No i w końcu udało mi się naskrobać kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba i liczę na komentarze :).

PS Nie wiem czemu w jednym momencie jest wytłuszczonym drukiem, ale nie mogę tego usunąć... Nie powinno tak być.

Rozdział 17

- Już… Cicho… Nie płacz… - Ginny leżała na kolanach Hermiony już od pół godziny i cichutko łkała.

Przyjaciółka starała się ją pocieszyć, ale sama w zasadzie nie wiedziała, co w takiej sytuacji powiedzieć. Harry zachował się jak największy w świecie egoista i bydlak! Czemu w ogóle spotykał się z Lavender, skoro miał taki skarb, jakim jest Ginny? Ale faceci, to jednak dziwne stworzenia. Weźmy na przykład takiego Snape'a. Zdziwił się, jak zobaczył jej wspomnienia, ale nic nie powiedział, co o tym wszystkim myśli. Nie wie, czy jest na nią zły, czy co. No, ale przynajmniej Ron wstawił się za Ginny. Biedny Ron… Chociaż patrząc na to z drugiej strony, to na pierwszy rzut oka widać, że Brown jest poligamicznym typem dziewczyny. Ale i tak jej jest trochę go żal, bo przecież miłość jest ślepa… Prawda?

Spojrzała w dół na koleżankę i zobaczyła, że zasnęła. Delikatnie wysunęła się spod niej i przykryła ją kołdrą. Zasłoniła jeszcze tylko kotary, zgasiła światło i wyszła. Zeszła na dół do Pokoju Wspólnego i dojrzała, że został w niej tylko Ron. Siedział przed kominkiem na kanapie i bawił się różdżką, patrząc w ogień. Usiadła obok niego i delikatnie dotknęła jego dłoni. Widziała, że cierpi. Nie dość, że zdradziła go dziewczyna, to jeszcze z najlepszym przyjacielem. Złapał ją za rękę i spojrzał na nią. Uśmiechnęła się do niego, a w uśmiechu zawarła wiadomość: „Nie martw się, wszystko będzie dobrze.", lecz niestety chyba opatrznie ją zrozumiał, gdyż drugą ręką pogłaskał ją po policzku. Hermionę zamurowało. Wiedziała, że teraz przeżywa coś bolesnego i nie chciała go odtrącać, ale przecież nie mogła dopuścić do tego, żeby coś sobie ubzdurał. Zabrała jego dłoń ze swojego policzka, lecz on był szybki i po prostu najzwyczajniej w świecie pocałował ją w usta.

- Ron! – krzyknęła, zrywając się na równe nogi. – Co ty wyrabiasz?

- Myślałem, że tego chcesz… - także wstał i widać było, że jest trochę zmieszany. – Hermiono, kocham cię. – wyszeptał.

- Nie, nie kochasz. – odpowiedziała hardo. – Tylko ci się wydaje. Nie myślisz trzeźwo, gdyż dopiero ktoś cię zranił.

- Nie. – powiedział miękko i zbliżył się do niej. – Już od dawna cię kocham… Pamiętasz? Kiedyś też mnie kochałaś.

- Nie. Nie kochałam cię w ten sposób, o którym myślisz. Kocham cię jak brata. Wtedy… Wtedy to było tylko chwilowe zauroczenie. – powiedziała powoli.

Nie chciała go dzisiaj ranić, ale musiała mu powiedzieć prawdę.

- Nie kochasz Syriusza, prawda?

To pytanie kompletnie ją zbiło z tropu.

- No widzisz… Nie kochasz go, bo kochasz mnie. – odparł rudzielec i uśmiechnął się promiennie.

- Nie. Kocham. Cię. Jesteśmy przyjaciółmi.

- Kłamiesz. Lubisz się ze mną droczyć. – zbliżył się jeszcze bliżej i znów chciał ją pocałować, lecz wtedy Hermiona go odepchnęła i wybiegła poza wieżę Gryffindoru.

