Rozdział szósty: Królowa Śniegu, część pierwsza


Anna zaklęła cicho, upuszczając tuzin lodowych sopli na ziemię.

- Dlaczego to jest takie trudne? – spytała się, bardziej sama siebie niż Devina, który wiernie siedział niedaleko niej i przyglądał się procesowi jej nauki. – Gdy ostatnio walczyłam z Panem, zdołałam zrobić o wiele więcej. Dlaczego więc teraz to mi nie chce wychodzić?

- Być może twoja magia jest bezpośrednio połączona z twoimi emocjami. – zasugerował chłopak. – Gdy z nim wtedy walczyłaś, byłaś wściekła. No i chciałaś też mnie chronić przed nim. Odczuwałaś wiele silnych emocji, i to pewnie spotęgowało twoje moce.

- Tak… to bardzo możliwe. – odparła Anna, już nieco spokojniejsza. – Jak na ironię, moja mama też miała takie same problemy. Minęły lata, nim do perfekcji nie nauczyła się ich kontrolować.

- Gdzie się podziewa Emma? – spytał się nagle Devin, obracając się dookoła siebie. – Czy nie miała razem z tobą trenować? Gold chyba coś wspominał o tym, że i ona musi nauczyć się lepszej kontroli nad swoją magią.

- Dał dzisiaj Emmie wolne od nauki. – odpowiedziała Anna. Wróciła do tworzenia sopli. Starała się podzielić swoją uwagę pomiędzy tworzenie ich a rozmawianie z Devinem. – Wybrała się do miasta, żeby pośledzić trochę swojego syna. Wciąż liczy na to, że Henry pamięta swoje poprzednie życie, tak jak ona. Mogłaby go wtedy zabrać ze sobą i dołączyć do naszej szalonej paczki. – Anna stworzyła kolejne dwa sople, po czym rzuciła pełnymi dwoma tuzinami przed siebie. Wbiły się one z hukiem w ścianę naprzeciwko nich.

- A Gold? Czyżby znowu wybył, żeby poszukać „nowych sojuszników"?

- A jak sądzisz? – Anna uśmiechnęła się kątem ust. Jednym ruchem nadgarstka sprawiła, że wszystkie sople w jednej chwili się rozpuściły. Powoli odeszła od ściany i usiadła obok Devina na starej, drewnianej ławce. – Emma nie daje mu z tym spokoju. Uważa, że Regina i Błękitna Wróżka są równie silne, jak ona czy ja. Jest pewna, że przynajmniej jedna z nich nie znajduje się pod działaniem klątwy Pana. Chce, aby Gold powiększył grono naszych sojuszników, nim nie ruszy na Pana. Nie wierzy w to, że ja i moja matka damy sobie z nim same radę.

- Jak tam w ogóle jest? – spytał się nastolatek po chwili. Anna spojrzała się na niego pytająco, nie do końca rozumiejąc pytanie. – W Arendell? Jak tam jest?

- Zimno. – odparła Anna. Zaraz potem ona i Devin roześmiali się w tym samym czasie. – Żartuję. W momencie, gdy się urodziłam, Elsa opanowała już do perfekcji swoje moce, i wszystkie pory roku następowały po sobie tak, jak powinny. Żałuję tylko, że tak mało czasu było mi dane tam spędzić. – dodała po chwili w zamyśleniu. – Po tym, jak Pan nas zaatakował, mama zdecydowała się przenieść mnie w jakieś bezpieczne miejsce, chronione starą i potężną magią. Wybrała ostatecznie krainę skalnych trolli. Spędziłam tam następne dziesięć lat. Potem dowiedziałam się, że moja mama zaginęła, i że została najpewniej zabrana do tego właśnie miejsca. Podążyłam za nią dzięki ostatniej magicznej fasoli, jaką trolle miały. Spędziłam następne dwadzieścia osiem lat, szukając jej, ale bez skutku. Jednocześnie musiałam ciągle uważać na siebie, żeby się przypadkiem nie wydać.

- Nie znam tego całego Golda, ale… jeśli twierdzi on, że twoja mama jest tutaj, to na pewno nas nie okłamuje. Nie w tym przypadku.

