Przepraszam was za takie opóźnienie, ale ostatnio szkoła dała mi w kość. Dzisiaj krótko, bo chciałam, żeby rozdział pojawił się szybko w ramach zadośćuczynienia :), za to dużo się dzieje. Mam nadzieję, że się sposoba i liczę na wasze komentarze.

Peace&Love

mk

Rozdział 16

Severus właśnie warzył Eliksir Przeciwbólowy, kiedy do drzwi jego laboratorium ktoś zapukał. Spojrzał na zegar. Dziewiętnasta. Czyżby to Granger pomyliła godziny?

- Wejść. – krzyknął, nie podnosząc głowy.

Do jego prywatnego laboratorium wszedł Draco i szybkim krokiem podszedł do swojego ojca chrzestnego. Snape dopiero po dodaniu jakiegoś bliżej nieokreślonego składnika do kociołka podniósł głowę i spojrzał na młodego Ślizgona. Miał zacięty wyraz twarzy, co świadczyło o tym, że coś sobie postanowił i bez osiągnięcia sukcesu nie zostawi go w spokoju. Mistrz Eliksirów podniósł jedną brew w oczekiwaniu na jakąś informację, lecz gdy się nie doczekał, zapytał:

- O co chodzi Draco?

Malfoy nachylił się w kierunku swojego nauczyciela tak, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry.

- Jeśli zrobisz coś Hermionie, to gorzko tego pożałujesz. – odparł spokojnie, choć w jego oczach szalała furia.

- Po pierwsze, panie Malfoy, jestem twoim nauczycielem i zwracaj się do mnie z szacunkiem. Groźby świadczą o czymś innym. Po drugie, nic nie zrobiłem Granger, więc nie wiem, o co cały ten szum.

Draco zrobił się cały czerwony na twarzy i zacisnął usta tak, że prawie stały się niewidoczne.

- Jeszcze nic jej nie zrobiłeś. – wysyczał przez zaciśnięte zęby. – Ale zrobisz i wtedy wiedz, że jeśli będzie cierpiała, to cię zabiję.

- Wynoś się stąd! – krzyknął Snape, odsuwając się od swojego podopiecznego. – Nie mam czasu brać udziału w twoich melodramatycznych scenkach! – wskazał palcem na drzwi, a uczeń Slytherinu zrobił oburzoną minę.

- Wrócę tu jeszcze. – powiedział i szybko wyszedł, głośno trzaskając drzwiami.

Snape lekko uśmiechnął się pod nosem.

Jeszcze tylko czarna powiewająca peleryna i będzie z niego idealna kopia mnie.

QOQOQOQOQOQ

- Ej Harry, kupiłeś już wszystkie prezenty na święta czy nie? – zapytał Ron, opróżniając swój kufer z niepotrzebnych rzeczy.

Chciał się spakować wcześniej, żeby niczego nie zapomnieć. Wszystkie prezenty były już otoczone świątecznym papierem. Żeby na ostatnią chwilę ich nie zapomnieć, wolał od razu włożyć je do kufra, a potem tylko dopakować resztę rzeczy.

Czarnowłosy chłopak nie odezwał się, więc Weasley podniósł oczy znad sterty ubrań i spojrzał na niego.

- Stary, mówię do ciebie, a ty…

- Przepraszam Ron. – przerwał mu Potter, nie patrząc na kolegę. – Zamyśliłem się. Muszę chyba jeszcze przed wyjazdem skoczyć do Dumbledore'a. Pogadamy później, okej? – po czym nie czekają na odpowiedź, wyszedł z dormitorium chłopców.

QOQOQO

Hermiona stała przed drzwiami do prywatnego laboratorium Snape'a i z zegarkiem w ręku odliczała ostatnie sekundy. Przemyślała wszystko i po naradzie z Draco doszła do wniosku, że jeśli będzie miała ku temu okazję, to spróbuje to wszystko opóźnić. Może los będzie łaskawy i jakoś ją od tego uratuje. Dwudziesta… Raz kozie śmierć. – pomyślała i zapukała. Odpowiedział jej w ten sam sposób co zwykle, więc uchyliła drzwi i wślizgnęła się do środka.

