- Zabiję Elliota!

Kate powitała mnie na lekcji biologi słowami nasyconymi jadem i wiedziałam, że Grey będzie miał kłopoty. Spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami z niewypowiedzianym pytaniem.

- Nawet mnie nie pytaj, mam ochotę rozerwać go na kawałki - wycedziła między zębami

Przewróciłam oczami, doskonale znałam jej humory - mogło chodzić równie dobrze o zdradę, jak i o spojrzenie na inną dziewczynę. Wróciłam do słuchania nudnego wykładu pani Blueberry na temat chorób dziedziczonych genetycznie, powoli odpływając w niebyt.

Dwie i pół godziny później ja, Kate i Ethan wracaliśmy pieszo do domu, bo autobus uciekł nam sprzed nosa. Przed nami jakieś dwieście metrów szedł Grey rozmawiając z kimś przez zrezygnował z dołączenia do rozmowy mojej i Kate, włożył słuchawki w uszy, mając nas głęboko w poważaniu.

- Musisz z nim pogadać - rozkazała mi Kate, zezując na idącego przed nami Grey'a

- Odbiło ci - skomentowałam jej zachowanie - Gdybyś miała się umówić z każdym kto na ciebie spojrzy, Elliot już dawno by cię rzucił

Kate obrzuciła mnie swoim morderczym spojrzeniem numer pięć.

- Steele, marnujesz się - zauważyła - A właściwie twoje ciało

Przewróciłam oczami, kopiąc z irytacją kamyk, który zaplątał się na chodniku. Nie rozumiałam tej dziewczyny, nie umie wnioskować. Potwierdziłam jej, że pomagam od kilku tygodni Christianowi na matemtyce, ale to jeszcze nie powód, aby robić z tego jakiś cholerny romans.

- To, że jesteś niewyżyta seksualnie wszyscy wiedzą. Daj mi święty spokój, bo ja nie mam równie niewyżytego faceta - warknęłam.

- Przepraszam. Nie powinnam była na ciebie tak naskakiwać.

- Nie ma problemu. Do poniedziałku - powiedziałam i skierowałam się w stronę mojego domu leżącego dwie przecznice dalej w malowniczej dzielnicy Seatlle. Chciałam właśnie zakładać słuchawki na uszy, kiedy do moich uszu doszedł dziwny dźwięk z starego domu grożącego zawaleniem. Dopiero po chwilii zrozumiałam, że pochodzi on z ciemnego zaułka, który mieścił się pomiędzy numerami dwieście czterdziestym szóstym, a dwieście czterdziestym ósmym.

Najpierw chciałam wziąć nogi za pas, ale coś mnie powstrzymało. Nie widziałam przed sobą Christiana, to mogło oznaczać tylko jedno - albo on był bity, albo to on bił. Na palcach podeszłam do rogu i wyjrzałam zza ściany. Nie myliłam się, Christian bił się z jakimś mężczyzną około trzydziestki.

- Christian!

Mój krzyk odwrócił jego uwagę, mężczyzna wyrwał się rąk Greya i wzął nogi za pas. Christian spoglądał na mnie, jakbym co najmniej była kosmitą. Przybrałam moją najbardziej wkurzoną minę i podeszłam do niego pewnym krokiem. Zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem, dostrzagając przecięty łuk brwiowy przy lewym oku, podbite prawe i rozcięcie na prawym policzku z którego powoli płyneła krew. W najmniejszym stopniu nie zmniejszyło to mojego zdenerwowania na niego.

- Odbiło ci! - wrzasnęłam - Doskonale wiesz, co ci grozi jak cię ten facet naskarży. Czy ty choć raz możesz zachowywać się normalnie? A nie jak rozpieszczony książę, którym nie jesteś. Myślałam, że coś ci wbiłam do głowy ostatnio, znowu ci odwala?

- Nie, ja... - chciał mi przerwać, ale skutecznie mu w tym przeszkodziłam

- Miałeś się zmienić, obiecałeś to swojej rodzinie, a ja chciałam ci pomóc. Nie umiesz tego docenić? Chc...

- Zamknij się, Steele! - wrzasnął, zamrugałam zaskoczona - Chciał zgwałcić jakąś dziewczynę, powstrzymałem go i dałem mu nauczkę.

Zamrugałam zaskoczona, wpatrując się w niego.

