Rozdział 12
- Panno Granger, jest już dwunasta.
Hermiona jednak się nie ruszyła, tylko dalej robiła eliksir. Po chwili jednak się odezwała.
- Profesorze, nie sądzi pan, że skoro jestem teraz członkiem Zakonu, to mogłabym zostawać trochę dłużej?
Snape nic się nie odezwał, więc przyjęła to za zgodę.
Severus ukradkiem przyglądał się dziewczynie. Wcześniej nigdy nie sprzeciwiała się, żeby wychodzić wcześniej, więc myślał, że jest to jej na rękę. Nie sądził, że może chcieć zostać dłużej, zwłaszcza w jego towarzystwie. Musiał sam przed sobą przyznać, że zaczynał lubić tą dziewczynę i zależało mu na niej. Łączyła ich pewna niewidzialna nić porozumienia i w jej towarzystwie był bardziej sobą. Spojrzał, jak skupiona miesza w eliksirze. Ręką zaplotła za ucho zbłąkanego loka. Była taka niewinna, a jednocześnie czuć było od niej potężną magię. Mistrz Eliksirów szanował ją za jej nieprzeciętny intelekt. Taka młoda i inteligentna osoba nie zasługiwała na to, aby brać czynny udział w jakiejkolwiek wojnie.
Nagle poczuł przeszywający ból w lewej ręce i złapał się za przedramię. Gryfonka kątem oka zauważyła gwałtowny ruch ze strony profesora i spojrzała na niego.
- Idź do wieży.- powiedział cicho, lecz stanowczo.
- Profesorze, może mogłabym…- zaczęła Hermiona.
- Wynocha! Już!- krzyknął i machnięciem różdżki wyrzucił ją za drzwi.
Został wezwany. Hermiona nie miała czego tu szukać, więc podreptała do Pokoju Wspólnego.
Następnego dnia podczas śniadania szukała go wzrokiem, ale nie pojawił się. Później był obecny jednak na obiedzie i to trochę uspokoiło Gryfonkę. W końcu nie pierwszy i nie ostatni raz stanął przed Voldemortem i wyszedł z tego cały. Taką przynajmniej miała nadzieję, choć jego wyraz twarzy wyrażał, że jest w kiepskim humorze. Teraz i tak miała inne zmartwienia. Musiała pomówić z Draco, więc umówiła się z nim wieczorem w Pokoju Życzeń.
- Co takiego ważnego masz zamiar mi powiedzieć? Chyba nie przejmujesz się moim ojcem chrzestnym?
- Nie, nie o to chodzi, a dlaczego pytasz?
- Myślałem, że zauważyłaś w nim zmianę. Wczoraj Voldemort go trochę poturbował za to, że nie powiedział mu wcześniej, iż Złote Trio zostanie przyłączone do Zakonu Feniksa.
- Ale chyba nic mu nie jest?
- Nie. On jest twardy, więc daje sobie radę sam, mimo że wczoraj wyglądał jak śmierć. Teraz dokucza mu tylko ból głowy i kilka siniaków… Ale jeśli nie chciałaś o nim gadać, to o czym?
- Jakiś czas zastanawiałam się, czy ci o tym powiedzieć, ale chyba podniesie cię to trochę na duchu... Podobasz się Lunie.
- Co?!
- Nie co, tylko kto. Ty. Podobasz. Się. Lunie. Myślałam, że to dobra wiadomość?
- Ale skąd masz mieć pewność? Powiedziała ci?
- No, niezupełnie. Bardziej to wyczułam, ale nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Cały czas, gdy na ciebie ukradkiem zerka jej oczy świecą się, jakby były zaczarowane i rumieni się lekko, gdy przechodzisz koło niej.
- Jesteś tego pewna, bo nie chce wyjść na głupca?
- Czemu miałbyś wyjść na głupca?
- No, wiesz w Halloween jest ta impreza w Trzech Miotłach w Hogsmead i chcę ją zaprosić. Ale co jak mi odmówi?
- Nie odmówi, zaufaj mi.
- A ty z kimś idziesz?
- Chyba nie...
- No, tak… Bo ten, z którym chciałabyś pójść, pewnie nie przyjdzie.- Draco puścił do Gryfonki oczko.
- Przestań. A żebyś wiedział, że z kimś przyjdę.
- Przyjmuję zakład.
- To nie jest żaden zakład!
- Boisz się, że przegrasz?
- Okej. Jak chcesz, to może to być zakład.