- Dobry wieczór. – przywitała się i utkwiła wzrok w ziemi.

Tylko nie patrz mu w oczy! – usłyszała w głowie radę Draco.

- Siadaj. – powiedział Snape, nie zaszczycając jej odpowiedzią na powitanie.

Gryfonka kątem oka zauważyła na środku pomieszczenia krzesło, więc usiadła na nim i zaczęła z intensywnością wpatrywać się w swoje dłonie, które złożyła na kolanach.

- Możesz mi powiedzieć, co to dzisiaj było? – wysyczał Mistrz Eliksirów, podchodząc do niej bliżej.

- Po prostu się pomyliłam… - wyszeptała, nie podnosząc głowy.

- Przecież ty, Wszystkowiedząca Granger, się nie mylisz. – zauważył z sarkazmem. – Raczyłabyś na mnie spojrzeć, gdy do ciebie mówię.

Hermiona podniosła głowę, ale wzrokiem uciekła gdzieś w bok.

- Granger, powiedz mi, jak ty sobie wyobrażasz nasze lekcje oklumencji, skoro nie możesz mi spojrzeć w oczy? – zapytał i zrobił dwa powolne kroki w przód.

Dziewczyna nie odpowiadała, więc krzyknął:

- Spójrz na mnie!

Hermiona wzdrygnęła się i znowu spuściła wzrok na swoje dłonie. Mistrz Eliksirów podszedł do niej.

- Wstań. – powiedział spokojnie, lecz stanowczo, a gdy to zrobiła, odesłał zaklęciem krzesło w niebyt. – Granger… Spójrz na mnie. – spróbował łagodniej.

Nie podziałało. Złapał ją za podbródek, ale cofnęła się. Zrobił krok w przód, a ona znowu w tył. W końcu Hermiona poczuła, że opera się o drzwi i wiedziała, że nie ma już dokąd uciec. Snape natomiast zrobił jeszcze jeden krok i stanął tak blisko niej, że Hermionie aż zakręciło się w głowie od zapachu drzewa sandałowego. Oparł rękę o drzwi na wysokości jej głowy, a drugą złapał jeszcze raz za jej podbródek i uniósł jej głowę do góry. Hermiona zamknęła oczy i zagryzła dolną wargę. Zaczęły jej się w oczach zbierać łzy i wiedziała, że nie ma już odwrotu.

- Otwórz oczy. – rozkazał spokojnie, lecz nie posłuchała.

Zabrał rękę z jej twarzy i pięścią uderzył o drzwi tuż obok niej. Natychmiast otworzyła oczy. Zobaczyła tuż przed swoim nosem czarne tęczówki oczu Snape'a i ją zamurowało. Nawet z tej odległości nie mogła dokładnie stwierdzić, w którym miejscu zaczynają się jego źrenice. Zatonęła w nich maksymalnie i wstrzymała oddech. Gdyby nie to, że opierała się o drzwi, na pewno by upadła.

QOQOQOQOQ

Ginny właśnie szła do Pokoju Wspólnego po spotkaniu z Luną. Krukonka opowiedziała Gryfonce, że niestety z ich planu nic się nie udało. Kiedy była prawie pod Portretem Grubej Damy zobaczyła, jak z Wieży Gryffindoru wychodzi Harry. Krzyknęła za nim, ale był za daleko, żeby ją usłyszeć. Skręcił w lewo i zaczął iść korytarzem w kierunku klasy do Transmutacji. Młoda Weasley postanowiła, że go dogoni i podbiegła w jego stronę, żeby go nie zgubić. Już chciała ponownie do niego krzyknąć, kiedy zauważyła, kto szedł z przeciwnego kierunku. Zatrzymała się i schowała za najbliższą zbroją. Potter zatrzymał się przed łazienką dla prefektów i rozglądnął, po czym otworzył drzwi i przepuścił w nich Lavender Brown. Ginny skrzywiła się na ten widok. Kiedy drzwi za dwojgiem uczniów się zamknęły, podeszła do nich na paluszkach i przystawiła ucho do drewna.

