Dziękuję za komentarze! Korzystam z rad i cieszę się ogromnie, że komuś się podoba. Rozdział z dedykacją dla atramaj, bo wie z czym walczę :).

Rozdział 14

- Hermiono siedzimy tu już od dobrych piętnastu minut, a tobie nie może to przejść przez gardło. Powiedz wreszcie.

- Ginny, to nie jest wcale takie proste. Jesteś dopiero drugą osobą, która się o tym dowiaduje.

- Drugą? A kto jest pierwszą?- zapytała buntowniczo Gin.

Nie podobało jej się to, że Hermiona zwierzyła się komuś innemu, a jej nie mogła powiedzieć.

- To też jest temat na długą rozmowę.

- No dobra, na razie to zostawmy... Powiedz chociaż samo imię. Potem będę zgadywać.

- Jeśli powiem imię, to od razu się skumasz. To niezwykle rzadkie imię.

- Okej, to może inaczej... Powiedziałaś, że go znam. Ktoś ze szkoły?

- Tak.

- No, to nam zawęża krąg do jakichś pięciuset podejrzanych.- uśmiechnęła się rudowłosa do przyjaciółki.- W naszym wieku?

- Nie.

- To pewnie starszy, bo z młodszymi się nie zadajesz.

- Z Gryffindoru?

- Nie.

- Z Ravenclaw'u.

- Nie.

- Nie mów mi, że jakiś Puchon.

- Nie.

- Czyli Ślizgon. To ja już wole Puchona.

- Ginny nie ułatwiasz mi tego!

- Przepraszam. Starszy Ślizgon i ja go znam. Jesteś pewna, że go znam?

- Tak.

- Hmm... Trudne. Może inaczej. Blondyn?

- Nie.

- Czyli ciemne włosy.

- O tak, ciemne jak diabli.

- Na pewno przystojny, inteligentny Ślizgon z ciemnymi włosami i do tego starszy. Chyba jednak takiego nie znam. Skąd go znam?

Hermiona załamała ręce.

- Z Eliksirów.

Ginny zamyśliła się na chwile, po czym powiedziała.

- Jak to możliwe, że znam starszego Ślizgona z Eliksirów, skoro nie jest w moim wieku? Jedyna osoba starsza ode mnie na Eliksirach to sam...- nagle na Ginny spłynęło olśnienie i jak małe dziecko otworzyła usta ze zdziwienia, a jej oczy zaczęły Hermionie przypominać ogromne oczy Trelawney.- Hermiono...? Czy ten ktoś jest od ciebie duuużo starszy?

Starsza Gryfonka nie odpowiedziała, tylko prawie niezauważalnie kiwnęła głową.

- Merlinie... Merlinie... Na gacie Merlina! Hermiono podoba ci się Snape? Nie, przepraszam, wręcz za nim szalejesz?

- Tak.- odpowiedziała cicho Hermiona.

- No wiesz,- zaczęła Ginny.- trochę nie mój gust, ale na serio podoba ci się bardziej niż Syriusz?

- Och Gin, nie rozumiesz. On nie jest taki zły. Może na takiego się kreuje, ale jest no, no… Po prostu to on i tyle. Jest inteligentny, na swój cyniczny sposób dowcipny, tajemniczy, mroczny, a do tego bardzo seksowny. Gdybyś tylko usłyszała jego śmiech. Taki prawdziwy i męski.

Hermiona zauważyła, że Ginny o mało zaraz nie wybuchnie ze śmiechu.

- Wiedziałam, żeby ci nie mówić.

W tym momencie Ruda nie wytrzymała i, gdy zobaczyła obrażoną minę przyjaciółki, zaczęła się śmiać.

- Hermiono nie o to chodzi. Nie śmieje się z tego, że to Snape, ale z tego, jak ty to mogłaś ukrywać przez cały ten czas. Przecież ty go kochasz.

- Ginny nie bądź śmieszna, ja go nie... No wiesz, że go nie...

- Kochasz? Oj masz to wypisane na twarzy. Żebyś mogła zobaczyć jak wyglądasz, jak o nim mówisz.

- To absurd!- żachnęła się Hermiona.

- Oj siostrzyczko. Naprawdę się cieszę, że w końcu ktoś zawrócił ci w tej rozczochranej głowie, ale musisz mi powiedzieć wszystko od początku do końca.

