Rozdział 8

- Severusie, wszystko w porządku?- Minerwa niepokoiła się o Snape'a, gdyż ten był markotny od kilku dni.

- A co ma być nie w porządku, pomijając tą bandę kretynów?- odpowiedział pytaniem na pytanie zgryźliwie Snape.

McGonnagall jednak uśmiechnęła się pod nosem, bo ostatnio na zadawane mu pytania tylko coś burczał pod nosem. Teraz wyglądało to na poprawę jego nastroju. Chciała go rozweselić, więc zaczęła go zaczepiać.

- Kochany Severusie… Jest sobota. Nie masz dzisiaj lekcji, a kontakt z moimi wspaniałymi Gryfonami masz ograniczony do minimum. Może wpadniesz do mnie po śniadaniu na herbatę i porozmawiamy?

- Mowy nie ma. Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty?- odpowiedział jadowicie w jej kierunku, a ta uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

Jeśli Severus tak to ujął, to na pewno do niej wpadnie na miłą pogawędkę. Tylko teraz nie chce narażać swojej reputacji zimnego drania na oczach całej nauczycielskiej kadry. Jeszcze, broń Merlinie, by go zaprosił ktoś inny, jeśli zobaczyliby, że jest miły. A tego Severus by na pewno nie zniósł.

Mistrz Eliksirów wiedział, że Minerwa zrozumiała jego aluzję, więc po śniadaniu udał się do jej kwater. Zapukał i, gdy usłyszał pozwolenie, wszedł do środka. Skrzywił się niestety od progu, gdyż myślał, że opiekunka Gryfonów będzie sama. Na jego nieszczęście był tam także Lupin, który uśmiechał się w jego stronę łagodnie.

- Co. On. Tutaj. Robi.- wysyczał Severus, zamykając drzwi.

- Remus powiedział, że dotrzyma mi towarzystwa, jeśli ty nie masz zamiaru.- powiedziała z powagą Minerwa, ale w jej oczach zatańczyły rozbawione ogniki.

- Przecież dałem ci jasno do zrozumienia, że przyjdę!

- Och, daj spokój… Przecież nie stało się nic złego. Remus z rozkoszą dotrzyma towarzystwa nam obojgu. A poza tym, Severusie, nie uważasz, że przyszedł czas, aby zawrzeć rozejm?

- Właśnie, Severusie, nie uważasz?- zapytał Lupin z przekorą.

- A weźcie się wszyscy udławcie!- powiedział naburmuszony Mistrz Eliksirów i opadł na fotel obok Remusa.

Minerwa się uśmiechnęła, gdyż wiedziała, że Snape dał za wygraną i pogodzi się z Lupinem. Nie warto było marnować życia na błędy z czasów dzieciństwa.

Przez chwilę trwali w ciszy, a kiedy McGonnagall postawiła dwie filiżanki herbaty na stoliku pomiędzy kolegami, oboje sięgnęli po napój. Usiadła obok Remusa na kanapie i zapytała wprost.

- Jak tam ci idzie nauczanie Remusie?

- W porządku. Jest o wiele lepiej niż ostatnim razem. Teraz większość uczniów się mnie boi, ale próbuję to jakoś zwyciężyć.- Snape prychnął znad filiżanki, ale wilkołak puścił to mimo uszu.- Staram się im wyjaśniać, że nic im nie grozi, gdyż nasz wspaniały- tu spojrzał z uśmiechem na Mistrza Eliksirów- profesor od mikstur robi mi wywar i jestem całkowicie nieszkodliwy.

- Jakby to coś dawało…- odburknął Snape.

- Może podzielisz się z nami swoją opinią?- zapytała McGonnagall, patrząc na opiekuna Ślizgonów.

Severus odłożył filiżankę, spojrzał na Lupina poważnym wzrokiem i oznajmił:

- To, że im powiesz, że jesteś nieszkodliwy nic nie da, jeśli już się ciebie boją. Wyobraź sobie, że kiedyś pierwszoroczny na mojej lekcji tak się mnie bał, że wpadł w histerię, której nie mógł opanować do końca lekcji. Po zajęciach kazałem mu zostać i wytłumaczyłem, że nic mu się nie stanie, że jestem jego nauczycielem i nic mu nie zrobię. Myślisz, że to coś pomogło?- zawiesił na chwilę głos i spojrzał na Remusa, ale prawie od razu dodał:

- Na następnych zajęciach, jak znowu na niego nakrzyczałem, było identycznie i po prostu na lekcjach przestałem na niego zwracać uwagę, tak, że chłopiec dawał radę w miarę być spokojny.

