Jego usta były w dotyku miękkie i ciepłe. Jednak zaledwie musnęły jej własne, a mężczyzna odsunął się trochę od oszołomionej dziewczyny.

- Dlaczego mnie pocałowałeś? - zapytała całkowicie zaskoczona.

- Przecież spotkaliśmy się po raz pierwszy - odpowiedział, jakby ten fakt był oczywisty, jednak szybko się zreflektował. - Wybacz, u nas to normalne. Dopiero teraz wyczytałem z twojego umysłu, że w Anglii nie stosuje się tak wylewnych powitań.

- Ty wszedłeś właśnie do mojego umysłu? - zapytała, nie mogąc w to uwierzyć. - Nie poczułam absolutnie niczego.

- Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Nasza magia jest odmienna od ludzkiej - odparł.

- Kim jesteś? - zadała kolejne pytanie, mając nadzieję, że uchyli on rąbka tajemnicy.

- Nie mogę ci powiedzieć - w jego głosie wyraźnie słychać było smutek.

- Dlaczego? - dopytywała się.

- Wszystko w twoim umyśle wyczyta moja matka, jak tylko cię zobaczy.

- Czyli nie mogę mieć przed nią żadnych tajemnic? - jęknęła.

- Naturalnie. Chyba, że opanujesz wyższą magię umysłu.

- Jak się mogę tego nauczyć? - nadzieja, z jaką to wypowiedziała, sprawiła, że mężczyźnie zmiękło serce.

- To bardzo skomplikowane. Nie jestem nawet pewien, czy ludzie są do tego zdolni. Po pierwsze powinnaś opanować zwykłą magię umysłu na mistrzowskim poziomie. Wtedy będziesz mogła całkowicie wyrzucać ze swojej głowy pewne wspomnienia, a tym samym zabezpieczyć się na czas nauki. Wtedy nikt się nie dowie, że nad czymś takim pracujesz, o ile będziesz ostrożna. Ale nie mówmy o tak nierealnych rzeczach. Uwierz mi, ze strony Inshi nic ci nie grozi. Postaraj się tylko jej nie podpaść - zasugerował.

- Dziękuję za radę. A w ogóle, co ty tutaj robisz?

- Przyszedłem ukraść matce parę ksiąg pod jej nieobecność - odparł konspiracyjnym szeptem. - A teraz bardzo proszę, wyjdź na chwilę z tego pomieszczenia i nie podglądaj, abym mógł wziąć to, po co tu przybyłem.

- Dobrze - odpowiedziała i wyszła na korytarz, zamykając drzwi. Nie było w nich klamek ani innych uchwytów. Otwierały się same, gdy się do nich podchodziło, jednak w sposób tradycyjny się je zamykało. Chwilę później wyczuła na drzwiach coś w rodzaju lekkiej mgiełki pokrywającej je. Gdyby nie wpatrywała się w nie intensywnie od dłuższej chwili, nie dostrzegłaby tego zjawiska. Zafascynowana, ostrożnie jej dotknęła, dowiadując się, że nie jest ona materialna.

Kilkanaście sekund później musiała uskoczyć, aby nie zostać uderzoną przez nie.

Ciemnowłosy nieoczekiwanie popatrzył wprost na twarz Hermiony, jakby intensywniej grzebiąc jej w... głowie. Zirytowana pomyślała, że nie jest to zbyt grzeczne. Przynajmniej pani Venn chociaż udawała, że tego nie robi, a on otwarcie wykorzystywał tą umiejętność. Mężczyzna parsknął.

- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. Przyzwyczaiłem się do zaglądania do każdego umysłu, który nie jest chroniony.

- A nie wszyscy z was to potrafią? - zdziwiła się.

- Z nas praktycznie wszyscy w różnym stopniu. Jednak nie tylko tacy, jak my, mieszkają w okolicy.

- Nie opowiesz mi czegokolwiek więcej?

- Za niedługo opuścisz to miejsce i nigdy nie wrócisz. Masz swój świat i na nim się skupiaj. Wiedza o naszym jest ci zbędna. Im więcej się dowiesz na jego temat, tym ciężej będzie pogodzić się z tym, że istnieje gdzieś całkiem odmienne, magiczne społeczeństwo, którego nigdy lepiej nie poznasz.

-Chyba już za późno - odparła niezadowolona, przechodząc ponownie do biblioteki. Podążył za nią i usiadł naprzeciwko niej przy stole. Dziewczyna nie lubiła, gdy ktoś patrzył jej prosto w oczy, a on robił to nieustannie. Zaczynało ją to irytować, jednak udawał, że tego akurat nie zauważył.

- Odnośnie tego, co zobaczyłaś przed chwilą... Tak wygląda niezbyt skomplikowana, czarno magiczna bariera. Widać, że twój talent do niej powoli się ujawnia, jednak jeśli nie zaczniesz go trenować - zaniknie.

- Twoja matka mówiła, że będzie chciała mi trochę pomóc.

- Uwierz mi, ona nauczy cię tylko kilku najprostszych rzeczy. Jej czas jest zbyt cenny, aby poświęciła go tobie. Już i tak zrobiła dla ciebie wiele, ucząc podstaw magii umysłu.

- Dziękuję za szczerość - odparła smutno.

- Głowa do góry. To, co cię nauczyła i co zamierza ci pokazać wystarczy ci, aby przeżyć tą śmieszną wojnę, jaka toczy się w waszym świecie. Pod warunkiem oczywiście, że nie będziesz zbytnio się wychylać i zadbasz w końcu o własne interesy, a nie będziesz jak głupia poświęcać się dla innych.

- Masz takie same poglądy, jak pani Venn.

- Przemyśl to sobie. Naprawdę szkoda tak zdolnej, jak na człowieka osoby. Nie zmarnuj sobie życia. A tymczasem muszę już znikać.

