II. Dziki kot w klatce
Katarina z furią uderzała pięściami o barierę utkaną ze światła. Lux przyłapała ją w dobrym momencie: zabójczyni nie miała przy boku noży, z którymi zazwyczaj się nie rozstawała. Z ich pomocą prędzej czy później zniszczyłaby klatkę. Pozbawiona broni nie miała szans na wydostanie się.
- Zapłacisz za to głową – wysyczała w końcu Du Couteau, opuszczając ręce. Przestała przeklinać, ale obserwowała Luxannę z nienawiścią w zielonych oczach. – Jeśli sądzisz, że ujdzie ci to na sucho…
- Gdzie jest ciało? – przerwała jej Lux. Nie wiedziała, co zrobi, kiedy pozna odpowiedź na to pytanie. Nie była w stanie o tym myśleć, jeszcze nie.
Jakiś ułamek umysłu czarodziejki mimowolnie zarejestrował, że komnata Katariny nie przypomina jej własnego pokoju. Chociaż takiej samej wielkości, z podobnym łóżkiem i półkami, pomieszczenie nie miało żadnych osobistych akcentów. Półki świeciły pustkami, pościeli nie zasłoniono narzutą, ubrania musiały mieścić się tylko w jednym kufrze, na którym teraz leżały ostre, zabójcze noże Katariny, jedyna rzecz świadcząca o tym, że ktoś tutaj mieszka. Lux nie mogła oderwać wzroku od broni, czystej, błyszczącej – Pani Jasności zdawało się jednak, że dostrzega na nich krwawe plamy.
- O czym ty mówisz? – warknęła noxianka, ponownie podejmując próbę sforsowania bariery. – Crownguard, czyżbyś nawdychała się za dużo trucizny Singeda podczas ostatniego meczu?
- Mówię o moim bracie – odparła Lux i nawet ją samą zdumiało, jak beznamiętnie brzmi jej głos. Nie zdradzał żadnych emocji, tak jak twarz, spokojna, wręcz obojętna. Jakby zdołała zebrać wszystkie uczucia i zamknąć je gdzieś głęboko w sobie. Działała automatycznie, niczym ruchome mechanizmy, ostatnie dzieło techników z Zaun, niezdolne do odczuwania bólu. – Dokąd zabraliście ciało?
Przeniosła wreszcie spojrzenie z noży, które zapewne pocięły Garena, które zostawiły tę całą krew na podłodze jego pokoju, na ich rudowłosą właścicielkę. Piękną, zabójczą Katarinę. Lux obserwowała, jak kobieta nieruchomieje w połowie ciosu, jak jej zielone oczy rozszerzają się. Przez moment Du Couteau stała w bezruchu – a potem nieoczekiwanie zaczęła tłuc w świetlistą ścianę, z siłą, jakiej trudno byłoby spodziewać się po kimś o tak szczupłej sylwetce.
- Jakie ciało, Crownguard?! – zawyła, wyprowadzając kolejne ciosy, tak szybko, że jej ręce wydawały się rozmazywać w powietrzu. – O czym ty mówisz, do cholery?!
Na podłogę zaczęła kapać krew. Katarina jakby tego nie zauważyła, uderzała dalej, używając teraz już całego ciała, waliła w barierę barkiem, nogami, łokciami, szaleńczo miotając się w klatce, jak schwytany w pułapkę dziki kot. Na jasnych ścianach pojawiały się pęknięcia, gdzie niegdzie znaczone szkarłatnymi kroplami, ogarnięta furią kobieta nie próbowała jednak nawet skupić się na jakimś konkretnym punkcie.
I Lux zrozumiała, że albo Du Couteau to najlepsza aktorka na świecie, albo się co do niej pomyliła. Ale widziała przecież poprzedniego wieczora, jak razem idą do kwatery Garena, jak brat odwraca uwagę strażnika, by noxianka mogła się tam przemknąć. Widziała i gryzła nadgarstki z wściekłości, ale niczego nie powiedziała, niczego nie zrobiła, a gdy dziś patrzyła w oczy Jarvana, była pewna, że nigdy sobie tego nie wybaczy i nawet rozerwanie winowajczyni na strzępy nie przyniesie ulgi, bo by naprawdę usunąć winnych, musiałaby też zabić samą siebie.
Osunęła się na podłogę, w zwolnionym tempie, jakby rzucono na nią czar spowolnienia. Ten widok w jakiś sposób otrzeźwił Katarinę, kobieta przestała warczeć i atakować, oparła się o barierę, z trudem łapiąc oddech.
- Luxanno – powiedziała cicho, a Lux drgnęła, ponieważ przedstawicielka Noxus nigdy wcześniej nie zwróciła się do niej po imieniu, zaś jego pełnej wersji tutaj, w League, używały tylko dwie osoby. Jedną z nich był Garen. – Czy on żyje?
Coś w tym łamiącym się głosie, tak bardzo nie pasującym do dumnej córki rodu Du Couteau, sprawiło, że Lux odpowiedziała.
- Nie wiem. Zaginął. Znaleźli jego krew… dużo krwi.
Dłoń Katariny zacisnęła się i znów rozluźniła. Kłykcie miała mocno poranione, krew spływała po palcach, ale jeśli nawet to dostrzegła, nie dała tego po sobie poznać.
