Rozdział 9

- Korepetycje z Eliksirów? Chyba się przesłyszałam…- Minerwa siedziała na obiedzie jak zwykle koło Snape'a.- Jak to możliwe, że panna Granger potrzebuje jakichkolwiek korepetycji?

Mistrz Eliksirów uśmiechnął się tylko złośliwie. Na to pytanie właśnie czekał.

- W końcu twoja kochana chluba Gryffindoru doszła do takiego momentu w jakimś przedmiocie, że nie daje rady sobie sama. Jakaż szkoda, że nie jest taka mądra, za jaką ją uważałaś Minerwo.

- Nie wierzę… Jak to się stało?

Przez resztę posiłku McGonnagall biadoliła cały czas, a Snape jej dokuczał. W końcu wybuchła między nimi kłótnia, co nie zaskoczyło pozostałych nauczycieli, a ucieszyło dwójkę przyjaciół, bo mogli wyładować swoje napięcie.

Idąc w kierunku lochów, Snape był w wyśmienitym humorze. Był piątek, czyli jutro weekend, rozmawiał z Draco i wszystko sobie wyjaśnili, a w dodatku kłótnia z Minerwą dała mu trochę rozrywki.

Kiedy Granger przyszła do klasy, zajęła swoje zwyczajowe miejsce i czekała. Severus przez chwilę zastanawiał się, jaki dziewczyna ma zrobić eliksir. Wodził palcem po jej ocenach i zobaczył, że pierwsza mikstura, która jej nie wyszła w poniedziałek to Eliksir Pieprzowy. Zdziwił się wtedy bardzo, gdyż nie jest on trudny. Nawet Weasley wykonał go dość poprawnie. Podszedł do Gryfonki z podręcznikiem i położył go przed nią.

- Zrobisz Eliksir Pieprzowy.

Dziewczyna zabrała się do pracy, lecz zauważyła, że profesor nie odchodzi.

No tak, w końcu to są korepetycje, więc będzie mi patrzył na ręce i mówił, co robię źle.

Robiła wszystko dokładnie i ani razu nie podniosła oczu na nauczyciela. Wiedziała, że tam stoi i czekała, aż wypomni jej jakiś błąd, lecz on uparcie milczał. W końcu skończyła i uniosła głowę.

- Co w takim razie sprawiło ci wtedy trudność, że nie zrobiłaś tego poprawnie?- zapytał z obojętnością.

- Nie wiem, może byłam trochę rozkojarzona. To zupełnie inaczej, niż jak pan tu stoi i patrzy na każdy mój ruch. Teraz bardziej uważałam na to, co robię.

- Zajmę się w takim razie sobą, a w razie wątpliwości pytaj. Eliksir Muzyczny strona piętnasta.

Wrócił do swojego biurka, lecz za chwilę ponownie stanął przed Hermioną, wziął krzesło z ławki obok i usiadł naprzeciwko niej. Wyciągnął Proroka Codziennego i zagłębił się w lekturze. Hermiona myślała, że usiądzie na swoim miejscu, więc zdziwiło ją to. Snape natomiast kątem oka widząc, że dziewczyna nic nie robi, wyjaśnił:

- Będę tylko zerkać, czy wszystko robisz poprawnie, więc nie będziesz się peszyć.- powiedział, nie odwracając oczu od gazety.- Rób swoje.

Hermiona zabrała się do pracy, lecz kiedy tylko mogła zerkała na nauczyciela. Kiedy czytał wyglądał nad wyraz spokojnie, co odejmowało mu lat i dodawało urody. Jego oczy były oazą spokoju, a cała jego postawa była wręcz odprężona. Nagle spojrzał na nią, a ona spanikowała i przecięła sobie skórę palca nożem.

- Jakbyś mnie tak nie podziwiała, to nic by się nie stało.- powiedział spokojnie, gdy Hermiona zasklepiała ranę za pomocą zaklęcia.

- Wcale pana nie podziwiałam.- powiedziała wracając do pracy, ale tak się zaczerwieniła, że nikt by jej w tym momencie nie uwierzył.

- Akurat.- odparł i wrócił do lektury.

Gryfonka wzięła dwa głębokie wdechy i uspokoiła swoją rządze krwi. Kiedy jednak zaczęła mieszać eliksir, znowu jej oczy skierowały się ku postaci profesora. Nie śmiała spojrzeć mu znowu w twarz, więc skupiła się na jego dłoniach. Miał długie, smukłe i blade palce. Jego paznokcie były zadbane, mimo że codziennie pewnie robił jakieś mikstury i dotykał często brudnych składników. Spojrzała potem na jego ubranie. Kiedy mieszkała z nim widziała, jak wspaniałą ma figurę, lecz przez te czarne szaty nic nie było widać. Gdyby nie jego włosy i nos, byłby bardzo przystojny. Hermiona dała się porwać dalszym rozmyślaniom i nie zauważyła, że z jej kociołka zaczyna kipieć eliksir. Kiedy mikstura wylała się na biurko i zalała wszystkie jej rzeczy, zaklęła, czym zwróciła uwagę nauczyciela.