QOQOQOQOQ

Nie wiedziała dokąd ma iść. Było już grubo po ciszy nocnej, więc rzuciła na siebie zaklęcie Kameleona i udała się w prawo, byle jak najdalej od tego domu wariatów, zwanego przez wszystkich Domem Godryka Gryffindora. Szła w tym kierunku przez jakiś czas i zastanawiała się nad tym, od kiedy jej życie stało się do złudzenia podobne do jakiejś brazylijsko-magicznej telenoweli. Zdrady, kłamstwa, miłość, wojna… Można by o tym normalnie książkę napisać. Zaśmiała się pod nosem. Jakby, ktoś miał na tyle rozumu, żeby opisywać jej życie. Jasne, może od razu romansidło… Pff… Już widzi ten napis na okładce: „ Hermiona i Severus, losy nieszczęśliwej pary kochanków…". Nie zauważyła nawet, a zaczęła nerwowo chichotać. Potem śmiech przeszedł w szloch. Wszystko jej się wali. Nie dość, że muszą walczyć z jakimś Wężomordym i jego bandą popaprańców, to jeszcze życie prywatne nie przypomina bajki. Co ten Ron w ogóle sobie myślał? Przecież ona jest w związku z Syriuszem. Chciał, żeby go zdradziła? Błędne koło…

QOQOQOQOQOQOQOQO

Dla Severusa poranek zdecydowanie przyszedł za szybko i był zbyt jasny. Po jakiego czorta wstawił u siebie w sypialni tą marną imitację okna. Teraz oczu nie może otworzyć, bo słońce go razi, odbijając się od śniegu.

- Litości… - burknął pod nosem i podniósł się do pozycji leżącej.

Objął spojrzeniem wszystko dookoła. No tak, znowu zasnął w ubraniu, przytulając się do butelki z alkoholem. Nie ma to, jak rano obudzić się z kacem. Machnięciem różdżki zasłonił okna i nastała błoga ciemność. Wstał i udał się w kierunku łazienki. Stanął przed umywalką i ochlapał wodą twarz. Spojrzał na siebie krytycznym wzrokiem i ocenił wieczorne skutki picia Whisky na podstawie odbicia w lustrze. Podkrążone i czerwone oczy, szarawa cera, potargane włosy i ogólnie jechało mu z paszczy. Skrzywił się i zaczął powoli rozbierać. Zimny prysznic to coś, co postawi go na nogi. Potem ubrał się w swoje nieśmiertelne szaty i wyszedł na śniadanie.

Wchodząc do Wielkiej Sali, jako że był szpiegiem było dla niego to dość oczywiste, dostrzegł że Gryfoni się przegrupowali. Przeszedł koło nich, zaszczycając ich długim intensywnym spojrzeniem ubarwionym cynicznym uśmiechem. Po jednej stronie siedział Chłopiec-Który-Na-Zawsze-Pozostanie-Przygłupem otoczony samymi chichoczącymi nastolatkami, a po drugiej stronie z dość przygnębionymi minami cała męska część Gryffindoru, plus Gniazdo-Granger i Jedna-Z-Nielicznych-Niegłupich-Tej-Rodziny-Weasley. Czy przypadkiem coś go wczoraj ominęło?

- Witaj Minerwo. – przywitał się prawie wesoło, zasiadając obok profesor Transmutacji.

- Daj spokój, Severusie. Nie każ mi tego powtarzać po raz setny. – odpowiedziała zamiast przywitania McGonnagall z nieco zniesmaczoną miną.

- Kobieto, nie daj się błagać, tylko opowiedz, co te twoje kochane Gryfonki znowu przeskrobały. – Snape czuł się lepiej niż zwykle.

Ach! Czyż życie nie jest piękne?

- Sam znasz to najlepiej z autopsji, Severusie. – wtrącił się Lupin. – Kłamstwo, zdrada, rozróba i bijatyka. Wszystko, za co zawsze karam Ślizgonów.

- Ty mi się tu nie wymądrzaj Lupin, tylko wszystko opowiadaj.

- Nie wiedziałem, Snape, że interesuje cię życie uczuciowe naszych uczniów.

- Gówno mnie obchodzą ich romansidła, powiedz mi lepiej kto i za co został ukarany, a ja wszystko połączę w dobrą konstrukcję i sam się wszystkiego domyślę. No i oczywiście będę wypominał Minerwie przy pierwszej lepszej okazji.

