Rozdział 6
Ból… Dziwnie uciskający ból dochodzący z bransoletki. Zamarł i rzucił się do wyjścia, nie zwracając uwagę na to, że jego eliksir się zmarnuje, jak nie doda ostatniego składnika. Wparował do swoich komnat i zawołał:
- Granger!- odpowiedziała mu cisza.
Wszedł do jej sypialni, lecz tam nikogo nie było. Gdzie ona się do cholery podziewa? Łazienka. Nacisnął na klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Alochomora.- wycelował różdżką w zamek, który po chwili ustąpił.
W pomieszczeniu było strasznie dużo wody, gdyż kurki od wanny były odkręcone. A w samej wannie, do której już nie mieściła się ciecz, leżała w ubraniu nieprzytomna Gryfonka. Była zanurzona w wodzie po końcówki włosów.
Wziął ją na ręce i wyciągnął stamtąd. Położył na ziemi i zobaczył, że jest sina. Musiała się nałykać już strasznie dużo wody. Wycelował w nią różdżką i powiedział:
- Enervate.- obudziła się, a z jej ust zaczęła wylewać się woda. Kaszlała i łapała chrapliwie powietrze. Gdy się uspokoiła, usiadła i zaczęła płakać.
- Ja nie chciałam… Naprawdę, nie chciałam…- szlochała.
Była cała mokra i czuła się okropnie. Klatka piersiowa bolała ją przy każdym oddechu. Zasłoniła rękoma twarz i poczuła, jak Snape bierze ją na ręce i gdzieś zanosi. Chwyciła się koszuli profesora i cicho w nią łkała. Położył ją na czymś miękkim i chciał się odsunąć, ale nie zamierzała go puścić, tylko jeszcze mocniej zacisnęła piąstki na jego torsie. Nic nie powiedział. Usiadł obok niej na łóżku i objął ją ramionami. Trwali tak w ciszy, co jakiś czas przerywanej pociąganiem nosa przez Hermionę. W końcu zasnęła, wtulając się w klatkę piersiową nauczyciela. Snape wyplątał się z jej objęć, położył ją i jednym machnięciem różdżki wysuszył jej ubrania, po czym wyszedł i zostawił ją śpiącą.
Usiadł w fotelu przed kominkiem i oparł głowę na splecionych dłoniach. Nie może jej zostawić samej nawet na chwilę. To zbyt niebezpieczne, więc musi jak najszybciej dowiedzieć się, co Voldemort jej zrobił. Po tym „ataku" nie dowiedział się prawie nic nowego, prócz tego, że jest całkowicie nieświadoma swojego działania, no i sam to poczuł. Dziwne uczucie mieszaniny bólu i otępienia. Emocje były ogromnie silne, nic dziwnego więc, że dziewczyna nie może się temu oprzeć. To musi potwornie boleć…
Wstał i zaczął ściągać z biblioteczki wszystkie książki o działaniach na umyśle, zarówno biało jak i czarnomagiczne. Gdy skończył zobaczył, że zrobił się stos chyba z czterdziestu tomów. Wziął pierwszą z nich, usiadł na kanapie i zaczął przeglądać. Leglimencja, oklumencja, związek między różdżką a umysłem… Nic nie było, sięgnął po następną, potem kolejną, jeszcze jedną i nadal nic.
- Profesorze?!- usłyszał spanikowany głos Gryfonki, więc poszedł do niej do pokoju.
- Co się stało Granger?- zapytał łagodnie, gdy stanął w drzwiach.
Zobaczył, że miejsce strachu w jej oczach zastąpiło poczucie ulgi.
- Proszę mnie nie zostawiać samej…- powiedziała błagalnie.
- Nigdzie się nie wybieram. Będę w salonie.- odwrócił się i wrócił na kanapę.
Hermiona wygrzebała się z łóżka i poszła za nim. Popatrzył na nią, gdy stanęła w drzwiach i powiedział:
- Panno Granger, proszę iść się położyć. Jest pani osłabiona i musi odpoczywać.