- Minus pięć punktów za słownictwo Granger.- powiedział nauczyciel i machnięciem różdżki zmniejszył ogień pod kociołkiem

Eliksir już nie wrzał, ale wszystko było zalane, a Hermiona syknęła z bólu, kiedy przez przypadek dotknęła poparzonej ręki. Snape okrążył biurko i stanął przed Gryfonką.

- Daj mi to zobaczyć.- wyciągnął rękę, ale Hermiona się cofnęła i ukryła swoją za plecami.

- Nic mi nie jest, profesorze.- odparła uspokajająco, lecz głos jej drżał, a w końcikach oczu powoli zbierały się łzy.

- Granger…- powiedział Mistrz Eliksirów i wziął ją za rękę.

Oparzenie nie wyglądało źle, ale musiało strasznie piec. Chwycił ją delikatnie za dłoń i zaczął ochładzać miejsce różdżką. Podszedł potem do jakiejś szafki i wyciągnął balsam na poparzenia.

- Usiądź.- rozkazał i Gryfonka usłuchała.

Wziął na palce trochę balsamu i zaczął wcierać w oparzenie na dłoni Hermiony. Brązowowłosa poczuła przebiegające przez jej kręgosłup dreszcze. Dotyk jego smukłych dłoni był tak delikatny, że Hermiona aż się zarumieniła.

Co ty wyprawiasz idiotko? Zachowuj się! To tylko Snape!- myślała, lecz nie mogła powstrzymać uczucia motylków w brzuchu. Gdyby wcześniej nie zwróciła uwagi na jego dłonie i ogólnie całe ciało, pewnie by się tak nie zachowywała. Wmawiała sobie, że jest nastolatką i, że to jej hormony tak szaleją. Tak, hormony wywołane dotykiem obcego mężczyzny. Nie mogła jednak powstrzymać myśli o tym, że mimo iż tak niewinny jest ten gest, to jaki przyjemny.

W końcu Snape przestał wcierać w jej oparzenie balsam i odezwał się:

- Czyli jednak twoją główną wadą jest rozkojarzenie, a nie brak umiejętności. Nie potrzebujesz korepetycji. Skupiaj się bardziej na tym, co robisz, a nie myśl o niebieskich migdałach!- powiedział Snape ze złością.

Zabierała mu cenny czas, mimo że nie potrzebowała żadnych dodatkowych lekcji. Mógł się tego spodziewać tylko po gryfońskiej dumie.

Hermionie na to stwierdzenie natomiast krew jeszcze bardziej napłynęła do twarzy, ale już nie z zawstydzenia. Od razu zapomniała o wcześniejszych rozmyślaniach i zaczęła się denerwować.

- Wszyscy Gryfoni są tacy sami. Zamiast skupić się na tym, co trzeba, myślicie o wszystkim innym. Wyjdź i nie zawracaj mi więcej głowy.

Ona natomiast, ku zaskoczeniu profesora, stała w miejscu i nie miała zamiaru się ruszyć. Snape już coś chciał powiedzieć, ale go wyprzedziła:

- Zamiast czytać gazetę, mógł pan po prostu mi pomóc.

- Przecież sama pani chciała, żebym nie patrzył. Jak wtedy miałbym to zrobić?

- Na pewno nie warcząc na mnie.- syknęła przez zaciśnięte zęby.

Snape aż się zaśmiał w myślach. Już druga kłótnia z Gryfonką tego dnia. Świat nie mógł być łaskawszy.

- Trzeba było patrzeć na eliksir, a nie na mnie.- powiedział z drwiną w głosie i skrzyżował ręce na piersi.

- Ja… Wcale nie… Jak pan może…- Hermiona sama nie wiedziała, jak ma na to odpowiedzieć.

Snape natomiast podszedł do niej wolno, pochylił się nad nią i spokojnym głosem powiedział:

- Czyżbym to ja panią tak dezorientował na zajęciach, panno Granger, że nie może się pani skupić?

Hermiona zobaczyła, jak jego kąciki ust lekko drgają w rozbawieniu i wściekła się jeszcze bardziej, ale nie mogła nic powiedzieć, gdyż twarz Snape'a była tak blisko niej, że z trudem oddychała. Opanowała się jednak i powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem:

- Chciałby pan.

