Rozdział drugi: Zagubione serce
Anna przeszła całe Storybrooke, szukając kogoś, kto tak jak ona nie stracił wspomnień po rzuceniu klątwy. Nadaremno jednak. Wszyscy wydawali się być kompletnie nieświadomi tego, że tuż obok nich chodzi nastolatek odpowiedzialny za cały ten chaos.
Anna kilkakrotnie o mały włos na niego nie wpadła. Zawsze jednak w porę zdołała się schować to za samochodem, to za jakimś śmietnikiem lub w jakiejś alejce, to wskoczyć na pięć minut do jakiegoś sklepu czy restauracji. Nie mogła jednak tak w nieskończoność uciekać; kiedyś musiała się z nim skonfrontować.
Ale najpierw musiała znaleźć serce Devina. To dlatego wtedy z nim rozmawiała – bo wyczuła, że chłopiec nie ma w sobie swojego serca. A to oznaczało, że Anna będzie mogła odczynić na nim urok rzucony przez Pana – musiała tylko znaleźć jego serce.
Jak przez mgłę pamiętała rozmowę między Reginą a Emmą, którą przez czysty przypadek podsłuchała. Regina zapewniała blondynkę, że zwróci Devinowi serce, jak tylko trochę odetchnie. Ale potem na ludzi zaczął napadać Cień, a na koniec Pan rzucił tę przeklętą klątwę.
To nie mógł być przypadek. – pomyślała Anna, obserwując z ukrycia Devina, jak ten jak gdyby nigdy nic idzie wraz z innymi Zagubionymi Chłopcami do tutejszej szkoły. – Los musiał maczać w tym palce. Przeznaczenie chciało, aby Devin nie miał w sobie serca wtedy, gdy Pan rzucił swoją klątwę. Dzięki temu będę mogła zyskać choć jednego sojusznika.
Anna miała szczerą nadzieję na to, że po odzyskaniu wspomnień Devin wybierze jej stronę. Nie chciała, żeby okazało się, że chłopiec wciąż stoi po stronie Pana. Fakt, mogła go zignorować i spróbować znaleźć kogoś innego, ale jakie szanse miała na znalezienie takiej osoby? Anna wolała już zaryzykować z Devinem, niż szukać tej przenośnej igły w stogu siana.
Pierwszym przystankiem Anny stał się dom Reginy. Skoro kobieta nie miała czasu oddać chłopcu tego serca, to logicznym było, że pewnie znajdowało się ono gdzieś tutaj. A przynajmniej Anna miała szczerą nadzieję na to, że właśnie tu je znajdzie. Naprawdę nie chciała przeszukiwać całego miasta w poszukiwaniu jednego serca.
Dziewczyna wykorzystała uchylone drzwi prowadzące do ogrodu, aby wejść do środka. Wiedziała, że kobieta jest w środku domu, ale nie bała się jej. Regina, nawet jeśli wciąż miała w sobie swoją magię, nie pamiętała o tym. Gdyby nawet ją zatem nakryła na tym włamaniu, Anna mogłaby wtedy użyć na niej swojej magii, aby ją ogłuszyć.
Nie chciała jednak tego robić. Nie była złoczyńcą – była bohaterem.
A bohaterowie tak nie postępują.
Gdzie ona mogła to ukryć? – zastanawiała się Anna, przeszukując jedno pomieszczenie po drugim. Próbowała odszukać je przy pomocy magii, ale nic to nie dało – jeśli Regina ukryła je gdzieś tutaj, to zrobiła to bardzo dobrze. Anna musiała zatem przeszukiwać każdy zakamarek domu, nim nie znajdzie serca chłopaka.
Poszukiwania te trwały przez prawie godzinę. Anna powoli zaczęła tracić nadzieję, że znajdzie to, czego tak usilnie szuka. Zaczęła nawet myśleć o tym, że Pan odkrył serce Devina i specjalnie je przed nią ukrył, wiedząc, że dziewczyna będzie go tu szukać.
To musi gdzieś tu być – po prostu musi, i koniec.
Nagle zamarła, wpatrując się z niedowierzaniem w małą, niepozornie wyglądającą szkatułkę, stojącą na komodzie tuż przed nią.
- Ale ze mnie idiotka. – powiedziała sama do siebie, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. – Normalnie chyba ślepnę, jak pragnę zdrowia.
Wzięła następnie pudełko i przestawiła je na biurko. Otworzyła je ostrożnie, uważając przez cały czas na potencjalną pułapkę, jaka mogła być w to wmontowana.
Dzięki Bogu. Odetchnęła po chwili z ulgą, gdy udało jej się otworzyć szkatułkę bez żadnych problemów. Nie myliła się – w środku naprawdę znajdowało się serce Devina. Teraz, gdy nie chroniła go już magia przedmiotu, Anna mogła w końcu wyczuć jego aurę. Nie miała najmniejszych wątpliwości – to na pewno było serce Devina.
Anna bez wahania zabrała serce ze sobą. Niemalże wybiegła z domu Reginy, nie zważając na nic i na nikogo. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu nastolatka i zwrócić mu to, co zostało mu odebrane.
Gdy tylko weszła do domu, w którym mieszkał Devin, od razu podziękowała losowi za to, że chłopak akurat spał. Ułatwiało jej to następną część zadania niesamowicie – teraz będzie mogła przynajmniej zwrócić mu serce, nie musząc go uprzednio nokautować swoimi mocami.
- Już wkrótce będzie po wszystkim. – szepnęła, stając nad pogrążonym w błogim śnie nastolatkiem. – Obiecuję.
Trzymając serce w prawej dłoni, powoli skierowała je w stronę klatki piersiowej chłopaka. Tuż przed włożeniem go w ciało Devina zawahała się jednak przez moment. Nie była pewna, czy zwrócenie mu serca na pewno zadziała – Pan mógł przecież je znaleźć i nałożyć i na nie klątwę.
Chrzanić to. – pomyślała w końcu Anna. – Raz kozie śmierć. Jeśli to nie zadziała, to po prostu będę musiała poradzić sobie z Panem na własną rękę. Albo znaleźć innego sojusznika.
Już się nie wahała – jednym pewnym ruchem zwróciła Devinowi jego serce. Chłopak nie przebudził się jednak – poruszył się tylko niespokojnie w śnie, ale nic poza tym. Anna westchnęła z rozczarowaniem – oznaczało to, że będzie musiała teraz poczekać, aż chłopak się sam nie obudzi. Anna mogła mieć tylko nadzieję na to, że nie potrwa to zbyt długo.
- No, no. – rozległ się nagle znajomy głos za nią. Anna podskoczyła, wystraszona, jednocześnie obracając się w stronę właściciela głosu. – Ciekawe rzeczy tu się odczyniają.
To niemożliwe. – pomyślała Anna, patrząc się intruzowi prosto w oczy. Jedno spojrzenie na niego wystarczyło jej na to, aby zrozumieć, że mężczyzna nie był wystraszony ani zdezorientowany tym, co właśnie zobaczył. – On wie. On wszystko pamięta. Ale… jakim cudem?
- Skąd… jak… jakim cudem… ? – wydukała Anna, wciąż zdezorientowana niespodziewanym spotkaniem. – Jakim cudem wiesz?
Gold tylko się uśmiechnął, kręcąc przy tym głową z rozbawieniem.
- Mi też miło cię znów widzieć, Anno.