- Wypraszam sobie, Snape! – wykrzyknęła nauczycielka Transmutacji i wyszła, posyłając swoim podopiecznym piorunujące spojrzenie.

Snape spojrzał na Remusa z oczekiwanie w oczach. Ten zatem westchnął i powiedział:

- Ron za pobicie Harry'ego, Ginewra za zniszczenie drzwi od łazienki prefektów, Lavender Brown za cudzołóstwo, Harry za cudzołóstwo… - odparł smętnie i zaczął dłubać w talerzu widelcem.

Severus myślał, że spadnie z krzesła, jak to usłyszał. Gdyby wiedział, że z jego powodu połowa sali nie umrze na zawał, to wybuchłby gromkim śmiechem.

- A Granger? – zapytał po chwili.

- Hermiona? Nie było jej wtedy. Przypadkiem nie była u ciebie?

- Tak, rzeczywiście… - powiedział i spojrzał na stół Gryfonów.

Siedziała przy Weasley i gładziła ją delikatnie po plecach w geście pocieszenia.

Severus się zamyślił…

„- Panna Granger… Mózg Złotej i jakże Świecącej Trójcy.- powiedział Snape, a kilku Ślizgonów się zaśmiało.- Niech pani wymieni mi jedną odtrutkę, jakąkolwiek.- powiedział od niechcenia.

- Tylko tyle?- zapytała oburzona Hermiona. To było najprostsze pytanie na świecie.

- Za łatwe pytanie Panno Granger? Chciałem dostosować łatwość pytania do poziomu Wspaniałego Trio, ale widzę, że ambicjami wychodzi pani ponad poziom mózgu gumochłona. W takim razie proszę podać zamienny składnik do Wywaru Żywej Śmierci zamiast korzenia waleriany.

Hermiona zaczęła się zastanawiać. Nigdy się o tym nie uczyli, ale chyba gdzieś o tym czytała. Korzeń waleriany był trudnodostępnym składnikiem, a jego zamiennikiem był… No tak, napierściennik kolczasty!

- Napierściennik kolczasty.- odparła po namyśle Hermiona, a Snape skrzywił się znacznie.

- Może być…

Może być! Nie uczyli się przecież o tym! Ale on nigdy jej nie pochwali. Nigdy…"

Prawda. Nigdy jej nie pochwalił, mimo że była najlepsza w jego klasie. Ba, była chyba najzdolniejszą czarownicą, jaką on kiedykolwiek uczył. Może gdyby ją pochwalił…

- Masz jakieś plany na święta? – wyrwał go z rozmyślań głos Remusa.

- Wiesz, w tym roku robimy sobie ze Śmierciożercami prezenty niespodzianki, a ja wylosowałem Voldzia, więc poszukuję jakiegoś mugola, żeby nabić go na pałąk i zapakować w iście ślizgoński papier świąteczny, zielony w Mroczne Znaki. – powiedział cynicznie i sam poszedł w ślady Minerwy i opuścił posiłek.

- Jego to o nic nie można się normalnie zapytać… - burknął do siebie Remus i znowu zaczął dłubać w jajecznicy.

QOQOQOQOQOQ

Hermiona siedziała przy stole Gryfonów i wprost nie mogła uwierzyć w postępowanie Harry'ego. Od kiedy wszystko wyszło na jaw, nie odezwał się do nich ani jednym słowem. No i jeszcze ta jego cała świta. Wszystkie od razu zwęszyły okazję do tego, aby przypodobać się Wybawcy Czarodziejskiego Świata. To okropne!

- Ginny, a co ze świętami? Przecież wasza mama zaprosiła Harry'ego, prawda?

- Napisałem do niej wczoraj, że nie chcemy, żeby przyjeżdżał. – wtrącił się Ron i przez to został zgromiony przez przyjaciółkę.

- No i? – zapytała się niecierpliwie Hermiona.

- Odpisała, że przecież Harry to rodzina i cokolwiek złego zrobił, to na pewno nie chciał nam zrobić przykrości. Nie patrz tak na mnie! Nie mogłem jej przecież napisać, co się stało!

- Czyli będziemy musieli się z nim użerać przez całą przerwę świąteczną… - odparła smutno Ginny.

