Rozdział 5
Mimo iż była sobota, Severus obudził się dość wcześnie. Zwykle nie potrzebował dużo snu. Przyzwyczaił się, gdyż bycie szpiegiem, to nie praca dla śpiochów. Musi być zawsze czujny i pracować często w nieludzkich godzinach. Voldemort już dawno nie robił zebrania dla Śmierciożerców i trochę go to martwiło, gdyż nie wiedział, co ten Jaszczur kombinuję. Pocieszało go tylko to, że jeśli będzie chciał podjąć jakieś konkretne działania, na pewno zwoła Wewnętrzny Krąg. Po porannej toalecie wszedł do salonu i zamówił u skrzatów kawę. Granger jeszcze spała, więc miał chwilę spokoju. Pijąc ciepły napój, sprawdzał eseje trzeciorocznych i zastanawiał się, jakie ma podjąć kroki w kierunku Gryfonki. Doszedł jednak do wniosku, że musi poczekać na jej kolejny „atak" i może wtedy wyciągnie jakieś wnioski. Zaczął rozmyślać nad jej wczorajszym zachowaniem. Pomijając fakt, że jest smarkatą Gryfonką, wcale jej towarzystwo tak bardzo mu nie przeszkadzało. Jedyne, co go w niej drażniło to, jej wiedza. Nie wątpi w to, że ją ma. Raczej to, że jej nie wykorzystuje. Chłonie książki, jak Weasley głupotę i sprawia jej to przyjemność. Umie łączyć ze sobą fakty, ale nie wszystkie. Z takimi możliwościami może zajść bardzo daleko, ale nikt nie pokazał jej, jak tego dokonać. Mieć wiedzę książkową, a wykorzystywać ją w codziennych czynnościach, to dwie osobne sprawy. Chociaż porównując ją do tych wszystkich przygłupów, to niestety musi z przykrością stwierdzić, że ona jest najmądrzejsza. Rozpalił w kominku i odłożył na jedną kupkę sprawdzone prace Puchonów. Nigdy nie postawił jej na pracy najwyższej oceny, ale to tylko dlatego, że wszystko niby było w porządku, ale nie wyciągała żadnych wniosków. Tylko suche informacje. Eliksir Spokojnego Snu wywołuje natychmiastowy sen, po którym nie śnimy. No dobrze, ale dlaczego? Jakie składniki tak działają? I czemu łączy się akurat te, a nie inne? Czy on wymaga od niej naprawdę za dużo? Jego rozmyślania przerwało wejście właśnie owej Gryfonki.
Hermiona wyszła z sypialni, gdyż myślała, że uda jej się skorzystać z łazienki przed Snape'm. Nie chciała, aby widział ją w piżamie. Była sobota i sądziła, że pewnie będzie chciał się wyspać, lecz gdy tylko przekroczyła próg, zobaczyła, że on już nie śpi. Siedział na kanapie, a wokół niego walało się pełno pergaminów. Na jej nieszczęście dostrzegła, że nie jest ubrany tak jak zwykle. Miał na sobie tylko jakieś spodnie dresowe. Jej oczy się rozszerzyły, gdy zdała sobie sprawę z jego figury, którą normalnie ukrywał pod swoim nietoperzowym odzieniem. W ramionach był szeroki, ale talię miał szczupłą, lecz umięśnioną. Nie miał ciała modela, ani kulturysty, ale widać było, że jest we wspaniałej kondycji fizycznej. Kiedy zdała sobie sprawę, że przygląda mu się o dwie sekundy za długo, zarumieniła się, powiedziała „dzień dobry" i czmychnęła do łazienki. Gdy już była w środku, przez bransoletkę wyczuła… Zdziwienie? Czyli dla niego to było takim samym zaskoczeniem jak dla niej. Odetchnęła i zaczęła się myć. Na szczęście wieczorem miała już wszystkie swoje rzeczy w pokoju, więc miała się w co ubrać. Dzisiaj była sobota, więc wybrała coś ze swoich mugolskich ciuchów. A nawet jeśli byłby środek tygodnia, to ona i tak się nie wybierałaby nigdzie poza to mieszkanie, więc tak czy siak nie musiałaby ubierać mundurka szkolnego. W lochach nigdy nie było ciepło, ale w mieszkaniu Snape'a owszem, zatem wzięła zwykłe jeansy i koszulkę z Myszką Miki, którą kupił jej tata. Umyła włosy i wysuszyła je różdżką, po czym związała niesforne loki w koka, żeby jej nie przeszkadzały. W porównaniu z poprzednim porankiem, to dzisiaj czuła się wyśmienicie. Z uśmiechem na ustach wyszła z łazienki i usiadła na jednym z foteli przed kominkiem. W ciszy przyglądała się, jak Snape sprawdza jakieś prace. Wyglądało to zabawnie, gdyż co jakiś czas marszczył czoło i coś gwałtownie wykreślał. Nie potrzebna była jej bransoletka, żeby domyślić się, o czym myśli. Uczniowie to banda kretynów. Pomyślała i zaśmiała się w duchu.
