a/n: I przed nami ostatni rozdział. Chciałabym jeszcze raz podziękować za wszystkie komentarze, kudoski, wsparcie i każde miłe słowo, które usłyszałam ;) Miłej lektury!


Szybkim marszem wróciliśmy na Baker Street, wciąż blisko siebie, ze splecionymi palcami. Trzęsącymi się dłońmi otworzyłem drzwi, a kiedy tylko je za nami zamknąłem, Sherlock rzucił się na mnie, spajając nasze usta. Całował mnie z taką pasją, że uginały się pode mną kolana. Pomiędzy kolejnymi pocałunkami, kiedy obaj desperacko łapaliśmy oddechy, udało mi się wreszcie wysapać:

— Sypialnia.

Sherlock krótko skinął głową i niemal wbiegliśmy na górę. Nasze wargi ponownie spotkały się krótko po przekroczeniu progu mieszkania. Sherlock mnie pożerał, pochłaniał, a ja pozwalałem mu popychać się coraz dalej, wgłąb mieszkania. Zrzuciłem jego płaszcz i odpiąłem marynarkę z Sherlocka, która opadła na ziemię, szybko zapomniana. Po drodze do sypialni ściągnęliśmy jeszcze buty, tak że gdy ostatecznie dotarliśmy do pomieszczenia, byliśmy częściowo rozebrani. Sherlock na chwilę przestał mnie całować i tylko stał, oddychając szybko, wpatrując się we mnie swoim hipnotycznym spojrzeniem. Uniosłem ramiona i Sherlock zdjął moją koszulkę, po czym przesunął dłońmi po mojej klatce piersiowej, znów stykając ze sobą nasze usta, ssąc lekko moją dolną wargę. Moje palce rozpinały po kolei kolejne guziki jego koszuli, aż wreszcie Sherlock niedbale zrzucił ją z ramion i znów mogłem podziwiać jego piękną bladą klatkę piersiową. Przycisnąłem usta do jego obojczyka, a Sherlock zajął się rozpinaniem paska spodni; ściągnął je razem z bokserkami, tak że chwilę później stałem przed nim zupełnie nagi. Sherlock oblizał wargi i ściągnął spodnie.

Obaj byliśmy już mocno podnieceni, więc właściwie dalsza gra wstępna nie była wymagana, jednak bez słów rozumieliśmy, że powinniśmy dać sobie więcej czasu. Sherlock popchnął mnie na łóżko i stanął pomiędzy moimi kolanami, dłonią przeczesując moje włosy, co chwilę łącząc i rozdzielając nasze usta w krótkich, ostrych pocałunkach. Położył dłonie na moich ramionach i popchnął znów, przyciskając do materaca, kładąc się na mnie i całując moją twarz, żuchwę, usta, co tylko mógł. Moje ręce błądziły po jego plecach, przesuwały się po wzdłuż kręgosłupa, zaciskały na jego miękkich włosach albo cudownie twardych pośladkach. Zszedł z pocałunkami niżej, a ja przymknąłem oczy, próbując uspokoić oddech.

— Mój boże — wydusiłem pomiędzy krótkimi oddechami. — Nigdy nikogo tak nie pożądałem.

Poczułem znów miękkie usta Sherlocka na swoich i uśmiechnąłem się, a potem pozwoliłem jego językowi ponownie owinąć się wokół mojego. Boże, jak on całował… Otworzyłem oczy, kiedy przerwał pocałunek, akurat by złapać jego uśmiech. Uśmiechnąłem się również i Sherlock znów zszedł z pocałunkami niżej, palcami trącając główkę mojego penisa, owijając je wokół niego w powolnej torturze. Wciągnąłem powietrze gwałtownie.

— Nie.

— Hm? — wymruczał, nie przerywając zabawy moimi sutkami.

— Chcę cię poczuć… w sobie… — westchnąłem, łapiąc spojrzenie Sherlocka. Przesunął się, tak że jego twarz znajdowała się nad moją, i przez moment tylko patrzyliśmy sobie w oczy.

— Nie musisz… — wyszeptał.

— Wiem. Ale chcę.