- Spokojnie. Już moja w tym głowa, żeby się do was nie zbliżał na bliżej niż pięć kroków. – pocieszyła koleżankę starsza Gryfonka i poklepała ją po plecach.

Po chwili usłyszała za sobą szelest i się odwróciła.

- Panno Granger, proszę za mną. – zakomunikował Snape i zaczął się oddalać.

- Właśnie Hermiono! Nic mi nie opowiedziałaś, a ja samolubnie nawet cię nie zapytałam.

- Opowiem później. – powiedziała wstając. – Wszystko okej. – odparła na odchodnym i wyszła.

Snape czekał na nią przed wejściem do Wielkiej Sali.

- Szybciej nie można było? – zapytał, gdy do niego podeszła.

- Też się cieszę, że pana widzę, profesorze. – odpowiedziała uśmiechając się krzywo.

- Sarkazm ci nie pasuje wiesz?

- Staram się tylko przypodobać. – powiedziała, uśmiechając się szeroko.

„Podniosła głowę i z zaskoczeniem zauważyła, że w klasie została sama. Była tak skupiona, że nawet nie zauważyła jak wszyscy po kolei opuszczali salę. Snape opierał się o ławkę naprzeciwko niej i z obojętną miną przyglądał się. Kiedy na niego spojrzała, uniósł brew.

- Coś nie tak panno Granger?

- Nie… Nic… Po prostu nie zauważyłam, że zostałam sama.

- Przedostatni wyszedł pan Malfoy, który opuścił klasę pół godziny temu.- odparł spokojnie profesor.

Pól godziny temu? Chwileczkę… Jak długo ona tu siedzi?

- Wyprzedzając twoje pytanie. Jesteś tu od dwóch i pół godziny, a za godzinę jest kolacja.

- Ale pan przecież powiedział, że ten eliksir waży się dwie godziny, więc jakim cudem…

- Na poziomie szóstej klasy warzy się najwyżej przez dwie godziny. Ja warzę ten eliksir pięć godzin.

Hermiona zastanowiła się chwilę nad tym, co powiedział profesor i uśmiechnęła się szeroko wielce z siebie zadowolona.

- Nie szczerz się tak Granger. Myślałem, że zajmie ci to trochę dłużej, ale widocznie nie można po tobie się niczego spodziewać. Idź już.

Hermiona poczuła się trochę urażona, a trochę doceniona, ale czego można się spodziewać po Snape'ie i tak był to największy komplement jaki od niego dostała.

- Ale przecież nie skończyłam, jeszcze…

- Idź, ja to dokończę.

Zaczęła zbierać swoje rzeczy, kiedy usłyszała bardzo cichy głos profesora:

- Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru…

Spojrzała szybko w stronę Snape'a, ale ten siedział za burkiem, sprawdzając jakieś kartkówki. Nie mogła się przesłyszeć. Przyznał jej punkty. Jej! I to ile punktów! Zabrała swoje rzeczy i z lekkim uśmiechem na ustach pożegnała się szybko i wyszła. Na zewnątrz odtańczyła taniec radości, lecz gdy portrety zaczęły pokazywać ją sobie palcami, uspokoiła się i odeszła."

Taka piekielnie inteligentna, a do tego urocza… Chwileczkę. Nie, cofnij. Nie urocza. Nie urocza. Wkurzająca.

Dostrzegł, że przygląda mu się oczekująco, więc odchrząknął i rzekł:

- Gdzie spędza pani święta?

- W Norze z Weasley'ami, a o co chodzi? – to dla niej brzmiało podejrzanie, żeby Snape zadawał jej takie pytania.

- Doskonale. W takim razie nasza współpraca i twoje lekcje oklumencji będą odbywały się także w trakcie przerwy świątecznej. – powiedział, a Hermionie zrzedła mina.

W święta?! Zgłupiał do reszty czy jak? No, ale ona tak czy siak spędziłaby ten czas na czytaniu, więc w sumie to może poświecić się praktyce.

- W porządku.

- To nie było pytanie, Granger. To było stwierdzenie. – wysyczał. – Dzisiaj oczekuję cię po obiedzie o piętnastej. Jutro wyjeżdżacie z rana, więc spotkamy się potem dopiero pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. – zakomunikował i odszedł. – Nie spóźnij się! – rzucił na odchodnym.