Severus poczuł przez bransoletkę wyśmienity humor dziewczyny i popatrzył na nią unosząc brwi w niemym pytaniu.
- Nie, nic. Zastanawiam się tylko, czemu się Pan tak denerwuje przy sprawdzaniu tego.- powiedziała, skrzyżowała ręce na piersiach i głową wskazała na wypracowania.
- Jakbyś czytała te głupoty, też byś się denerwowała.- warknął i wrócił do sprawdzania.
- Mogę zobaczyć?
Snape przez chwilę się wahał, po czym dał jej do ręki kupkę sprawdzonych prac. Hermiona czytała jakiś czas, po czym wybuchła szczerym głośnym śmiechem, a Mistrz Eliksirów spojrzał na nią ze zdziwieniem. Pierwszy raz słyszał, aby śmiała się w jego towarzystwie.
- Przepraszam.- powiedziała, ocierając ręką łzy, które zebrały jej się w oczach ze śmiechu.- Ale jak można napisać, że krew salamandry można uzyskać przez jej wyciskanie?
- Gdybyś czytała te bzdury codziennie, wiedząc, że uczysz tych bałwanów, nie byłoby ci tak do śmiechu Granger.- powiedział ze złością Snape.
- Fakt. Może Panu pomóc?
- Tak, a potem będę musiał jeszcze sprawdzać błędy po twoim sprawdzaniu. Wielkie dzięki, ale nie.- odparł cynicznie.
- Proszę, profesorze. Nudno mi… Będę tylko podkreślać błędy, a Pan będzie wystawiać oceny.- prosiła Gryfonka.
Nic nie powiedział, tylko westchnął i prawie niezauważalnie skinął głową. Pracowali tak, przez kolejne półtorej godziny. Hermiona na początku śmiała się w duchu z każdej kolejnej głupoty, ale potem już coraz bardziej ją to wnerwiało. Nic dziwnego, że Snape uważa ich za tumanów, jeśli jedna na dziesięć prac ma poniżej dziesięciu błędów. Eliksiry są trudnym przedmiotem, ale nie sądziła, że dla niektórych aż tak trudnym. Gdy skończyli odetchnęła z ulgą i powiedziała:
- Już wiem, o co Panu chodziło… To straszne, jak niewiele osób zrozumiało coś w ogóle z lekcji. Jak oni wszyscy mogą zdawać z klasy do klasy?
Snape nic nie powiedział, tylko pozbierał prace i położył je na jednym z regałów biblioteczki.
- Merlinie…-powiedziała po chwili ciszy.- Pan ich przepuszcza dalej? Z takimi ocenami?
- Granger, nie bądź bezczelna!- warknął w jej kierunku.
- To dlatego Ron i Harry dostali się na Zaawansowane Eliksiry! Pan im naciągnął oceny, bo wie Pan, że muszą zdawać pański przedmiot, jeśli chcą być aurorami! Pan im wszystkim pomaga…
- Granger, jeszcze chwila a stracę cierpliwość!- Snape był coraz bardziej wściekły.
- Dlaczego Pan to robi?- zapytała łagodnie, choć czuła przez bransoletkę, że nauczyciel jest na skraju wybuchu.
- To nie jest twoja sprawa, smarkulo! I jeśli dowiem się, że to wydostało się poza moje mieszkanie, gorzko tego pożałujesz!-wrzasnął, a Hermiona się lekko przestraszyła, gdyż jego wzrok obiecywał długą śmierć w męczarniach. Cofnęła się o kilka kroków, a Snape skierował się w kierunku łazienki i głośno zatrzasnął za sobą drzwi.
Jak ta gówniara śmiała! Jakby szkoła się dowiedziała, że on przepuszcza uczniów, mimo że nie zaliczyli przedmiotu nie dość, że straciłby reputacje, to jeszcze tym bardziej by się nie uczyli. Poczuł, że dziewczyna ma poczucie winy. I dobrze jej tak! Może nie będzie już wtykała tego gniazda w nie swoje sprawy. Wziął prysznic i wyszedł z łazienki. Siedziała na fotelu i czytała tą samą książkę co wczoraj.
- Czy ja ci aby nie mówiłem, że masz się pytać?- syknął w jej kierunku, a ona drgnęła.
- Ale przecież wczoraj Pan mówił, że mogę?
- To było wczoraj, a teraz jest dzisiaj.- zwęził niebezpiecznie oczy.
W Hermionie zawrzało. Czy on jest nienormalny?
- To, mogę?- zapytała przez zaciśnięte zęby.
- Panie profesorze. Pamiętaj, do kogo się zwracasz.
- Czy mogę Panie profesorze?- Gryfonka już była cała czerwona ze złości, ale próbowała się opanować.
- Nie.- odparł spokojnie Mistrz Eliksirów i uśmiechnął się triumfująco.
Dziewczyna zatrzasnęła głośno książkę. Poderwała się z miejsca i raczej mało delikatnie wcisnęła lekturę w ręce profesora. Minęła go, weszła do swojego pokoju i z całych sił trzasnęła drzwiami. Zaczęła nerwowo chodzić po pokoju, złorzecząc na człowieka w pokoju obok. Nagle się zatrzymała, zerwała bransoletkę z nadgarstka i cisnęła nią w kąt pokoju. Położyła się na łóżku, przytknęła poduszkę do twarzy i zaczęła krzyczeć ze złości, jak mała dziewczynka zła na rodziców. Miała dość tego Przerośniętego Nietoperza i jego dziwnych humorów. Przez chwilę dostrzegła w nim człowieka, ale się pomyliła. Jest taki za jakiego go zawsze miała, czyli podły i nieczuły. Nagle drzwi do jej sypialni się otworzyły i wparował właśnie ten podły i nieczuły.
- Granger, co się dzieje?- widać, że był najwyraźniej zaniepokojony i to ją zbiło z tropu.
- Jak to, co się dzieje?- zapytała Gryfonka, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Czułem, jak się wściekasz i nagle to wszystko ustało...
Hermiona się zawstydziła, że przez to, że zdjęła bransoletkę on się zaniepokoił i od razu przyszedł. Spojrzała na leżący przedmiot w kącie pokoju, a Snape podążył za jej wzrokiem i znów skierował, tym razem zwężone oczy na dziewczynę.
-Ty gryfońska kretynko! Zdjęłaś bransoletkę, a ja myślałem, że coś ci się stało! Czy ty jesteś niepoważna?! Zamieniłaś się na mózgi z Weasley'em?!
- Mam tego dosyć! Od kiedy tu jestem, Pan tylko na mnie warczy i się wydziera! Mam w nosie, co powiedział Dumbledore! Wychodzę!- wstała i go minęła, ale Snape ją złapał za ramię.
- Nigdzie nie idziesz!
- Niech mnie Pan puści! To boli!- próbowała się wyrwać, ale trzymał ją za mocno.
- Nie rozumiesz, że jak stąd wyjdziesz, możesz umrzeć?!
- Nic mnie to nie obchodzi! Nie zostanę tu ani minuty dłużej!
- A więc idź…- powiedział, poddając się i zakładając ręce na piersiach.
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona, po czym wymaszerowała ze swojej sypialni. Kiedy była już przy drzwiach wyjściowych z komnat Snape'a , złapała za klamkę i zamarła. Obleciał ją strach. Jeśli stąd wyjdzie, naprawdę może umrzeć.
- No i gdzie się podziała ta gryfońska odwaga?- obróciła się i zobaczyła Mistrza Eliksirów nonszalancko opierającego się o kominek i uśmiechającego się sarkastycznie.
I to jej dodało tyle odwagi, aby wyjść.
Cholera! Pomyślał Snape i wybiegł za nią. Gdy był na zewnątrz zawołał:
- Granger!- nie odwróciła się.- Cholera Granger!- nic. Westchnął i znowu krzyknął, ale już bez złości.- Hermiono!- zatrzymała się i odwróciła. Podszedł do niej i spojrzał jej w oczy. Cały czas była wściekła.- Już nie będę krzyczał.- powiedział najspokojniej, jak umiał.- Wróć.- poprosił, a gdy ona dostrzegła błaganie w jego oczach, cała jej złość gdzieś uleciała. Odprężyła się i powiedziała, poddając się:
- Dobrze…
- Tylko mnie nie denerwuj.- pogroził jej i podał bransoletkę.
Wzięła ją od niego i pokazała mu język, a potem skierowała się w stronę komnat Snape'a.
- Bezczelna smarkula...- usłyszała jeszcze za plecami i uśmiechnęła się do samej siebie.
Hermiona usiadła na fotelu, a profesor zajął drugi i przyglądał się jej z obojętnością.
- Jesteś głodna?
- Proszę?- zapytała wyrwana z zamyślenia.
- Pytam się, Panno Granger, czy jest Pani głodna? Nic jeszcze dzisiaj Pani nie jadła, a dochodzi już ósma.
- Tak, jestem.- powiedziała i poczuła, jak jej burczy w brzuch na wzmiankę o jedzeniu.
- Kuchcik!- powiedział Snape, a przed nimi z cichym pyknięciem zmaterializował się skrzat.
- Tak, sir?- odezwał się cichym piskliwym głosikiem.
- Przynieś mi i Pannie Granger śniadanie.
- Tak jest, sir.- ukłonił się i zniknął, a po chwili na stoliku pojawiła się taca z jedzeniem i dzbanek ze świeżo parzoną kawą.
Mistrz Eliksirów nalał sobie kawy i powiedział do dziewczyny.
- Jedz, bo jak schudniesz, to Minerwa mnie udusi.
Hermiona nałożyła sobie na talerz kilka pasztecików oraz babeczkę jagodową i nalała sobie kawy. Jadła w ciszy, tylko czasem zerkając ukradkiem na profesora. Gdy już skończyli jeść, wszystko zniknęło, tak jak poprzedniego dnia. Zaległa niezręczna cisza. Snape wstał i znów wziął sobie tą samą książkę, co wczoraj i zaczął ją czytać. Hermiona siedziała w ciszy, ale w końcu zdecydowała się odezwać.
- Profesorze, czy…- nie dokończyła jednak, bo nauczyciel od razu jej przerwał.
- Weź sobie, jaką chcesz tylko poinformuj mnie, którą.
Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało i wybrała sobie lekturę.
- Ta, co wczoraj.- powiedziała w kierunku Mistrza Eliksirów, a ten tylko skinął głową, dając jej do zrozumienia, że słyszał.
