Rozdział 13

Nastał poniedziałek, a Hermiona pisała list do Syriusza. Starała się pisać wprost i nie ukrywać swoich uczuć.

Drogi Syriuszu...

Nie, to chyba zbyt oficjalnie.

Kochany Syriuszu...

Ale przecież ona go nie kocha. Jeszcze...

Syriuszu...

Dostałam Twój list i...

No, właśnie i co? Zachwyciłam się? Zdziwiłam? Hmm...

I postanowiłam odpisać. Twoje wyznania były…

Dziwne? Nie na miejscu?

Nietypowe i mnie zaskoczyły trochę, lecz postanowiłam, że spotkam się z Tobą w wyznaczonym terminie. Porozmawiamy i poznamy się na nowo.

Chyba jednak nie.

Spróbujemy czegoś nowego. Nie jestem pewna...

No, w zasadzie to jestem.

Czy czuję do Ciebie to samo, co ty do mnie, ale warto spróbować, gdyż jesteś czarodziejem, który nie jest mi obojętny. Spotkajmy się przed Miodowym Królestwem 13 listopada około 14.

Całuję i pozdrawiam,

Hermiona.

Chyba wszystko wyszło nawet w porządku, więc tylko zaadresować i wysłać. Coś jednak ją dręczyło. Nie była w tym wszystkim szczera, ale jak niby miała mu powiedzieć, że podoba jej się ktoś inny zwłaszcza, że jest to osoba niezbyt przez niego lubiana i, że to właśnie z nim i z nikim innym, chciałaby planować coś większego. Ale tego napisać oczywiście nie mogła.

Siedziała na Transmutacji i czytała odpowiedź od Syriusza. Pisał, że ucieszył się na jej list i jest szczęśliwy, że chce się z nim spotkać w Hogsmead za dwa tygodnie. Była zadowolona. Nie szczęśliwa, ale zadowolona. W końcu ruszy jakoś naprzód ze swoim życiem miłosnym. No, w sumie to kiedyś był Krum i potem przez jakiś czas Ron, ale w pierwszym i drugim przypadku wiedziała, że to tylko chwilowe zauroczenie i nie będzie z tego nic więcej. A z Syriuszem mogło to być coś więcej. Mogło, ale czy będzie? Tego nie wie. Był on jednym z niewielu, który pokazał jej, że może być kimś więcej niż kujonowatą uczennicą. Że może być kobietą godną starszego czarodzieja. I to jej się podobało. Czarownica, a nie czarodziejka. Zasadniczą różnicą między tymi dwoma rodzajami jest wiek, ale nie tylko. Czarodziejka z reguły jest mniej doświadczona niż czarownica i uważa się to określenie jako w pewnym przypadku ułomność. Jeśli kobietę w średnim wieku ktoś nazwie czarodziejką, uchodzi to za obrazę. No, ale wracając do tematu, to Syriusz był czarodziejem, na którym młoda czarownica na prawdę nie mogła chociaż na chwilę nie zatrzymać wzroku. Był starszy, ale nie stary, przystojny i do tego zabawny, inteligentny i na ten swój specyficzny sposób miał image rozrabiaki, co kochały wszystkie dziewczyny. Ale Hermiona jednak miała swój innym ideał, który pociągał tylko niewiele kobiet. Ona wolała czarodziejów tajemniczych i trochę mrocznych. No i jej intelekt był na poziomie nieprzeciętnym, więc podziwiała mężczyzn nad wyraz genialnych. A taki był właśnie Mistrz Eliksirów. Skryty i przez to jeszcze bardziej niedostępny i pociągający. Ale był poza jej zasięgiem. Nawet, gdy jest uznawana za najmądrzejszą czarownicę swojego pokolenia, to i tak w jego oczach jest tylko inteligentną uczennicą. I tym pozostanie. Więc, nawet jeśli szanuje jej umysł, jest od niego o prawie dwadzieścia lat młodsza i na pewno znalazłby, jeśliby chciał, kobietę starszą od niej i o wiele mądrzejszą. Dlatego Hermiona postanowiła o nim zapomnieć i dać szansę Syriuszowi, który docenia to jaką jest. Bo czasem niestety bywa tak, że jak się nie ma to, co się lubi, to się lubi to, co się ma, a Hermiona bardzo lubiła Syriusza i dlatego spróbuje.