- Nigdy się nie spóźniam. – krzyknęła za nim, lecz nie miała pewności, że usłyszał.

QOQOQOQOQOQ

- No, ale co on na to?

- No właśnie nic… - odparła starsza Gryfonka, pakując rzeczy d kufra.

Ginny siedziała na łóżku Hermiony i przeglądała książki, które jej przyjaciółka wypożyczyła z biblioteki na święta.

- Same o eliksirach. I masz zamiar to wszystko przeczytać? – zapytała, pokazując stertę grubych ksiąg.

- To informacje, które przydadzą mi się podczas pracy ze Snape'em. Daje mi do wykonania coraz trudniejsze eliksiry. A ostatnio powiedział, że będę kończyć Eliksir Tojadowy dla Remusa. To wielka odpowiedzialność.

- Tak, tak, jasne… Ale wracając do tematu, to może się go o to zapytasz?

- Zgłupiałaś? Nie ma mowy. Jeśli chce udawać, że to nie miało miejsca, to mi to jak najbardziej odpowiada.

- To ten dla niego? – zapytała Gin, wskazując na mały pakunek obok kufra.

- Tak… - odparła Hermiona i schowała go do kieszeni szaty.

- Myślisz, że mu się spodoba? – zapytała Ruda z nadzieją w głosie.

- Nie wiem.

Zamknęła kufer i położyła go na ziemi. Spojrzała na zegarek. Jeszcze dwie godziny do oklumencji.

QOQOQOQOQOQ

Spojrzał na zegarek. Piętnasta. Jeszcze chwila, a się spóźni, a on oczywiście nie omieszka jej tego wypomnieć. Usłyszał pukanie do drzwi. Jak zawsze punktualna. Cholera…

- Wejść.

Wślizgnęła się do środka i cicho zamknęła za sobą drzwi. Stał przy kociołku i w nim mieszał. Nie chciała mu przerywać, więc stała w miejscu. Po chwili rzucił na eliksir zaklęcie zastoju i podszedł do niej.

- Oczyściłaś przed snem umysł? – zapytał.

- Yyy… Nie. Nie miałam do tego głowy. – odparła lekko zmieszana.

- I przychodzisz tu na kolejną lekcję bez przygotowania? – wysyczał w jej kierunku. – I ty chcesz robić postępy, Granger?

- No, bo wczoraj… - zaczęła ale jej przerwał.

- Nie obchodzi mnie to, co było wczoraj. Mógł być nawet deszcz meteorytów, a ty i tak masz przed snem oczyszczać umysł. Czy wyrażam się jasno?

- Tak.

- Tak, co?

- Tak, panie profesorze. – powiedziała przez zęby.

- Gotowa? – zapytał, wyciągając różdżkę.

Pokiwała głową, żeby znowu jej czegoś nie wypomniał.

- Raz, dwa, trzy… Legilimens.

„- Profesorze Snape, czy mógłby pan puścić moją rękę?

- Konfiskuję tę książkę Granger. Nie powinno jej tu być. - puścił ją i wziął książkę, po którą sięgała, po czym podszedł do pani Pince i zaczął z nią o czymś dyskutować.

Hermiona dostrzegła, jak bibliotekarka się zaczerwieniła i tylko kiwnęła głową. Czyżby dostała naganę od Snape'a? Co to za książka? Pewnie czarnomagiczna, ale jej tytuł różnił się od tych niebezpiecznych, o których Lupin opowiadał im na Obronie. Tamte samym tytułem już odstraszały. „Potworne zbrodnie na ludziach i nie tylko", „Jak zabić duszę, nie ciało" i tym podobne. Przestała jednak się tym przejmować. Skoro Snape uważa, że nie powinna jej czytać, to chyba powinna mu ufać, prawda?

Tak, zdecydowanie. To jeden z niewielu nauczycieli, który zna się na swoim fachu. No może Czarna Magia to nie jego fach, ale na pewno nikt nie zna się w Hogwarcie na niej tak jak on. Może gdyby ona nauczyła się Czarnej Magii, to w końcu by się do niej przekonał?"