- Twoja matka i tak się dowie o twojej wizycie.

- Ależ wiem. W innym wypadku ta rozmowa wyglądałaby nieco inaczej - odparł, a następnie zbliżył się, jakby znowu chciał ją pocałować, jednak w ostatniej chwili się cofnął i podał jej rękę. Uścisnęła ją, a on powiedział na pożegnanie:

- Nigdy się nie poddawaj - nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy zmienił się w feniksa, a następnie rozpłynął się w powietrzu.

Hermiona westchnęła. Próbowała ponownie skupić się na czytanej książce, jednak jej myśli wciąż wracały do niespodziewanej rozmowy z Marco. Zastanawiała się, ile mógł mieć naprawdę lat oraz jak stara była pani Venn. W jej umyślę kłębiło się coraz więcej pytań, na które odpowiedzi nie była w stanie znaleźć samodzielnie. Czuła się źle, nie mogąc zrobić czegokolwiek, o czym nie dowie się jej opiekunka. Jakby była jakimś niewolnikiem. A perspektywa nauki tej magii wydawała się nad wyraz pięknie wyglądać. Dziewczyna w tej chwili była pewna tylko jednego - że świat, którego mogła ledwie musnąć palcem był znacznie bardziej interesujący, niż ten, w którym żyła. Chociaż uważała, że Hogwart jest najlepszym, co ją w życiu spotkała, teraz zamek stracił na atrakcyjności. Z nieludzkim wysiłkiem udało jej się wrócić do przerwanej lektury. Cieszyła się, że udało jej się tak zdyscyplinować. Lata praktyki wreszcie zaowocowały.

Lektura, którą Hermiona otrzymała od pani Venn traktowała o różnego rodzaju barierach ochronnych, jakie można było wytworzyć za pomocą różdżki w krótkim czasie. Dowiedziała się nieco więcej o tych, które udało jej się już poznać podczas lekcji obrony w Hogwarcie. Do tej pory uczyli się tarcz, które działały na większość słabszych zaklęć. Jednak im czar był potężniejszy, tym mniej wszechstronnymi barierami trzeba było się przed nim bronić. Musiało się nauczyć rozpoznawać rodzaje zaklęć na podstawie jego elementów wizualnych oraz jeśli miało się to szczęście, że rzucono je webralnie - słów. Na dodatek na moc tworzonej tarczy wpływało znacznie więcej czynników, niż mogło się wydawać. Dlatego tak istotną rolę odgrywała wiedza teoretyczna. Z biegiem czasu Hermiona dowiadywała się coraz więcej na temat stosowanych zazwyczaj w pojedynkach zaklęć oraz odpowiednich do niej tarcz. Omawiano tu przede wszystkim znane uroki czarno magiczne. Czytanie przerwało jej dopiero pojawienie się pani Venn.

- Już jestem, panno Granger. Chodź do jadalni, a ja zaraz do ciebie dołączę. Musiałaś zgłodnieć.

- Dobrze, proszę pani - odpowiedziała i skierowała się do pomieszczenia obok.

Czekał tam na nią zastawiony już różnorakimi pysznościami stół. Nałożyła sobie sałatkę rybną oraz trochę ryżu. Do kieliszka nalała sobie wina z karafki.

- Co sądzisz o moim synu? - zapytała Inshia, kiedy już usiadła na przeciwko niej.

- Wydaje się sympatyczny - odpowiedziała nieco zakłopotana Hermiona.

- I niestety zbyt bezpośredni. Gaduła z niego straszna na dodatek. Cieszę się, że już nie muszę go znosić?

- Wyprowadził się?

- Tak, mieszka wraz ze swoją małżonką i dwuletnią córeczką w mojej drugiej rodzinnej rezydencji. A właściwie już jego, bo przekazałam mu ją jakiś czas temu.

Hermiona posłała jej zaskoczone, a zarazem pytające spojrzenie.

- Och moje dziecko. Nie jest on tak młody, na jakiego wygląda. Zresztą jak my wszyscy.

- Co będziemy dziś robić?

- Chciałabym poćwiczyć jeszcze z tobą magię umysłu, a później przejdziemy do barier obronnych w praktyce - poinformowała ją.

Następnego dnia, chociaż nie dręczyło już ją koszmary z Agathe w roli głównej, Hermiona obudziła się niewyspana. Bolała ją głowa i nie chciało jej się wstać z łóżka. Z trudem wygramoliła się z niego, a następnie ubrała się w jeansy i sweter - jak każdego dnia. Przy śniadaniu nie towarzyszyła jej pani Venn. Przyszła dopiero, gdy Hermiona je już kończyła.

- Nie marnujmy czasu, moja droga - powiedziała jej na dzień dobry. - Szybko dojedz je i chodź ze mną, pokażę ci salę, w której będziemy ćwiczyć zaklęcia.

Przestronne pomieszczenie wydawało się idealne do odbywania w nim pojedynków. Światło, podobnie jak w bibliotece, wpadało do niego z sufitu. Jedynym znajdującym się tam meblem była lekko przyniszczona kanapa, ustawiona w kącie.

- Dobrze. Zaczniemy od ćwiczenia ruchu dłoni. Pani Venn podała jej własną różdżkę. Musisz wiedzieć, że od tego, co zrobisz ze swoją dłonią i nadgarstkiem zależy siła zaklęcia. Wbrew pozorom gwałtowne i mocne ruchy nie zawsze wzmacniają czar. Pokażę ci też kilka subtelnych zmian, które modyfikują kilka znanych już ci z Hogwartu zaklęć. Zwykłym zaklęciem tarczy w odpowiedniej kombinacji możesz się obronić nawet przed silniejszymi urokami czarno magicznymi. A więc do dzieła.