- Harry! Przestań… - usłyszała chichot Lavender i to przelało czarę goryczy.

Młoda Gryfonka zrobiła się cała czerwona na twarzy ze złości i już chciała wejść do środka, kiedy wpadła na lepszy pomysł.

Ron… - uśmiechnęła się złowrogo w myślach i szybko pognała z powrotem do wieży.

QOQOQOQOQOQ

Spojrzała wprost w te czarne otchłanie i poczuła… No właśnie! Nic nie poczuła! Snape odsunął się od niej lekko, ale wciąż pozostawał blisko. Nie spuszczał jej z oczu i do tego na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny sarkastyczny uśmieszek.

- No i co? – zapytał cicho. – Aż tak źle?

Hermiona nie odpowiedziała, za to zrobiła wielce zaskoczoną minę. O co w tym wszystkim chodziło?

- Granger, nie bądź głupia. – zaczął znowu, odwracając się i idąc w przeciwną stronę. – Nie wejdę do twojego umysłu, bez twojej wyraźnej zgody, ale nie mam pojęcia, jak chcesz nauczyć się oklumencji, jeśli mi na to nie pozwolisz. – odwrócił się znów do niej przodem i skrzyżował ręce na piersiach.

Gryfonka poczuła się strasznie głupio. Przecież nie raz ratował jej już życie, a ona cały czas mu nie ufała. Robiła z siebie idiotkę. Musi w końcu się przełamać i mu całkowicie zaufać. Przecież to nauczyciel i członek Zakonu Feniksa, do cholery!

Uśmiechnęła się delikatnie w jego kierunku i zrobiła kilka kroków w przód. Odetchnęła głęboko i powiedziała:

- Jestem gotowa.

- W końcu… - odparł znudzony Mistrz Eliksirów i wyciągnął różdżkę. – Raz, dwa, trzy… Legilimens.

Przed jego oczami ukazała się cała masa wspomnień. Dziewczyna była bardzo słaba z oklumencji, więc nie wyczuł nawet małej bariery. Przejrzał mimochodem wspomnienia z dzieciństwa Gryfonki i zagłębił się dalej. Kiedy doszedł do pewnego momentu, poczuł delikatny opór, ale bez przeszkód pokonał jej obronę. Tym, co próbowała ukryć, były wspomnienia na temat Draco. Wspomnienie, kiedy Ślizgon chciał ją uratować, potem ich pierwsza rozmowa w Pokoju Życzeń i domniemania na temat strony Snape'a. Nagle połączenie zniknęło, gdyż dziewczyna upadła na ziemię ze zmęczenia i przerwała kontakt wzrokowy. Nauczyciel podszedł do niej i wyciągnął pomocną dłoń. Przyjęła ją, lecz gdy wstała od razu, może trochę zbyt szybko, cofnęła dłoń.

- Bardzo źle? – zapytała się cicho.

- Szczerze? – zapytał Snape, a ona pokiwała głową. – Beznadziejnie. Jeszcze raz. Gotowa?

- Tak. – powiedziała i przełknęła głośno ślinę.

- Raz, dwa, trzy… Legilimens.

Znów znalazł się wewnątrz jej umysłu i poczuł, że zaczęła się bronić. Niestety jej wysiłki spełzły na niczym i Snape znów zagłębił się dalej. Pominął wspomnienia o Malfoy'u i przeszedł jeszcze dalej, głębiej. To, co tam zobaczył, wprawiło go w kompletne osłupienie. Jej najbardziej strzeżone i ukrywane wspomnienia to te, które dotyczyły właśnie jego samego. Jak na przyśpieszonej wersji filmu zobaczył tysiące wspomnień o nim samym. Z czasów, kiedy u niego mieszkała, kiedy rozmawiała o nim z Draco, Ginny… Ich wspólne lekcje oraz momenty, kiedy mu się z ukrycia przypatrywała. Wszystko by było w porządku, gdyby nie towarzyszące jej wtedy emocje, które swoją mocą spowodowały, że Snape'owie aż coś przekręciło się w żołądku. Opuścił natychmiast jej umysł i dostrzegł, że stoi przed nim cała blada, a wzrokiem uciekała w bok.