Snape opuścił umysł Granger, złapał się za nasadę nosa i zaczął ją masować. Co za skretyniała Gryfonka! A on myślał, że ona jest mądra… Ale w sumie on też jest niby inteligentny, a w jej wieku to już umiał kilka paskudnych klątw.

- Nigdy… - zaczął. – Ale to przenigdy nie myśl o tym, żeby uczyć się Czarnej Magii.

Hermiona przełknęła głośno ślinę. Mistrz Eliksirów wyczuł, że dziewczyna się spina, więc spojrzał na nią i podszedł bliżej.

- Umiesz już coś? – wysyczał złowrogo.

- Eee… No tak się składa, że kiedyś w bibliotece znalazłam taki stary podręcznik od Eliksirów i tam było tak dużo poprawek, no i były też jakieś zaklęcia i… No i kilka wypróbowałam, ale one chyba nie były czarnomagiczne… - zaczęła się tłumaczyć.

- Jakie to były zaklęcia?

- Muffliato, Sectumsempra - Podręcznik Księcia Półkrwi? – zapytał Snape, choć chciał się klepnąć w czoło. - Tak, zna go pan? – zaciekawiła się Gryfonka. - Tak i to dość dobrze. - Oddasz mi ten podręcznik, a zaklęć nie używaj. Sectumsempra to czarnomagiczne zaklęcia. Merlinie… Granger trochę rozwagi… - Przepraszam. - Jeszcze raz. Raz, dwa, trzy… Legilimens.

„- Granger! Granger, do jasnej cholery!

Hermiona usłyszała jakby z oddali wołający ją głos.

- Granger, słyszysz mnie?

Rozpłakała się i skuliła w kłębek. Nie chciała tu wracać. Tam, gdzie była, było tak spokojnie i w końcu czuła się szczęśliwa.

- Granger.- nie odpowiedziała mu.- Granger, odwróć się w tej chwili!

Posłusznie się odwróciła w jego stronę, lecz nie śmiała mu spojrzeć w oczy.

- Popatrz na mnie!- wrzasnął na nią Snape, więc powoli uniosła wzrok i załzawionymi oczami spojrzała w czarne oczy profesora, a ten od razu wkradł się do jej umysłu.

Przeszukiwał jej myśli. To było okropne. Widział, jak mała Hermiona z burzą brązowych włosów jest huśtana na placu zabaw przez ojca. Jak pierwszy raz przeczytała pierwsze zdanie z pomocą matki i jak ta sama tylko jedenastoletnia otwiera kopertę z pieczęcią Hogwartu. Opuścił jej umysł i westchnął."

Obecny Snape również opuścił jej umysł i także westchnął.

- Czy ty to robisz specjalnie? – zapytał lekko poddenerwowany.

- Niby co? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Hermiona.

- Pokazujesz mi wspomnienia tylko te, w których brałem udział.

- Nie robię tego specjalnie. To tak samo jakoś wychodzi. – powiedziała szczerze. – Jak jestem w pana towarzystwie, to myślę o panu. Czy to takie niezwykłe?

- Może nie, ale na dzisiaj mam dość. – odparł i powrócił do kociołka. – Poinformuję cię o następnej dacie i godzinie po świętach. – dodał, odczarowując eliksir.

- Do widzenia i wesołych świąt. – pożegnała się wesoło Hermiona i wyszła.

Kiedy Snape skończył przelewać eliksir do mniejszych buteleczek, dopiero podniósł wzrok od czasu wyjścia Gryfonki. Na ziemi w miejscu, w którym ostatnim razem ją widział, dostrzegł mały brązowy pakunek. Podszedł bliżej i podniósł go. Był to prezent niewielkich rozmiarów zapakowany w świąteczny papier w małe złote gwiazdki. Do niego przyczepiony był malutki liścik.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

życzy

uczennica z gniazdem na głowie,

Hermiona Granger.

PS Prezent można będzie otworzyć dopiero w święta.

Tak, tak wiem... Jeszcze nie zdradziłam wam, co to za prezent, jestem okropna :P. Niedługo się dowiecie... No i w następnym rozdziale będzie Remus, święta i sprawa z Harry'm, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem :).