Lokacja: Planeta Irk

Siedziba rządu; ( Własność Najwyższych )

W pokoju znajdowało się kilkunastu lojalistów będących jednocześnie śmietanką irkeńskich "intelektualistów". Zajmują się zwykle zarządzaniem bazą danych, przechowującą fundamentalne informacje o Irk, wykonują także rozkazy Najwyższych. Zwykle w owalnym pomieszczeniu znajdował się ktoś spoza ich zamkniętego nimi i Najwyższymi. Zazwyczaj był to jakiś wybitny wojskowy lub polityk, mogli być to również członkowie specjalnej grupy stworzonej z z różnego rodzaju degeneratów, którzy dzięki swojej nadzwyczajnej ambicji, nie zawahają się się przed niczym, aby osiągną swoje osobiste cele. W chwili obecnej wszyscy "intelektualiści" zasiadali w okrężnym pokoju. Najwyżsi, z obojętnością i jednocześnie z pogardą spoglądali na ekran. Na środku pokoju, z którego nadawano transmisję, stał Zim z rękoma zakutymi w kajdany za jago plecami. Tuż za nim stała straż składająca się z dwóch Irkeńczyków o głowę wyższych od niego.

- Jak myślisz, dlaczego nie jestem zdziwiony że cię dzisiaj tutaj widzę, Zim?- Stłumionym, ale wyraźnym głosem spytał Red

- Zapewne jesteście zadziwieni, mój Najwyższy, tym że Zim jako jedyny z najeźdźców, dał radę samodzielnie przywieźć tutaj najbardziej niebezpiecznego, nie dającego się zatrzymać, paskudnego, brudnego, łotra...

- Dość! - Red już nie mógł się powstrzymać - Albo śmiesz zaprzeczać że o mało nie zniszczyłeś naszej planety przez własną głupotę? Czyż nie uciekłeś z planety Foodcourtia, pomimo że zostałeś tam wygnany za karę? W dodatku zrobiłeś to dwa razy! Nie mydl nam oczu, jak to robiłeś przez ostatnie trzy lata, przez ciebie prawie wygraliśmy miano "najgłupszej populacji we wszechświecie" I w końcu, pół godziny temu, wylądowałeś na samym środku Centrum Badań Materiałów poza planetarnych!? - W sali zapadła martwa cisza.

- Ja - Powiedział Zim - Ja... Zim, który nie zatrzyma się przed niczym... potrzebuje tylko więcej czasu, kto inny zrobił tyle dobrego w imię Najwyższych...

- Zdecydowałeś się więc kopać głębiej własny grób? - Przerwał mu Purple

- Co? Zim nie rozumie.

- Jesteś zagrożeniem dla całej Irkeńskiej rasy. Nigdy nie jesteś w pełny świadom swoich własnych działań, ty... Chodzi oto że specjalnie dla ciebie powinno stworzyć się listę niereformowalnych destruktywnych debili.

- Ale, ale, ale... Moi Najwyżsi! - Zim wpadł w panikę - Wciąż mogę to naprawić! I mogę częściowo zrekompensować straty jakie wyrządziłem - Przyniosłem Ziemianina! On jest teraz w laboratorium! Celowo wysłałem go właśnie tam, tylko... pomylił mi się gaz z hamulcem i... musicie mi uwierzyć! Ten Obrzydliwy, brzydki, śmierdzący kawał człowieka spowodował to nieporozumienie! Zniweczył wszystkie moje plany! Ja wykorzystując mój geniusz i zdolności perswazji, w nikim nie wzbudzałem podejrzeń, oprócz niego! Mówiłem mu: "Dib, nie dotykaj mnie, jestem człowiekiem jak każdy inny i kocham, kocham ziemię!" A on do mnie: " Nie, ty pieprzony draniu... zabije cię, zabije cię tak po prostu, bo jesteś zielony i twój pies też jest zielony!"