Nie wiedział, co powiedzieć, ale wiedział, że coś musi, więc się odezwał…

QOQOQOQOQOQOQ

- Ron! – Ginny wbiegła do Pokoju Wspólnego i zaczęła się rozglądać za swoim starszym bratem.

- Co jest? – zapytał rudzielec, schodząc po schodach prowadzących do dormitoriów chłopców.

- Musisz coś zobaczyć, chodź szybko ze mną. – powiedziała i złapała brata za rękaw.

- Ale o co chodzi? – zapytał zdezorientowany, kiedy siostra wywlekała go przed Portret Grubej Damy.

- Zobaczysz.

- Gin, nie podoba mi się twój ton… - zauważył trochę zmartwiony. – Coś się stało?

- Owszem. – odparła i zatrzymała się przed łazienką prefektów.

Wycelowała różdżką w drzwi i zawołała:

- Deprimo!

- Co ty…?! – zaczął Weasley, gdy zobaczył, że jego siostra właśnie zniszczyła drzwi do łazienki, ale wstrzymał się z pytaniem, gdy zobaczył, kto jest w środku.

Przez dziurę w drzwiach zauważył zdezorientowaną Lavender Brown, jego dziewczynę, która miała rozpięte wszystkie guziki w swojej szkolnej koszuli i obejmowała Harry'ego, który stał w samych spodniach i ze zdziwioną miną patrzył na drzwi.

Kiedy do Lavender doszło, kto stoi za drzwiami, odsunęła się szybko od Wybrańca.

- Zabieraj te łapy! – wykrzyknęła i spoliczkowała chłopaka.

- Daruj sobie, Lav. Nie jesteśmy głupi… Jak mogłeś Harry?! – wykrzyknęła w stronę swojego już chyba eks-chłopaka.

Harry nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo podszedł do niego Ron i uderzył go pięścią w twarz.

- To za moją siostrę, stary. – ostatnie słowo wycedził z nieprzyjemnym naciskiem. – A ciebie – zaczął, pokazując na Lavender palcem. – nie chcę więcej widzieć na oczy. – po czym odwrócił się, chwycił Ginny za rękę i wyszedł, nie oglądając się za siebie.

Przed rozwalonymi drzwiami do łazienki wpadli na Remusa.

- Co tu się stało?! Kto to zrobił?! – zapytał skonfundowany profesor.

- Proszę się zapytać tę dwójkę w środku. – powiedziała Ginny, uśmiechając się złośliwie. – Myślę Remusie, że Harry'emu przyda się teraz jakiś przyjaciel, bo żaden mu nie został. – dodała i podbiegła do oddalającego się Rona.

QOQOQOQOQOQ

Hermiona czuła się, jakby zaraz miała zemdleć. Wiedziała, które wspomnienia widział, a teraz stał przed nią i patrzył się na nią z obojętną miną. W końcu przeczesał dłonią włosy i zapytał:

- O co w tym wszystkim chodzi? – zapytał tak cicho, że ledwo to dosłyszała. – Co miały znaczyć, te wszystkie wspomnienia?

- Niby, co mam teraz panu odpowiedzieć? Że sama nie wiem? – jej głos drżał i zastanawiała się, czy nie powinna po prostu uciec.

Snape odetchnął głęboko i przypomniał mu się Draco, który jeszcze dwie godziny temu odwiedził go z dziwnymi pogróżkami.

- Czy to znowu jakaś chora gra Malfoy'a?! – zapytał, denerwując się coraz bardziej.

- Draco nie ma z tym nic wspólnego! – wykrzyknęła w odpowiedzi. – Niech pan po prostu o tym zapomni.

- Jak mam zapomnieć po zobaczeniu czegoś takiego?! Granger do cholery! Ja jestem nauczycielem!

- Wiem!

- Do tego jestem od ciebie starszy o prawie dwadzieścia lat!

- Wiem!

- Jestem ŚMIERCIOŻERCĄ!

- Nieprawda! Może kiedyś nim pan był, ale teraz na pewno nim pan nie jest… - powiedziała i podeszła do niego bliżej.