Ona jednak nie posłuchała, tylko usiadła obok niego, podkuliła nogi i objęła je ramionami. Bez niego nie czuła się bezpiecznie. Musiała go mieć w zasięgu wzroku, żeby nie spanikować. Nie rozumiała tego, ale tak czuła się lepiej. O wiele lepiej.
- Chyba sobie pan żartuje?!- wykrzyknęła Hermiona.
Od jakichś dwóch godzin sprzeczali się o to, kto ma rację.
- To najbardziej prawdopodobna ze wszystkich hipotez.
- Jasne! Jestem chodzącym zombie, a Voldemort mną kontroluje. To dla pana jest najbardziej prawdopodobne?
- Lepsze niż to, co ty znalazłaś.
- Wypraszam sobie.
- Pewnie Granger… Wyprali ci mózg i co jeszcze?
- Wcale nie powiedziałam, że wyprali mi cokolwiek. Pan przeinacza słowa. Uważam po prostu, że wykorzystują moją samotność. Jak inaczej wytłumaczy pan to, że próbuję się zabić tylko wtedy, gdy nikt na mnie nie patrzy?
- Czysty przypadek.
- Akurat. I przypadkiem tuż po pana wyjściu prawie się utopiłam?- zapytała Gryfonka z sarkazmem.- A poza tym, gdyby Voldemort chciał mnie zabić, to już dawno by to zrobił. On chce, żebym ja sama to zrobiła, żeby Harry się załamał. Byłby zdruzgotany, gdybym popełniła samobójstwo i chciałby sam walczyć z tą gnidą, żeby nie narażać innych. Co innego, gdyby Voldemort mnie jednak ukatrupił.
- I tak twoja teoria, która opiera się tylko na uczuciach, jest niedorzeczna.- syknął Mistrz Eliksirów.
- No, tak. Bo według pana jestem połączona z Voldemortem umysłem jak Harry. Jeszcze chwila, a mi błyskawica wyskoczy na czole.
Snape parsknął, ale, gdy zobaczył zdumiony wzrok dziewczyny, zatuszował to kaszlem.
- Czy pan się przed chwilą zaśmiał?- Hermiona doszła do wniosku, że mu nie odpuści.
- Wydawało ci się, Granger.
- Nieprawda. Czemu pan się nie śmieje?
- To nie twój interes.
- To dlatego, że jest pan szpiegiem, prawda? To dlatego ukrywa pan wszystkie swoje uczucia?
On tylko wstał i wyszedł do swojej sypialni, co Hermiona przyjęła jako potwierdzenie. Wzięła kolejną z kilkudziesięciu książek i zaczęła czytać. On nie mógł mieć racji! Przeglądała już chyba z dziesiąty tom, ale doszła do wniosku, że nie spocznie póki czegoś nie znajdzie. No i coś znalazła.
Niektóre legendy głoszą o istocie, która zwie się Ular, co po malajsku brzmi wąż. Stworzenie to podobne było do pijawki. Niektórzy historycy opisują ten stwór, jako mieszkający w ciele ofiary i żerujący na nim, a po śmierci żywiący się nim. Inni zaś uważają, że było to ogromne zwierzę zamieszkujące głębiny wokół wysp malajskich, które atakowało ludzi zbliżających się do brzegu. Nigdy jednak nie udowodniono istnienia tej istoty, choć kiedyś żyła podobna, która…
To może być to, ale jak sprawdzić, czy coś żyje w jej środku. I czy to coś mogłoby próbować ją zabić? Ale warto to rozważyć. Podeszła do drzwi sypialni Snape'a i zapukała, ale nie było żadnej odpowiedzi. Uchyliła lekko drzwi i zobaczyła, że śpi. To był długi i wyczerpujący dzień. Jutro mu o tym powie…
Mistrz Eliksirów słyszał, jak dziewczyna puka do drzwi, ale nie chciał z nią rozmawiać. Nie potrzeba mu litość. Jest taki, jaki jest i nigdy tego nie zmieni. Tak, dobrze go rozgryzła, że to wszystko przez to, że jest szpiegiem. Ale czy byłby inny, gdyby nim nie był? Już wcześniej był sarkastycznym gnojkiem. A emocji nie może pokazywać. To jego maska, która pomaga mu przetrwać dzień, choć przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny pokazał więcej, niż by chciał. I to przed uczennicą! Nie, przed uczennicą-gryfonką! A teraz jeszcze chowa się w swojej sypialni, jak jakiś szczeniak. Ale czy ona naprawdę musi wtrącać się we wszystko? Nie powinno jej to w ogóle interesować. Jest jej nauczycielem, a nie kolegą. Jutro musi zupełnie zmienić nastawienie, co do tej dziewuchy. I z tą myślą zasnął.