- Severusie, co masz taką kwaśną minę?- zagadnęła go Minerwa na kolacji.- Prawie nie tknąłeś jedzenia. Jesteś chory?

- Nic mi nie jest.

- Może fizycznie nie, ale widzę, że coś cię trapi.

- Nic w czym mogłabyś pomoc Minerwo, naprawdę. A teraz przepraszam, muszę się udać tam, gdzie ognie piekielne szaleją.

- Wpadnij do mnie, kiedy wrócisz.

- O ile wrócę...- powiedział Snape i już go nie było.

- Remusie wiesz, co niepokoi Severusa?- zapytała Minerwa, kiedy jej przyjaciel wyszedł.

- Nic mi o tym nie wiadomo, ale też bym nie chodził zadowolony, jakbym miał co chwilę latać, wiesz, gdzie...

- Tak, oczywiście. Dziękuję.

Hermiona i Ginny kontynuowały rozmowę na kolacji, kiedy koło nich przeszedł szybko Snape. Ginny spojrzała na przyjaciółkę i zobaczyła w jej oczach niepokój.

- Coś nie tak?- zapytała.

- Został wezwany.- powiedziała szeptem Hermiona.

- Skąd wiesz?

- Znam ten wyraz twarzy.

- Nie martw się, wróci cały jak zawsze.- rudowłosa starała się pocieszyć przyjaciółkę.

- Właśnie w tym cały sęk, że nie zawsze wraca cały.

- Ale chyba nie ma wyboru, prawda?

- Nie.

- Popatrz lepiej w tamtym kierunku.- powiedziała Ginny, wskazując głową stół Ślizgonów.

Przy stole siedział Draco w towarzystwie Pansy Parkinson i wyglądał, jakby miał wrzody żołądka. Ślizgonka ciągle coś do niego mówiła podekscytowana, a on z minuty na minutę krzywił się coraz bardziej. Kiedy spojrzał w kierunku Gryfonek, Hermiona szybko odwróciła wzrok.

- Musisz z nim pogadać.- powiedziała rudowłosa.

- Nie wiem, czy tego chcę.

- Widziałaś, jak na ciebie smutno spojrzał. Wie, że ty wiesz i żałuje.

- Na razie nie mogę mu wybaczyć, musze się z tym przespać.

- Dobrze, ale obiecaj mi, że jutro z nim pogadasz. Chociaż wiem, że to Malfoy, to jeśli to, co mi opowiadałaś jest prawdą, to naprawdę mu na tobie zależy.

W tym momencie na kolacji pojawił się Harry i Ron.

- No w końcu. Już myślałam, że opuścicie posiłek.

- Ja siostrzyczko? Nigdy. -odparł Ron.- Zeszło nam trochę na boisku.

- Znowu Quidditch?- zapytała Hermiona.- Czy was nic więcej nie interesuje?

- Dziewczyny i sport.- powiedział Harry, siadając pomiędzy Ginny a Hermioną.- Czego chcieć więcej?

- Dobrze mówisz, bracie.- przyznał rację koledze Ron.

-Ron, a co u ciebie? Wszystko gra?

- A co ty taka zainteresowana Hermiono? Nietoperz rozkuł twoje kajdany?

- Ronald!- Ginny nie mogła pozwolić na kolejną kłótnie przyjaciół.

- No co? Nie odzywa się do nas miesiącami i teraz liczy na to, że my jej tak normalnie wybaczymy? Niedoczekanie! Prawda Harry?

- Nie jestem pewny, czy masz rację…

- No nie! Ty też? Jeśli ma zasłużyć na moją przyjaźń, to musi na to zapracować. Teraz żegnam, umówiłem się z Lav.

Hermiona wiedziała, że Ron jest bardzo wrażliwy, a do tego strasznie uparty. W duchu przyznała mu rację. Zaniedbała przyjaciół i może się tylko cieszyć, że straciła jednego, a nie wszystkich. Ale ona jeszcze pokaże Ronaldowi, że jest jego przyjaciółką albo nie nazywa się Hermiona Granger.

- Hermiono…

- Nie, Harry. On ma rację. Przepraszam was, że wszystko dookoła było dla mnie ważniejsze niż wy. Nie wiem, jak mogę wam to wynagrodzić.

- Może spędź z nami święta w Norze. Byłoby wspaniale!

- Tak, to świetny pomysł, Gin. Co ty na to Hermiono?

- Pytanie... Ja już to zaplanowałam wieki temu!

Severus wychodził ze spotkania Wewnętrznego Kręgu jeszcze w gorszym humorze niż wcześniej. Voldemort zażyczył sobie, aby ochrona w Hogwarcie została jak najszybciej usunięta i oczywiście tym miał się zająć Snape. On ledwo wyczuwa, że po tym zamku ktoś się w nocy porusza, jakim cudem ma ich wszystkich unieszkodliwić?

- Snape!

- Czego chcesz Gibbon?- Mistrz Eliksirów miał już dość wszystkich, którzy zaczęli się mu podlizywać, od kiedy przynosi wartościowe informacje dla Czarnego Pana.

- Jeśli chcesz, to mogę ci pomóc z tymi aurorami.

- Sądzisz, że sam nie dam rady?- wysyczał.- Jeśli Czarny Pan wierzy, że mogę to zrobić, to chyba nieostrożnym by było podważać jego autorytet…

- Ja wcale nie podważam…

- To licz się ze słowami.- odwarknął Snape i odszedł od rozmówcy.

Już miał się deportować pod bramy Hogwartu, kiedy usłyszał cichy głos Lucjusza Malfoy'a.

- Chyba sobie kpi z nas, nie sądzisz?

- Lucjuszu, naprawdę nie teraz.

- Wiem, że masz dużo na głowie. Przekaż to Draconowi.- Lucjusz wręczył Snape'owi pergamin.- Nie mogę ryzykować i wysłać tego sową.

- Dobrze. Dobranoc Lucjuszu.- odpowiedział Snape, patrząc w oczy swojego byłego najlepszego przyjaciela.

- Dobranoc Severusie.

Spotkajmy się w klasie Transmutacji o 12.

Ginewra

Draco po raz setny patrzył na tą wiadomość i nie wiedział, o co chodzi. Czy młoda Weasley wiedziała o jego prawdziwym obliczu? Czy to może zemsta Hermiony za to, że ją okłamał? Czekał w klasie już od dziesięciu minut, a rudowłosa dziewczyna cały czas się nie pojawiła. Zaryzykował, przełknął swoją dumę i przyszedł, a ona wystrychnęła go na dudka! Zrobiła z niego kretyna, a on nie wiedział dlaczego. W końcu drzwi do klasy się otworzyły, a w nich stanęła Ginny.

- Przepraszam za spóźnienie.- powiedziała od progu. - Flitwick mnie zatrzymał.

- Co to za szopka, Weasley? Czemu chciałaś się ze mną spotkać? - Draco wiedział, że póki co musi grać swoją rolę nieczułego dupka.

- Chcę porozmawiać. Chodzi o Hermionę.

Ona wie. - pomyślał młody Malfoy. Hermiona zdradziła jej jego sekret.

- Co mnie obchodzi ta mała szlama?

- Możesz przestać udawać Malfoy. Wszystko wiem. Teraz nie rób takiej miny, tylko ją po prostu przeproś. Zależy jej na tobie i myślę, że tobie zależy na niej. W końcu tu przyszedłeś…

- Nie wiem, o co ci chodzi.

- Mów se, co chcesz, ale Hermiona cierpi z tego powodu i chciałaby z tobą pogadać, ale oboje jesteście zbyt uparci, żeby to przyznać. Straciła już jednego przyjaciela i nie pozwól na to, by straciła drugiego.

Ginny powiedziała swoje i wyszła, zostawiając Draco z mętlikiem w głowie. Tęsknił za Hermioną, gdyż minęło już kilka dni, a oni nie odezwali się do siebie ani słowem. Co gorsze słyszał o Weasley'u i miał ochotę stanąć w obronie Hermiony i mu po prostu dokopać. On przez całe miesiące krył ich przyjaźń, a taki bufon jak Ronald Weasley ma do tego warunki i odtrącą najszlachetniejszą osobę, jaką on, Malfoy, zna. Teraz jednak czuł się jeszcze bardziej pewny, że nie powinien jej przepraszać. Nie dość, że zrobił to dla jej dobra, to jeszcze ona wygadała wszystko tej latorośli Weasley'ów. Czy w takim razie źle zrobił, że jej zaufał? Komu jeszcze może powiedzieć? A może właśnie powinien się z nią pogodzić, żeby temu zapobiec? Wychodząc z sali i idąc przez jasno oświetlone korytarze Hogwartu zastanawiał się, co ma zrobić.

Snape jak zwykle na swojej lekcji Eliksirów przechadzał się między bulgoczącymi kociołkami uczniów. Od kilku dni był w parszywym humorze i jak na razie tego faktu nic nie mogło zmienić. Zbliżały się święta, Voldemort oczekuje od niego pomysłu na wykończenie aurorów, uczniowie, jak i nauczyciele, go wnerwiają i do tego jeszcze Granger. W niedzielę do niego nie przyszła, ale już jej zapowiedział, że cały ostatni przed świętami weekend poświecą na oklumencję. Nie była z tego powodu zbyt zadowolona, ale powiedziała, że przyjdzie. Obserwował ją od kilku dni, lecz cały czas nie wiedział, o co chodziło Draconowi. Bo dla niej jesteś ideałem. Nie miał pojęcia, dlaczego to zdanie ciągle chodziło mu po głowie. Nie lubił czegoś nie wiedzieć. A zwłaszcza czegoś, co dotyczy jego samego. O co w tym wszystkim chodzi? Czy był dla Granger kimś w rodzaju mentora? Przyjaciela? Nie wiedział, co ta młoda Gryfonka sobie ubzdurała, ale doszedł do wniosku, że cierpliwie poczeka, a w sobotę wszystkiego się dowie prosto ze źródła.

- Lovegood! Co to jest?

- Eliksir Słodkiego Snu.

- To według ciebie jest prawidłowo przyrządzony eliksir?

- Nie powiedziałam, że prawidłowo, ale się starałam.

- Samym staraniem nikt daleko nie zaszedł, piętnaście punktów od Raveclaw'u.

- Hermiono! Hermiono!

- Hej, Ginny. Co jest?

- Kupiłaś już wszystkie prezenty?

- Tak, w niedzielę.

- A, Wiesz - Komu też.?

- Tak, też kupiłam.

- Co mu kupiłaś?

- Hermiono chodź, bo spóźnimy się na Zaklęcia. - krzyknął Harry zza rogu.

- Gin pogadamy później, muszę iść.

- Dobra, ale nie odpuszczę ci, jak mi nie opowiesz, jak zrobiłaś to z Syriuszem u boku.

- Jasne, ale później.

Po ostatniej czwartkowej lekcji Harry i Hermiona odetchnęli z ulgą. Już myśleli, że Binns nigdy nie skończy gadać. Otóż to, Hermiona Granger nie mogła wytrzymać na lekcji Historii Magii. A wszystko przez to, że Seamus wdał się z nim w gadkę o przodku młodego Gryfona. Podobno był odkrywcą jakichś znalezisk. Bogactwa goblinów, czy coś takiego. Rozgadali się i przez całą lekcję Binns zadawał chłopakowi pytania na temat jego rodziny.

- Nie mogę uwierzyć, że nauczyciel zmarnował nam całą godzinę zajęć, żeby pogadać o jakimś pradziadku Seamusa. – narzekała Hermiona.

- Żeby to było pierwszy raz Hermiono, kiedy nauczyciel zmarnował nam godzinę życia. To się zdarza cały czas!

- Przesadzasz…

- Stary, idziesz ze mną zaraz na boisko do Quidditcha? Możemy się pościgać. – Ron celowo wyminął Hermionę i zatrzymał się przed przyjacielem.

- A czy wy przypadkiem nie macie dzisiaj treningu? – wtrąciła się Gryfonka.

- Nie z tobą gadam. – odparł rudowłosy w oczekiwaniu na odpowiedź Pottera.

- Eee… Wiesz, co? Chętnie, ale najpierw muszę iść do Dumbledore'a. Chciał się dzisiaj ze mną spotkać w swoim gabinecie. Dołączę do ciebie za godzinę.

Ron uśmiechnął się do Wybrańca i, nie obdarzając Hermionę nawet jednym spojrzeniem, poszedł w swoją stronę.

- Aby nie za często chodzicie na to boisko?

- Lubimy to. A teraz przepraszam, ale muszę spadać. Do zobaczenia na kolacji.

- Tak, jasne… - powiedziała Hermiona, bardziej do siebie, niż do oddalającego już się chłopaka.

No i znowu została sama. Najwyraźniej już taki jej los. Do końca życia pozostanie odludkiem, któremu w głowie tylko nauka. Odwróciła się na pięcie i powędrowała w stronę biblioteki. Skoro już ma trochę czasu dla siebie, to może go dobrze spożytkować. Po feriach świątecznych muszą oddać wypracowanie z Historii Magii, więc nic się nie stanie, jeśli zrobi to wcześniej. Użycie smoków w celach bojowych na przestrzeni lat. Banalnie proste, wystarczy…

Przechodziła właśnie koło rzeźby jeźdźca na koniu, kiedy ktoś pociągnął ją za łokieć i wylądowała za posągiem.

- Co do… A, to ty Luna. O co…? – urwała w pół zdania, gdyż zobaczyła, że nie są same. – Co on tu robi? – powiedziała, krzyżując ręce na piersiach i wskazując głową towarzysza Luny o jasnych blond włosach.

- Doszłam do wniosku, że najwyższy czas się pogodzić. Draco, co byś chciał powiedzieć Hermionie? – Luna uśmiechnęła się do koleżanki i z zainteresowaniem w oczach spojrzała na chłopaka.

- Przepraszam, że cię okłamałem. – przeprosiny nie wydawały się szczere, gdyż Draco powiedział to przez zaciśnięte zęby.

- Jakoś nie brzmiało to przekonująco. – powiedziała Gryfonka.

- To dlatego, że wygadałaś wszystko Weasley! – Luna na szczęście przewidując wybuch jednej ze stron, szybko rzuciła Muffliato, zanim Draco zdążył wypowiedzieć pierwszą sylabę.

- A czego ty się spodziewałeś?! Okłamałeś mnie i wykorzystałeś! I to ma być przyjaciel?! Byłam przybita i musiałam się komuś zwierzyć!

- To nie zmienia faktu, że złamałaś obietnicę!

- Ginny nikomu nie powie! A poza tym ty też na pewno powiedziałeś wszystko Lunie! Bez urazy. – dodała spokojniej w stronę koleżanki.

- Ale to moja sprawa i mogę mówić, komu chcę!

- To nie jest tylko twoja sprawa! Jestem twoją przyjaciółką i, jeśli coś dotyczy ciebie, to także moja sprawa!

Zapanowała niezręczna cisza. Oboje wykrzyczeli to, co im leżało na sercu, więc teraz tylko mierzyli się wzrokiem. Błękit kontra brąz. Sekundy wydawały się minutami i, kiedy już się wydawało, że każdy z nich pójdzie w swoją stronę, odezwała się Luna.

- Skoro atmosfera oczyszczona, to przytulcie się na przeprosiny.

Zarówno Gryfonka, jak i Ślizgon spojrzeli na Krukonkę, jakby właśnie zamieniła się w sklątkę tylnowybuchową. Luna tylko zachęcająco się do nich uśmiechnęła. Hermiona spojrzała na Draco, a jej kąciki ust lekko drgały, choć walczyła z tym uparcie. Kiedy jednak dostrzegła, że twarz Malfoy'a identycznie odzwierciedla to, z czym ona walczy, wybuchła głośnym niekontrolowanym śmiechem. Po chwili dwójka z nich się śmiała, a mała istotka o blond długich włosach przyglądała im się ze zdezorientowaniem.

- Przepraszam. – odparła Hermiona, gdy już z Draco się uspokoili. – Nie powinnam nikomu mówić, ale Gin serio nikomu nie powie.

- To ja przepraszam, Hermiono, mogłem ci o wszystkim najpierw powiedzieć, zamiast cię oszukiwać.

- No i wszystko jest, jak powinno być. – powiedziała Luna. – Draco, spotkamy się po kolacji. – dodała na odchodnym i zostawiła przyjaciół samym sobie.

- Czy ona nie jest kochana? – zapytał Ślizgon, spoglądając za odchodzącą dziewczyną.

- Tak, Luna jest wspaniała. – Hermiona teatralnie wywróciła oczami. – Słuchaj, potrzebuję twojej pomocy.

- Co się stało?

- Musisz mi pomóc przechytrzyć Snape'a.

- Ale o co chodzi?

- Wyjaśnię ci później. To nie jest dobre miejsce na tego typu rozmowy. Spotkajmy się w Pokoju Życzeń za pół godziny.

Dopiero dokończyłam ten rozdział i to wszystko na razie, co mam, ale już się biorę za następny. Komentarze dodają weny :D. Codziennie dopisuję po trochu, więc niedługo wstawię nowy.