Rozdział czwarty: Druga konfrontacja
Gold nie zamierzał wierzyć w to, że działając w pojedynkę szybciej zdołają znaleźć kolejnych sojuszników.
Tuż po tym, jak Anna zwróciła serce Devina i wyrwała go spod działania klątwy, jaką Pan rzucił na Storybrooke, Gold ulokował oboje w swoim domu. Chciał, aby ta dwójka była możliwie jak najbliżej niego. Wolał dodatkowo nie ryzykować – szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jak na razie byli zdecydowanie za słabi, aby móc stawić czoła Panowi. W pojedynkę załatwiłby ich on z dziecinną łatwością.
- Co on dokładnie chce, żebyśmy zrobili? – spytał się Anny Devin, gdy dziewczyna wróciła do ich wspólnego pokoju zaraz po zakończonej rozmowie z Goldem.
- Chciał, żebym spróbowała włamać się na oddział psychiatryczny w szpitalu i wyciągnąć stamtąd jego dziewczynę, Belle. – odpowiedziała Anna, siadając obok chłopaka. – Ale dość szybko wyperswadowałam mu ten pomysł z głowy. Nie dałabym sobie sama z tym rady. Najpierw potrzebujemy znaleźć kogoś, kto tak jak my nie znajduje się pod działaniem tej klątwy.
- Gold ma już pomysł, kto to może być?
- Ma kilka poszlak. – Anna uśmiechnęła się słabo. – Ale przede wszystkim chce skupić się na Emmie. Według niego jej magia jest o wiele silniejsza od magii Reginy. Jeśli ktoś ze Storybrooke pamięta wszystko, to według niego na pewno powinna to być ona.
- I jakim cudem mamy to sprawdzić? – dociekał dalej Devin. – Nie możemy przecież ot tak podejść do tej kobiety i spytać się jej o to. Musimy mieć jakiś plan.
- Wiem o tym. I dlatego właśnie najpierw trochę ją poobserwujemy. Zobaczymy, czy jej zachowanie nie odbiega przypadkiem od normy. Być może będziemy musieli też się z nią skonfrontować. Pan z każdym kolejnym dniem coraz bardziej rośnie w siłę. Nie możemy pozwolić na to, aby stał się potężniejszy od nas.
Devin bez wahania podążył za Anną. Razem z nią czatował pod zajadem babci Kapturka, obserwując uważnie Emmę Swan. Siedzieli tam przez dobre kilka godzin, uparcie czekając na jakikolwiek dowód na to, że kobieta, tak jak oni, nie znajdowała się pod działaniem klątwy Pana.
- To bez sensu. – jęknęła w pewnym momencie Anna, nie mogąc już dłużej wytrzymać. Spędzili na obserwowaniu Emmy już blisko cztery godziny. Dziewczyna miała tego powoli szczerze dosyć. – Nawet jeśli nie znajduje się ona pod działaniem tej nieszczęsnej klątwy, to z pewnością nie ujawni tego otwarcie. Musimy wymyśleć jakiś inny sposób, aby się tego dowiedzieć.
Mogłaś o tym pomyśleć trochę wcześniej. – skarciła siebie samą Anna, gdy tylko to powiedziała. – Nie zmarnowałabyś wtedy tylu godzin na niczym.
- To jak, wracamy? – spytał się Devin dziewczyny. I jemu znudziły się już te obserwacje.
Anna tylko przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Tak. – odparła, wzdychając przeciągle. – Tak, wracamy.
Razem powoli skierowali się na tyły alejki, w której się ukrywali. Już byli przy jej wylocie, gdy nagle Anna poczuła znajomą, chłodną aurę. I już wiedziała, co zaraz nastąpi.
- Padnij! – zawołała do Devina, pociągając go jednocześnie w stronę ziemi. Zaraz potem zielony promień przeleciał tuż nad ich głowami. Minął ich o zaledwie centymetry.
Tym razem nie będę bierna. – pomyślała, wstając szybko i obracając się jednocześnie w stronę swojego przeciwnika. – Tym razem dam mu popalić.
Pan nie miał najmniejszych szans na wykonanie kolejnego ataku – Anna zaatakowała go z pełną siłą. Nie celowała w miejsce obok niego czy przed nim – celowała prosto w niego. I celowała po to, aby go zranić.
Zdołał się osłonić przed atakiem dosłownie w ostatniej chwili. Anna nie przestała jednak – atakowała go dalej, uparcie szukając jakiegoś słabego punktu, w który mogła by uderzyć. Była zdeterminowana, aby wygrać tę walkę.
Pan nie czekał na to, aż Anna go pokona – gdy tylko dziewczyna na moment zaprzestała ciskać w niego ogromnymi soplami lodu, użył własnej magii przeciw niej. Wysoka ściana ognia ruszyła na nią i Devina. Anna dobiegła do chłopaka w ostatniej chwili. Uniosła szybko dłonie do góry, tworząc pomiędzy sobą i Devinem a zbliżającym się do nich ogniem lodowy mur.