Pocałował mnie znów, na początku czule i powoli, z czasem jednak nasze pocałunki znów stały się pośpieszne i namiętne. Dłonie Sherlocka błądziły po moim ciele, pieściły mojego penisa, a moje przyciągały go bliżej, coraz bliżej, jednak ciągle nie wystarczająco blisko. Wreszcie Sherlock oderwał się ode mnie, łapiąc na ułamek sekundy mój wzrok, zanim sięgnął do szuflady po tubkę lubrykantu. Wziąłem głębszy oddech, Sherlock znów spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko, gładząc moją twarz dłonią, tak że całe napięcie nagle odpłynęło z mojego ciała, pozostawiając je pragnące i niespełnione. Chciałem obrócić się na plecy, ale Sherlock mnie powstrzymał.

— Nie. — Nachylił się nade mną i wyszeptał wprost do mojego ucha: — Chcę cię widzieć.

— Sherlock… — sapnąłem, kiedy zaczął ssać małżowinę mojego ucha.

W umyśle wciąż słyszałem echo jego głosu, przy uchu czułem jego ciepły oddech, jego dłonie zaciskały się na moim penisie i miałem wrażenie, że za moment dojdę z samego nadmiaru wrażeń. Sherlock złączył nasze wargi w głębokim pocałunku, wtapiając mnie w materac, po czym nasmarował palce lubrykantem. Obserwowałem go, zagryzając wargę, tylko przelotnie zastanawiając się, jak to będzie czuć go w sobie. Sherlock zsunął się niżej, powoli napierając palcem na moje wejście. Wziąłem głębszy oddech i pozwoliłem mojemu ciału się rozluźnić, w tym samym czasie doświadczając dwóch skrajnych wrażeń: cudownego ciepła wokół mojego penisa i dziwne, ale nie do końca nieprzyjemne uczucie wypełnienia. Usta Sherlocka pracowały wokół mojego penisa, jego język przesuwał się wzdłuż trzonu, trącał główkę, a palec wchodził coraz głębiej we mnie, aż Sherlock ustalił rytm, w którym wchodził we mnie i wysuwał się. Sherlock wziął mnie całego w usta i nawet nie zauważyłem, kiedy do drugiego palca dołączył drugi, a zaraz potem trzeci. Zacisnąłem palce mocno na jego włosach, czując, że długo tak nie wytrzymam; akurat w tym samym momencie Sherlock zaczął ssać mojego penisa, a moje oczy uciekły wgłąb głowy. Czułem pierwsze krople spermy uwalniające się z mojego członka, byłem na granicy orgazmu, kiedy cudowne ciepło warg Sherlocka zniknęło. Otworzyłem oczy, oblizując wargi, i przyciągnąłem go do pocałunku, smakując samego siebie. Sherlock odsunął się wreszcie, spotykając moje spojrzenie, a kiedy kiwnąłem głową lekko, chwycił swojego penisa, smarując go dodatkową porcją lubrykantu, ustawiając się, i poczułem, jak jego główka naciska na moje wejście, i, Boże, jak bardzo chciałem poczuć go już w sobie.

— Sherlock… błagam… weź mnie, teraz...

— Szsz — szepnął tylko, i wreszcie wszedł we mnie powoli, a z moich ust uciekło ciche westchnienie.

Jego ruchy były powolne, ciągle też nie odwracał ode mnie wzroku, badając moje reakcje. Przymknąłem oczy lekko, tak by wciąż go widzieć, i zagryzłem dolną wargę, przyzwyczajając się do tempa narzucanego przez mężczyznę. Po kilku ruchach był we mnie cały i przysięgam, nigdy w życiu nie czułem się tak na miejscu. Oparł się dłońmi pomiędzy moimi ramionami, wchodząc na początku w długich, głębokich ruchach, z których każdy kolejny wysyłał mnie coraz dalej i dalej.

— Mocniej — westchnąłem.

Sherlock nachylił się, spajając nasze wargi, i przyśpieszył. Jego jądra uderzały o moje pośladki, jego piękna twarz znów była nade mną; ze zmarszczonymi brwiami, kroplami potu na czole i włosach, spuchniętymi wargami, wchodził we mnie coraz mocniej i ostrzej, aż wreszcie odnalazł właściwy kąt, uderzając w moją prostatę, wysyłając mnie na skraj świadomości.

— Och, kurwa — jęknąłem.