Możecie z nim zrobić wszystko co chcecie" Odkręcić mu jelita, wsadzić mu je do głowy i kazać tańczyć! Albo sprawdzić jego zdolności przetrwania - najpierw oderwać mu jedną nogę, potem drugą i trzecią i...

- Zim! - Najwyżsi krzyknęli jednocześnie, z myślą że w pomieszczeniu nie ma zbyt wielu osób o mocnych nerwach, jeden z "intelektualistów" stał się dwa razy bledszy niż cała reszta.

- Jesteś szalony! - podsumował Red - Jego nam tu przyniosłeś? - Wskazał na ekran pokazujący obraz łudząco podobny o Dib'a, znajdującego się w stanie niepełnej świadomości, był on w kapsule wypełnionej RA-2. - To jest ten potwór którego nie mogłeś się pozbyć przez trzy lata?

- Tak, wiem że wygląda dość niepozornie... - Usłyszał śmiech wszystkich naokoło, śmieli się nawet strażnicy stojący za nim.

- Słuchaj Zim, - zaczął Red - Skoro on jest tym, który psuł twoje 'genialne" plany i to przez niego musimy słuchać twoich szalonych wymówek, to myślę że nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli stanie się naszym materiałem doświadczalnym a jego organy dostaną się do środowisk akademickich.

- Nie mam - Odpowiedział z pokorą Zim.

- Dobrze. Teraz pozostało tylko zdecydować o twoim losie. Nie myśl że jesteśmy bez serca, ale nas po prostu twój los nie obchodzi. - Red uśmiechną się lekko- Pięć lat robót społecznych.

- Pięć lat? - Krzyknął zaskoczony Zim - ale co z moją misją? Teraz kiedy Dib został wyeliminowany, muszę tylko wrócić na ziemię ...

- Nie chcę słyszeć już ani jednego słowa o tej cholernej planecie, Zim! - Krzykną Purple - Teraz jest poza twoim zasięgiem!

- Potwierdzam - powiedział Red - Przy okazji twój robot został oddany do rozbiórki, jest zepsuty.

- GIR? - Nie wiedząc co jeszcze dodać, Zim zamilkł. Patykowaci władcy zaczęli rozmawiać między sobą, od czasu do czasu spoglądając na Zim'a. Jeden z "intelektualistów" odnotował że decyzja zapadła, po czym drżącymi rękami zaczął wprowadzać zmiany w bazie danych Zim'a.

- Cholera! Co oni kazali mu napisać? - Pomyślał Zim.

- Ktoś zaraz po ciebie przyjedzie Zim. Zapewniam cię... zaledwie pięć lat męki, to nie jest długi okres. Potem wrócisz na wolność.

- Pięć lat - Powtarzał do siebie Zim - pięć lat z życiorysu.

Piętnaście minut później zaczęło się dziać coś dziwnego, wszystkie luźno leżące przedmioty zaczęły lekko drżeć. Ekran, który wyświetlał aktualne informacje co sekundę, zawiesił się, jakby dla podkreślenia obecnej sytuacji wszystkie ściany zaczęły się trząść a "intelektualiści" unieśli się w powietrze. W tym momencie oświetlenie sali również zaczęło wariować zarażając też mechaniczne okna. Gigantyczna maszyna zaczęła wydawać z siebie przeraźliwe ryki, pochodzące mniej więcej z turbin anty-grawitacyjnych oraz z niezliczonych rur. Aby statek w pełni wylądował, w oknach maszyny błyszczały jeszcze przez trzy minuty. Wreszcie wyłonił się transport, czarny jak noc, z przodu przypominający samochód, z wieloma reflektorami. Po całej jego długości składał się z owalnych, ruchomych części z wystającymi przewodami, stale obniżały się i podnosiły. Zjawisko to przyciągnęło uwagę ogromnej ilości tubylców, którzy stopniowo zaczęli się skupiać wokół czarnego potwora. Nikt nie odważył się podejść za blisko. Kolosalne turbiny, wydalały z siebie geste kłęby dymu, które rozrastały się u unosiły w powietrze, zachmurzając tym samym całe miasto.

