Męczycie mnie, że chcecie więcej i, że rozdziały takie krótkie, więc spięłam się i przedstawiam wam oto mój rozdział- kolos :) Najdłuższy jaki w życiu napisałam... ^^ Sprawa Harry'ego, dużo Zakonu, nowa postać no i święta! Miłego czytania!
Rozdział 18
Ekspres Hogwart-Londyn miał wyruszyć ze stacji Hogsmeade o godzinie dziesiątej, więc pół godziny wcześniej powozy zaprzężone w testrale już stały przed głównym wejściem do Hogwartu i czekały na ostatnich uczniów, którzy ładowali się do środka. Była słoneczna niedziela i padał śnieg. Wielkie płatki śniegu lądowały na brązowych lokach Gryfonki, która czekała aż jej przyjaciółka wsiądzie do powozu. Ostatni raz jeszcze odwróciła się w stronę zamku, a na jej rumianej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Hermiono! – odezwała się rudowłosa przyjaciółka. – Wsiadaj, bo zamarzniemy!
- Już, już. – odparła Hermiona i wsiadła do środka.
Usadowiła się obok Neville'a i złożyła na ręce puchate rękawiczki od babci, które przysłała jej mama w zeszłym tygodniu. Po piętnastominutowej podróży w końcu dotarli na miejsce. Wygrzebali się z powozu i stanęli twarzą w twarz z wielkim kudłatym czarnym psem.
- Syriusz! – podbiegła do niego Hermiona i podrapała go za uchem.
Psiak szczeknął w jej kierunku i wesoło zaczął merdać ogonem.
- Co za brzydki kundel! – usłyszała drwiący głos obok. – Nie no Granger, nie wiedziałem, że masz taki okropny gust nawet do zwierząt. – powiedział spokojnie Malfoy.
- Zamknij się, fretko! – krzyknął zaczerwieniony ze złości Ron, a pies zaczął niebezpiecznie warczeć.
- Dajcie spokój. – uspokoiła przyjaciół Ginny i wzięła brata pod ramię, po czym poprowadziła go w stronę wejścia do pociągu.
Malfoy także wsiadł, na koniec jeszcze zaszczycając Hermionę złośliwym śmieszkiem.
Kiedy na peronie została tylko Hermiona i Syriusz, zmienił on swoją postać w bardziej ludzkie oblicze. Gryfonka natychmiast go przytuliła i pociągnęła za rękę w stronę pociągu. Szybko znaleźli przedział, w którym czekali już na nich Ginny, Neville i Ron.
- A gdzie Harry? – zapytał wesoło Syriusz i usiadł obok młodej Weasley'ówny.
Po tym pytaniu zapadła niezręczna cisza.
- Opowiem ci wszystko potem na osobności Syriuszu. – powiedziała szeptem Hermiona.
- Nie ma sprawy, Hermiono, nie krępuj się. – odparła hardo Ginny, ale głos jej trochę zadrżał pod koniec.
- Harry zrobił cos strasznego i nie chcemy mieć z nim nic do czynienia. – zaczęła smutno. – Zdradzał Ginny z Lavender, dziewczyną Rona…
- Gdzie on jest? – zapytał Syriusz, a Hermiona w jego oczach zobaczyła gniew.
- Pewnie gdzieś w pociągu. W końcu spędza z nami święta. – odpowiedział Ron.
- Pójdę go poszukać i porozmawiam z nim.
Syriusz wstał, a razem z nim Hermiona.
- A ja skoczę po jakieś łakocie. – uśmiechnęła się. – Przyda nam się trochę osłody.
Hermiona wyszła razem z Syriuszem z przedziału i rozdzielili się, idąc w przeciwnych kierunkach. Tak naprawdę była to tylko wymówka, aby znaleźć Draco i Lunę. Podejrzewała, że mieli przedział tylko we dwoje, aby nacieszyć się sobą przed świętami. Luna spędzała je z ojcem, gdzieś na północy kraju, a Malfoy oczywiście w domu swoich rodziców. Nie pomyliła się i znalazła ich kilka przedziałów dalej, rozmawiających i śmiejących się. Zapukała w szybkę drzwi i po krótkim machnięciu ręką Ślizgona weszła do środka. Zamknęła za sobą drzwi na zatrzask i zasłoniła zasłonki. Rzuciła także szybko czar przeciwko podsłuchiwaniu.
- Witaj Hermiono. – przywitała się rozmarzonym głosem Luna. – Nie natknęłaś się może po drodze na gangrenki?
- Hej. Nie… Nie widziałam nic takiego. – odpowiedziała z uśmiechem Gryfonka.
Już przyzwyczaiła się do dziwnych pytań Krukonki.
- Dziwne, wydawało mi się, że widziałam, jak kilka wsiada do naszego pociągu… Pewnie przyszłaś porozmawiać z Draco.
- No, właściwie to tak. – odparła, trochę się rumieniąc.
Dawno już nie rozmawiała z Luną, a kiedy tylko miała do tego okazję, przeważnie odzywała się tylko do Malfoy'a. Było jej z tego powodu bardzo głupio.
- Zostawić was samych? – zapytała Krukonka bez cienia złości.
- Nie, nie. – zapewniła ją szybko Hermiona. – Zostań.
Luna uśmiechnęła się do niej lekko, a potem jej wzrok powędrował w kierunku okna i zaczęła cicho nucić jakąś tylko jej samej znaną melodię.
- Przyszłam cię tylko poinformować, że zakład zamknięty. Zadanie wykonane.
Na warzy Draco znów pojawił się złośliwy uśmieszek.
- Co mu dałaś? – zapytał spokojnie.