Znowu wziął do rąk filiżankę i upił łyk, a Minerwa wytłumaczyła Remusowi, o co chodziło jego koledze.

- To, że się ciebie boją, nie jest złe Remusie, póki możesz nad tym zapanować. Dzięki temu zyskasz szacunek uczniów do siebie, a jeśli będziesz się zachowywał tak, jak zwykle, pokochają cię za to kim jesteś, a nie za to, że jesteś wilkołakiem.

- To ma sens…- powiedział z namysłem Lupin, a Severus teatralnie zwrócił oczy ku górze.

- A co tam u ciebie nasz kochany Mistrzu Eliksirów?

- Gryfoni…- mruknął Severus, ale odpowiedział.- W spokoju…

- Jakiś ostatnio chodzisz rozkojarzony. Coś się stało?- spytał wilkołak.

- To przez pannę Granger?- zapytała McGonnagall, ale od razu odwróciła wzrok, gdyż Snape popatrzył na nią z wyrzutem.

Zapadła niezręczna cisza i co jakiś czas słychać było tylko odstawianie filiżanek na stolik. W końcu Minerwa nie wytrzymała i wypaliła:

- Na Merlina! Severusie, przecież widzę, że coś cię dręczy! Wyduś to z siebie!

- Nie ma takiej potrzeby.- powiedział Snape i wstał ku ogólnemu zdumieniu pozostałych.- Dziękuję za zaproszenia, ale już pójdę. Minerwo. Lupin.- skinął głową w kierunku nauczycieli i wyszedł z mieszkania profesor Transmutacji.

- Naprawdę nie wiem, co go ugryzło.- powiedziała McGonnagall kręcąc z niedowierzaniem głową.- Zawsze był skryty, ale nie aż tak. Coś ewidentnie go męczy.

- Może powinniśmy zostawić go w spokoju? Jak będzie chciał, to sam powie.

- O nie, mój drogi. Właśnie w tym sęk, że Severus nie powie nigdy, że coś go dręczy. Będzie sam się z tym męczył, aż nie rozwiąże problemu.

Lupin tylko skinął głową na znak, że rozumie.

Malfoy zaciągnął Hermionę przed Pokój Życzeń. Przeszedł kilka razy pod ścianą, a gdy ukazały się drzwi, otworzył je i zachęcił Granger do środka. Hermiona przez chwilę się wahała, ale weszła do pokoju. Jej oczom ukazał się salon. Typowo ślizgoński salon. Ciemne podłogi, jasnozielone ściany i dwa ciemnozielone fotele oraz stolik z wygrawerowanymi wężami, na którym stały filiżanki z gorącym płynem. Draco usiadł na jednym z foteli i ruchem ręki zachęcił Gryfonkę, aby zrobiła to samo.

- Możesz mi w końcu wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi?

- Mogę, tylko mam nadzieję, że twój niewyparzony jęzor nie rozprzestrzeni tego dalej. Nikt nie może się o tym dowiedzieć.

- Domyślam się, że jest to poważna sprawa, więc nikomu nic nie powiem.

- Jeśli jednak tak uczynisz, będę musiał zabić i ciebie i adresata twoich słów.

Gryfonka dostrzegła powagę, z jaką mówił Malfoy, więc wiedziała, że mówił serio. Dlatego kiwnęła głową na znak, że rozumie i czekała, aż Ślizgon zacznie wyjaśniać.