- To po ciebie Zim - Powiedział Red, wcale nie bez sarkazmu

- Eeeee... Teraz, ttteraz... Toż to jakaś piekielna dziura! Schowacie mnie? - Zim opadł z nóg z przerażenie, a strażnicy musieli go podtrzymać

- Tak, to jest to, jak to tam się nazywało? - Obaj władcy dosłownie zarżeli ze śmiechu lecz ich głosy były przerywały syki i szczęki wydawane przez kolosa.

- Cóż, teraz wreszcie wszystko jest takie jakie powinno być. - Powiedział Purple. Po kilku kliknięciach wykonanych przez "intelektualistów" na ekranie wyświetliło się : "Zim: Status Najeźdźcy usunięty" Zim mimowolne spojrzał na monitor a to co ujrzał wywołało na nim jeszcze większe wrażenie niż kolos.

- Nieeee! Moi Najwyżsi! Tylko nie tooo! - Zim musiał ponownie zostać podciągnięty, będąc teraz w posiadaniu Najwyższych, kopał i krzyczał mając wciąż nadzieję na zmianę wyroku. Zim niczym najzwyklejszy przestępca został prowadzony przez zgromadzony tłum, w kierunku ogromnej maszyny, nie mniej był on winny wszystkich szkód wyrządzonych Irk. Nic dziwnego że widok statku widmo wzbudził takie zamieszanie, pojawiał się on tylko po to aby przewożąc różne recydywy do najgorszych z irkeńskich wiezień w najstraszniejszych rejonach. Jego wygląd nieszczególne zadziwiał, gdyż w ostatnich latach widziano go już parę razy, wracając po pięciu latach z powrotem, ale nie w każdym przypadku.

Zim nie mylił się nazywając statek "Piekielną dziurą" gdyż z jego przedziałów nieustanie dochodziły krzyki setek tysięcy więźniów, których znaczenie onieśmielało.

Zim został wciśnięty do jednej z tych "okrągłych" części wagonu, w których jedynym źródłem światła było małe zakratowane owalne okno przy suficie. Ale najgorsze było jeszcze przed nim. W głowie zima zapaliły się światełka, zadźwięczał kask nałożony na jego, który jednocześnie ogłuszał i oślepiaj swoją ofiarę, a w razie ucieczki z piekielnego kolosa, po kilku minutach wysadził by mu głowę.

Zim, zbyt odurzony strachem, nie zorientował się nawet co, i kiedy i po co to na niego włożyli, tylko siedział sztywno na swoim miejscu.

- Ki diabeł? Coś cie mi zrobili? Na głowie mam zaciśnięte imadło... Moje oczy... Czy jestem niemy? Wydaję mi się że nie mogę usłyszeć sam siebie, nie mogę... Ci maniacy umieścili mi narzędzie tortur na głowię! Nie widzę...Nie słyszę... Nic nie mogę na to poradzić. Panika. Wzrasta ciśnienie krwi, serce zaraz pęknie. Drżenie... całe ciało drży... Mam wolne ręce, wolał bym mieć połamane palce niż mieć ten suczy kask na głowie. Pomóż! Nic nie słyszę... Mogę tylko krzyczeć ile się da i to jest jedyne co chce! Głośniej! Głośniej!

Piekielny statek znikną z głuchoniemym krzykiem " śmieci " z oczu Najwyższych.

- Chciałbym aby kara śmierci nie została zniesiona dwa tysiące lat temu. - Powiedział Purple. - I żeby bandyci byli długo torturowani, wtedy nie straszyli by tak ludu swoją brzydotą.

- To już nie jest Era " Wandalizmu" Jeżeli owoce są zgniłe to nie ścina się od razu całego drzewa a odpadki można zawsze jakoś zutylizować. Wolał byś oglądać alejki ściętych głów na lewo i prawo? - Zapytał Red

- Chyba masz rację. - Ściany zadrżały od śmiechu załogi i głów Irkeńskiego Imperium.