- Nic ci do tego. – odparła złośliwie, a jemu zrzedła mina.
- Jak tam sobie chcesz, ale ja i tak się dowiem. – powiedział pewnie i uściskał ją serdecznie, czym wywołał u Gryfonki zdziwioną minę. – No co? – zapytał Ślizgon. – To już nie można ci życzyć wesołych Świąt?
Hermiona wyglądała, jakby właśnie dostała oszałamiaczem, ale szybko zreflektowała się.
- Nawzajem, Draco i tobie też, Luna. – odparła i uściskała trochę rozmarzoną Krukonkę. – To ja już lecę. Miłego wypoczynku! – dodała, po czym wyszła i skierowała się dalej, szukając wózka ze słodyczami.
QOQOQOQOQOQ
Londyńska pogoda w ogóle nie przypominała tej otaczającej błonia wokół Hogwartu. Było zimno, ale padał deszcz ze śniegiem. Szaro-bure niebo nadawało temu wszystkiemu mrocznej i niewesołej atmosfery. Gdy pociąg zajechał na peron 9 i , a uczniowie zaczęli wylewać się z wagonów, mimo nieciekawej pogody na ich ustach można było zauważyć szerokie uśmiechy. Rodzice przytulali dawno niewidziane pociechy i kierowali się w stronę wyjścia lub z cichym pyknięciem aportowali się prosto do swoich domów.
- No i co powiedział Harry? – zapytała szeptem Hermiona Syriusza, gdy wychodzili z pociągu.
Jednak nigdy się nie dowiedziała, gdyż w tym momencie podbiegła do nich pani Weasley i wszystkich uściskała.
- Dzieciaki! – Ron na to stwierdzenie skrzywił się niemiłosiernie. – Jak dobrze was znowu widzieć. – Ginny, skarbie, strasznie schudłaś!
- Mamo! – odparła z wyrzutem młoda latorośl Weasley'ów i uśmiechnęła się.
Jednak jej wesoły nastrój nie trwał długo, gdyż zobaczyła zbliżającego się w ich stronę czarnowłosego chłopaka. Harry stanął jakieś dwa metry od nich i wszyscy natychmiast zamarli w milczeniu. Molly spojrzała ze smutkiem na nieciekawą minę Harry'ego i podeszła do niego, przytulając go serdecznie.
- Nie martw się, pogodzicie się. – wyszeptała do niego, a potem zawołała do bliźniaków stojących przy siostrze. - Fred, George! Ruszamy!
I zniknęła razem z Potterem z cichym pyknięciem. Fred za to złapał za rękę siostrę, George Rona, a Syriusz Hermionę i wszyscy po chwili wylądowali przed Norą.
Nora wyglądała jak zawsze. Czteropiętrowa, ale bardzo wąska i wyglądająca jakby zaraz miała się rozsypać jak domek z kart. Kilka dobudówek, gdyby nie siła magii już dawno by runęło na ziemię. Za to w środku istne cudeńko! Ogień wesoło buchający w kominku, zegar z wszystkimi twarzami Weasley'ów i pełno innych magicznych gratów. Hermiona pomyślała, że Snape by powiedział, że to istna rupieciarnia, ale dla niej było to urocze rodzinne gniazdko. No i nie pomijając ludzi, którzy czekali na nich w środku. Remus, Tonks, Bill z Fleur, pan Weasley, nawet Charlie i dwie pary oczu wpatrujących się ciepło w Hermionę.
- Mama, tata! – Gryfonka podbiegła szybko do rodziców i mocno ich uściskała.
- Witaj córuniu. – powitała Hermionę Amelia Granger. – Wszystko w porządku? – zapytała, gdyż dostrzegła w jej oczach łzy.
- Tak. – odpowiedziała Gryfonka , wycierając mokre od łez policzki. – Po prostu strasznie się za wami stęskniłam, a nie widziałam, że tu będziecie.
- Artur i Molly nas zaprosili. – wtrącił się Oliver Granger, tata Hermiony.
- Pomyśleliśmy razem z żoną, że to będzie wspaniały prezent dla ciebie, Hermiono, z okazji zbliżających się świąt. – powiedział pan Weasley po przywitaniu własnych dzieci i uściśnięciu ręki Harry'emu.
- Dziękuję bardzo, o niczym innym nie marzyłam. – podziękowała cała w skowronkach. – Długo tu jesteście? – zapytała po chwili, siadając z nimi w kuchni przy stole.
- Od wczoraj. – odpowiedział Oliver.
- To niesamowite, jaki ten świat jest cudowny! – powiedziała z zachwytem Amelia.
Hermiona na to stwierdzenie tylko się szeroko uśmiechnęła. Przebywała z rodzicami kilka dobrych minut, a jej mama już zdążyła wszystko dookoła skomentować. Mopa, który sam mył podłogę w kuchni, zegar Weasley'ów, włosy Tonks, nawet ubranie Lupina. Gryfonka westchnęła w duchu. To po matce odziedziczyła ciekawość świata, ale tylko tę jedną cechę miały wspólną. Amelia była zupełnie niepodobna do swojej córki zarówno z wyglądu, jak i charakteru. Była wysoką, szczupłą blondynką o niebieskich jak niebo oczach i prostych, sięgających do pasa włosach. Lubiła ciągać zazwyczaj Hermionę po butikach, kiedy ona wolała pójść do jakiejś księgarni lub antykwariatu. No tak, i jeszcze jej hobby pozostawiało wiele do życzenia, przynajmniej w mniemaniu Hermiony. Mama Gryfonki uwielbiała kolekcjonować buty! Kozaki, sandały, pantofelki, butki, półbuty, tenisówki… No, wszystkie. Natomiast tata Hermiony był jak kropka w kropkę z córką. Zamiast biegać po sklepach wolał usiąść w domu z książką i popijać lampkę wina. Nie był wysokim mężczyzną, raczej przeciętnego wzrostu, ale wyższym zarówno od Hermiony, jak i Amelii. Mimo że włosy miał krótkie, to bardzo się one kręciły i były koloru ciemnego brązu z pasmami siwizny. No i oczywiście miał identyczne wielkie, okrągłe, bursztynowe oczy otoczone długimi rzęsami. Hermiona była jego małą córeczką, oczkiem w głowie. Dlatego też, już gdy była mała z wszystkimi problemami, zamiast przychodzić do matki, wolała poradzić się ojca. Zawsze jej wysłuchał, a potem nie mówił, co ma zrobić, tylko bardziej przedstawiał, jak on by postąpił w takiej sytuacji. Hermiona bardzo kochała swoich rodziców i dlatego cieszyła się, że mimo panującej dookoła wojny może spędzić z nimi te radosne chwile, jakimi są święta.