Siedzieli tak w ciszy, każdy z nich czytając, a minuty mijały. Nie krępowała ich cisza. Wręcz przeciwnie. Hermiona cieszyła się, że znalazł się ktoś, kto nie przerywa jej za każdym razem, jak czyta, a Severus lubował się z ciszy. Nawet nie zauważyli, kiedy pojawił się skrzat i postawił na stoliku herbatę. Dopiero, kiedy Snape zamknął książkę i wstał, dziewczyna oderwała wzrok od tekstu. Mistrz Eliksirów odłożył tom na miejsce i skierował się do drzwi wyjściowych.
- Muszę zrobić eliksiry dla Zakonu. Wrócę niebawem.- już miał zamiar wyjść, gdy zatrzymał go głos dziewczyny.
- Mogę iść z Panem?
- Nie. Będziesz mi przeszkadzać.- i wyszedł, a ona została sama. Odłożyła książkę i zastanawiała się, co może jeszcze porobić. Lubiła czytać, ale bez przesady, nie całymi dniami. Lecz tu nie widziała innej rozrywki. Poszła do swojego pokoju i położyła się na łóżku. Jak się zdrzemnie, to czas szybciej minie.
Snape wszedł do pomieszczenia tuż obok jego prywatnych komnat. Było to jego osobiste laboratorium. Nie chciał, żeby było ono bezpośrednio połączone z mieszkaniem, w razie wybuchu i w obawie przed toksycznymi oparami. Było to pomieszczenia tak duże jak jego kwatery, a nawet może większe. Tuż przy drzwiach stało biurko, przy którym pracował nad przepisami mikstur, próbując je udoskonalić lub stworzyć zupełnie coś nowego. Resztę miejsca zajmowały kociołki oraz półki, na których stały składniki i przyrządy potrzebne do warzenia. Wziął się do pracy. Dumbledore potrzebował Eliksiru Spokojnego Snu, Veritaserum i musiał już zacząć robić Eliksir Tojadowy dla Lupina na następny semestr. Przygotował potrzebne składniki i rozpoczął tworzenie bazy pod miksturę dla wilkołaka. Siekał powoli i dokładnie każdą ingrediencje oraz wrzucał do kociołka w odpowiednim czasie. Jako Mistrza Eliksirów, taka praca go odprężała i wyciszała. Był tylko on oraz przepis i nic poza tym. Oddawał się temu w całości. Kiedy skończył robić bazę, rzucił na kociołek zaklęcie zastoju i zabrał się za następny eliksir. Veritaserum mógłby już robić z zamkniętymi oczami. To była główna mikstura, którą dyrektor każe mu ciągle robić, choć nie wiedział, po jaką cholerę mu aż tyle potrzeba. Pewnie jemu samemu wrzuca trochę do herbaty, żeby się przed nim spowiadał lub pakuje w te swoje dropsy i częstuje każdego, kogo spotka. Wiedział, że Albus nigdy by tak nie zrobił, ale zapyta się go o to przy najbliższej okazji. Ze zwyczajnej złośliwości. Uśmiechnął się pod nosem do siebie. Lubił drażnić się z innymi, ale tylko nieliczni zasługiwali na jego uwagę. Na przykład, uwielbiał patrzeć jak Minerwa się złości, gdy jej dogryza na temat Gryfonów, a ona wcale nie pozostaje mu dłużna. Takie zaczepki umilają mu codzienność, mimo że wygląda to na odwrót. Nauczycielka Transmutacji jednak zna go na tyle dobrze, że wie, jak daleko może się posunąć i vice versa. Lupin też powoli przestał mu aż tak bardzo przeszkadzać. Na jego szczęście, z całej tej bandy Huncwotów, on jeden nie raz uratował go przed głupimi dowcipami Pottera i Blacka. Od zawsze się kierował rozumem i dobrym sercem. Może, gdyby dał mu szansę… Nie, chyba jednak nie. Jest zbyt dumny na to, aby zadawać się z kimś, kto kolegował się z Potterem i nadal kumpluje z Blackiem. Właśnie chciał wrzucić ostatni składnik do kociołka, kiedy to poczuł…
