, jak się znalazłaś, ale dobrze, że jesteś cała i zdrowa.

- Nie rozmawiajmy już o tym. Powiedz mi lepiej, gdzie jest Harry i Ron.

- Poszli do Hagrida powiedzieć mu, że się rano obudziłaś, bo się martwił. Pewnie wrócą za jakieś dwie godziny.

- Och…

- Ja muszę uciekać, bo zaraz mam Zaklęcia. Ty za to ciesz się dniem wolnego.

Cmoknęła koleżankę w policzek i pobiegła w stronę dormitorium, po czym zaraz zbiegła z powrotem i wyszła przez dziurę w portrecie. Hermiona przez chwilę siedziała, nie wiedząc co z sobą zrobić. Doszła jednak do wniosku, że spróbuje nadrobić zaległości w nauce, więc wzięła swoje podręczniki z dormitorium i udała się do biblioteki. Po drodze jednak spotkała Remusa.

- Hermiono, jak się czujesz?- zapytał Lupin uśmiechając się promiennie do Gryfonki.

- Chyba okej Remusie. Właśnie szłam do biblioteki nadgonić program.

- Daj spokój. Nie było cię raptem dwa dni na lekcjach. Zabieram cię na herbatę do siebie. Nie daj się prosić, potrzebujesz jeszcze odpoczynku.

- No… Dobrze.

Szli w ciszy, którą zdecydowała się przerwać Hermiona.

- Remusie, jak wytłumaczyliście moją nieobecność na zajęciach?

- O twoim zniknięciu wiedzieliśmy tylko ja, Harry, Ron, Ginevra, Hagrid, Albus, Severus i Minerwa, a reszcie się powiedziało, że jesteś chora. Nie chcieliśmy wzbudzać paniki. Sama wiesz, zniknięcie uczennicy…

- A jak ja się w zasadzie znalazłam i gdzie byłam?- zapytała Hermiona, gdy Lupin przepuścił ją w drzwiach do swoich kwater. Była już tu kiedyś i od tej pory nic tu się nie zmieniło. Jasnoszare ściany, czerwony puchaty dywan na środku, stolik oraz dwa fotele tuż obok kominka. Przytulnie, ale nie w jej stylu.

- Znalazł cię Severus. Podobno byłaś torturowana przez Śmierciożerów przez całą noc.

- Chwileczkę… Skoro mieli mnie Śmierciożercy i torturowali, to czemu mnie nie zabili?

- O to już musisz się zapytać profesora Snape'a. Nam nic nie powiedział na ten temat, przynajmniej nie mi. Chociaż prawda, że to nie w ich stylu. Powinniśmy się wszyscy jednak cieszyć z tego, że jesteś cała i zdrowa.- powiedział pocieszająco.

Hermionie coś tu nie grało, ale postanowiła zmienić temat, żeby nie martwić Lupina.

- A jak tam twoje zajęcia? Chyba lepiej się czujesz niż w trzeciej klasie?

- Tak, jest lepiej. Chociaż Ślizgoni są tak samo upierdliwi jak przedtem.- Remus zaczął się śmiać, ale Hermiona tylko zmusiła się do wymuszonego uśmiechu.- Severus przygotował mi cały zapas Eliksiru Tojadowego na cały pierwszy semestr, a ja pamiętam, żeby go zażywać. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby to, co stało się na waszym trzecim roku się powtórzyło. Chociaż Syriusz uważa, że powinienem postraszyć uczniów Slytherinu.

Hermiona znów zmusiła się do lekkiego uśmiechu. Poczuła się dziwnie nieswojo, więc podziękowała Remusowi za zaproszenie, ale powiedziała, że nie wybaczy sobie, jak się nie przygotuje na zajęcia i pospiesznie wyszła z jego kwater. Skłamała. Wcale nie poszła do biblioteki, lecz wręcz w przeciwnym kierunku - do lochów. Musi zobaczyć się ze Snape'm. Cała ta sytuacja nie dawała jej spokoju. Kiedy stanęła przed drzwiami do gabinetu Mistrza Eliksirów, obleciał ją strach. Weź się w garść, jesteś Gryfonką! Stała jednak tak przez dobre pięć minut, po czym odwróciła się na pięcie i odbiegła, a w oczach stanęły jej łzy. Nawet nie wiedziała, kiedy znalazła się na Wieży Astronomicznej. Stała tam, łzy leciały jej po policzkach, lecz nie wiedziała czemu. Co się ze mną dzieje? Gdzie się podziała cała moja odwaga? I czemu tak histeryzuję? Chodziła w tę i z powrotem, próbując uporządkować myśli. Miała mętlik w głowie. Czuła się jakby, ktoś ściskał jej mózg. Czuła, jakby się dusiła. Wtedy przyszła jej do głowy pewna myśl. Stanęła na murach wieży i spojrzała w dół. Było przerażająco wysoko, ale nacisk na jej umysł nie ustępował. Chciała skoczyć i przestać myśleć. To bolało tak bardzo. Podniosła nogę i już chciała zrobić pierwszy krok, kiedy poczuła silne szarpnięcie i ktoś pociągnął ją do tyłu, trzymając silnymi rękoma w pasie.

- Dziewczyno! Czyś ty zdurniała?!- Snape odwrócił ją twarzą w swoją stronę, lecz ona była jakby nieobecna.- Granger!- wrzasnął, a ona oprzytomniała.

- Profesorze Snape? Proszę mnie puścić!- dziewczyna zaczęła się wyrywać, ale on tylko wzmocnił uścisk na jej ramiona.

- Coś ty chciała zrobić?- zapytał łagodniej, ale wciąż był wściekły. Co ta dziewczyna sobie myślała? Przecież mogła spaść!

- Nie pańska sprawa!- krzyknęła, wyrwała się z rąk profesora i uciekła.

Snape popatrzył za nią ze smutkiem. Coś było nie tak…

Hermiona biegła ile sił w nogach do Wieży Gryffindoru. Kiedy stanęła przed Grubą Damą, uspokoiła oddech i wytarła łzy. Nie chciała rozmawiać z Harry'm i Ronem, ale widziała, że jest to nieuniknione. Wypowiedziała hasło i weszła do środka. Od progu przywitali ją koledzy i uściskali.

- Jak dobrze, że już wróciłaś Miona.- powiedział Ron, gdy siadali na sofie.

- Gdybyśmy wiedzieli, że wypuścili cię ze Skrzydła Szpitalnego, nie poszlibyśmy do Hagrida bez ciebie.- powiedział przepraszająco Harry.

- Nie ma sprawy. Remus zaprosił mnie na herbatę, a potem poszłam do biblioteki.

- No tak, Hermiona Granger nieprzygotowana na zajęcia, to nie Hermiona Granger.- powiedział zaczepnie Ron, ale Hermiona udawała, że nie słyszy.

- Przepraszam was chłopaki, ale czuję się już strasznie zmęczona, więc chyba pójdę się położyć.

- Ale zaraz jest kolacja…- odparł z zaskoczeniem Potter.

- Nie jestem głodna. Widzimy się jutro na zajęciach.- wspięła się po schodach prowadzących do dormitorium dziewcząt i weszła do środka. Położyła się na łóżku i zasłoniła kotary wokół. Ułożyła się w kłębek i zaczęła cicho szlochać, a gdy się zmęczyła, usnęła.

Poranek przyszedł zaskakująco szybko. Hermiona obudziła się w ubraniu, więc pierwsze co, to skierowała swoje kroki do łazienki. Napełniła wodę do wanny, ale bez jakichkolwiek olejków. Był piątek i dzisiaj miała tylko trzy lekcje. Transmutacje, Runy i Eliksiry. Kiedy stanęła przed lustrem zobaczyła, że ma całą zapuchniętą od płaczu twarz i czerwone oczy. Przypomniały jej się wczorajsze wydarzenia, ale zepchnęła je w kąt umysłu i wytłumaczyła chwilą słabości. Po kąpieli wcale nie wyglądała lepiej, więc postanowiła, że dzisiaj się pomaluje. Zwykle tego nie robiła bez okazji, ale w takim stanie nie mogła się nikomu pokazać. Nałożyła na cerę podkład, a oczy podkreśliła kredką i tuszem do rzęs. Nie była przyzwyczajona do swojej twarzy ubranej w makijaż, ale wyglądała o niebo lepiej. Włosy upięła w wysoką kitkę i wyszła z łazienki.