QOQOQOQOQOQOQ
Kiedy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi Harry został sam w salonie. Odetchnął głęboko i rozsiadł się na kanapie.
- Harry… - przysiadł się do niego Syriusz i zagadnął. – Szukałem cię w pociągu.
Potter spojrzał na swojego ojca chrzestnego i napotkał jego zmartwiony wzrok, ale tylko wzruszył posępnie ramionami.
- Najwyraźniej mnie nie znalazłeś. – odburknął.
- Słyszałem, co się stało między wami wszystkimi. – nie musiał mówić mu dokładniej, wiedział, o co chodzi.
Jego chrześniak nie odezwał się, więc Syriusz zapytał:
- Możesz mi to wytłumaczyć?
- A co tu jest do tłumaczenia? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Wydaje mi się, że przedstawili ci sprawę dość jasno.
- Chcę wiedzieć, co wtedy tobą kierowało? Czemu to zrobiłeś?
Chłopak tylko wzruszył ponownie ramionami. Do pokoju weszła Tonks i uśmiechnęła się promiennie do dwójki siedzącej na kanapie.
- Zrobić wam herbaty? – zapytała, podchodząc.
Nagle zatrzymała się w pół kroku i bacznie przyjrzała Chłopcu-Który-Przeżył. Ten zauważając jej wzrok, wstał i wyszedł z pokoju.
- O co chodzi? – zapytał zagubiony Syriusz.
- Musimy pogadać. – odparła aurorka, a jej włosy stały się bladoniebieskie, co było wiadomością dla pozostałych, że jest zaniepokojona. – Sprowadź Dumbledore'a.
- Ale, co się stało? – ponowił pytanie animag i wstał.
- Harry… To… To chyba nie jest Harry.
QOQOQOQOQOQ
Nagle w Norze zapanowało wielkie zamieszanie. Hermiona siedziała w kuchni, kiedy do kominka wpadł Syriusz, rzucił proszkiem Fiuu i krzyknął „Hogwart", a potem zniknął w zielonych płomieniach. Kilka patronusów przeleciało tuż obok niej i zniknęło poza domem. Potem było jeszcze gorzej. Usłyszała jakieś krzyki z salonu, więc wraz z rodzicami udała się w tamtym kierunku, lecz w drzwiach stanęła jak wryta. Już kiedyś widziała podobną scenę. Po jednej stronie stał Remus i krzyczał na Rona, za którym chował się Harry, który przytulał się do Ginny. Po stronie Remusa stała Tonks i coś zawzięcie tłumaczyła pani Weasley. Nagle do salonu została wepchnięta przez Syriusza, za którym szedł Dumbledore. Istna paranoja!
- Cisza! – krzyknął dyrektor.
Wszyscy umilkli i skupili swój wzrok w jego kierunku. Zaraz za dyrektorem stanął Snape, a Hermionie serce podskoczyło do gardła. Jeszcze jego tu brakowało!
- Nimfadoro, możesz mi wytłumaczyć, o co chodzi? – zapytał się dyrektor. Był chyba jedyną osobą w tym całym towarzystwie, który zwracał się do Tonks po imieniu.
- To nie jest Harry! – wykrzyknęła aurorka, wskazując na czarnowłosego, który cały czas trzymał Ginny w objęciach.
- To nonsens! – odparła najmłodsza Weasley'ówna. – To jest Harry!
- Milczeć i siadać! – tym razem odezwał się Snape.
Hermionę zamurowało, gdyż wszyscy oprócz niej i dyrektora, (nawet jej rodzice!) posłusznie usiedli na fotelach, kanapie i krzesłach.
- Ty też Granger. – wysyczał w jej kierunku, a gdy już otwierała usta, żeby powiedzieć, że nic przecież nie zrobiła, zmrużył niebezpiecznie oczy. Przełknęła więc ślinę i posłusznie zajęła miejsce obok swoich bliskich. – A to kto? – zapytał po chwili, lustrując od góry do dołu Amelię i Olivera.
- To moi rodzice. – odparła i posłała mu miażdżące spojrzenie.
- Mugole. – powiedział, jakby sam chciał się poinformować. – Albusie, może…
Ale dyrektor już go nie słuchał, tylko uśmiechnął się wesoło do państwa Granger i podreptał się z nimi przywitać. Severus przewrócił oczami, a gdy Dumbledore wrócił na poprzednie miejsce, zapytał:
- Możemy kontynuować?
- Tak. Zacznij jeszcze raz Nimfadoro, ale od początku. – zwrócił się do Tonks.
- No, więc weszłam tutaj, to znaczy do salonu i chciałam zaproponować Harry'emu i Syriuszowi herbatę. Siedzieli na kanapie. Popatrzyłam na Harry'ego i zobaczyłam, że to nie on!
- A skąd niby wysnułaś takie wnioski? – zapytał Snape.
- No, bo jestem przecież metamorfomagiem. Zwracam uwagę na każdy najdrobniejszy szczegół twarzy. Sami zobaczcie! To nie jest Potter!
Wszyscy utkwili wzrok w Harry'm, a on zbladł.
- Ja nic nie widzę. – powiedział Ron, drapiąc się po głowie.
- No jak to nie? Zobacz na jego nos, jest za duży. A brwi? Za wysoko. – powiedziała Tonks, a reszta zaczęła wytężać wzrok, ale niczym to nie zaskutkowało. Dla nich wyglądał normalnie.
- W końcu się na coś przydałaś. – powiedział cicho Snape, a wszyscy przenieśli wzrok z Harry'ego na Mistrza Eliksirów. – Nie patrzcie tak na mnie! – warknął. – Ma rację!
- Ale jak to nie jest Harry… - zaczęła Ginny i odsunęła się od chłopaka. – To kim ty jesteś?
- Ginny, to naprawdę ja! – krzyknął Potter.
Dyrektor przeczesał swoją długą białą brodę w zamyśleniu.
- Severusie, da się to jakoś sprawdzić?
- Leglimencją owszem. Znam umysł Pottera, byłem już tam nie raz.
Snape wyciągnął różdżkę i zaczął się zbliżać powoli w kierunku chłopaka.
- No dobra, już dobra! – wstał i wykrzyczał. – Macie mnie…
Potem jego ciało zaczęło się powoli zmieniać. Nogi się wydłużyły, a włosy zrobiły się koloru jasnobrązowego z blond pasemkami. Skóra ściemniała, a na rękach pojawiło się wiele blizn. Oczy z zielonych stały się piwne.
- Kim jesteś? – zapytał Mistrz Eliksirów, trzymając chłopaka na końcu różdżki.
- Mam na imię Benjamin. – jego głos także się zmienił, był dużo bardziej męski niż głos Harry'ego i trochę ochrypły.
- To trochę mało informacji… - wysyczał Snape i Hermiona spojrzała w jego kierunku.
Miał zaciekły i niebezpieczny wyraz twarzy, a każdy mięsień naprężony. Przypominał jej trochę panterę gotową do skoku. Rozejrzała się i zobaczyła, że wszyscy mają taki sam wyraz twarzy. Ich usta były ułożone w równiuteńką literę „O". Tylko jej mama patrzyła na Benjamina i uśmiechała się pogodnie. No tak, ładny chłopak, więc ona się do niego szczerzy. Gryfonka przewróciła oczami i wsłuchała się w opowieść chłopaka.
- Nazywam się Benjamin Newtwork i pochodzę z Australii. Jestem aurorem i… - spojrzał na Snape'a i przełknął nerwowo ślinę. – Szpiegiem. Rząd australijski jest zaniepokojony tym, co dzieje się tutaj, w Wielkiej Brytanii, więc wysłał mnie na przeszpiegi, aby podjąć decyzję, jakie zajmie stanowisko podczas tej wojny.
- Gdzie jest Potter? – wysyczał Mistrz Eliksirów.
- Oczywiście w Australii. Ale spokojnie, jest bezpieczny! – powiedział szybko, gdyż zobaczył błysk złości w oczach Snape'a.
- Oddaj mi różdżkę. – powiedział beznamiętnie Severus, a chłopak od razu mu ją podał. – Jest twój Albusie. – dodał i schował różdżkę chłopaka do kieszeni.
QOQOQOQOQOQ
Kiedy wszystko się w miarę uspokoiło, jakby to było możliwe, Hermiona odprowadziła swoich rodziców do sypialni na piętrze, gdyż Dumbledore zwołał zebranie Zakonu.
- To był taki ekscytujący dzień, prawda Oli? – pisnęła jej matka, kiedy wchodzili po schodach. – Jak w filmie. Szpieg, zmiana ciała i ta cała groźna atmosfera przez tego, no Sname'a.
- Snape'a, mamo. – poprawiła ją Hermiona i wyszła z pokoju.
Zeszła na dół i zobaczyła istny multum ludzi. Spodziewała się, że nie zna wszystkich członków Zakonu, ale tego się nie spodziewała. Tu było chyba ze dwieście osób! Zobaczyła grupkę rudych włosów gdzieś w rogu magicznie powiększonego pokoju, więc udała się w tamtym kierunku. Napotkała tam Ginny wesoło podskakującą.
- Co jest? – zapytała z ciekawością.
- Nie uwierzysz! Okazało się, że ten cały Benjamin udawał Harry'ego jakieś trzy miesiące, co oznacz, że Harry mnie nie zdradził z Lavender! – i uściskała przyjaciółkę, która podzielała jej dobry humor. – Mam nadzieję tylko, że nic mu nie jest.
- Chyba nie, skoro Benjamin tak twierdzi.
- Ale myślisz, że możemy mu zaufać? – zapytała Ginny i popatrzyła w kierunku chłopaka, który stał obok Dumbledore i nad czymś z nim żywo dyskutował.
- Nie wygląda na to, żeby Dumbledore mu nie wierzył, a przecież sprawdzili, czy nie kłamie.
- Mam taką nadzieję. – odparła rudowłosa i usiadły na krzesłach, bo Dumbledore oświadczył, że zaczyna spotkanie.
- Witam wszystkich zgromadzonych. Wiem, że dzisiaj nie miało być spotkania Zakonu, ale pewne okoliczności zobligowały mnie do tego, by je dzisiaj jednak zrobić. – przerwał na chwilę, a po kuchni potoczyły się pomruki ciekawości. – Otóż nie stało się nic złego, wręcz przeciwnie.
- Nie, wcale. Mieliśmy szpiega, a on mówi, że nie stało się nic złego. – Hermiona usłyszała za sobą parsknięcie Snape'a i uśmiechnęła się w rozbawieniu.
- Nawiązaliśmy kontakt z Australijskim Ministrem Magii i postanowił on pomóc nam w walce z Voldemortem. Niedługo do naszych szeregów zawita ktoś z wyspy i będzie naszym łącznikiem z tamtejszym rządem. Jest to bardzo dobra nowina, gdyż im jest nas więcej, tym szybciej uda nam się pokonać Toma. – wszyscy byli zachwyceni tak dobrą nowiną, ale Hermiona była myślami gdzie indziej.
- Psst… Gin. – szepnęła w kierunku przyjaciółki.
- Co? – zapytała młodsza Gryfonka.
- Co ty tu właściwie robisz? To przecież spotkanie Zakonu, a ty nie jesteś członkiem.
- Jestem. – odparła spokojnie.
- Co?! - wykrzyknęła, ale gdy zobaczyła, że połowa sali się na nią spojrzała, spłonęła rumieńcem i dodała ciszej. – Od kiedy?
- Od jakichś dwóch tygodni. Dumbledore mianował mnie dopiero, jak udało mu się przekonać moją mamę.
- Ale…
- Granger, zamilcz, bo sam cię uciszę. – usłyszała syk Snape'a tuż koło ucha i zamilkła.
- … i dlatego niektórym wam poprzydzielam zadania, a następne spotkanie odbędzie się w nowym roku.
Wszyscy zaczęli wstawać i się zbierać, a Ginny podeszła do Dumbledore'a.
- Kiedy wróci Harry? – zapytała prosto z mostu.
- Spróbujemy sprowadzić go jak najszybciej. A, właśnie panno Weasley, mam dla pani zadanie. – Ginny podekscytowanie sięgnęło zenitu tego dnia, ale mina jej zrzedła, gdy dyrektor dokończył. – Na czas pobytu tutaj Benjamina zaopiekuje się nim pani i wprowadzi w plany Zakonu.
Przed Ginny stanął szatyn, a ona się skrzywiła. Przecież to chore. On się z nią całował, gdy udawał Harry'ego i jeszcze zdradzał ją z Lavender, a teraz ona ma się nim zaopiekować?! I o jaki rodzaj opieki mu chodzi?
- Cześć. – powiedział nieśmiało i wyciągnął do niej dłoń. – Jestem Ben.
Gryfonka nie podała mu ręki, tylko odwróciła się na pięcie i przez zęby wydusiła.
- Chodź Ben.
QOQOQOQOOQ
Nora w końcu powróciła do swoich pierwotnych kształtów i zostało w niej tylko kilka osób oraz goście i domownicy. Było już grubo po północy, a Hermionie kleiły się oczy. Już by dawno poszła spać, ale Dumbledore miał jej dać jakieś zadanie, a od piętnastu minut gadał z Ronem i Remusem. Ziewnęła i złożyła głowę na kolanach, kiedy poczuła, że ktoś koło niej siada.
- To niestosowne dawać prezent nauczycielowi. – odezwał się głos koło niej i jak za machnięciem różdżki odechciało jej się spać i podniosła się do pionu.
- Według mnie to nie było niestosowne. Wyraziłam tym moją wdzięczność wobec pana, profesorze. – odparła i spojrzała mu w oczy.
- Dobrze wiesz, dlaczego dałaś mi prezent, Granger i nie udawaj idiotki. – wysyczał.
- Nie, nie wiem. Może pan mi powie? – zapytała i zatrzepotała rzęsami.
Skrzywił się, wstał i odszedł, a ona uśmiechnęła się wrednie. Dupek!
- Dokuczał ci Miona? – tym razem usiadł obok niej Syriusz i objął ją ramieniem.
- Nie… - odparła i wtuliła się w jego pierś. Czuła się taka senna.
- Panno Granger. – wyrwał ją z małej drzemki głos Dumbledore'a.
Otworzyła oczy i zobaczyła wesołe niebieskie tęczówki za okularami połówkami. W kuchni zostali tylko ona, Syriusz i dyrektor.
- Tak, profesorze? – zapytała nieco sennie.
- Widzę, że jest pani zmęczona. O pani zadaniu porozmawiamy jutro. Proszę wpaść do Hogwartu, może koło dwunastej.
- Ale jak ja się tam dostanę? – zapytała zanim, zdążyła sobie przypomnieć, jak Syriusz sprowadził Dumbledore'a.
- Proszę skorzystać z kominka Weasley'ów. Jest podłączony do tego w kuchni. A teraz dobranoc.
- Dobranoc, profesorze. – odpowiedziała i znowu ułożyła się w ramionach Syriusza.
QOQOQOQOQOQ
Obudziła się w pokoju, który dzieliła z Ginny. Pewnie Syriusz ją tam zaniósł, jak zasnęła. Zobaczyła, że przyjaciółki już nie ma w łóżku, a to oznaczało, że pora wstawać. Przeciągnęła się i wyjrzała za okno. Pani Weasley już zagoniła bliźniaków do sprzątania ogródka i ci uganiali się jak głupi za gnomami. Był piękny słoneczny poranek, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Wszystko układało się znakomicie. Dostaną wsparcie z Australii, Harry nie zdradził Ginny, a ona w końcu dostanie jakieś zadanie i zacznie działać na rzecz Zakonu. Do tego wszystkiego, jak wisienka na torcie, spędzi święta z rodzicami. Żyć nie umierać!
Po porannej toalecie zeszła na dół. Przy stole siedzieli państwo Granger, Ginny, Benjamin, Ron, a dookoła nich krzątała się pani Weasley.
- Dzień dobry, kochanie. – przywitała ją Molly. – Zjesz gofry na śniadanie?
- Dzień dobry. Tak, poproszę. – usiadła koło Ginny i od razu zobaczyła jej nieciekawą minę.
- Co masz taki kiepski humor? – zapytała i szturchnęła ją łokciem w bok.
- Moje zadanie jest niewdzięczne. – oparła i skrzywiła się znacznie.
- Czemu?
- Bo zajmuje się nim. – wydusiła i głową wskazała chłopaka naprzeciwko.
Hermiona przyjrzała mu się bliżej. Grał z Ronem w szachy i świetnie się obaj przy tym bawili.
- Czy ja wiem? Wydaje się sympatyczny.
- Ale ja z nim zdradzałam Harry'ego! – powiedziała z wyrzutem.
- Wcale go nie zdradzałaś. Przecież myślałaś, że to Harry. – pocieszyła ją i odwróciła się w kierunku rodziców.
Tata Hermiony czytał gazetę, a mama piła kawę i rozmawiała z Molly o butach, a jakżeby inaczej…
- Która godzina? – zapytała, gdy skończyła jeść.
- Jedenasta trzydzieści. – odpowiedział Oliver, patrząc na zegarek.
- To ja zmykam do Hogwartu. Muszę pogadać z dyrektorem. Będę najpóźniej na obiad. – poinformowała wszystkich i wskoczyła do kominka, krzycząc „Hogwart".
QOQOQOQOQ
Ron pękał z dumy. On dostał tak wspaniałe i zarazem odpowiedzialne zadanie. Miał razem z Remusem ustalać plany polityczne względem Australii. Fakt, mieli wszystko konsultować z Kingsley'em i Dumbledore'em, ale co z tego? Ważne, że w końcu ruszą do przodu. Siedział teraz z Lupinem nad gazetami australijskimi i czytał wszystko, co mogłoby im dać jako takie pojęcie o tym, co się tam dzieje.
- Chyba nie jest tak źle u nich. – odparł po jakimś czasie wilkołak. – Kłócą się o jakieś zagrożone gatunki, ale ogólnie to wszystko gra.
- A co z tymi morderstwami na południu kraju? – zapytał rudzielec, wskazując jakiś artykuł sprzed dwóch miesięcy.
- Trzeba będzie to sprawdzić, ale myślę, że to mogły być dzikie zwierzęta. Tam mają ich miliony gatunków na wielkiej przestrzeni. – powiedział Remus i uśmiechnął się do Rona. – Na dzisiaj chyba nam wystarczy. Siedzimy nad tym już od kilku godzin, a zaraz będzie obiad.
- Chyba masz rację… - powiedział Ron i wyjrzał za okno. – Myślisz, że nic mu nie jest?
- Pytasz o Harry'ego. Myślę, że nie, chociaż szkoda, że nie spędzi z nami świąt.
- Fakt. – odparł Ron i zasępił się.
Nagle z kominka jak burza wyskoczyła Hermiona i pognała prosto przed siebie. Spojrzeli na nią zdziwieni, ale gdy kominek zapłonął na zielono ponownie, wszystko stało się jasne.
- GRANGER! – Mistrz Eliksirów był bardzo, ale to bardzo zły, dlatego dwójka siedząca przy kuchennym stole od razu się ulotniła.
- Severusie, co to za wrzaski? – ofuknęła go pani Weasley, która weszła do domu, a za nią dreptali bliźniacy, którzy uwielbiali patrzeć, jak Snape się na kogoś drze. Usiedli więc przy stole i z uśmiechami przyklejonymi do twarz czekali na rozwój wydarzeń.
- Granger złaź tu natychmiast do cholery! – krzyknął jeszcze raz w stronę schodów.
- Panie profesorze, proszę tak nie krzyczeć. – odezwała się, schodząc po schodach Granger, ale nie Hermiona, a Amelia.
- Proszę mi tu w tej chwili przyprowadzić swoją skretyniałą córkę! – odwarknął w jej kierunku, ale ku jego ogromnemu zdziwieniu, ta tylko się uśmiechnęła jeszcze szerzej.
- Hermiono kochanie! Pan nauczyciel cię woła! – krzyknęła w kierunku salonu, z którego wyłoniła się Hermiona.
Pani Granger usiadła koło bliźniaków i zapytała ich:
- A on tak zawsze? – na co dostała podwójne potaknięcie głowami.
- Ty skończona idiotko! Jak śmiałaś po prostu uciec?! – wydarł się na nią.
- Bo wiedziałam, że pan się będzie tylko na mnie wydzierał! – Hermiona wcale nie pozostała mu dłużna, a z gniewu zrobiła się cała czerwona na twarzy.
- A jak mam się nie wydzierać, skoro przylazłaś do Hogwartu i nawet nie rzuciłaś na siebie zaklęcia Kameleona?! Ktoś mógł cię zobaczyć!
- Ale nikt mnie nie widział!
- Ja cię widziałem!
- Ale pan się nie liczy!
Zatkało go. Wciągnął głęboko powietrze, a bliźniacy i mama Hermiony zachowawczo zatkali obie uszy.
- Ty ignorantko! JA się nie liczę?! Odśpiewasz to jeszcze! – po czym wrócił do kominka i udał się do Hogwartu.
Hermiona natomiast ciężko usiadła na krześle przy stole i skrzyżowała ręce na piersi.
- Co za dupek! – warknęła sama do siebie, ale gdy zobaczyła chichoczących świadków, sama zaczęła się śmiać.
- No, no, no… Ten cały Severus to ma temperament. – zaczęła Amelia. – I do tego jeszcze taki tajemniczo pociągający. – rozmarzyła się pani Granger, a bliźniacy sparodiowali wymioty.
- Mamo, daj spokój, to mój nauczyciel.
- Co z tego? Chociaż ten twój Syriusz to też niczego sobie. – po tym wyznaniu Fred i George po prostu się ulotnili i zostawili je same.
- Skąd wiesz o Syriuszu? – zapytała zaskoczona Hermiona. – Kto ci powiedział?
- Nikt nie musiał mi mówić, przecież widzę, jak na ciebie patrzy… - rozmarzyła się, a Hermiona postanowiła pójść w ślady bliźniaków i także wyjść, póki jej mamie nie odbije i nie zacznie wypytywać ją o seks, jak to kiedyś zrobiła.
QOQOQOQO
- Czemu mnie nie lubisz? – zapytał Ben, przysiadając się obok Ginny na ławce w ogródku.
Bliźniacy wraz z Ronem właśnie próbowali wyczarować na święta śnieg wokół domy, ale raczej ze słabym skutkiem.
- Hmm… Zastanówmy się. – zaczęła sarkastycznie Ginewra. – Udawałeś mojego chłopaka przez trzy miesiące i do tego zdradziłeś mnie z Lavender, a teraz jestem pośmiewiskiem całej szkoły. Wiesz co? Chyba nic mi nie przychodzi do głowy. – zakończyła prychnięciem.
- A nie możesz dać mi szansy? Przecież wiesz, że nie robiłem tego z własnej woli, tylko dla dobra twojego i mojego kraju. – prosił, a jego oczy powiedziały jej, że mówi prawdę.
Westchnęła i rzekła:
- Okej, ale na czas próbny. Jeśli zawalisz, to więcej się do ciebie nie odezwę. Zgoda? – zapytała i wyciągnęła do niego dłoń.
- Zgoda. – odparł bez namysłu i uśmiechnął się do niej przyjacielsko.
- Co oni właściwie robią? – zapytała, wskazując na braci.
- Próbują wyczarować śnieg. – odparł i spojrzał w tamtym kierunku.
- Gamonie, to niewykonalne. Jest za ciepło.
- Co z tego, że niektóre rzeczy są niemożliwe. Próbować zawsze warto. – powiedział i spojrzał na Ginny, a ona się zarumieniła.
QOQOQOQOQOQOQOQ
No i w końcu przyszedł świąteczny poranek. Hermiona rano trochę jęczała, gdy Gin zwaliła jej się na łóżka i okładała ją poduszką, życząc wesołych świąt, ale od razu się rozpogodziła, gdy wyjrzała za okno. Bliźniacy i Ron, z małą pomocą Bena zrobili kawał dobrej roboty. Cały ogródek był pokryty białym puchem. Hermiona wiedziała, że to nie śnieg, bo nie połyskiwał w słońcu, ale i tak była z nich dumna.
- Otwieraj prezenty, no już! – wykrzyczała jej do ucha przyjaciółka.
- A ty? – zapytała przekornie.
- No dobra, raz ty, raz ja.
Hermiona wzięła do ręki pierwszy pakunek, który leżał najbliżej i rozerwała świąteczny papier. Był to prezent od Billa i Fleur. W brązowym, drewnianym, podłużnym pudełku znajdowało się białe pióro z małą zawieszką w kształcie „H" na końcu.
- Przepiękne. – westchnęła Gryfonka. - A ty co od nich dostałaś?
- Już sprawdzam. – odparła Ginny i zaczęła szukać prezentu od brata i bratowej. – Sukienka. Ładna.
- Tak, Fleur ma gust. – poparła ją Hermiona.
Siedziały tak chyba z dobre pół godziny i rozpakowywały po kolei prezenty. Hermiona oprócz pióra dostała zestaw do makijażu od Ginny, książkę o numerologii od Rona, całą masę słodyczy od bliźniaków, złote kolczyki od rodziców, kieł smoka na szczęście od Charlie'ego i przepiękny notes od rodziców Ginny.
- Ej, został ci jeszcze jeden. – zauważyła Hermiona, a Ginny spiekła buraka. – Od kogo?
- Od Bena, ale on to kupował, jak jeszcze udawał Harry'ego. – spróbowała się obronić.
- To dlaczego ja nic nie dostałam? – Hermiona podparła się pod boki i spojrzała spod ukosa na koleżankę. – Ty mu się podobasz!
- No coś ty! Przecież wie, że jestem z Harry'm.
- Otwieraj!
- Co?
- No, otwieraj ten prezent.
Ginny odwinęła papier i zobaczyła małe niebieskie pudełeczko. Zdjęła pokrywkę i jej oczom ukazał się przepiękny srebrny wisiorek z wiewiórką.
- Jest śliczny. Musisz go dzisiaj założyć. – nalegała koleżanka.
- Hermiono, nie bądź głupia. Kocham Harry'ego i koniec tematu. – po czym schowała prezent do szuflady w szafce nocne. - Myślisz, że on też już otworzył prezent?
- Kupiłaś mu prezent? – zdziwiła się Hermiona.
- Ja? O czym ty mówisz? – Ginny kompletnie nie wiedziała, o co jej chodzi.
- No, o Benie. – odpowiedziała, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Ale mi chodziło o Snape'a.