- A jaka będzie moja nagroda, jak wygram?
- A co chcesz?
- Jak wygram, to będziesz miała do wykonania zadanie.
- Jakie zadanie?
- Tego się dowiesz później.
- A jak ja wygram, to będziesz musiał pocałować na imprezie Lunę.
- Cooo?! Chyba sobie żartujesz?
- Nie, umowa stoi?
- Stoi.
To straszne! Wręcz potworne! Jutro ma się odbyć impreza i dostali nawet pozwolenie od dyrektora, aby iść, a ona nadal nie ma partnera! Harry szedł z Ginny. Ron z Lavender. Nawet Neville znalazł osobę towarzysząca... No i Draco szedł z Luną. Była przy tym, jak on ją zaprosił, a ona się od razu zgodziła i uciekła. Harry i Ron próbowali jej to wyperswadować, nawet Ginny była wszystkiemu przeciwna, ale Luna była uparta i postanowiła iść ze Ślizgonem, a Hermiona się z tego powodu bardzo cieszyła. Tylko wciąż pozostawał problem z jej partnerem. Dean, Seamus, wszyscy zajęci. Szukała nawet kogoś z młodszych klas, ale doszła do wniosku, że tak nisko, to jeszcze nie upadła. Jak przegrać, to chociaż z honorem. Prawda…?
Ubrała się jako tako, ani ładnie ani zwyczajnie. Ciemne obcisłe dżinsy, ciemnogranatowa koszulka z szerokimi rękawami, srebrny naszyjnik z koniczynką i trampki. Pomalowała oczy na ciemno, a usta bezbarwnym błyszczykiem. Idealnie na sobotnie wyjście. Przyjrzała się sobie krytycznym okiem w lustrze i doszła do wniosku, że wygląda trochę, jak niedoszła gwiazda rocka. Zeszła do Sali Wejściowej i zobaczyła tłum uczniów. Chyba wszyscy z piątego, szóstego i siódmego rocznika mieli zamiar iść na tą imprezę. W tłumie odnalazła przyjaciół. Ginny stała i rozmawiała z Luną, a Ron, Lavender i Harry rzucali nienawistne spojrzenia w kierunku towarzysza Krukonki. Hermiona przywitała się ze wszystkimi, a Draconowi tylko kiwnęła nienawistnie głową. To jeszcze nie był czas na ujawnienie ich przyjaźni.
- Hermiono wyglądasz zjawiskowo.- powiedziała Gin, a Luna pokiwała ze zgodą głową.
- A gdzie twoja osoba towarzysząca, Granger?- tym razem to odezwał się Ślizgon.
- Dla Twojej wiadomości, Malfoy, nie muszę mieć osoby towarzyszącej, żeby się dobrze bawić.- odparła Hermiona ostro i zobaczyła w oku przyjaciela błysk triumfu.
Nagle w sali zapanowała cisza i wszystkie głowy odwróciły się w stronę drzwi wyjściowych. Stała tam profesor McGonnagall, Snape i dyrektor. Nie mogli przecież puścić takiej masy uczniów bez opieki poza bramy Hogwartu.
- Przed waszym wyjściem musimy ustalić kilka zasad.- zaczął dyrektor.- Idziecie wszyscy razem i wracacie wszyscy razem. Nikt nie może opuszczać Trzech Mioteł pod groźbą wyrzucenia ze szkoły. O godzinie pierwszej w nocy będzie zbiórka i razem z nauczycielami wrócicie do szkoły. Profesor McGonnagall i profesor Snape zgłosili się na ochotników, aby wszystkiego upilnować i czuwać nad waszym bezpieczeństwem.
- Kto się zgłosił, ten się zgłosił.
Pierwsze rzędy uczniów i w tym piątka Gryfonów, Ślizgon i Krukonka mogli usłyszeć prychnięcie Mistrza Eliksirów. Hermiona nie miała nic przeciwko profesor transmutacji, ale czy to musiał być także Snape? Dlaczego ona ma zawsze takiego pecha?
- A zatem miłej zabawy!- zakończył dyrektor, jakby nie słyszał kolegi obok i otworzył drzwi, przez które zaczął wylewać się tłum uczniów.