Syriusz okazał się gentelmanem, więc już zarobił u niej plusa na samym początku. Poszli na kawę do jakiejś restauracji. Przepuścił ją w drzwiach i odsunął jej krzesło. Niby nic takiego, ale na kobiecie robi wrażenie. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. O planach na przyszłość Hermiony, o uniewinnieniu Syriusza i o tym, co ostatnio bliźniacy umieścili w swoim sklepie. Miło spędzali czas, który im szybko zleciał. Syriusz odprowadził potem Hermionę do bram Hogwartu i po krótkim niewinnym pocałunku rozeszli się w swoje strony.

Był to udany dzień i Hermiona była zadowolona. Do ferii świątecznych został tylko miesiąc, więc musiała zacząć się uczyć. Chciała skończyć semestr z jak najlepszymi ocenami i w końcu żaden problem nie odwracał jej uwagi od nauki. Miała się spotkać jeszcze z Syriuszem za dwa tygodnie o tej samej porze, a potem tuż przed świętami. Wszystko zapowiadało się znakomicie, aż do pewnego wieczoru w Pokoju Życzeń.

- Widzę, że cała w skowronkach chodzisz od jakiegoś tygodnia. Czy to zasługa twojego nowego zwierzaka?

Hermiona pokazała tylko Draconowi język i obojętnie wzruszyła ramionami.

- Czyli wszystko się między wami układa?- drążył temat Ślizgon.

- Tak, Syriusz jest wspaniały. Piszemy do siebie non stop.

- Gratulacje.- powiedział z sarkazmem Malfoy.

- Słuchaj Draco, wiem, że nie lubisz Syriusza, ale jesteśmy teraz ze sobą, a ty jesteś moim przyjacielem, więc mógłbyś chociaż udawać, że go tolerujesz.

- Nie wydaje mi się. A gdzie spędzasz Święta Bożego Narodzenia?

Hermiona dostrzegła przebiegły błysk w oku przyjaciela i w zatrzymała filiżankę z herbatą w połowie drogi do ust.

- Chyba w Norze, a co?

- A nie, nic. A Kundel będzie z wami?

- Mówiłam już, żebyś go tak nie nazywał. Ma na imię Syriusz. Chyba będzie… Draco, powiesz, o co ci chodzi?

- Nie, nie, o nic. A kupiłaś już prezenty dla wszystkich?

- Mam zamiar kupić za tydzień w Hogsmead, jak spotkam się z Syriuszem.- odpowiedziała spokojnie Hermiona i upiła łyk herbaty.

Draco tylko na to czekał, więc od razu zaatakował.

- A więc wybierzesz razem ze swoim Syriuszem prezent dla mojego ojca chrzestnego?

Hermiona zakrztusiła się herbatą i cała zawartość jej ust wylądowała na podłodze. Draco w tym czasie też się krztusił, ale raczej ze śmiechu.

- Na Merlina!-powiedziała, gdy przestała kaszleć.- Zupełnie o tym zapomniałam.

- Tak też myślałem.

- Czy naprawdę muszę mu kupować ten prezent?

- Zakład to zakład. Ty byś mi kazała pocałować Lunę.

- A właśnie, jak wam się układa?- wyszczerzyła się w stronę Ślizgona.

- Nie zmieniaj tematu. Wiesz chociaż, co mu kupisz?

- Nie mam pojęcia. Nawet o tym nie myślałam. A ty, co mu kupujesz?

- Sam nie wiem. On jest strasznie wybredny, jeśli chodzi o takie rzeczy. Zawsze ojciec coś mi poleca.

- To będzie chyba najtrudniejsze. On lubi tylko eliksiry i książki, a przecież nie kupię mu kolejnej książki o eliksirach.

- Twój chłoptaś pomoże ci coś wybrać.- zakpił Draco.

- No i kolejny problem. Przecież jak Syriusz dowie się, że kupuję prezent dla Snape'a to się wścieknie. A życie mogło być takie piękne.- załamała się Gryfonka i oparła głowę na dłoniach.

- Tak, wiem, wiem. Gdyby takie gnidy jak my, Ślizgoni, nie chodziłyby po świecie.- powiedział Draco i uśmiechnął się do przyjaciółki.

Severus Snape zwyczajowo w sobotnie popołudnie siedział w swoim gabinecie i sprawdzał ostatnie przedświąteczne eseje. Mimo że czytał tam o samych głupotach, to było coś, co go trochę chociaż odprężało. Przynajmniej nie musiał myśleć o swoich śmierciożerczych sprawach, tylko skupiał się na roli nauczyciela. Nadszedł jednak czas, gdy odłożył na kupkę ostatnią sprawdzoną pracę. Schował wszystkie pergaminy do szuflady i spojrzał na zegar. Do kolacji miał jeszcze godzinę, a potem jeszcze godzinę do przyjścia Granger. Dzięki niej, a może i przez nią miał o wiele za dużo teraz wolnego czasu. Wspólnie mogli zaopatrzać we wszystkie mikstury i Pomfrey i Zakon. On jedynie sam musiał teraz robić eliksiry dla Jaszczura. Mistrz Eliksirów lubi być zajęty. No, może nie tak jak na początku semestru, ale nienawidzi nie mieć co ze sobą zrobić. A do tego zbliżały się jeszcze te cholerne święta. Minerwa zostaje w szkole, ale Remus wybiera się do Nory i całej bandy rudzielców. Zaproponował Snape'owi, żeby wybrał się razem z nim, ale on musiał kategorycznie odmówić. Nie sprawiłoby mu to żadnej przyjemności, a na pewno dostarczyłoby bólu głowy. Poza tym, jak co rok, musi się pojawić w święta w Malfoy Manor na kolacji wydawanej przez Czarnego Pana i słuchać jego wspaniałych zapowiedzi na przyszły rok. Tak, Święta Bożego Narodzenia to coś, co Severus Snape uwielbia ponad wszystko… Litości…

Jego rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.

- Wejść.- powiedział stanowczo, a w progu ukazała się osoba, której Severus ostatnio miał już naprawdę dosyć.- O co chodzi panno Parkinson.- zapytał najspokojniej jak umiał, chociaż dokładnie wiedział, o co jej chodzi.

- Nie mogę znaleźć znowu Draco. Co tydzień od początku semestru znika popołudniu w każdą sobotę i niedzielę i nikt nie może go znaleźć. Myślałam, że spotyka się z tą Krukonką, ale widziałam ją w bibliotece. Martwię się o niego... Chyba najwyższy czas, żeby coś zrobić.

- Ja się tym zajmę. Dziękuję, panno Parkinson.

- To ja dziękuję, profesorze.- powiedziała Pansy i wyszła z gabinetu.

Przebrała się miarka. Draco musi być częściej widziany w szkole. Za dużo czasu spędza z Granger w Pokoju Życzeń.

Snape wstał, wyszedł z gabinetu i okrężną drogą powędrował w kierunku Pokoju Życzeń. Specjalnie wybrał inną drogę na wypadek, gdyby ta cała Parkinson chciała sprawdzić, gdzie idzie. A tak, to wyglądało, że idzie do dyrektora. Gdy był przed Pokojem Życzeń, rzucił tylko zaklęcie sprawdzające, czy nikogo nie ma w pobliżu, a gdy ukazały się drzwi, wszedł do środka. Od progu go zamurowało. Zobaczył Dracona, który klęczy na podłodze i ostatkami sił próbuje przedrzeć się do umysłu Granger. A ta niewzruszona stoi nad nim, jak gdyby nigdy nic. Słyszał od swojego chrześniaka, że dziewczyna ostatnio zrobiła duże postępy, ale tego się nie spodziewał. Istny cyrk! Poczekał, aż Malfoy się podda, a gdy to nastąpiło odchrząknął.

- Profesorze.- zaczęła zaczerwieniona Gryfonka.- Nie wiedziałam, że pan tu jest.

- Jest znakomita, prawda wuju? Mówiłem ci, że zrobiła duże postępy.

- Ujdzie.

- Ujdzie? Dzisiaj przez cały dzień próbuję przebić się przez jej obronę i nie mogę. Teraz możemy przejść na kolejny etap.

- Nie będzie takiej możliwości.

- Jak to?- zdziwił się Draco.

- O ile ludzie nie pytają, gdzie się przez cały weekend podziewa Granger, bo wszyscy wychodzą z założenia, że jest w bibliotece, to o ciebie jednak pytają. Koniec lekcji oklumencji.

- Ale nie możemy teraz, kiedy ona jest już taka dobra, jeszcze tylko kilka miesięcy, a będzie na moim poziomie.

- Nie ma takiej opcji. Nie możemy ryzykować, że ktoś się dowie, po której stronie jesteś.

- Dobrze nie będę jej już uczył.

- Ale…- zaczęła Hermiona, ale Draco uciszył ja gestem dłoni.

- Ty to będziesz teraz robił, wuju.

- Nie zgadzam się.

- Sam mówiłeś, wręcz narzekałeś, że masz teraz tyle wolnego czasu, więc możesz go wykorzystać, aby pouczyć Hermionę.

- Nie.

- A może zapytamy o zdanie dyrektora.- Draco wiedział, że tymi słowami przekroczył granicę, nawet Hermiona, która przysłuchiwała się całej rozmowie, o tym wiedziała, ale był to jedyny sposób na złamanie Snape'a.

- Nie ośmielisz się.

- Chcesz się przekonać?- powiedział Draco.

Wóz albo przewóz. Wiedział, że jak opisze dyrektorowi umiejętności Hermiony, to sam nakaże Mistrzowi Eliksirów jej nauczania.

- Zgoda, ale na moich warunkach. Ty wymyśl jakąś bajkę dla Ślizgonów, a ty Granger chodź ze mną.

Szli najmroczniejszymi korytarzami Hogwartu, a Hermiona nie miała bladego pojęcia, co ją czeka. Kiedy jednak Snape otworzył przed nią drzwi do jego komnat, zaczęła się bać.

- Siadaj.- powiedział, pokazując na krzesło przy biurku, sam jednak nie usiadł, tylko stanął, górując nad nią.- Nie sądzę, żebyś była taka dobra.- powiedział, nie siląc się na delikatność.- Nikt nie zrobiłby takich postępów w tak krótkim czasie.

- Myli się pan-. wtrąciła Hermiona.

- Nie przerywaj mi.- powiedział wściekle Snape.- Jak szybko od zera przeszłaś do perfekcyjności? W jedną lekcję? Dwie? Otóż Draco kłamie, a ja wiem dlaczego. Wiedział, że ludzie pytają o niego i wiedział, że niedługo będziecie musieli to przerwać. Postanowił więc uknuć intrygę. Ty będziesz wyglądała na cudownie zdolną, a ja będę cię uczył. Draco domyślał się, że się nie zgodzę. Jeśli poszedłby z tym do dyrektora, on i tak by przydzielił mi ciebie. Żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik, mamił mnie pochwałami o tobie już od jakichś dwóch tygodni, ale wiedział, że się nie nabiorę, więc robił to przy Dumbledorze. Nie jesteś cudotwórczynią i nie umiesz jeszcze nic, a tego, co cię nauczył Draco, mógł cię nauczyć ktokolwiek, kto ma jakiekolwiek pojęcie o oklumencji, dlatego nie zadzieraj głowy tak wysoko, bo ze mną praca nie będzie przypominała weekendowej herbatki z przyjacielem w Pokoju Życzeń. Jasne?

- Kłamie pan. Draco by czegoś takiego nie zrobił.

- Myślisz, że jak znasz go kilka miesięcy, to wiesz jaki jest. Otóż ja go znam od urodzenia i jest mistrzem manipulacji dokładnie tak samo jak jego ojciec czy ja.

- To nie jest prawda!- Hermiona cały czas upierała się przy swoim, ale czuła, że to, co mówi Snape zaczyna mieć sens, w końcu sama się zdziwiła, że nagle coś jej się zaczęło udawać.

- Chcesz dowodu, proszę bardzo. Legilimens.- Snape wycelował różdżką w Hermionę tak szybko, że ona nie zdążyła zareagować.

Poczuła cudzą obecność w swoim umyśle, ale było to zupełnie inne odczucie niż to, jak Draco to robił. Snape był bardziej delikatny i dokładnie wiedział, co robi, podczas gdy Draco wydawał się być przy nim w tym wszystkim trochę mniej subtelnym i niezdarnym. Hermiona widziała jeszcze raz przed sobą, jak Snape rozpoczyna rozmowę, która miała miejsce dosłownie kilka sekund wcześniej. Po czym wszystko się skończyło. Stał przed nią bardzo z siebie zadowolony i czekał, aż ona się odezwie. Hermionie zabrakło słów. Próbowała go wypchnąć, ale on prześlizgiwał się przez jej palce. Czuła się trochę, jakby chciała złapać dym. Kiedy Mistrz Eliksirów dostrzegł, że dziewczyna nic nie powie sam się odezwał.

- Teraz już wiesz, ile umiesz. Na dzisiaj koniec. Mam coś do załatwienia.

Dziewczyna po prostu wstała i bez żadnego pożegnania wyszła. Była w szoku. Jak Draco mógł ją tak oszukać.

W Pokoju Wspólnym Ginny siedziała przy kominku i robiła listę świątecznych zakupów. Chciała kupić wszystkim jak najlepsze prezenty, więc wolała być przygotowana. Właśnie zastanawiała się, co kupić Hermionie, kiedy Harry zaglądnął jej przez ramie.

- Co tam mażesz?

- Harry! Nie rób tak!- krzyknęła Gin.- Przestraszyłam się.

- Co to?- zapytał czarnowłosy i usiadł koło swojej dziewczyny na kanapie.

- Nic.- odburknęła rudowłosa.

- Przecież widzę, że coś tam masz. To lista prezentów? Co mi kupisz?

- Nic, bo byłeś niegrzeczny.- odpowiedziała i dała chłopakowi całusa w policzek.- Właśnie, Harry, martwię się o Hermionę. Od kiedy jesteście w Zakonie, nic innego nie robi tylko albo spędza czas w lochach, albo się uczy. Już prawie w ogóle nie rozmawiamy z nią, a zbliżają się święta.

- Wiem, ale wiesz, jaka ona jest. Cały czas zajęta. Próbowałem z nią pogadać, ale mnie zmyła.

- Nie może tak się przepracowywać, musimy coś z tym zrobić.

Właśnie w tym momencie Hermiona weszła do Pokoju Wspólnego i usiadła obok dwójki przyjaciół.

- Dzisiaj tak wcześnie?- zagaił Harry.

- Tak.- odpowiedziała Hermiona i przymknęła oczy.

- Coś nie tak Hermiono?- zapytała Ginny.

- Nie, wszystko w porządku... Jestem po prostu zmęczona.

- Właśnie o tym chcieliśmy z tobą pogadać. Prawda Harry?

- Co? A, tak, jasne...- powiedział trochę nieprzytomnie Potter.

- Nie możesz tyle pracować.- zaczęła rudowłosa.- Mało śpisz, ciągle się uczysz albo jesteś w lochach, a z nami nie spędzałaś czasu już od wieków.

- Wiem i przepraszam was za to, ale wiecie, jak ważna jest dla mnie nauka. Obiecuję, że do świąt to się zmieni. Myślę, że jak będę się urywać trochę wcześniej z lochów, to nic się nie stanie.

- A teraz masz czas?- zapytała Ginny z nutką nadziei w głosie.

- Powinnam właśnie przeglądać notatki z Zaklęć, ale myślę, że kilka godzin nie zrobi różnicy. W końcu jutro jest niedziela.

- Świetnie, mam ci masę rzeczy do opowiedzenia.

- Okej, drogie panie, to ja was i wasze ploteczki zostawiam i pójdę poszukać Rona. Nie widziałem go od śniadania.

- Nie wierzę! Jak ona mogła to zrobić? Zdradzać swojego chłopaka?

- Nie wiemy, czy to prawda. Na razie to tylko plotka.

- Możliwe, ale wiesz, jaka jest Lavender Brown. Przecież ona podczas jednego roku miała więcej chłopaków, niż normalna dziewczyna ma przez całe życie. A jak Ron zareagował na tą plotkę. Pewnie czuje się okropnie...

- Wiesz, na początku się wściekł i zamknął w jakiejś sali z Lavender. Długo tam rozmawiali…

- No i?

- No, więc ona twierdzi, że to plotka, którą ktoś rozgadał, bo jest zazdrosny o jej wspaniały związek z Ronem.

- A Ron?

- Powiedział, że wszystko mu wyjaśniła i, że nie wierzy w jakieś głupie pogłoski.

- No dobra, ale z kim niby go zdradziła?

- Właśnie to jest w tym wszystkim najdziwniejsze. Nie padło żadne imię czy nazwisko.

- Ktoś powiedział, że Brown zdradza Rona, ale nie powiedział z kim? Jeśli ktoś by to widział i poinformował o tym całą szkołę, to czemu nie podał imienia chłopaka?

- Nie wiem. Może chce go kryć, ale zmieńmy już temat. Jak u ciebie i Syriusza? Coś tam słyszałam, ale nic z wiarygodnego źródła. Jesteście razem?

- Tak, jesteśmy...

- Ale?

- Nie ma żadnego ale.

- Hermiono, przecież widzę, że coś ci leży na sercu. Mogę cię przejrzeć na wskroś. Powiedz mi, jesteś dla mnie jak siostra.

- No, dobrze, ale to, co usłyszysz, nie spodoba ci się.- Hermiona wzięła głęboki wdech i próbowała opanować emocje.- Obawiam się, że Syriusz jest tylko zamiennikiem kogoś innego.

- Jak to?

- Tylko proszę cię, nie osadzaj mnie od razu. Wiem, że to straszne... Podoba mi się ktoś inny. No, słowo podoba nie jest chyba tu odpowiednim słowem. Wręcz szaleję za kimś innym, ale ten ktoś jest kompletnie poza moim zasięgiem, więc kiedy Syriusz pokazał się na horyzoncie, doszłam do wniosku, że nie mogę stać w miejscu i przyglądać się diamentowemu naszyjnikowi, kiedy srebrny medalik pcha mi się do rąk. Postanowiłam, że dam mu szansę i może coś z tego wyniknie, a przy okazji...

- Zapomnisz o tym drugim? Hermiono, doskonale cię rozumiem. Myślisz, że ja nie miałam tak samo. Przecież spotykałam się z Thomasem, żeby nie myśleć o Harry'm. Zrobiłam dokładnie tak samo jak ty.

- Jak dobrze w końcu komuś to powiedzieć. Co mam teraz zrobić? Nie chcę skrzywdzić Syriusza, ale jestem pewna, że nic z tego nie wyjdzie, póki ten drugi nie zniknie z pola widzenia.

- Na początku musisz mi powiedzieć, kim jest ten drugi. Znam go?

- Eee, tak, ale chyba lepiej będzie, jeśli ci nie powiem kto to.

- Jak w takim razie mam ci pomóc, skoro nie wiem, o kogo chodzi?

- Dobrze, powiem ci, ale musimy iść w jakieś ustronne miejsce i musisz mi przyrzec, że nikomu nie powiesz.

- Jasne, chodźmy na Wieżę Astronomiczną.

- Chciałeś się ze mną widzieć?- zapytał Draco, wchodząc do komnat swojego ojca chrzestnego.

Ten siedział na jednym z foteli i gestem zaprosił Draco, aby usiadł na drugim, po czym nalał mu herbaty.

- Nieźle rozegrane.

- Nie wiem, o co ci chodzi.- powiedział Malfoy i upił trochę gorącego płynu.

- Przestań Draco. Dobrze wiem, co kombinowałeś i widzę, że wszystko poszło po twojej myśli.

- Wiesz, że nie pozwoliłbym na to, aby Hermiona nie miała lekcji oklumencji, zważając na to, co wie. A potrzebuje lepszego nauczyciela, ja się do tego nie nadaję. Poza tym było mi na rękę przez cały weekend omijać Ślizgonów. Mogłem w spokoju spotykać się z Luną.

- Istotnie. Jednak nie przewidziałeś jednej rzeczy.

Draco uniósł brwi czekając, aż Snape wyjaśni mu, o co chodzi.

- Zależy ci na przyjaźni z Granger, prawda?

- Tak, to moja najlepsza przyjaciółka.

- Więc, jeśli jeszcze raz wplątasz mnie w coś, w czym nie mam zamiaru brać udziału, będziesz mógł się z nią pożegnać.

- O czym ty mówisz?- Draco zaczynał się denerwować.

Wiedział, że manipulacja Mistrzem Eliksirów to duże ryzyko i spodziewał się kary za to, co zrobił, ale ciągle nie wiedział, o co mu chodzi.

- Otóż twoja mała akcja była dopracowana prawie w stu procentach. Niestety nie uwzględniłeś tego, że nie ty jedyny umiesz robić takie sztuczki. Mam nadzieję, że to będzie dla ciebie nauczka.

- Co zrobiłeś?

- Powiedziałem jej prawdę.

- Jak mogłeś?!- Draco wstał i ze złością patrzył na swojego ojca chrzestnego.- Uwierzyła ci, prawda?

- Owszem.

- No tak, bo dla niej jesteś ideałem.- powiedział Draco i wyszedł, głośno trzaskając drzwiami.

Prosiłabym, o jakieś komentarze, bo to pierwsze moje takie dzieło, a nie wiem, czy się podoba i co ewentualnie poprawić.