QOQOQOQOQOQ
Severus obudził się i nagle coś sobie uświadomił. Kurwa, święta… Czyli dzisiaj będzie jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Dobra, spokojnie… Jaki jest plan dnia? Wstać, zrobić kilka eliksirów dla Zakonu, potem iść na obiad do Wielkiej Sali, potem iść na kolację ze Śmierciożercami i Jaszczurą, potem uchlać się do nieprzytomności. Świetnie… Nie mogę doczekać się wieczora.
Jak zaplanował tak zrobił. Eliksiry wyszły nawet dobrze, biorąc pod uwagę jego dzisiejszy humor, ale w Wielkiej Sali nie było już tak przyjemnie.
- Pasztecika Severusie? – zapytała Vector, zalotnie machając rzęsami.
- Nie, dziękuję Septimo. – odparł ponuro.
- Profesorze Snape, co pan taki nie w sosie? – zapytała McGonnagall i oberwała morderczym spojrzeniem numer pięć.
Nagle poczuł na swoim udzie rękę i cały się spiął. Spojrzał w prawo i zobaczył ten obrzydliwie przesłodki uśmieszek nauczycielki Numerologii. Wstał i po prostu wyszedł, nie zważając na wołanie Albusa, że przecież jeszcze deser.
Wydawałoby się, że gorzej nie będzie… A jednak! Voldzio zdecydował, że w tym roku nie będzie kolacji. Pójdą sobie i tak po prostu wyrżną w pień całą mugolską wioskę. Przecudnie! Oczywiście raz, jeden, jedyny raz się zawahał i w zamian za karę dostał serię Cruciatusów. Jeej! Jak tu nie kochać świąt!
- Oj Snape'i, nie bawisz się dobrze? – Yaxley jak zwykle musiał wtrącić swoje pięć knutów.
- Bawiłbym się lepiej, gdyby Bella aż tak nie szalała… - wydusił i podniósł się z ziemi.
Bok mu lekko krwawił, a mięśnie całego ciała drżały od klątwy torturującej. Rozglądnął się dookoła. Wioska była raczej malutka, ale to i tak nie podnosiło go na duchu. Dzisiejszego wieczora zabił sześć osób. Dwoje mężczyzn, trzy kobiet i jedną dziewczynkę. To właśnie przy dziewczynce się zawahał. Przy żadnej innej nie miałby żadnego problemu, ale gdy spojrzał w jej bursztynowe oczy, jego serce na ułamek sekundy się zatrzymało.
„- Enervate.- obudziła się, a z jej ust zaczęła wylewać się woda. Kaszlała i łapała chrapliwie powietrze. Gdy się uspokoiła, usiadła i zaczęła płakać.
- Ja nie chciałam… Naprawdę, nie chciałam…- szlochała.
Była cała mokra i czuła się okropnie. Klatka piersiowa bolała ją przy każdym oddechu. Zasłoniła rękoma twarz i poczuła, jak Snape bierze ją na ręce i gdzieś zanosi. Chwyciła się koszuli profesora i cicho w nią łkała. Położył ją na czymś miękkim i chciał się odsunąć, ale nie zamierzała go puścić, tylko jeszcze mocniej zacisnęła piąstki na jego torsie. Nic nie powiedział. Usiadł obok niej na łóżku i objął ją ramionami. Trwali tak w ciszy, co jakiś czas przerywanej pociąganiem nosa przez Hermionę. W końcu zasnęła, wtulając się w klatkę piersiową nauczyciela."
I właśnie ten moment zobaczył Voldemort, ułamek sekundy wahania. Potem już widział tylko uśmiech Belli i poczuł wszechogarniający go zewsząd ból.
- Snape. – kiwnął mu głową Draco.
- Malfoy. – przywitał się z nim Mistrz Eliksirów i zniknął z cichym pyknięciem aportacji.
Wylądował przed bramą Hogwartu i zanim ją przekroczył, uleczył krwawiący bok. Szedł przez błonia i rozmyślał. Ta dziewczyna nie dawała mu spokoju. Gdziekolwiek by nie spojrzał, widział jej uśmiechniętą twarz i połyskujące bursztynowe oczy. Zewsząd i zawsze w nieodpowiedniej chwili atakowały go wspomnienia, jej wspomnienia, w które bezkarnie wkroczył. Czy ona miała być jego karą za wszystkie złe uczynki? Nie mógł przez nią spać, nie mógł przez nią jeść. A wszystko to przez to, że wiedział, iż ona coś do niego czuje. Nie nazwał tego miłością, bo to byłoby niemożliwe, żeby ktoś go kochał. Myślał o tym raczej jak o jakiegoś typu przywiązaniu. Spędził z nią za dużo czasu i tyle. Wszedł do swoich kwater i od razu przywołał do siebie butelkę Ognistej. Czekał na to cały dzień. Żeby uchlać się i puścić ten dzień w zapomnienie, póki nie zaczął go analizować. Usiadł na kanapie i rozpalił ogień w kominku. Odkręcił butelkę i już miał ją przystawić sobie do ust, kiedy sobie o czymś przypomniał. Wstał, podszedł do biblioteczki i skrzywił się. Wziął pakunek do rąk i go rozwinął. W środku było małe pudełeczko. Otworzył je i zobaczył w środku srebrne połyskujące „coś". Delikatna bransoletka z małym wężem przy zapięciu, pod nią znajdowała się mała karteczka.
Przeczytał…
Zmieniłam trochę zastosowanie i teraz ostrzega przed niebezpieczeństwem.
W razie czego…
HG
Wiem, że mało Snape'a, ale niedługo pojawi się go znacznie więcej. Chyba zaskoczyło was moje rozwiązanie sprawy z Harry'm? Jak nie, to trudno... Piszę dalej, bo zaraz dostanę nawał komentarzy, że chcecie już następny rozdział.
pzdr
mk