Dla Hermiony następny dzień przyszedł o wiele za wcześnie. W lochach nie było okien, ale jej oczywiście zachciało się sufitu jak w Wielkiej Sali i teraz obudziły ją promienie słońca. Skrzywiła się i otworzyła oczy. To musiał być przepiękny dzień, bo na niebie nie było ani jednej chmurki. Zaraz, zaraz… Dlaczego słońce jest tak wysoko? Spojrzała na zegarek, który trzymała pod poduszką i jęknęła. Trzynasta?! Jak ona mogła tak długo spać? Przecież to już pora obiadu. No tak, ale wczoraj w sumie trochę się działo, a ona wcale nie poszła spać tak wcześnie. Wyszła z sypialni i przywitał ją cyniczny głos profesora.
- No proszę… Właśnie zamówiłem obiad, a Panna Rozczochrana dopiero wstała.- uśmiechnął się pod nosem, a właściwie to skrzywił.
- Dzień dobry, profesooorze…- ziewnęła Gryfonka i usiadła na kanapie.
Zobaczyła, że nauczyciel trzyma niedzielne wydanie Proroka Codziennego.
- Coś ciekawego tam piszą?- zapytała.
Snape nic nie odpowiedział i dalej czytał gazetę.
- Profesorze?
- Granger, musimy coś ustalić. Nie jestem twoim kolegą, więc daruj sobie i zamilcz. Od tej chwili odzywasz się do mnie, tylko jeśli coś ci dolega. Czy to jasne?
- Tak, panie profesorze... Więc pewnie nie chce pan usłyszeć, co wczoraj odkryłam. No trudno… Może sam pan to kiedyś wyczyta…
- Granger nie denerwuj mnie, tylko mów!
- Nie, nic mi nie dolega, jeśli panu o to chodzi.- powiedziała i się odwróciła.
- Czy ty się obraziłaś? Nie mam czasu na twoje humory! Powiesz czy nie?!- denerwowała go już cała ta sytuacja. Jeśli coś odkryła powinna mu o tym powiedzieć!
- Nie. Zakazał mi pan.- nawet na niego nie spojrzała.
- To nie. Zobaczymy, ile wytrzymasz…
Snape zaczął w myślach odliczać. 5, 4, 3, 2, 1…
- No dobra, dobra. Gdzie ta książka? A, tu jest. Proszę przeczytać ten fragment.
Mistrz Eliksirów przeczytał, spojrzał na dziewczynę i znowu przeczytał.
- I opierasz swoją nową tezę na jakiejś głupiej legendzie?- nie wierzył, że dziewczyna jest tak naiwna.
- Lepsze to niż nic, prawda?
Przyznał jej w myślach rację. To pierwsza rzecz jaką znaleźli, ale również jedyna. Czemu nie? Można spróbować.
- Połóż się Granger.- rozkazał, a ona posłuchała.- Adducere Aliis.
Zobaczył, jak dziewczyna odpływa, a z jej szyi zaczyna wypełzać coś obślizgłego . Było to dosyć małe, ale długie. Rzeczywiście wyglądało jak czarny lepki wąż, ale nie miało oczu tylko wiele malutkich zębów. Wolno ześlizgnęło się po kanapie i zaczęło pełzać po podłodze. Severus skrzywił się z obrzydzenia i wycelował w stworzenie różdżką.