- Wiedziałabym, gdyby to byli nasi asasyni – stwierdziła. Piękna twarz naznaczona blizną pozostała nieruchoma, Katarina doskonale potrafiła panować nad mimiką. Zdradzał ją jednak głos, w którym Lux usłyszała ton niepewności i czegoś, co mogło być tylko rozpaczą. Po raz pierwszy dopuściła do siebie myśl, że Złowieszcze Ostrze niekoniecznie wykorzystywała Garena, by zdobyć istotne informacje bądź odciągnąć go od spraw Demacii. – Wiedziałabym. Poza tym chcieliby wysłać mnie albo Talona.
- Ktoś jeszcze mógł zauważyć, że tak naprawdę żadne z was nigdy nie starało się pokonać drugiego – wyszeptała Lux. – Nie tak trudno dodać dwa do dwóch.
- Może ciągle żyć – powiedziała Katarina po chwili. Czarodziejka roześmiała się bez cienia prawdziwego rozbawienia. Nie mogła pozwolić sobie na żywienie nadziei. Gdyby ta rozwiała się jak dym, Lux nie zdołałaby tego znieść. Nie potrafiłaby przeżyć drugi raz tego, czego doświadczyła rozmawiając z księciem.
- To prawda, Crownguard. Inaczej po co mieliby ryzykować wynoszenie ciała? Może chcą coś z niego wyciągnąć. Wypuść mnie z tej przeklętej klatki, a dowiem się czy stoi za tym ktoś od nas.
- Mam uwierzyć na słowo, że natychmiast nie wbijesz mi ostrza w serce? – spytała. Usta Katariny wygięły się w niewesołym uśmiechu.
- Gdybym otrzymała rozkaz zgładzenia cię, zrobiłabym to bez wahania, Luxanno Crownguard. Ale tu i teraz jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc, tak jak ja jestem jedyną, która może pomóc ci dowiedzieć się czy zaatakowali go zabójcy z Noxus.
Lux zawahała się. Lojalność Katariny wobec rodzinnego miasta nie podlegała dyskusji. Jeśli nawet żywiła jakieś autentyczne uczucia do Garena, zeszłyby na bok w obliczu powinności.
- A jeśli tak, Złowieszcze Ostrze? Jeśli dowiesz się, że Noxianie zaplanowali zamach, że gdzieś go przetrzymują? Co zrobisz? Ruszysz mu na pomoc? Zdradzisz?
Przez twarz Katariny przebiegł grymas, zniekształcając bliznę - najlepszy dowód na to, jak daleko sięgało oddanie kobiety. Była zaledwie dzieckiem, kiedy osiągnęła sławę zabijając demaciańskiego generała. Miała wtedy tylko piętnaście lat. Nie skończyło się na tym, już kolejnej nocy powróciła do obozu i przedarła się przez żołnierzy Demacii, by posłać sztylet prosto w serce jednego z dowódców, a blizna stanowiła pamiątkę po tym wydarzeniu. Lux słyszała tę historię, opowieść o rudowłosej dziewczynie, która wygrała walkę niemożliwą do wygrania, która umknęła pościgowi choć krew zalewała jej oczy. Sama była wtedy dziesięciolatką i ukryta pod płaszczem niewidzialności słuchała, jak Jarvan opowiada o tym Garenowi.
Już wtedy zdawał się zafascynowany tą historią. Spotkał Katarinę Złowieszcze Ostrze w boju trzy lata później i od tamtego dnia piękna dziewczyna z blizną na twarzy stała się jego obsesją.
- Nie – przyznała szczerze. – Ale powiem ci, gdzie go szukać.
Gdyby potwierdziła, Lux wiedziałaby, że kłamie. Teraz jednak Pani Jasności pozwoliła, by klatka znikła, świadoma, że być może popełnia jeśli nie największy, to przynajmniej ostatni błąd w swoim życiu.
Katarina podeszła do kufra, umocowała sztylety na pasach wokół bioder i ud. Żadne ostrze nie poleciało w stronę czarodziejki, w każdej chwili gotowej do postawienia ochronnej bariery.
- Czekaj tu.
- Chcesz, żebym po prostu ci zaufała?
- Myśl, Crownguard – parsknęła Katarina zirytowana. – Idę ciągnąć za język siostrę i Talona, mam zamiar złożyć Swainowi gratulacje z okazji pozbycia się Garena, a jeśli od nich niczego się nie dowiem, zażądam, żeby Darius zdradził mi, jak zdołał pokonać Potęgę Demacii, który tyle razy uszedł moim ostrzom. Nie wypadłoby to wszystko zbyt szczerze, gdybym ciągnęła za sobą ciebie.
- Racja – ustąpiła Lux. Katarina rzuciła jej zdziwione spojrzenie. – Nie patrz tak na mnie. Nie jestem głupiutkim dzieckiem, za które wszyscy mnie mają.
- Nie wszyscy – stwierdziła zabójczyni po chwili i nie czekając na odpowiedź wyszła z pokoju. Luxanna Crownguard, wciąż siedząc pod ścianą, podciągnęła kolana do piersi, otoczyła nogi ramionami. Umiała stać się niewidzialną, ale nie potrafiła naprawdę zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu i teraz straszliwie żałowała, że pozostaje to poza jej zasięgiem.