- Szybko się uczysz. – pochwalił ją Pan, uśmiechając się krzywo. – Powoli przestajesz się bać swojej potęgi i zaczynasz przejmować nad nią kontrolę.
- Od zawsze potrafiłam to kontrolować. – odcięła się Anna. – Zwyczajnie nie lubiłam korzystać z tych mocy.
- Ale teraz już to polubiłaś, czyż nie? – uśmiech Pana powiększył się nieznacznie, gdy tylko to powiedział. Anna syknęła cicho, wyraźnie zirytowana przez młodego lidera Nibylandii.
- Nigdy tego nie polubię. – odparła. – Co nie oznacza, że nie zamierzam korzystać z tego, aby chronić moich najbliższych.
Następnie Anna pchnęła ścianę lodu prosto na Pana. Chłopak uskoczył w ostatniej chwili, chowając się za jednym z pobliskich kontenerów. Gdy Anna ruszyła w jego stronę, aby podjąć z nim walkę, już go tam nie było.
- Uciekł. – syknęła dziewczyna. Była wściekła na Pana za milion różnych rzeczy. Teraz doszedł do nich również fakt, że chłopak wolał uciec jak tchórz, niż stawić jej czoła. – Ale pewnie wróci niedługo, żeby znów nam w czymś przeszkodzić. Ale będziemy na to gotowi. – dodała po chwili, odwracając się do Devina i uśmiechając się słabo do chłopaka. – Pan przegra, i to jest pewne.
Dziewczyna przyjrzała się następnie z uwagą szkodom, jakich razem z Panem nieświadomie narobiła. Trzeba było to koniecznie usunąć, nim ktoś to zobaczy – ludzie ze Storybrooke nie byli jeszcze gotowi na poznanie prawdy o wszystkim. Najpierw trzeba było znaleźć wśród nich chociaż parę osób, które albo nie znajdowały się pod działaniem klątwy Pana, albo które można było spod niej stosunkowo łatwo uwolnić. Dlatego też, gdy tylko Anna upewniła się, że Pana naprawdę nie ma w pobliżu, zajęła się naprawianiem owych szkód.
Powoli zajęła się topieniem wysokiej ściany lodu, uważając przy tym, aby niechcący nie podtopić okolicznych miejsc. Już prawie skończyła się tym zajmować, gdy nagle dobiegł ją zduszony okrzyk Devina.
- Co się dzieje? – zawołała, momentalnie porzucając wszystko. Była pewna, że zaraz zobaczy stojącego przy Devinie Pana. Zdziwiła się zatem niezmiernie, gdy zamiast niego zobaczyła przy nastolatku Emmę.
W pierwszej chwili Anna odetchnęła z ulgą – każda osoba na tym etapie była lepsza niż Pan. Zaraz potem jednak Anna pojęła, że Emma właśnie była świadkiem używania przez nią magii. A dziewczyna wyraźnie ustalała z Goldem, żeby nie ujawniać swoich zdolności przed innymi, dopóki nie będzie się miało pewności, że o wszystkim pamiętają.
Cholera, mam przerąbane, i to nieźle. – Anna powoli obróciła się przodem do Emmy. Nie odezwała się nawet słowem; czekała w napięciu, aż kobieta pierwsza się nie odezwie. – Proszę, niech okaże się, że ona wszystko pamięta, proszę. Ostatnie, czego teraz potrzebujemy, to kolejnych kłopotów.
- A niech mnie. – wyszeptała Emma, wyraźnie zszokowana. Anna skrzywiła się nieznacznie, oczekując najgorszego. – Czyli jest tu jednak jeszcze ktoś, kto o wszystkim pamięta.
Dzięki bogom. Anna uśmiechnęła się z ulgą, gdy tylko to usłyszała. Devin również wyraźnie się rozluźnił, gdy tylko zrozumiał, że Emma była taka jak ona – pamiętała o wszystkim. Gold miał rację – magia Emmy ocaliła ją. Ona o wszystkim pamięta. Nikt nie musiał zdejmować z niej tej klątwy. A to oznacza, że będzie mogła tak jak ja wyzwalać innych spod jej działania.
- Gold na nas czeka. – powiedziała Anna, uśmiechając się promiennie do Emmy. – Wyjaśni ci wszystko, jak tylko do niego dotrzemy. Ma plan, jak pokonać Pana i przywrócić ład i porządek w Storybrooke.
- Z chęcią wam we wszystkim pomogę. – odpowiedziała Emma. – Nie mogę się już doczekać, żeby skopać tyłek temu małemu gnojkowi.
Anna i Devin roześmiali się, słysząc to.
- Tak jak my wszyscy, Emma. Tak jak my wszyscy.