Gdy dotarli na miejsce Hermiona była urzeczona dekoracjami. Pod sufitem było zawieszonych ze sto wydrążonych dyń ze świecami wewnątrz, a orkiestra była przebrana za wymyślne stwory. Po lewej stronie na przeciwko okien był stół z przekąskami, a właśnie pod oknami stało kilkanaście krzeseł. Było bardzo dużo miejsca do tańczenia, ale w dwóch kątach leżało kilkanaście poduszek, na których grupki uczniów mogły usiąść i rozmawiać miedzy sobą. Lavender i Ginny wzięły od razu chłopaków za ręce i pobiegły z nimi tańczyć, a Luna i Malfoy usiedli na krzesłach. Hermiona doszła do wniosku, że chwilę może posiedzieć z nimi.
- Hermiono nie tańczysz?- zapytała Luna.
- Nie, muszę porozmawiać z Draco.- Luna zdziwiła się lekko, więc Hermiona zaczęła tłumaczyć.
- Jesteśmy przyjaciółmi, ale zaistniały pewne okoliczności, przez które inni nie mogą się o tym dowiedzieć.
Luna spojrzała na Draco, a on potwierdził.
- To ja zostawię was na chwilę samych.
- Luna, przepraszam.
- Nie ma sprawy, Draco. Nie gniewam się... Zaraz wrócę. Idę na chwilę do stołu, może coś wam przyniosę. - uśmiechnęła się do Malfoy'a, a ten odwzajemnił jej się tym samym.
Zostali sami, a Hermiona westchnęła.
- Będziecie wspaniałą parą.
- Jak to parą?- wystraszył się Ślizgon.
- No, a nie chcesz?
- No przecież wiesz, że chcę, ale nie wiem czy ona by chciała... Ale nie będę jej pospieszał. A tak w ogóle to wygrałem!
Hermiona udała obrażoną.
- To jakie jest to twoje zadanie?
- Ależ bardzo proste, musisz dać mojemu ojcu chrzestnego na święta prezent.
- Chyba sobie kpisz?! Nie ma mowy!
- Zakład to zakład, a ty przegrałaś.
- Wiedziałam, że z wami Ślizgonami nie można się zadawać.
- Bo jesteśmy tacy podstępni?
- Nie, bo jesteście tacy okrutni.
Impreza trwała a Hermiona robiła się mecząca. Była dopiero dwudziesta druga, więc została jeszcze masa czasu do końca. Przetańczyła z dziewczynami kilka piosenek, ale już nie miała ochoty. Przyglądała się wirującym parom, gdy podszedł do niej Harry.
- Hermiono, widziałaś? Przyszli Syriusz i Tonks. Podobno mają nas ochraniać jako członkowie Zakonu.
- Naprawdę?
Ale Harry nie zdążył odpowiedzieć, gdyż zabrzmiała jakaś wolna piosenka i Ginny wywlekła go na parkiet. Wszyscy jej przyjaciele tańczyli, a ona jako jedna z nielicznych bez pary siedziała i się przyglądała.
- Może zechciałaby panienka zatańczyć?
Podszedł do niej Syriusz i z szelmowskim uśmiechem wyciągnął do Hermiony rękę.
- Z przyjemnością.- odpowiedziała Gryfonka chichocząc i podała Syriuszowi dłoń.
Tańczyli, rozmawiając wesoło.
- Jak się bawisz, Hermiono?
- W porządku, tylko robię się już trochę zmęczona.
- Może usiądziemy wobec tego, a ja przyniosę coś do picia?
- Brzmi świetnie.
Hermiona usiadła na jednej z kilkunastu poduszek, a Syriusz zniknął w tłumie. Po chwili wrócił z dwoma kielichami, z których jednego podał Gryfonce.
- Co to jest? Nie pachnie jak sok dyniowy.
- Wi8no.
- Syriuszu, nie mogę pić alkoholu.- syknęła Hermiona w stronę animaga.
- Ale nie jesteś w szkole, a to tylko trochę. Nikt się nie dowie, a ty się rozluźnisz.
- No… Dobrze…- Hermiona zanurzyła usta w bordowym napoju i doszła do wniosku, że jej smakuje.
Było to wino półsłodkie i, choć ona zawsze wolała białe, to było najlepsze jakie piła. Rozmawiali tak jeszcze z jakieś dwie godziny, a Syriusz co jakiś czas przynosił im coś do picia i do jedzenia. Przyjaciele Hermiony zauważyli, że świetnie się bawi, więc podeszli tylko, aby przywitać się z Syriuszem i zostawili ich w spokoju. Po jakimś czasie jednak Hermiona stwierdziła, że chyba się upiła. Nie pamiętała, ile wypiła tego wina, bo Black ciągle jej coś przynosił.
- Chyba nie za dobrze się czuję.- powiedziała.
- Może odprowadzę cię do zamku?
- Nie mogę opuszczać Trzech Mioteł.
- Na pewno mogę cię odprowadzić, a powiemy, że źle się czułaś, bo to prawda. A beze mnie poradzą sobie jakoś, nie będzie mnie raptem pół godziny.
- Jeśli tak sądzisz...
- Pewnie, chodź.- zaczęli zbierać się do wyjścia.- Poza tym, jeśli grozi wam jakieś niebezpieczeństwo, to starczy jeden animag. Nie sądzę, żeby potrzebny był i kot i pies.
Hermiona zaczęła się śmiać i oboje w wyśmienitych humorach opuścili Trzy Miotły, by od razu wpaść na Mistrza Eliksirów.
- Black. Granger. Co tu się wyrabia? Uczniom nie można chodzić w nocy po Hogsmead.
- Hermiona źle się poczuła, Smarkerusie, więc odprowadzę ją do zamku i zaraz wrócę.
- Źle się poczuła?- zapytał Snape i zlustrował wzrokiem lekko chyboczącą się Hermionę. Właśnie widzę... Skoro tak jest, to może ja ją odprowadzę do Pomfrey.
- Nie trzeba.- powiedział Syriusz i zaczęli odchodzić w stronę zamku.
Nagle Snape złapał Syriuszu za ramię.
- Jeśli coś jej się stanie...- powiedział tak cicho, aby Hermiona nie usłyszała, ale głosem obiecującym długą i bolesną śmierć.
- Od kiedy to Smarku troszczysz się o uczniów?
- Od kiedy taki kundel jak ty wałęsa się po moim terenie.
- Chodźmy już, Syriuszu…- powiedziała Hermiona, ciągnąc animaga za rękę.
Syriusz uśmiechnął się triumfująco do Snape'a i podążył za Gryfonką. Severus patrzył za nimi póki nie stracił ich z oczu za pierwszym zakrętem.
Hermiona przez całą drogę słuchała monologu Syriuszu, ale mało z tego wszystkiego docierało do niej, bo prawie zasypiała na stojąco, a w zasadzie to na idąco. Gdyby nie ramię Blacka, pewnie dawno już by się położyła na ziemi i po prostu zasnęła. Jednak jakoś w końcu dotarli do wieży Gryffindoru.
- Dziękuję Syriuszu za odprowadzanie i dotrzymanie mi towarzystwa na zabawie. Było świetnie.
- To ja dziękuję, Hermiono.- powiedział Syriusz i zbliżył się do Gryfonki.- Jesteś wspaniałą dziewczyną i to był uroczy wieczór.
Potem zbliżył twarz do twarzy Hermiona i delikatnie pocałował jej usta. Hermiona była tak pijana, że odwzajemniła pocałunek, a potem uśmiechnęła się, powiedziała „dobranoc" i weszła do Pokoju Wspólnego.
Syriusz był wielce z siebie zadowolony. Nie wiedział czy robi dobrze, całując Gryfonkę, ale najwyraźniej jej też się to podobało. Wracał do Hogsmead, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Jutro musi się z nią koniecznie umówić. Co z tego, że była młodsza o prawie dwadzieścia lat. Była piękna, inteligentna i dowcipna. Kiedy będzie starsza, każdy czarodziej będzie się starał o jej rękę. Był już przed Trzema Miotłami i zobaczył Snape'a, który stał i czekał na jego powrót.
- Moja mała Hermiona jest już cała i zdrowa w dormitorium Smarku.
- Ona nie jest niczyją własnością, a tym bardziej twoją.- warknął Mistrz Eliksirów.
- Zobaczymy…- odpowiedział Syriusz i wszedł do środka zostawiając Snape'a z jeszcze bardziej zmartwioną miną niż wcześniej.
Hermiona obudziła się z potwornym bólem głowy, który przez wszystkich nazywany jest potocznie kacem. Kręciło jej się w głowie i czuła się jakby żołądek wywrócił jej się na druga stronę. Otworzyła oczy, lecz od razu je zamknęła. Światło było nie do zniesienia. Gdy brzuch jako tako jej się uspokoił, ponownie spróbowała otworzyć oczy. Skutek był ten sam, ale dała radę się podnieść. Było już po śniadaniu, więc w sumie nie miała po co podnosić się z łóżka do obiadu. Na szafce nocnej znalazła list. Wzięła go i zaczęła czytać.