- Jak wiesz, wielu uczniów Slytherinu zostało przyjętych na nowych Śmierciożerców, w tym ja sam. Jednak mimo tego, co sądzą o mnie i mojej rodzinie inni, nie chcemy być na usługach Czarnego Pana. Mój ojciec został wybrany jako jeden z pierwszych w jego wieku, by dołączyć do grona jego popleczników poprzez naszą czystość krwi. Wtedy niestety były to inne czasy i nikt nie wiedział, tak jak teraz, że Czarny Pan chce wybić wszystkich mugoli i czarodziejów pochodzenia mugolskiego. Mój ojciec dał się mu omamić, jak wielu przed nim, lecz, gdy przyjął Mroczny Znak, nie było już odwrotu. Fakt, robi teraz to, co każe mu Voldemort. Zabija i krzywdzi inne osoby, mimo że nie chce. Chociaż jest podobny do innych Śmierciożerców, wyróżnia go jedno, a mianowicie poczucie winy. Gdyby nie moja matka, już dawno by popełnił samobójstwo albo postradał zmysły. Jednak ona jest mądrą i sprytną kobietą. Pociesza go i tłumaczy, a także próbuje manipulować Voldemortem tak, aby mój ojciec jeździł na takie misje jak najrzadziej. Mówi mu, że jest on jego najwierniejszym sługą oraz, że mój ojciec powinien mu służyć głównie radą, a nie czynami. Czasem się to udaje, a czasem niestety nie. Co do mojego przystąpienia do sługusów Voldemorta, to nie miałem wyboru. Jestem przecież synem jego najwierniejszego. Robię to samo, co mój ojciec.- tutaj zatrzymał się, a wzrok utkwił w podłodze.- Nie jestem z tego dumny i naprawdę wolałbym być po waszej stronie. Nie mogę jednak tego zrobić, bo to by oznaczało śmierć moich bliskich. Muszę dlatego wykonywać polecenia Czarnego Pana i robić wszystko, by nie wykrył mojej niewierności. W tamtą noc, kiedy wychodziliśmy na spotkanie, słyszałem od początku, jak szłaś za nami od biblioteki, ale udawałem, że nic nie wiem. Kiedy jednak, kichnęłaś- to słowo wypowiedział z kompletnym niedowierzeniem i popatrzył ze złością na Hermionę.- nie mogłem już udawać, że nie słyszę. Musiałem się zachowywać jak zwykły Śmierciożerca, gdyż była ze mną ta dwójka pajaców…- wziął głęboki wdech i kontynuował.- Kiedy wyciągnęliśmy cię przed bramy Hogwartu, oni aportowali się, żeby powiadomić kogoś starszego, a ja miałem cię pilnować. Gdybyś wtedy otworzyła oczy, pozwoliłbym ci uciec i całą winę wziął na siebie. Jednak nie obudziłaś się i musieliśmy zabrać cię do niego.- Malfoy skończył, a gdy nie odezwał się ponownie Hermiona zdecydowała się coś powiedzieć.

- Czyli to nie był sen? Naprawdę chciałeś mi pomóc...

- Nie powinnaś wierzyć mi na słowo.- odparł Ślizgon z nutką złości.- Mogę przecież kłamać.

- Wierzę ci.

- Jesteś naiwna.

- Może, ale to nie zmienia faktu, że musimy coś z tym zrobić.

- Nie, Granger. Nie musimy niczego z tym robić. Ty masz trzymać gębę na kłódkę, a mi pozwól działać sam.

- Ale przecież mogłeś powiedzieć o tym Dumbledore'owi albo Snape'owi. Oni coś by wymyślili...- Hermiona nie mogła uwierzyć, że Malfoy tak łatwo poddał się losowi.

- Dumbledore nie mógłby nic zrobić, żeby ochronić moją rodzinę, a Snape przecież sam jest Śmierciożercą, czyś ty zgłupiała kompletnie?

- To ty nic nie wiesz?

- Co nie wiem?- Hermiona zbiła go z tropu i nie wiedział, o co jej chodzi.

- Przecież Snape jest po naszej stronie!

- Ale ty jesteś głupia. Przecież on jest szpiegiem Voldemorta. Tylko udaje, że jest w Zakonie Feniksa, a tak naprawdę to tylko wyciąga z Dumbledore'a wiadomości i przekazuje wszystko Czarnemu Panu. Jak przyszedł po ciebie do Malfoy Manor, chciał żeby Voldemort cię zabił.

- Nie prawda!- Hermiona nie mogła w to uwierzyć, przecież Dumbledore nie popełniłby takiego błędu. A poza tym Snape opiekował się potem Hermioną.

- Jak mi nie wierzysz, to mogę ci to pokazać. Specjalnie umieściłem w tym pokoju myślodsiewnie.

- Dobrze, też ci coś pokażę.

- Nie wiem już sam, co mam myśleć.- powiedział z rezygnacją Ślizgon.

Od jakichś dwóch godzin oglądali na zmianę swoje wspomnienia, lecz nie przynosiło to żadnego skutku.

- Według wszystkich twoich wspomnień Snape jest po waszej stronie.

- A według twoich po stronie Voldemorta.- Hermiona także była kompletnie zakręcona.

- Jedynym sposobem na dowiedzenie się, po której jest stronie to zapytać go wprost.

- Chyba sobie żartujesz? Oczywiście, że przy tobie odpowie, że po stronie Voldemorta, a przy mnie, że po stronie Dumbledore'a.