Spodziewała się burzy z piorunami, tsunami i wybuchu wulkanu, ale on tylko się odsunął i kiwnął głową.

- Marnujesz tylko mój czas.- powiedział poważnie.- Jeśli naprawdę chcesz się czegoś nauczyć, możesz przygotowywać ze mną eliksiry dla Zakonu.

Gryfonce zakręciło się w głowie. On zmieniał nastrój jak rękawiczki, ale jego propozycja lekko połechtała jej dumę. Wiedziała, że dla Zakonu przygotowuje się mikstury o wiele bardziej zaawansowane niż na lekcjach szóstoklasistów, więc mogłaby się dowiedzieć czegoś nowego. Ale czy wytrzyma współpracę z nim? W sumie nie jest jakoś zobowiązana. Zawsze będzie mogła po prostu zrezygnować. Czuła jednak w tym podstęp.

- Naprawdę?

- A czy ja kiedykolwiek żartuję? Tak, naprawdę. Dumbledore chyba ostatnio oszalał z tymi miksturami, a ty mimo ostatniego tygodnia nie jesteś… No po prostu niech pani uzna, że to może być tylko pani i tyle. Ale ostrzegam, że będzie musiała pani robić wszystko, co jej każę, zrozumiane?

- Tak, panie profesorze, i z wielką chęcią.

- Tylko pod warunkiem, że przestaniesz się zachwycać moją osobą.- dodał zgryźliwie.

- Pff…- prychnęła i wyminęła Snape'a.

Hermiona pierwszy raz widziała, jak Mistrz Eliksirów robi miksturę od początku do końca. Robił to szybko, energicznie i z pasją, podczas gdy ona robiła to ślamazarnie i powoli. Pracował właśnie nad jakimś ulepszonym Eliksirem Zapomnienia, a ona robiła Wielosok. Nie był to jednak ten sam przepis, który udało jej się wykonać w drugiej klasie tylko także jakaś ulepszona i przyspieszona przez Snape'a wersja.

- Robiła kiedyś pani ten eliksir?- zapytał nauczyciel, nie przerywając pracy.

- Nie…- Hermionę zalał zimny pot.

Czyżby on wiedział? Ale w takim razie także się pewnie domyśla, skąd miałam składniki. Merlinie, ratuj!

- Doprawdy? A w drugiej klasie nie przyszło pani do głowy, żeby ukraść mi składniki i zrobić go na własną rękę?

- Ja… To znaczy… Skąd pan wie?

- Od Pottera. Kiedy miałem z nim zajęcia Oklumecji w zeszłym roku, dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy.

- Profesorze, przepraszam, ja naprawdę nie chciałam zabrać tych składników…

- Nie o to jestem zły.- powiedział, ale pozostawał spokojny.- To było skrajnie niebezpieczne. Proszę mi obiecać, że więcej nie będzie pani nic warzyła na własną rękę.

- Obiecuję i przepraszam.

- Co ty robisz?- zapytał się, gdy spojrzał na jej mizerne próby pocięcia korzenia cyjanu.

- Coś nie tak?- odpowiedziała pytaniem na pytanie Hermiona.

- Oczywiście, że coś nie tak. Robisz to źle.

- Jak mam robić to dobrze, jak nikt mnie tego nie nauczył, a przepis widzę pierwszy raz na oczy?

- Właśnie tym się różni zwykły czarodziej od Mistrza Eliksirów.

- Czym?- wypaliła Gryfonka, zanim zdążyła ugryźć się w język.

- A Minerwa mówi, że jesteś mądra…- westchnął Snape, lecz odpowiedział.- Mistrz Eliksirów zrobi miksturę doskonale nawet, jak widzi przepis pierwszy raz.

- Może pan po prostu pokazać, jak mam to pokroić?

Snape wziął następny korzeń i zaczął go energicznie siekać.

- Musisz to robić szybko i sprawnie.- tłumaczył.- Jak będziesz wolno kroić, to wszystko się rozpadnie.

Hermiona wzięła nowy składnik i spróbowała, ale wyszło tak samo- źle. Snape pokręcił głową z dezaprobatą.

- Nie. Znowu źle.

- Nie umiem.- powiedziała z rezygnacją Hermiona.- Może pan to pokroi, a ja to wrzucę?

- Nie ma takiej opcji. Chciałaś się uczyć, to się ucz.- powiedział i wrócił do swojego kociołka.

Hermiona znowu spróbowała i znowu jej nie wyszło. Snape westchnął, odłożył składnik, który właśnie miał zamiar wrzucić do swojej mikstury i stanął za nią. Złapał ją za ręce i ułożył swoje dłonie na jej. Hermiona cała się spięła, gdyż nauczyciel prawie ją obejmował, a twarz miał tuż przy jej twarzy. Znowu poczuła dreszcze tego dnia.