Fala przyjemności rozchodziła się w moim ciele z każdym kolejnym ruchem. Sherlock ustawił szybkie, ale równomierne tempo, tak że z każdym uderzeniem mogłem też poczuć bicie jego serca. Jedna z dłoni Sherlocka zsunęła się po moim ciele, chwytając mojego penisa i zaciskając wokół niego mocno. Wchodził we mnie i w tym samym czasie przesuwał dłonią w górę i dół mojego członka, wciąż w jednym rytmie, tak że nie byłem w stanie już o niczym innym myśleć, był tylko Sherlock, Sherlock we mnie, palce Sherlocka na moim penisie, jego ostre ruchy uderzające w moją prostatę…

— Sherlock!… — krzyknąłem, czując, jak wszystkie moje mięśnie napięły się, a potem rozluźniły w gwałtownej fali orgazmu.

Sherlock wykonał jeszcze kilka ruchów, łącząc nasze usta, a potem doszedł z krzykiem i opadł na mnie, oddychając szybko i urywanie.

Leżeliśmy tak jeszcze chwilę, łapiąc utracone oddechy; Sherlock wciąż we mnie, prawdopodobnie cały w mojej spermie, ja z zamkniętymi oczami, starając się oddychać głęboko, tak by uspokoić szaleńczo bijące serce. Sherlock podniósł się lekko i wysunął ze mnie, kładąc na prześcieradle obok. Uśmiechnąłem się i odgarnąłem mokre od potu włosy z jego czoła.

— Mój Boże, to było…

— Cudowne — dokończył za mnie, obracając się na plecy.

Nachyliłem się i pocałowałem go lekko.

— Tak. Ale już czuję, że przez trzy dni ciężko mi będzie siedzieć.

Sherlock prychnął.

— Nie ma za co. Szkoda tylko, że już nie pracujesz w klinice. — Nagle uświadomiłem sobie, że przecież Sherlock nie miał prawa o tym wiedzieć. — Och, John, błagam, od dawna wiedziałem, że zrezygnujesz z tej pracy, nienawidziłeś jej bardziej niż ta recepcjonistka ciebie.

Przewróciłem oczami i lekko uśmiechnąłem na wspomnienie Gretchen. Tak czysta, nieuzasadniona nienawiść naprawdę nie zdarza się często.

— Mówiłem ci już dzisiaj, że jesteś nie do wytrzymania?

Sherlock przesunął się i wcisnął pod moje ramię, kładąc rękę na mojej klatce piersiowej.

— Mówiłeś trochę inne rzeczy.

Zagryzłem wargę, a potem pocałowałem go w czoło. No tak, kiedyś musiał nadejść czas, gdy o tym porozmawiamy.

— Wszystko to było prawdą. — Sherlock spojrzał na mnie spod rzęs, aż miałem wrażenie, że cały się w środku stopiłem. — Kocham cię, Sherlock. Nie umiem nawet wyrazić jak bardzo. Nawet jeśli ty nigdy mi tego nie powiesz…

— Kocham cię, John.

—…to nic nie zmienia — kontynuowałem, a potem urwałem nagle, uświadamiając sobie, co właśnie powiedział. — Sher…

Sherlock podniósł się i usiadł obok mnie, spotykając moje spojrzenie.

— Oczywiście, że cię kocham, musiałeś o tym wiedzieć od dawna, a nawet jeśli nie, to chyba po dzisiejszym… — Odchrząknął. — Nie sądziłem, że musisz to usłyszeć z moich ust.

Zmarszczyłem brwi, starając się myśleć logicznie; przynajmniej na tyle, na ile pozwalało mi ciepło rozlewające się we mnie i rozrywające moją klatkę piersiową.

— Niektóre rzeczy po prostu… chce się usłyszeć. — Spotkałem jego spojrzenie. — Inaczej nie można być pewnym.

Sherlock przez chwilę nie odzywał się, wciąż przytrzymując mój wzrok, sprawiając, że coś zaczęło we mnie pękać.

— A jak ty sam w sobie możesz być pewny?

Przełknąłem ślinę.

— Przypuszczam, że nie mogę. Ale czuję. Czuję to, gdy na ciebie patrzę i myślę: "on jest mój". Chcę na ciebie patrzeć, chcę, żebyś był mój do końca życia, chce codziennie z tobą zasypiać i się przy tobie budzić, zawsze. Miłości nie można być pewnym, ale wie się, kiedy jest prawdziwa. — Urwałem, znów na niego patrząc. — Skoro nie jesteś pewny, dlaczego to powiedziałeś?

— Chciałeś to usłyszeć. — Wzruszył ramionami, odwracając wzrok.