- To może zapytamy go wspólnie?

Hermiona zastanawiała się po chwili, po czym odpowiedziała szybko.

- Powie, że po stronie Voldemorta.

- Skąd ta pewność?

- Voldemort prędzej uwierzy w niewierność, niż Dumbledore. A poza tym, co nasze słowa znaczą dla Zakonu? Nic. A twoje dla Voldemorta coś znaczą, więc logicznie wybierze tą opcję.

- Wspaniale, tylko jeśli się nie dowiemy, to możemy być odpowiedzialni za cały końcowy wynik tej wojny. Jeśli istotnie Snape jest po naszej stronie- Hermiona uśmiechnęła się na to słowo, gdyż Draco pierwszy raz opowiedział się na głos, że jest razem z nimi.- to wszystko okej, ale co jak nie? Czy nie powinniśmy poinformować Dumbledore'a. Ale jak sama mówisz, on nam nie uwierzy, Snape jest za dobrym aktorem.

- Jest tylko jeden sposób… Musisz mu powiedzieć prawdę o tym, po której jesteś stronie.

- Jasne i dać mojej rodzinie się zabić. Oszalałaś.

- Wobec tego daj mu jakiś znak niepewności i zobacz jak zareaguje. Jeśli pokażesz mu, że się wahasz, będzie próbował przeciągnąć cię na stronę, po której naprawdę jest.

Malfoy zastanawiał się trochę i przemyślał wszystko dokładnie. To mogło się udać. Kiwnął głową na znak, że się zgadza.

- Spotkajmy się tutaj za tydzień, a ja ci powiem, jaki jest wynik końcowy. Coś wymyślę. Nie spodziewaj się jednak, że pomimo tego małego sojuszu, polubię cię. Nadal myślę, że jesteś wymądrzającą się mugolaczką.

- A ja nadal myślę, że jesteś egoistycznym bufonem.

Hermiona po rozmowie z Malfoy'em tak, jak zamierzała, poszła do biblioteki napisać wypracowanie na Eliksiry. Udało jej się to i teraz z mocno bijącym sercem szła w kierunku gabinetu Mistrza Eliksirów. Młody Ślizgon otworzył jej oczy na pewne sprawy i nie wiedziała już, co ma myśleć. Bała się konfrontacji ze Snape'em po tym, co zobaczyła we wspomnieniach. Stanęła przed drzwiami i zapukała, a gdy usłyszała odpowiedź proszącą do środka, weszła.

Siedział jak zwykle przy swoim biurku i sprawdzał wypracowania. Gdy Hermiona przestąpiła próg i zamknęła za sobą drzwi, podniósł na nią wzrok.

Wcześniejsze wydarzenia nauczyły Gryfonkę, aby baczniej się przyglądać profesorowi i teraz ku swojemu ogólnemu zdumieniu zauważyła, że, mimo iż jego usta wykrzywiły się w grymasie, oczy pozostawały spokojne. Wcześniej w życiu, by tego nie dostrzegła, a teraz wiedziała, że oto właśnie najlepszy aktor na świecie odgrywa przed nią swoją rolę.

- Panna Granger. Tak myślałem, że nie możesz się doczekać, aby oddać swoje wypociny.- powiedział sarkastycznie, lecz Hermiona nie przejęła się tym. Wiedziała, że robi to specjalnie.- Połóż na biurku i wynoś się.

Powiedział ze złością, ale spokój bijący z jego oczu powiedział Hermionie, że nie jest zły. Postanowiła zaryzykować i spróbować odkryć jego prawdziwą naturę.

- Profesorze, chciałabym podziękować za ten eliksir na ból głowy. Był bardzo przydatny.

Znowu skierował oczy na pergamin i prawie niezauważalnie kiwnął głową. Hermiona sądziła, że tym samym zagai go do rozmowy, ale nagle zapanowała niezręczna cisza.

- Coś jeszcze, panno Granger?- zapytał po chwili, ale nie spojrzał na nią.

- Nie, nic. Do widzenia.- powiedziała Hermiona i wyszła z gabinetu.

Tę walkę wygrałeś, ale złamię cię jeszcze.

Dni mijały i wszystko wyglądało normalnie. Na lekcjach Hermiona się udzielała, chłopcy znów gadali tylko o Quiditchu, co znowu zaczynało ją wkurzać, a Malfoy dalej dogryzał jej w każdym możliwym momencie. Jednak kilka rzeczy uległo zmianie. Przy spotykaniu Ślizgona sam na sam kiwał jej na powitanie głową, a na lekcjach Eliksirów Hermiona obserwowała Snape'a.