Hermiono,
ta noc była jedną z najwspanialszych w moim życiu.
Mam nadzieję, że dla Ciebie też było to coś niezwykłego.
Chciałbym się spotkać z Tobą,
kiedy będzie wyjście do Hogsmead w połowie listopada.
Całuję.
Syriusz
Merlinie, co jest grane? No, tak upiła się, a Syriusz ją pocałował. Ona przecież nawet się nie sprzeciwiła! Musi mu powiedzieć, że to było nieporozumienie. No i jeszcze Snape widział, jaka jest pijana! To będzie najgorszy dzień na świecie... Ma przecież wieczorem robić z nim eliksiry. Grrr...
Na obiedzie Gryfonka tylko lekko skubnęła trochę sałatki, bo wydawało jej się, że jakby zjadła cokolwiek innego, to i tak to zwróci. Choć ból głowy trochę przeszedł, to w żołądku nadal jej się kręciło. Powinna odpisać na list Syriusza, ale na razie nie miała do tego głowy. Na dzisiaj miała zaplanowaną jeszcze oklumencję i eliksiry. Draco będzie sobie z niej stroił żarty, a Snape będzie nie do zniesienia. A ona w najlepszym przypadku się porzyga. Z miną oznajmiającą wszystkich o niezbyt dobrym samopoczuciu powędrowała w kierunku Pokoju Życzeń. Draco już czekał, a gdy ją zobaczył wybuchnął śmiechem.
- Co jest niby takiego we mnie zabawnego?- zapytała zimno Hermiona.
- Sam nie wiem...- zamyślił się Ślizgon.- Może to, że Black cię wczoraj upił i wyglądasz jak siedem nieszczęść.
- Zamknij się. Zabierajmy się lepiej do pracy.
- Masz kaca? Może powinnaś iść do naszego kochanego Mistrza Eliksirów po jakiś specyfik na te dolegliwości?
- Jasne, teraz tylko o tym marzę. Aby zbłaźnić się przed twoim ojcem chrzestnym.
- To może ja pójdę?
- Daj spokój, poradzę sobie.
- Jak chcesz... Gotowa?- zapytał Draco, celując w przyjaciółkę różdżką.
- Jak zawsze.- odpowiedziała.
- Legilimens.
Hermiona starała się, jak mogła, ale kolejny raz nie udało jej się wypchnąć Malfoy'a z umysłu i wylądowała na kolanach. Z bólem w sercu widziała, jak Draco ogląda wspomnienia z wczorajszego wieczoru, ale na szczęście nie skomentował tego, tylko pomógł jej wstać. Nie chciał jej dzisiaj dogryzać ze względu na jej stan, za co była mu ogromnie wdzięczna, ale wiedziała, że nie odpuści i przy najbliższej okazji poruszy ten temat.
Po jak zwykle mało wnoszącej lekcji oklumencji Hermiona skierowała się do lochów na spotkanie z diabłem. Zapukała cicho i weszła do prywatnego laboratorium Snape'a.
- Spóźniłaś się.- powiedział niezbyt miło i wskazał jej miejsce obok siebie.
Hermionie zakręciło się w głowie przez opary z eliksiru profesora i runęłaby jak długa na ziemie, gdyby nie przytrzymała się stołu. Zaczęła warzyć Veritaserum, ale z każdym kolejnym składnikiem czuła się jeszcze gorzej. Większość ingrediencji miało nieprzyjemny zapach i Gryfonce chciało się wymiotować.
- Weź to.- powiedział Mistrz Eliksirów, wręczając jej małą buteleczką.
Zobaczył jej zdziwione spojrzenie i od razu wytłumaczył.
- To mikstura na bazie wodnorodków. Jesteś odwodniona. Po zażyciu powinnaś poczuć się lepiej.
- Dlaczego pan to robi, profesorze?- wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
- Bo nie chcę, żebyśmy przez twoją głupotę wylecieli w powietrze. To co robisz w wolnym czasie, to twoja sprawa, ale jeśli będziesz niedysponowana w pracy, więcej cię tu nie wpuszczę.
Hermionę trochę to zabolało. Myślała, że się o nią troszczy, ale najwyraźniej się pomyliła. Nigdy nie będzie miała okazji zbliżyć się chociaż trochę do Mistrza Eliksirów. Może warto by spróbować wtedy z Syriuszem i wybić sobie posępnego Snape'a z głowy. To chyba był dobry pomysł.