- Odpręż się.- rozkazał szeptem, a ona posłuchała.

Poddała mu się całkowicie. Kilkoma szybkimi ruchami wspólnie z nim pokroiła idealnie korzeń cyjanu. Po chwili Snape znów stał przy swoim stanowisku z obojętną miną. Ona jednak wciąż czuła jego zapach. Tak samo pachniało w jego kwaterach. Drzewem sandałowym i eukaliptusem. Ocknęła się jednak w końcu z odrętwienia i ponowiła pracę. Zapanowała cisza i była ona więcej niż niezręczna. Przynajmniej dla Hermiony, bo Snape wydawał się spokojny.

Po chwili jednak Hermiona kolejny raz miała problem ze składnikiem, który w jej mniemaniu przypominał rozgwiazdę. Miała odkroić i zmiażdżyć ramię macierzyste, ale dla niej wszystkie wyglądały identycznie. Oglądała składnik z każdej strony, ale za cholerę nie miała pojęcia, jak to zrobić. Po jakimś czasie dopiero zauważyła profesora, który przyglądał jej się z rozbawieniem.

- Bardzo śmieszne, proszę pana. Naprawdę.- odparła z wyrzutem.- Mógłby mi pan pomóc, a nie się podśmiewuje.

- Nie mogę ci pomóc w żaden sposób, Granger.

- Dlaczego nie?

- Bo to nie jest składnik, tylko pamiątka z wakacji profesor McGonnagall.

Hermiona wybuchła śmiechem i nie mogła się powstrzymać.

Czyli to jednak jest rozgwiazda!

Sobota przyszła tak niespodziewanie, że Hermiona nie zauważyła, że nie musi iść na lekcje. Dopiero, gdy zaglądnęła do planu zajęć, zdała sobie sprawę, że dzisiaj ma wolne. Jednak szybko dostała olśnienia. Sobota. Minął tydzień. Malfoy. Dowie się, jak poszła mu rozmowa ze Snape'em i po której stronie stoi ten podwójny szpieg. Po śniadaniu z głośno bijącym sercem szła w kierunku Pokoju Życzeń. Jasne, że chciała się dowiedzieć, że jest po ich stronie i nie mogłaby uwierzyć, gdyby było inaczej. Zwłaszcza po tym, jak zachowywał się wczoraj. Ale i tak się bała, że to może okazać się kłamstwem. Co wtedy zrobią? Pójdą do Dumbledore'a? Nie miała pojęcia, co w takim wypadku będzie myśleć, a co dopiero działać. Przeszła kilka razy pod pustą ścianą, wyobrażając sobie salon Malfoy'a. Gdy ukazały się drzwi, weszła do środka. Czekał na nią. Nie powitał jej, tylko obojętnie wpatrywał się w przestrzeń. Próbowała coś wyczytać z jego twarzy, ale nie znała Malfoy'a na tyle dobrze, by się domyślać, co czuje. Usiadła obok niego, a on zaczął.

- Nie mogę w to uwierzyć…

Mimo że jego twarz nic nie wyrażała, Hermiona już po jego głosie znała odpowiedź na dręczące ją pytanie.

- Nie.- powiedziała ostro.- To nie może być prawda.

- A jednak.- dopiero teraz chłopak popatrzył jej w oczy i zobaczyła w nich smutek.

Zalała ją fala niedowierzania, potem zaprzeczenia i na końcu dopiero niewyobrażalnego smutku.

- Opowiedz mi o wszystkim.- zdołała wydusić.

Malfoy opowiedział jej o tym, jak rozmawiał ze Snape'em. Tłumaczył mu swoje wątpliwości, a nawet wysnuł aluzję, czy aby nie opuścić grona Śmierciożerców. Ślizgon opisał, że Snape przez cały czas słuchania go nie wyraził ani jednej emocji. Był całkowicie spokojny i obojętny. Dopiero jak Draco skończył, powiedział mu, że takie wątpliwości są niedopuszczalne. Wytłumaczył, że Malfoy senior długo pracował na swoją pozycję w gronie Czarnego Pana i że jego syn nie powinien mu tego teraz zniszczyć. Upewnił go w tym, że to co robią jest jedyną słuszną drogą i kazał mu więcej o tym nie myśleć, potem go wyprosił.

Hermionie łzy stanęły w oczach. Czyli to wszystko dotychczas było grą? Jak on mógł tak ich oszukiwać? Był zły. Podły. Okrutny. Pożegnała się pospiesznie z Draco i wybiegła z pomieszczenia. Biegła przez całą drogę do dormitorium. Potem wspięła się po schodach i padła na łóżko. Łzy płynęły jej strumieniami po policzkach.