Dziwiło ją, jak rzadko jego oczy odwzorowują jego mimikę. Kiedy rzucał kąśliwe uwagi w kierunku Harry'ego i Rona, mogła zauważyć, że robi to całym sobą. Jednakże w stosunku do innych i do niej samej, zawsze pozostawał ten spokój w oczach. Za to jeśli się denerwował, to tylko czasami w jego spojrzeniu szalał ogień gniewu. Gryfonka czuła się jak spetryfikowana. Kompletnie straciła jakiekolwiek pojęcie o osobie, która stała naprzeciwko niej w sali i właśnie komentowała jej buzujący eliksir. Kompletnie nie słuchała tego, co do niej mówił, gdyż wpatrywała się w jego czarne oczy, które były w tym momencie smutne. Widocznie widać było na jej twarzy, że kompletnie odpłynęła, bo Snape się zapytał:

- Czy ty mnie chociaż łaskawie słuchasz, Granger?

Hermiony oczy zrobiły się jeszcze większe, gdy, mimo że Mistrz Eliksirów powiedział to ze złością i zniecierpliwieniem, dwa czarne punkty mówiły coś zupełnie innego- zmartwienie. Brązowowłosa skinęła głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa i spuściła wzrok.

- Zostaniesz po lekcji.- powiedział Snape tak cicho, że tylko Hermiona to usłyszała i odwrócił się do kociołka Rona.

Martwił się o nią, chociaż dał do zrozumienia innym, że tak nie jest. Zastanawiał się pewnie, czy ta zmiana w jej zachowaniu nie jest przypadkiem nawrotem jej choroby. Fakt, była trochę bardziej zamyślona, gdy pojawiał się w jej pobliżu i na pewno zauważył, że go obserwuje, mimo że nie dał tego po sobie poznać. No i oczywiście opuściła się strasznie na jego zajęciach. Przez swoje zamyślenie kilka razy w tym tygodniu doprowadziła do wybuchu kociołka, co nigdy jej się nie zdarzało.

Została, jak prosił i czekała, lecz on milczał i tylko jej się przypatrywał. Postanowiła powiedzieć coś pierwsza.

- Wszystko w porządku.- odparła ze spokojem, a jego brwi wywindowały do góry w niemym pytaniu.- Zastanawia się pan pewnie, czy nie dolega mi to, co ostatnio, bo inaczej się zachowuję. Mówię więc, że wszystko w porządku.

- To co się z panią dzieje? Opuściła się pani na moich zajęciach i czuję się, jakbym uczył Longbottoma, a nie Granger. Do tego patrzy się pani na mnie, jakbym był okazem jakiejś rzadko spotykanej rośliny.

Hermiona zaczerwieniła się pod wpływem tego ostatniego zdania i nie wiedziała, gdzie ma podziać oczy. Nie odzywała się jednak, bo nie potrafiła tego wytłumaczyć w prosty sposób.

- Granger, litości. Albo gadaj, albo idź sobie.

Hermiona wstała, ale drzwi do klasy się zatrzasnęły. Spojrzała na Snape'a.

- Gadaj…- syknął w jej stronę i widziała, że zaczyna się denerwować i to tak na poważnie.

- No, bo… Chodzi o to, że…- zaczęła wyłamywać sobie palce ze zdenerwowania, a jej umysł pracował na pełnych obrotach, próbując wymyśleć jakąś wymówkę.- Potrzebuję korepetycji z Eliksirów.- wypaliła na jednym tchu, a w myślach dawała sobie w twarz za taką bzdurę.

Snape jednak, mimo iż trochę zaskoczony, potarł nasadę nosa i po chwili powiedział:

- Przychodź do mnie codziennie po lekcjach.- powiedział po czym machnięciem różdżki otworzył na oścież drzwi.

Hermiona nie wahała się ani chwili dłużej, tylko wybiegła z klasy eliksirów. Kiedy była już poza lochami, oparła się o ścianę i zaczęła myśleć. W sumie to jej umysł w tak nieoczekiwanych momentach dawał radę coś wykombinować. Snape sądzi, że opuściła się w lekcjach, bo nie daje sobie rady, a zerka na niego, bo boi się jego reakcji. Dzięki dodatkowym lekcjom w dodatku będzie miała czas na obserwowanie go poza tłumem uczniów. Przybiła sobie w duchu piątkę i udała się na następną lekcję.