— Sherlock…

— Dla mnie to wszystko wciąż jest nowe i niezrozumiałe, John! — Skrzyżował nasze spojrzenia. — Nie wiem, co to znaczy miłość. Wiem, że czuję się z tobą dobrze. Wiem, jakie neuroprzekaźniki za to odpowiadają i mogę ci narysować ich wzory strukturalne, ale zdaję sobie sprawę, że tobie nie o to chodzi. Wiem też, że coś… czuję.

Wciągnąłem powietrze powoli.

— Co czujesz? — zapytałem, sam nie wiem dlaczego szeptem.

Sherlock wziął głębszy oddech.

— Ciepło, kiedy przy mnie jesteś, i chłód, gdy tylko znikasz z zasięgu mojego wzroku, bo wciąż obawiam się, że może cię tu już nie być. Zwątpienie, gdy pomyślę, że ze wszystkich ludzi wybrałeś mnie, człowieka, który nigdy nie da ci rodziny, tego, o czym marzyłeś. Ale jestem zbyt samolubny, by pozwolić ci odejść. Z tobą czuję się… zbyt dobrze. Cała przeszłość znika, gdy na ciebie patrzę, i gdy czuję twój dotyk, twoją skórę przy mojej, nic innego się wtedy nie liczy. Nie rozumiem, dlaczego masz na mnie taki wpływ, ale temu nie zaprzeczam. — Podniósł głowę i spotkał moje spojrzenie. — Być może nie wiem, czym jest miłość. Wiem, że bez ciebie nie potrafię żyć. Moje myśli ciągle uciekają do ciebie, moje ciało nie wykonuje poleceń. Potrzebuję cię, potrzebuję cię ciągle, John. Wiem, że osiem lat temu byłem gotowy dla ciebie zginąć, i każdego kolejnego dnia również, i zabiłbym się, gdyby to miało zagwarantować twoje bezpieczeństwo. Oddałbym za ciebie wszystko, John, ale to wciąż tylko wszystko to, co sam posiadam.

Przez chwilę tylko patrzyliśmy na siebie w milczeniu, a ciszę przerywały tylko szaleńcze uderzenia mojego serca. Przez mój umysł przepływały setki pytań, ale nie mogłem sformułować ani jednego. W końcu wypuściłem wstrzymywany wdech.

— Mój Boże, Sherlock… — powiedziałem cicho, przysuwając się do niego gwałtownie i całując go ostro. Chwilę później Sherlock znów siedział na mnie okrakiem. Wreszcie rozdzielił nasze wargi. — Nigdy nie słyszałem czegoś… prawdziwszego.

Sherlock oblizał usta, pieszcząc mój policzek dłonią, ze spojrzeniem wciąż wlepionym w moją twarz.

— Zadałeś pytanie, więc odpowiedziałem.

Uśmiechnąłem się, kręcąc głową w teatralnej dezaprobacie, a Sherlock scałował uśmiech z moich ust, na początku łagodnie, później coraz ostrzej i namiętniej, tak że poczułem, jak mój penis znów twardnieje.

Oderwał się ode mnie, zaciskając dłoń na moim członku.

— Daj mi chwilę, już nie mam dwudziestu lat — prychnąłem.

Sherlock uśmiechnął się połową ust, unosząc jedną brew.

— Może prysznic?

Byłem tak wykończony, że jedyne, czego pragnąłem, to sen, ale wyobrażenie wspólnego prysznica było zbyt zachęcające. Usiadłem, a potem Sherlock pomógł mi wstać, narzucił na mnie i na siebie szlafroki, i ramię w ramię, śmiejąc się z sami nie wiedzieliśmy czego, weszliśmy do łazienki.


Musiałem przymknąć powieki na niespodziewane uderzenie wspomnień. Sherlock, narkotyki, przyśpieszony oddech…

— John. — Spojrzałem na niego. — Przypomniała ci się nasza pierwsza wspólna kąpiel.

— Przepraszam. — Odchrząknąłem. — Boże, Sherlock, kiedy wtedy zobaczyłem cię na tym łóżku… obawiałem się najgorszego — dodałem cicho.

— Niepotrzebnie, gdybym naprawdę planował samobójstwo, wiedziałbyś o tym i na pewno byś przy tym był.

Zmarszczyłem brwi.

— No tak, zapomniałem, jak wspaniałomyślny jesteś — powiedziałem, ze złością zauważając, że mimo moich usilnych prób utrzymania neutralnego tonu, gorycz przedarła się do mojego głosu.