- Zamknij buzię - poradził mi, zrobiłam co kazał

Zrobił krok na przód, ale złapałam go za rękę, staneliśmy przodem do siebie. Wyjęłam z kieszeni chusteczkę i przyłożyłam mu do łuku brwiowego. Ujął moją dłoń w tym samym momencie, kiedy ja chciałam zabrać zakrwawioną chusteczkę. Między naszymi dłońmi przeszedł dziwny prąd. Splótł nasze palce patrząc mi w oczy, w jego dostrzegłam dziwny błysk.

- Mocno boli cię głowa? - spytałam, uśmiechnął się szelmowsko i puścił moją dłoń

- Trochę - odpowiedział niepewnie.

Uśmiechnęłam się i wyswobodziłam swoją dłoń z jego. Przechylił głowę i spojrzał na mnie nierozumiejącym wzrokiem.

- Muszę ci to opatrzyć, mam w domu apteczkę - poinformowałam go, kiwnął głową i ruszył się w końcu z miejsca i prowadziłam go do mojego kawałka Seattle.

Dom mieliśmy mały, ale piętrowy - na parterze była kuchnia, salon i łazienka, a na piętrze mój pokój, pokój rodziców i biuro mojego taty. Dom był w kolorze beżowym z drewnianymi wykończeniami.

- Ładny dom - skomentował Christian, uśmiechnęłam się pod nosem. Wpuściłam go pierwszego do środka, a sama zamknęłam drzwi.

- Drugie drzwi po prawej są od łazienki, pójdę po apteczkę - wskazałam mu drogę, a sama poszłam do kuchni.

Kiedy weszłam do łazienki, Christian siedział na brzegu wanny, kurtkę zdjął i rzucił na podłogę.

- Będzie trochę szczypać

Syknął, kiedy dotknęłam rany wacikiem nasączonym wodą utlenioną.

- Trzeba było uważać na twarz - powiedziałam z irytacją

- Gdybym uważał na twarz, nie wiedziałbym gdzie mieszkasz - powiedział tonem jakby wygrał główną nagrodę w konkursie

- Christian - zbeształam go, jednocześnie naklejając plaster na rozcięcie na policzku, a następnie na łuk brwiowy. Dopiero po chwili zauważyłam, że dziwnie zesztywniał. Spojrzałam na niego, oczy miał wbite w jeden punkt, wyglądał jakby duchem przebywał w innym świecie.

- Christian - powtórzyłam, a on wyrwał się ze swojego snu na jawie.

- Wybacz - powiedział - Pierwszy raz słyszę jak ktoś nazywa mnie pełnym imieniem.

- Jak to? - zdziwiłam się - Przecież nauczyciele w szkole, chłopacy z klasy

- Nie - przerwał mi - Nie o to chodzi, zawsze było tylko: "Chris, nie rób tego, Chris nie rób tamtego", ''Chris, idziemy do miasta"

Uśmiechnęłam się pod nosem, Christian świetnie naśladował głos matki i brata.

- Przeszkadza ci to zdrobnienie?

- Jakbym był małym chłopcem, który ma pięć lat, a nie dziewiętnaście.

Zdziwiła mnie jego odpowiedź, Christian nigdy nie mówił ile ma lat, a sama się go nie pytałam. Stracił dwa lata życia w poprawczakach, nagle robi mi się smutno. Widzę małego szarookiego chłopca za kratami. Potrząsam głową starając się odsunąć z myśli ten obraz.

- Gotowe! - poinformowałam go, kończąc przyklejanie plastra na brew.

- Może zostań lekarzem - zasugerował ze śmiechem

- Nie raczej wątpię, nie lubię oglądać ludzkich wnętrzności - powiedziałam lekko się krzywiąc

- A ja lubię zaglądać w ludzie wnętrza

Jego słowa sprawiają, że spoglądam na jego twarz. Powietrze wokół nas gęstnieje, źrenice niebezpiecznie mu się rozszerzają, przechyla głowę. Jestem jak zamroczona, widzę tylko jego usta. Nasze twarze dzielą milimetry, brakuje tak mało.

Nagle w całym domu rozbrzmiewa dźwięk telefonu. Zrywam się jak oparzona i odbieram słuchawkę. Głuchy telefon, warczę w stronę telefonu wiązankę niecenzuralnych określeń.

Christian wychodzi z łazienki i obdarza mnie tajemniczym uśmiechem.

- To widzimy się w szkole - mówi, całuje mnie w policzek i wychodzi.

Kiedy dwie godziny później wspólnie z mamą i Bobem jemy kolację, wciąż na policzku czuję jego usta. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale wiem, że Christian też zaczyna "wariować".