- Hermiono, ty się umalowałaś.- przy wejściu do łazienki spotkała zaskoczoną Lavender Brown, która była typową nastolatką. Zawsze miała dopasowane akcesoria i pomalowane paznokcie.

- Tak, Lavender.- powiedziała chłodno, minęła dziewczynę i zeszła do Pokoju Wspólnego.

Tam czekali na nią Harry i Ron. Razem poszli na śniadanie. Chłopcy przez cały czas rozmawiali o nowej taktyce w Quiditchu dla drużyny Gryfonów, a Hermiona szła za nimi, milcząc. Usiedli przy stole i zaczęli jeść. Hermiona od kiedy weszła do Wielkiej Sali, czuła się obserwowana, ale nie dostrzegła nikogo, kto by na nią patrzył. Od czasu do czasu wtrącała coś od niechcenia, kiedy koledzy ją zagadywali, ale przez to dziwne uczucie śledzenia, nie mogła się skupić i rozglądała się po całym pomieszczeniu. W końcu natknęła się na czarne tęczówki oczu Snape'a. Uniosła pytająco brew, na co nauczyciel odwrócił wzrok. Przez resztę śniadania była strasznie rozkojarzona i tylko przez czysty przypadek trafiała jedzeniem do ust. Lekcje przebiegały jak zawsze. No może poza tym, że Hermiona na żadnej lekcji nie podnosiła ręki. Na Transmutacji nauczycielka się jej zapytała, czy dobrze się czuje, ale zbyła ją zwykłym „tak" i wymuszonym uśmiechem. Na runach to się nie zmieniło. Gryfonka siedziała i tępym wzrokiem wpatrywała się w panią profesor. Nic nawet nie zapisywała. Po prostu siedziała, a słowa nauczycielki wlatywały jej jednym uchem, a wylatywały drugim. Na Eliksirach wszystko się zmieniło, gdyż tam musieli pracować. Niechętnie wrzucała byle jak posiekane składniki. Cały czas wyczuwała na sobie wzrok Snape'a, ale ten nie odezwał się do niej ani jednym słowem, od kiedy pojawiła się w jego sali. W końcu zaczął przechadzać się po klasie, po kolei sprawdzając i komentując pracę uczniów. Gdy był najdalej jak tylko można ławki Hermiony, ta poczuła znów ten dziwny ucisk na umyśle. Próbowała odegnać złe myśli, ale to było coraz gorsze. Harry poczuł, jak obok niego Hermiona dziwnie się spina, więc podniósł oczy i w ostatniej chwili zawołał:

- Hermiona! Nie!- ale było za późno. Hermiona ściskała w ręku nóż i z dziwnym wyrazem obojętności na twarzy rozcinała sobie nadgarstek, a krew spływała jej po szacie. Na krzyk Pottera Mistrz Eliksirów natychmiast się odwrócił, a cała klasa zamarła. Gryfonka zrobiła się nienaturalnie blada i upadła na ziemię, a z jej ręki wypadł nóż. Jednym susem Snape pokonał odległość dzielącą go od Gryfonki i pochylił się nad nią krzycząc:

- Wszyscy jazda stąd! Potter po dyrektora! Już!- wszyscy zaczęli się zbierać, a Harry czym prędzej gnał do gabinetu Dumbledore'a. Gdy w końcu sala opustoszała, Snape zasklepił zaklęciem ranę na nadgarstku dziewczyny i wziął ją na ręce.

- Co ty dziewczyno wyrabiasz?- zapytał na głos, choć wiedział, że Hermiona jest nieprzytomna.- W ogóle cię nie poznaję…

Zabrał ją do swoich kwater i położył na łóżku u siebie w sypialni. Cofnął się potem do gabinetu po Eliksir Uzupełniający Krew i wrócił. Wlał jej do gardła pół buteleczki i przykrył kocem. Dziewczyna nie była sobą. Tego był pewien. To, co go jednak dręczyło, to: dlaczego?