Rozdział piąty: Mały legion
Anna zabrała Emmę do domu Golda, gdzie mężczyzna zdążył już założyć „małą bazę operacji". Kobieta, gdy tam dotarła, była szczerze zaskoczona tym, że tylko ona, Anna i Gold są osobami, które naturalnie nie zostały dotknięte przez klątwę rzuconą przez Pana.
- Czy jego magia jest aż tak potężna? – spytała się Golda, gdy tylko usiadła razem z nim, Anną i Devinem w salonie domu mężczyzny. – Gdy naprawdę aż tak mało osób zdołało się oprzeć tej klątwie?
- Prawdopodobnie tak. – odpowiedział zgodnie z prawdą Gold. – Większość tutejszych mieszkańców, nawet jeśli miała styczność z magią lub władała nią, nie została dotknięta „tym specjalnym czymś", co łączy naszą trójkę. – tu mężczyzna wskazał zamaszystym gestem na siebie, Annę i Emmę. – Ja jestem Mrocznym, ty jesteś Wybawicielką, a Anna… no cóż, ona ma w sobie naturalną, starożytną magię, która krążyła w żyłach jej i jej przodków od wieków.
- To dlatego ciebie wtedy zaatakował? – spytała się dziewczyny Emma. – Bo uważa ciebie za zagrożenie?
- I tak, i nie. – odparła Anna. – Tak, widzi we mnie potencjalne zagrożenie. Ale jednocześnie nie chce mnie „permanentnie skrzywdzić". – tu Anna wykonała charakterystyczny gest nawiasów, aby dobitniej zaznaczyć, co ma na myśli. – Miał obsesję na punkcie mojej osoby od bardzo, bardzo dawna. Z jego winy straciłam moją ukochaną ciotkę, której, nawiasem mówiąc, poza swoim życiem zawdzięczam również to imię.
- A macie już jakiś plan? – Emma dociekała dalej. – Wiecie już, jak go powstrzymać? Albo jak przywrócić wspomnienia chociaż części mieszkańców?
- Nad wszystkim pracujemy. – odpowiedział Gold. – Jak sama widzisz, nasz młody Devin posiada wszystkie swoje wspomnienia. Przywrócenie ich w jego przypadku było najłatwiejsze, bo w momencie rzucenia klątwy przez Pana ten biedak nie miał w sobie swojego serca. – Emma w tym momencie obróciła się szybko w stronę chłopaka. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, skąd go kojarzy. Momentalnie zrobiło jej się go niesamowicie żal.
- Nie mam do pani żalu za to, co się wtedy stało. – powiedział Devin, od razu domyślając się po minie Emmy, o czym ona teraz myśli. – Robiłyście wtedy to, co musiałyście, aby dotrzeć do Henry'ego. Nie mam wam tego za złe. W sumie wyszło mi to ostatecznie na dobre. – dodał po chwili, uśmiechając się słabo i przenosząc na moment spojrzenie na Annę.
Emma pokiwała głową w zamyśleniu. Przyjrzała się uważnie Devinowi i Annie. Niemalże od razu dostrzegła, że pomiędzy tą dwójką zdążyła już się narodzić silna nić porozumienia. Oboje chcieli pozbyć się stąd Pana za wszelką cenę. Emma nie mogła też nie dostrzec sposobu, w jaki Devin wpatrywał się przez tę jedną, krótką chwilę w Annę. Mógł ją znać od niedawna, ale już teraz uważał ją za swoją przyjaciółkę i bliską mu osobę.
- To jak dokładnie ten wasz plan wygląda? – spytała się, przenosząc spojrzenie na Golda. – Jak chcesz pokonać Pana, mając do dyspozycji tylko naszą trójkę? Które z nas ma zadać ostateczny cios? Bo zakładam, że Pan już się szykuje do kontrataku. – dodała po chwili, wodząc spojrzeniem po wszystkich po kolei. – Nie oszukujmy się, on już się do tego szykuje. Czeka tylko na odpowiednią chwilę.
- Mamy pełną świadomość tego. – odpowiedziała Anna nieco znużonym tonem głosu. – I nie, nie zamierzamy go pokonać w tak małej grupie. Twój przypadek upewnił nas w przekonaniu, że osoby posiadające w sobie wystarczająco silną magię mogą zostać, że tak to ujmę, „przywrócone do normalności", albo mogą, tak jak ty, tylko udawać, że znajdują się pod wpływem klątwy. Ja osobiście rozważałam dołączenie do naszej małej ekipy Reginy, Mary Margaret, Davida, Błękitnej Wróżki i Henry'ego. Każde z nich posiada silną duszę, którą można będzie dostatecznie łatwo wyrwać spod działania klątwy Pana.