- Confringo.- z potworka została tylko czarna plama na dywanie, którą po chwili Mistrz Eliksirów oczyścił.
Czy to nie było zbyt proste? Pierwsza ich próba i od razu się udało? Ba, próba oparta na jakiejś legendzie…
Przyklęknął przy Gryfonce i lekko potrząsnął jej ramionami. Nie obudziła się. Potrząsnął ją mocniej. Nic. Spróbował ją wybudzić zaklęciem. Nie poskutkowało. Szlag! Wiedziałem, że to za proste. Przelewitował ją do sypialni i położył na łóżku. Przyjrzał jej się i rzucił zaklęcie diagnozujące. Wszystko wydawało się jak najbardziej w porządku. Miała normalny koloryt skóry i nie było żadnych nieprawidłowości. Zostawił ją tak i doszedł do wniosku, że może musi się sama wybudzić.
Czekał do kolacji, ale ona się nie ocknęła. Sprawdzał jej czoło, ale nie miała gorączki. Cały czas wyglądała, jakby spokojnie spała. Czyżby była w śpiączce? Był głupi, że dał się jej tak łatwo na to namówić. Najpierw powinien dowiedzieć się czegoś więcej o tym stworzeniu, a dopiero potem działać. Mógł się wybrać do Dumbledore'a. No w sumie do niego nie mógł, bo wyjechał, ale do kogokolwiek innego owszem.
Nadeszła noc, a on leżał w łóżku i nie mógł zasnąć. Męczyły go wyrzuty sumienia. Jego! Przecież on się nigdy nie martwił. Na pewno nie o jakąś tam Gryfonkę. Ale ta właśnie Gryfonka najprawdopodobniej przez niego może się już więcej nie obudzić… I właśnie to go męczyło. Przez nią w ciągu tych dwóch dni, zupełnie zmienił swoje zachowanie w stosunku do niej i to ich zgubiło. Musi wymyśleć coś, co ją obudzi. I to natychmiast! Wstał, ubrał się i wyszedł do laboratorium. Jutro miał lekcję i jak dziewczyna do tego czasu się nie ocknie będzie musiał z samego rana zawiadomić dyrektora.
Próbował wymyśleć jakiś eliksir. Próbował udoskonalić już istniejące mikstury wybudzające. Nic. Tego nie da się zrobić w jedną noc. Siedząc przy biurku w parszywym nastroju, dotknął bransoletki na jego prawym nadgarstku. Żadnych uczuć. Tylko, kiedy spała, nie czuł z bransoletki żadnych uczuć. Ale czy ona tylko śpi? I jeśli tak, to czemu się nie budzi? Odetchnął z rezygnacją i doszedł do wniosku, że musi iść z tym do Dumbledore'a. Może on coś na to poradzi. Za półtorej godziny zaczyna lekcje z siódmoklasistami i nie może sobie pozwolić na ich opuszczenie. Wyszedł z laboratorium i obwarował je zaklęciami, żeby żaden nieproszony gość się do niego nie dostał. W drodze do gabinetu dyrektora przemyślał dokładnie, co ma mu powiedzieć i jak wytłumaczyć swoje nieodpowiedzialne zachowanie. Wypowiedział hasło i zaczął się wspinać po spiralnych schodach.
Dyrektor słuchał z zaciekawieniem, jak jego młodszy współpracownik opowiada mu całą historię. Zaproponował, żeby dziewczynę przenieść do Skrzydła Szpitalnego i umieścić tam pod czujnym okiem Poppy. Nie było potrzeby, aby Hermiona dłużej przebywała w komnatach profesora Eliksirów. Snape zgodził się z Dumbledore'm i poprosił, aby ktoś się tym zajął, gdyż musi udać się na lekcje. Dyrektor się uśmiechnął i podziękował Severusowi za wyleczenie dziewczyny, a ten tylko prychnął w odpowiedzi, po czym opuścił jego gabinet, głośno trzaskając drzwiami.