— Nie "wspaniałomyślny". — Sherlock znów spotkał mój wzrok. — Nie umiałbym odejść, gdybyś nie miał być ostatnią rzeczą, jaką zobaczę.

Sherlock rozwiązał pasek swojego szlafroka powoli, patrząc na mnie ciemnymi od pożądania oczami, oblizując wargę powoli. Wziąłem głębszy oddech i podszedłem bliżej niego. Ująłem jego twarz jedną dłonią, drugą kładąc na jego biodrze, a Sherlock przymknął lekko powieki. Przesunąłem rękę, zatrzymując ją na jego ustach. Sherlock rozchylił wargi, wpuszczając moje palce do środka, delikatnie dotykając ich językiem. Wsunąłem jeden palec głębiej; język mężczyzny owijał się wokół niego, ssał lekko. Zastąpiłem swój palec ustami, przysuwając się do Sherlocka powoli, łącząc nasze wargi łagodnie, spotykając jego język. Pieściliśmy się powoli, spokojnie, zapominaliśmy o sobie i odkrywaliśmy się wciąż na nowo. Sherlock skończył pocałunek i odsunął się nieznacznie, przebiegając dłońmi po moich ramionach, chwytając materiał szlafroka i w jednym gładkim ruchu ściągając go ze mnie. Wszedł pod prysznic i wyciągnął dłoń, którą mocno chwyciłem, dołączając do niego. Odkręcił ciepłą wodę i przysunął się do mnie, przeczesując palcami moje włosy i badając mnie swoim intensywnym spojrzeniem. Woda płynęła po jego bladym ciele, nasze oczy spotkały się i już samo to sprawiło, że mój penis zrobił się twardy. Sherlock przyciągnął mnie do siebie, miażdżąc moje wargi w ostrym pocałunku, zaciskając dłonie na moich pośladkach mocno. Zrobiłem niepewny krok w tył, aż moje plecy uderzyły o zimne kafelki, wysyłając wzdłuż mojego kręgosłupa kolejny dreszcz. Sherlock pogłębił pocałunek, walcząc z moim językiem, nie pozwalając mi przeważyć nad jego nawet na sekundę. W tym samym czasie rozsunął też kolanem moje nogi, przyciskając udo do mojej pulsującej już erekcji. Oderwałem się od niego na moment, biorąc kilka krótkich wdechów, a potem nasze usta znów się spotkały w kilku gwałtownych, krótkich pocałunkach.

— Boże, Sherlock — wysapałem. — Pieprz mnie.

Sherlock nie odpowiedział; w jego dłoni nie wiadomo skąd pojawiła się tubka lubrykantu. Wszedł we mnie od razu dwoma palcami, drugą dłoń zaciskając na moim penisie. Nie obchodziło mnie, że moje ciało wciąż było nadwrażliwe po poprzednim orgazmie ani że teraz czas oczekiwania na dojście do siebie wydłuży się zapewne do tygodnia, pragnąłem go ponownie, tu i teraz, i miałem wrażenie, że jeśli zaraz we mnie nie wejdzie, to eksploduję.

— Błagam — westchnąłem tylko, a Sherlock natychmiast uciszył mnie kolejnym namiętnym pocałunkiem.

Sherlock podniósł mnie, nie przerywając pocałunku, a ja owinąłem nogi wokół jego talii. Wszedł we mnie w jednym gładkim ruchu, aż jęknąłem w jego usta na cudowne uczucie wypełnienia. Jego ruchy były długie i powolne; zacisnąłem dłonie na jego plecach, wpuszczając jego język i penisa coraz dalej we mnie. Ciągle miałem wrażenie, że potrzebuję go więcej, dlatego rozdzieliłem nasze usta na moment.

— Mocniej, Sherlock. — Przyśpieszył nieznacznie, wciąż wykonując długie, dokładne ruchy, teraz coraz ostrzejsze i gwałtowniejsze, aż wreszcie uderzył w moją prostatę, tak że moje powieki opadły, a oddech uciekł z moich płuc. — Och, kurwa, tak. — Nie byłem pewien, co mówię, było tylko to elektryzujące uczucie, jego szybkie ruchy, jego usta na mojej twarzy. Przygryzł moją wargę lekko, a ja otworzyłem usta, znów wpuszczając jego język do środka i pozwalając mu przejąć kontrolę. Sherlock ustalił regularny rytm, a ja czułem, że jestem blisko.