- A ja wciąż uważam, że nie na tym powinniśmy się skupić. – przerwał jej nagle Gold. Anna i Emma spojrzały się na niego w tym samym czasie, marszcząc brwi w dezorientacji. – Żadna z tych osób z pewnością nie jest tak silna jak ty czy Emma. Na pewno znajdują się pod działaniem klątwy. A my w tej chwili nie mamy czasu bawić się w uzdrowicieli i ratować ich. Potrzebujemy kogoś innego, kto pomoże nam w tej walce.
- Niby kogo? – spytała się Anna. – Kto w twojej opinii to jest?
Gold westchnął przeciągle. Ociągał się z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie aż do ostatniej chwili, gdy już wiedział, że musi coś powiedzieć.
- Na pewno znasz tę osobę. – odpowiedział z wahaniem. – Jest tylko jeden mały problem; nie wiem, gdzie ją znaleźć. Ta osoba zaginęła dawno temu, a jedyna osoba, która jest w stanie ją odnaleźć, jeszcze nie osiągnęła pełni swoich mocy.
- Kogo masz na myśli? – powtórzyła z irytacją Anna, nie dając za wygraną. Z jakiegoś powodu przeczuwała, że mówiąc o osobie, która nie osiągnęła jeszcze swojego pełnego potencjału, miał na myśli właśnie ją. Chciała jednak to usłyszeć bezpośrednio od niego, żeby mieć stuprocentową pewność, że się nie myli.
- Ciebie. – odparł. Anna westchnęła przeciągle, z trudem powstrzymując się od uderzenia otwartą dłonią w czoło.
- Miałam na myśli osobę, która ma nam pomóc. – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Kto to jest?
- Twoja matka. – odparł Gold. Anna momentalnie cała się spięła, słysząc to. – Królowa Arendell, Elsa.
- Nie. – Anna wstała gwałtownie, po czym cofnęła się o kilka kroków w stronę wyjścia z salonu. Devin, jak na zawołanie, wstał i podszedł do niej, po czym ujął jej ramię dla oparcia. – Nie ma mowy. Moja matka nie żyje.
- I tu się niestety mylisz, kochana. – Gold zacmokał z dezaprobatą, kręcąc z rozbawieniem głową. – Elsa nie tylko wciąż żyje, ale także jest tutaj, w Storybrooke. Problem w tym, że została uwięziona w bliżej nieokreślonym miejscu. To dlatego nie mogłaś jej znaleźć przez cały ten czas.
- A kto ją uwięził? Ty? – spytała się Emma. Gold tylko spojrzał się na nią pobłażliwie, po czym przeniósł uwagę z powrotem na osobę Anny.
- Niestety, tym razem to akurat nie moja sprawka. – odpowiedział. – Wiem jednak, jak uaktywnić w Annie jej moce do tego stopnia, że osiągnie ona poziom, dzięki któremu będzie mogła odszukać swoją matkę i uwolnić ją z więzienia, w jakim się znalazła.
Po jego słowach na moment zapadła niezręczna cisza. Anna nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, a co dopiero odpowiedzieć. Przeczuwała, że Gold milczy, bo czeka na jej odpowiedź. Chciał, aby się zgodziła i wyruszyła z nim na poszukiwanie jej matki. Anna musiała przyznać sobie samej, że bardzo chciała ją odnaleźć. Jakaś część jej jednak wciąż uważała, że Elsa nie żyje, i że nigdy jej nie odnajdzie.
W końcu jednak podjęła ostateczną decyzję.
- Zgoda. – powiedziała, patrząc się Goldowi prosto w oczy. Mężczyzna momentalnie uśmiechnął się szeroko z zadowolenia, słysząc to. – Pomogę ci znaleźć moją matkę. Ale mam jeden warunek.
- Jaki? – spytał się mężczyzna, wciąż nienaturalnie wręcz zadowolony z tego, co zdołał właśnie osiągnąć.
- Gdy już pokonamy Pana i sprowadzimy go na jego wątłe, nastoletnie kolana, to ja chcę być osobą, która zakończy jego żywot. – odpowiedziała. – To ja chcę być osobą, która go zabije. Chcę się zemścić za to, co zrobił mojej ciotce.
Gold tylko jedną krótką chwilę zastanawiał się nad swoją odpowiedzią.
- Dobrze. Masz moje słowo. Gdy już pokonamy Pana, to ty zadasz mu ostateczny cios. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu będziesz na to naprawdę gotowa.
- Och, na pewno będę. – Anna uśmiechnęła się ponuro. – Masz to jak w banku, panie Rumpelsztyk. Masz to u mnie jak w banku.