Tym razem on odsunął się od niej i dlatego się zatrzymała.

- Pójdę już. Dobranoc… - odparła i szybko wyszła.

Snape stał jeszcze kilka dobrych minut w jednym miejscu i rozmyślał nad tym wszystkim. Lubił ją i to nawet prawie tak bardzo jak Dracona, a ona się w nim zadurzyła. Nie zakochała, zadurzyła, bo nie mógł uwierzyć, że to mogłaby być miłość. To pewnie ten wiek i hormony tak na nią działają. Jest w końcu nastoletnią smarkulą! Ubzdurała coś sobie i tyle! Jak on ma teraz postępować w stosunku do niej?

Przeszedł do swoich prywatnych kwater i chwycił butelkę Ognistej. Tak, to jest świetny powód, aby się upić.

QOQOQOQOQ

Hermiona z miną zbitego psiaka weszła do Pokoju Wspólnego i zobaczyła dość nieoczekiwany widok. Na środku stała profesor McGonnagall i krzyczała raz na jedną raz na drugą dziewczynę, które stały po jej obu stronach. Ginny, która znajdowała się przy lewym boku nauczycielki, darła się na Lavender, która stała po drugiej stronie. Natomiast za Ginny stał Ron, z ledwością przytrzymywany przez Lupina, i niebezpiecznie łypał na Harry'ego, który chował się za Brown. Reszta Gryfonów natomiast zebrała się w kątach Pokoju Wspólnego, a ich wzrok wędrował między profesor Transmutacji, Gin a Lav.

Hermiona stanęła jak wryta, a gdy drzwi w portrecie zamknęły się za nią z hukiem, wszystkie spojrzenia powędrowały w jej kierunku. McGonnagall korzystając z okazji, że wszyscy zamilkli, odezwała się:

- Dziękuję, panno Granger. – powiedziała, uśmiechając się do Hermiony łagodnie. – Wszyscy, cała czwórka, macie szlabany. – zwróciła się do Gryfonów.

- Ale pani profesor…! – zaczęła znowu Ginny.

- Ani słowa więcej, panno Weasley. Nie mam zamiaru już słuchać waszych wrzasków. Potter minus dwadzieścia punktów za… Wiadomo co. – powiedziała, patrząc na Harry'ego. – Do tego szlaban ze mną przez miesiąc. Tak samo panna Brown, ale szlaban z panem Filchem. – dodała, zerkając na Lavender. – Co do was Weasley… Ronald, szlaban z profesorem Lupinem za bójkę. Ginewra, szlaban z profesorem Snape'em za zniszczenie drzwi. I ma być tu cicho przez całą noc! Panno Granger w razie kłopotów, proszę przychodzić od razu do mnie. Chodźmy, profesorze. – zakończyła zwracając się do Remusa i oboje spokojnie wyszli z wieży.

Hermiona podeszła do przyjaciół i zapytała:

- Co się stało?

- Wyobraź sobie, że to on… On… - zaczęła Ginny, pokazując na Harry'ego, ale w jej oczach zaczęły zbierać się łzy.

- Pieprzył się z Lavender. – dokończył za siostrę z wściekłością w oczach Ron.

Hermiona odwróciła się w stronę Harry'ego, a czarnowłosy aż się skurczył w sobie, gdy zobaczył jej wściekłą minę.

- Ty! Wybawca od siedmiu boleści… - wysyczała w jego stronę. – Szkoda moich słów. – odparła, wzięła Ginny za rękę i skierowała się w kierunku schodów do dormitorium dziewcząt.

Jednak zanim wspięła się na schody, odwróciła się i jeszcze raz spojrzała na Harry'ego. Miał podbite oko i całą spuchniętą twarz po lewej stronie. Popatrzyła na Rona całego czerwonego ze złości i dodała:

- Ron, jak chcesz, to przywal mu z drugiej strony. Usprawiedliwię cię przed McGonnagall. Tylko porządnie.

Ron posłał w jej kierunku uśmiech i ze złośliwością w oczach odwrócił się do Pottera, który nerwowo przełknął ślinę.