— Jesteś piękny, John — szepnął wprost do mojego ucha, ogrzewając je swoim ciepłym oddechem, a ja zupełnie odpłynąłem. Po kilku ruchach doszedłem z krzykiem na ustach i zawiesiłem się na Sherlocku, opierając głowę o jego ramię i owijając ramiona wokół jego szyi. Po kilku ruchach poczułem, że Sherlock doszedł we mnie, wysunął się, ale nie wypuszczał mnie jeszcze, wciąż trzymając przypartego do ściany. Podniosłem głowę i pozwoliłem mu skraść kolejny pocałunek.

Daliśmy sobie chwilę, po czym wzięliśmy już nieco normalniejszy prysznic, wciąż niezdolni do powstrzymania się od wpatrywania się w siebie i dotykania częściej, niż to było konieczne.


Zaraz po naszej małej "sesji" poszedłem do kuchni, przygotować nam jakąś późną kolację. Sherlock siedział w salonie i z kimś esemesował, ale póki co wolałem nie wnikać z kim ani po co. Czułem już, jak tyłek piecze mnie żywym ogniem, i zastanawiałem się, czy wytrzymam przez noc, czy będę musiał wysłać Sherlocka do apteki po maść. Uśmiechnąłem się, mimo niedogodności, do samego siebie, bo zdecydowanie było warto. Nie byłem pewien, kiedy ostatnio doszedłem dwa razy w tak krótkim czasie. Wolałem też nie myśleć, że nigdy.

Nałożyłem dwie porcje zapiekanki makaronowej i wróciłem do salonu, siadając w fotelu naprzeciwko Sherlocka i podsuwając mu porcję przed nos.

— John, tak przed snem? — Zmarszczył brwi.

Wzruszyłem ramionami.

— Nie musimy jeszcze iść spać. — Sherlock uśmiechnął się, a ja natychmiast zrozumiałem swój błąd. — Cholera, nie, nie, nie o to mi chodziło… Dobry Jezu, Sherlock, pożądam cię bardziej niż czegokolwiek na świecie, ale moje ciało, a konkretniej mój tyłek, krzyczy "stop", i myślę, że nie powinienem go ignorować.

Sherlock prychnął, sięgając po makaron i nabijając kilka rurek penne na widelec.

— Jak uważasz.

Oczywiście jadł dwa razy wolniej, niż to było konieczne, upewniając się, że jego język widać idealnie z miejsca, w którym siedziałem, i że oblizuje wargi przynajmniej cztery razy na minutę. Mój Boże, jeśli moje życie z Sherlockiem ma oznaczać stan permanentnego podniecenia seksualnego, to nie wiem, jak długo pociągnę, pomyślałem do siebie, na wpół rozbawiony, a na wpół faktycznie podniecony.

— Jezus Maria, Sherlock. — W końcu nie wytrzymałem. Postawiłem na pół pusty talerz na stoliku, chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale w tym samym momencie poczułem słodki ciężar sadowiący się na moich kolanach i ułamek sekundy później znów byłem całowany. Musiałem przyznać, że w całowaniu Sherlock również bił wszystkie moje poprzednie partnerki na głowę. Cholera, nie miałem pojęcia, jak on to robił, ale był po prostu doskonały. Wiedział, kiedy mnie dotknąć, kiedy przejąć kontrolę nad pocałunkiem, a kiedy pozwolić mi pobawić się z jego językiem. Całowanie Sherlocka było prawie tak dobre jak seks z nim.

Oderwał się wreszcie ode mnie i wtulił w zagłębienie mojej szyi. Gładziłem go po plecach kilka minut, aż wreszcie zebrałem się w sobie do zadania pytań, które pragnąłem zadać od kiedy wrócił.

— Gdzie byłeś przez ostatni tydzień?

Sherlock mruknął i odsunął, tak by móc spojrzeć mi w twarz.

— Nie jestem pewien, czy chcesz o tym usłyszeć.

Moje serce zaczęło bić szybciej, ale nie dałem tego po sobie poznać. Wyciągnąłem dłoń, zaciskając ją na palcach Sherlocka.

— Chcę. — Chciałem wiedzieć wszystko, co dotyczyło Sherlocka. Znać każdy szczegół jego życia. Chciałem, żeby nie miał przede mną żadnych tajemnic, ale byłem świadom, że to nigdy nie będzie możliwe. Ale, mój Boże, jeśli mogłem wiedzieć choć odrobinę więcej, chciałem.

— Zabiłem kogoś.

Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Patrzyłem na Sherlocka oniemiały, niezdolny do wypowiedzenia żadnego słowa. Przytrzymał mój wzrok, aż wreszcie udało mi się zebrać w sobie.

— Ktoś o tym wie? — Oczywiście chodziło mi o policję.

Sherlock pokręcił głową.

— Tylko Mycroft. I teraz ty.

— Mój Boże… Kto to był?

Sherlock zsunął się z moich kolan. Chciałem go powstrzymać, ale ostatecznie uznałem, że być może lepiej będzie dać nam obu minutę na ochłonięcie.

— Ktoś bardzo niebezpieczny. Jeśli ja nie zabiłbym jego, on zabiłby ciebie.

— Dlaczego mnie? — zapytałem. Sherlock odwrócił się do mnie i spotkał moje spojrzenie.

— Oni wszyscy wiedzą, że moje życie, jeśli nie ma w nim ciebie, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Moriarty też o tym wiedział. Jak myślisz, dlaczego wiedział, że pójdę na wszystko i że dopełnię jego gry? Znalazł broń idealną. Ciebie.

— Wypali z ciebie serce… — powiedziałem, przypominając sobie wydarzenia sprzed prawie dziesięciu lat. Poraziło mnie, jak wiele się przez ten czas zmieniło. I że jedno się nie zmieniło - Sherlock kochał mnie ponad własne życie. Mój żołądek zacisnął się na tę myśl. — Dobry Jezu, Sherlock. Wyjdź za mnie. — Moje usta same sformułowały to zdanie, ale nie żałowałem, że to powiedziałem. Cholera, nigdzie się nie wybierałem, chciałem spędzić z Sherlockiem resztę życia i chciałem móc nazwać go moim mężem. Sherlock odwrócił wzrok.

— Spokojnie, John.

— Jestem spokojny. I chcę, żebyś był moim mężem.

— Pomyślimy o tym.

— Nie ma o czym myśleć, Sherlock. Wystarczająco dużo czasu już straciliśmy. Obaj jesteśmy po czterdziestce. Nie chcę, żeby ludzie dłużej patrzyli na nas i zastanawiali się: "hm, pieprzą się czy nie pieprzą?", nie mam już na to siły. Chciałbym móc przedstawiać cię jako mojego męża.

Sherlock spotkał moje spojrzenie ponownie.

— Jeśli ci na tym zależy, to oczywiście się zgodzę.

— Wbrew sobie — westchnąłem i podszedłem do niego, łapiąc jego dłonie i zamykając je w swoich. — Chciałbym, żebyś ty także tego chciał.

Sherlock uwolnił swoje ręce z uścisku i przeszedł kilka kroków po pokoju, ostatecznie zatrzymując się przed oknem, plecami do mnie.

— To nie jest takie proste. Jeśli twoja rodzina nas nie zaakceptuje, nic im nie powiesz, i to tyle. Moja będzie wiedziała o wszystkim. Jeśli będą chcieli zepsuć tę uroczystość, zrobią to.

— Nie musimy nic organizować — powiedziałem, kręcąc krótko głową. Czy Sherlock naprawdę uważał, że zależało mi tylko na wystawnym ślubie? — Możemy pobrać się po cichu. Podpisać parę dokumentów, to wszystko.

Sherlock pokręcił głową, śmiejąc się gorzko.

— To też będą umieli zrujnować, jeśli taki będzie ich zamiar.

Sapnąłem z irytacją.

— Och, daj spokój, co nam zrobią? Powyzywają od "pedałów"? — prychnąłem z irytacją. — Nic mnie nie obchodzi ryzyko, Sherlock, chcę cię poślubić.

— Teraz tak mówisz — powiedział nieco ciszej niż zwykle. — Potem zacznie cię to męczyć. Ciągłe wiadomości, dające ci do zrozumienia, że każdy twój ruch jest bacznie obserwowany. Telefony opisujące nasze życie prywatne, ze wszystkimi szczegółami. I to nie tylko tobie. Znaleźliby też twoją rodzinę, to pewne. Znajomych. Najpierw byś z nimi wygrywał, później zaczęłoby cię to denerwować, przeszkadzać, aż w końcu wpadłbyś w paranoję, nie pozwalając swojemu umysłowi ani na moment odpocząć, ciągle przekonany, że ktoś cię śledzi. — Jego głos był pewny, jednak wyczuwałem w nim jakąś nietypową dla Sherlocka ostrość. — Zacząłbyś mnie obwiniać, zresztą słusznie, aż wreszcie nie mógłbyś na mnie patrzeć i zostawiłbyś mnie, przysyłając tylko potem papiery rozwodowe. — Odwrócił się i spojrzał na mnie. Jego oczy były pełne łez. — Nie mogę na to pozwolić, John. Zniósłbym wszystko, ale nie takie powolne obserwowanie, jak się ode mnie oddalasz. A ja nawet nie mógłbym zrobić nic, by cię zatrzymać.

