Rozdział trzeci: Nie jestem jedyna
W pierwszej chwili Anna chciała zaatakować Golda – nie chciała uwierzyć w to, że mężczyzna ma pełną kontrolę nad sobą. Była pewna, że to Pan kontroluje go, i że to Pan go tutaj przysłał.
- Spokojnie, Anno. – powiedział mężczyzna, doskonale odczytując z mowy jej ciała, co też właśnie chodziło jej po głowie. – Jestem w stu procentach sobą. Pan nie ma nade mną żadnej kontroli.
- Ale… jakim cudem? – zdziwiła się dziewczyna. – Byłam pewna, że w momencie, gdy rzucił tę klątwę, wszyscy dookoła zapomnieli na powrót, kim są.
- Ci z potężną magią w sobie są na takie „sztuczki" odporni. – odparł Gold. Zaraz potem uśmiechnął się kątem ust, po czym przyjrzał się z ciekawością dziewczynie. – Tak samo jak ty. Nie sądziłaś chyba, że jesteś jedyną, która oparła się tej klątwie?
To ma sens. – pomyślała Anna. – Cholera, dlaczego wcześniej na to nie wpadłam? Gold jest przecież Mrocznym. Jego magia z pewnością przewyższa tę, którą posiada Pan, co najmniej kilkakrotnie.
- Czyli pewnie są też inni. – powiedziała dziewczyna, wyraźnie tym podekscytowana. – Emma, Regina… one dwie na pewno również oparły się klątwie.
- Możliwe… ale raczej mało prawdopodobne. Może i mają w sobie spore pokłady magii, ale do naszej dwójki wciąż sporo im brakuje.
- „Naszej dwójki". – powtórzyła Anna powoli. Obróciła się następnie przodem do Golda i przyjrzała mu się podejrzliwie. – Zakładasz, że wiesz o mnie tak wiele. Nie wiesz jednak o mnie praktycznie nic.
- Wiem, skąd pochodzisz. – odparł mężczyzna. – I znam limit twoich umiejętności. Wiem, co potrafisz. Wiem, kim są twoi rodzice. Ale fakt, masz rację. – dodał po chwili, nieco cichszym głosem. – Nie wiem o tobie wszystkiego. – Gold zerknął następnie w bok, na śpiącego Devina. – Dlaczego wybrałaś właśnie tego chłopca?
Anna również spojrzała się na Devina. Westchnęła przeciągle, nim nie odpowiedziała na to pytanie.
- Wyczułam, że nie posiadał w sobie serca. – powiedziała po chwili. – W związku z tym zdjęcie z niego efektów działania tej klątwy było zatem najłatwiejsze. A potrzebowałam znaleźć sobie szybko odpowiedniego sojusznika, który wiedziałby wystarczająco dużo o Panie i jego sposobie myślenia. Były członek jego Zagubionych Chłopców wydał mi się najlepszym możliwym wyjściem.
- Sprytne. – pochwalił ją Gold, gdy tylko Anna zamilkła. Dziewczyna zerknęła na niego z uwagą, cierpliwie czekając na to, co jeszcze miał jej do powiedzenia. – Jestem pod wrażeniem. Naprawdę dokładnie to przemyślałaś. Twoja matka byłaby z ciebie dumna.
- Moja matka jest ze mnie dumna. – poprawiła go Anna stanowczym tonem głosu. – Wciąż wierzę, że ona żyje. Tak samo jak wierzę w to, że została ona przeniesiona przez klątwę tutaj, do Storybrooke, tak jak ja.
- To dość śmiałe założenie. – stwierdził Gold. – Tym bardziej, że chyba raczej nie spotkałaś jej po tym, jak Emma zdjęła już ową klątwę.
- Być może jest gdzieś uwięziona. – Anna upierała się przy swoim. – Regina uważała każdą czarownicę za potencjalne zagrożenie. Zamknęła przecież Diabolinę pod biblioteką. Jeśli zatem wiedziała o mojej matce, to ją również musiała tu przenieść. I zapewne również i ją zniewoliła, tak jak zrobiła to ze swoją byłą przyjaciółką.
- Obiecuję ci, Anno, że gdy tylko nadejdzie odpowiednia chwila, pomogę ci ją odszukać. – zapewnił ją Gold. Spowodował tym, że dziewczyna po raz kolejny spojrzała się na niego nieufnie. – Naprawdę to zrobię, przysięgam. I nie będę oczekiwał niczego w zamian. Sama możliwość poznania twojej matki będzie wystarczającą nagrodą.