Zamknąłem oczy, czując pod powiekami pieczenie łez. Kiedy je z powrotem otworzyłem, górna warga Sherlocka drgała lekko, jego usta rozchylone, a po policzku powoli płynęła łza.

— Tak mogłoby się to potoczyć, gdyby chodziło o kogoś innego. — Sherlock spotkał mój wzrok. — Kocham cię zbyt mocno, żeby odejść. Pewnie bym się wściekał, trzaskał drzwiami i chodził obrażony, ale nigdy, nigdy w życiu bym cię nie zostawił, nawet gdyby odciągali mnie od ciebie siłą. — Uśmiechnąłem się łagodnie, wyciągając ramiona. Sherlock pokonał dzielącą nas odległość w kilku krokach i wtulił się we mnie, chowając twarz w moje ramię i wdychając mój zapach głęboko do płuc, pozwalając sobie na cichy szloch. Pogładziłem jego plecy, uspokajając go. — Nikt nie zna twojej rodziny lepiej od ciebie, to pewne. Ale może zamiast zakładać od razu najgorsze, sprawdźmy ich. Poza tym, po naszej stronie mamy przecież cały brytyjski rząd w osobie twojego brata. — Pocałowałem jego włosy, głaszcząc je i mierzwiąc lekko. — Damy radę, Sherlock.

Staliśmy tak jeszcze przez chwilę, uspokajając własne serca. Kiedy Sherlock pocałował mnie krótko, jakby na znak, że już jest w porządku, wyciągnąłem dłoń i wróciliśmy do sypialni.


Kiedy położyliśmy się obok siebie na łóżku, bez słów obaj zgodziliśmy się, że lepiej będzie na razie pozostawić kwestię ślubu otwartą. Pocałowałem Sherlocka krótko, przekazując mu, że poczekam, poczekam jakkolwiek długo mi każe. Wyprostowałem ramię i Sherlock przysunął się do mnie. Objąłem go, przyciskając mocno do siebie, a on wtulił się w moje ciało, kładąc rękę na mojej klatce piersiowej. Przez chwilę gładził łagodnie moją skórę, ale zmęczenie szybko dało o sobie znać i zasnął tak, w moich ramionach. Patrzyłem na jego spokojną, rozluźnioną twarz i czułem na sobie jego regularny, powolny oddech, a w sobie spokój, jakiego od dawna nie doświadczałem. Właściwie, nie byłem nawet pewny, czy kiedykolwiek byłem tak spokojny. Spokojny o siebie, o przyszłość. Obok mnie leżał mężczyzna, który poświęcił już dla mnie wszystko i poświęciłby jeszcze więcej, gdyby tylko zaszła taka potrzeba, który zabijał dla mnie i był nawet gotów zabić siebie, który czekał na mnie lata i czekałby całe życie.

W życiu pewnym można być tylko kilku spraw, jak mawiają klasycy: deszczowej zimy, wystaw świątecznych na osiem tygodni przed Bożym Narodzeniem czy podatków. Teraz mogłem być pewien jeszcze jednego: że gdziekolwiek się znajdę, jakkolwiek zmieni się moje życie, kimkolwiek się stanę - Sherlock będzie ze mną, a ja z nim.

Sherlock mruknął coś pod nosem i wtulił się, tak by być jeszcze bliżej mnie. Uśmiechnąłem się, pocałowałem czubek jego głowy, nakryłem nas obu szczelniej kołdrą i zgasiłem światło.


a/n: ...koniec, ale nie całkiem :D W związku ze zbliżającym się rokiem szkolnym (i moją maturą) musiałam zakończyć tę część historii. Wiem, że kilka wątków wciąż nie zostało do końca wyjaśnionych, ale spokojnie - wszystko mam rozpisane, a odpowiedzi uzyskacie w kolejnej części serii. Niestety, przypuszczam, że ta ukaże się dopiero w przyszłym roku. Ale, jak to się mówi, jeśli kochają, poczekają ;) xo, Tyone