- Nie cukrz mi tak tutaj, bo jeszcze mnie zemdli. – Anna skrzywiła się nieznacznie. Uśmiechnęła się zaraz potem, dając mężczyźnie znak, że mimo wszystko zdołał ją przekonać. Gold uśmiechnął się szeroko, gdy tylko zdał sobie z tego sprawę.
- Obawiam się tylko, że będziesz musiała jeszcze parę razy wykonać ten rytuał. – powiedział nagle Gold, wskazując znaczącym skinieniem głowy na nieprzytomnego Devina. – Będziemy potrzebowali możliwie jak największej ilości sojuszników, jeśli chcemy wygrać to starcie.
- A ty nie możesz tego zrobić? – spytała się go Anna. Gold pokręcił przecząco głową.
- Pan odebrał mi zdolność używania magii. – powiedział, po czym wskazał na czarną bransoletę, która była przymocowana do jego lewego nadgarstka. – Tak długo, jak mam to na sobie, nie mogę używać żadnej magii. Będziesz musiała zatem wszystkim zająć się sama. Nie wspominając już o tym, że będziesz musiała też przełamać swoją wrodzoną niechęć do przemocy i bezpośredniej walki. – dodał po chwili, uśmiechając się kątem ust.
Anna jęknęła przeciągle, wzdychając przy tym ciężko.
- Postaram się. – odparła po chwili. – Ale nic nie obiecuję.
Cichy jęk sprawił, że oboje obrócili się szybko w stronę Devina. Chłopak właśnie się przebudził i usiadł na kanapie, na którym leżał. Rozejrzał się nieprzytomnym spojrzeniem po pomieszczeniu, aż w końcu jego spojrzenie nie stanęło na osobie Anny.
- Anna? – spytał się słabym głosem, przecierając leniwie oczy. – Co… co się tu dzieje?
- O nic się nie martw, Devin. – powiedziała Anna. Podeszła do niego i pomogła mu wstać. Chłopak zachwiał się nieznacznie, ale Anna pewnie utrzymała go w pozycji stojącej. – Już za chwilę wszystko powinno stać się dla ciebie jasne.
Anna nie kłamała – gdy chłopak rozbudził się do końca, zaczął sobie wszystko przypominać. Przypomniał sobie czasy, gdy był w Nibylandii. Przypomniał sobie, jak Regina wyrwała mu serce. Przypomniał sobie, jak potem trafił tu z innymi Zagubionymi Chłopcami. Przypomniał sobie również swoją ostatnią rozmowę z Reginą, nim w miasto nie uderzyła klątwa. Kobieta obiecywała mu, że zaraz po tym, jak załatwi swoje najważniejsze sprawy, odda mu jego serce.
Ale tak się nie stało. Regina nie zdążyła tego zrobić. To wszystko była wina Pana.
Nagle jednak poczuł znajome bicie serca. Podniósł szybko dłoń i położył ją na środku klatki piersiowej. Uśmiechnął się szeroko, gdy zaraz potem poczuł pod skórą łagodne bicie serca.
- Dziękuję. – powiedział, przenosząc spojrzenie na Annę. Od razu połączył wszystko w jedną, spójną całość i domyślił się, że to właśnie ta dziewczyna jest osobą, która zwróciła mu jego serce. – Dziękuję ci za wszystko.
- Nie ma za co, naprawdę. – odparła Anna, machając bagatelizująco ręką. – Zrobiłam tylko to, co musiałam zrobić, aby ocalić nas oboje. Pan czyhał już na twoje życie. A gdy mnie zobaczył z tobą i rozpoznał, kim jestem, obrał mnie za swój główny cel.
- Nie zdradzisz nas teraz chyba, co, Devin? – spytał się nagle Gold, podchodząc powoli do nastolatków. Devin, gdy go dostrzegł, cofnął się o krok. Pamiętał go z Nibylandii. Wiedział, że ten człowiek jest Mrocznym. Nie uciekł stąd tylko dlatego, bo Anna wciąż tutaj była. I najwyraźniej ufała temu mężczyźnie.
- Nigdy w życiu. – odpowiedział nastolatek. – Pozostanę lojalny tylko i wyłącznie Annie. Przysięgam, że pomogę jej we wszystkim, o co tylko mnie poprosi. Tak samo jak wy chcę pokonać Pana. Teraz już rozumiem w pełni, dlaczego z nim walczyliście. On jest niebezpieczny.
Gold uśmiechnął się lekko. Był wyraźnie zadowolony z tego, co usłyszał.
- Wspaniale. – powiedział po chwili. – Oby tylko wszyscy inni uwolnieni spod czaru klątwy byli racy skorzy do walki. Wtedy pokonamy Pana szybciej, niż się będzie wydawało.