- Też mam taką nadzieję. – Anna uśmiechnęła się smutno, po czym na moment odwróciła spojrzenie od Devina. – Ale znam Golda aż za dobrze. To kanciarz, jakich mało. Zdziwię się szczerze, gdy okaże się, że moja mama naprawdę tu jest, i że jest cała i zdrowa. Będę się cieszyła, to oczywiste… ale będę też tym mocno zaskoczona. – Anna na moment zamilkła, wyraźnie nad czymś rozmyślając. – Dobra, zmieńmy temat, co? – zaproponowała nagle, powracając w jednej chwili myślami do rzeczywistości. – Nie rozmawiajmy teraz o tym.

- No dobrze. – odparł Devin. Przez chwilę zastanawiał się, o czym jeszcze chce porozmawiać z Anną. W końcu zdołał wymyślić następny temat. – Twoja magia… jest naprawdę świetna. – powiedział w końcu. Anna uśmiechnęła się nieznacznie, słysząc to. – Chciałbym móc posiadać coś takiego. Wiem, że czasami masz problemy z kontrolowaniem tego, ale… widzę, że naprawdę się starasz. I że ci to wychodzi. Mieć takie moce… to coś niesamowitego.

- Nie boisz się tych mocy? – spytała się chłopaka Anna. Devin pokręcił głową, na co Anna zaśmiała się z niedowierzaniem. – Łał… jesteś chyba pierwszą osobą, która mi to mówi. Wszyscy inni, których znałam, bali się tej mocy. To samo przeżywała wcześniej moja mama. Ludzie nigdy nie potrafili zrozumieć tej całej tak zwanej „zimowej magii". Fakt, byli wśród nich i tacy, którzy mówili mi, że się nie boją, ale widziałam potem w ich oczach prawdziwe emocje, jakie odczuwali, gdy przyglądali się efektom moich czarów. Fakt, starali się nie okazywać otwarcie strachu, ale nigdy nie próbowali mnie lepiej poznać. To dlatego nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół w Arendell. – dodała po chwili. – No, i dlatego, bo wychowały mnie trolle.

- Mi to nie przeszkadza. – przyznał otwarcie Devin. – To jest część ciebie. Poza tym jesteś o wiele lepsza od Pana. Widziałem to w jego spojrzeniu, gdy z nim walczyłaś. Bał się, że przegra. Wie, że z tobą przegra, prędzej czy później. I zasługuje na to. – dodał na koniec. – Do niedawna uważałem go za idola i wzór do naśladowania, ale teraz… teraz widzę, w jak wielkim kłamstwie żyłem. Pan nie oferował nam nigdy wolności. Zawsze musieliśmy robić wszystko pod jego dyktando. Wolność, którą nam oferował w Nibylandii, była tylko iluzją, niczym więcej. Żałuję tylko, że tak długo zajęło mi zrozumienie tego.

- Najważniejsze jest to, że już to pojąłeś. – odparła Anna. Ujęła dłoń chłopaka w swoje i uśmiechnęła się do niego ciepło, gdy ten spojrzał się na nią z zaskoczeniem. – Tylko to się teraz liczy.

Devin odpowiedział na jej uśmiech swoim własnym. Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu, patrząc się sobie w oczy i nie odzywając się nawet słowem.

- Och, jakież to urocze. – rozległ się nagle znajomy głos. Anna momentalnie się poderwała i zasłoniła Devina, w tym samym czasie, w którym z ukrycia wyszedł Pan. – Aż mnie zemdliło, takie to było przesłodzone. – Pan uśmiechnął się złowieszczo, po czym zerknął ponad ramieniem Anny na Devina, który właśnie wstał, gotów do obrony swojej nowej przyjaciółki. – Naprawdę, Anna? Naprawdę uważasz tego słabeusza za lepszą partię ode mnie? Oj, kochana… chyba te płatki śniegu nieco ci zamgliły wizję.

- Czego tu chcesz, Pan? – spytała się Anna. Nie zamierzała dać się wciągnąć w tę słowną przepychankę. Wiedziała, że w ten sposób chłopak będzie próbował ją omamić i zaatakuje ją, gdy ta tylko choć na moment spuści swoją gardę. Nie zamierzała jednak do tego dopuścić. Chodziło tu nie tylko o jej życie, ale również i o życie Devina. – Liczysz na kolejne manto?

Pan tylko się zaśmiał, słysząc to.

- Miło mi słyszeć, że wreszcie zaczynasz w siebie wierzyć. To naprawdę dobrze rokuje na przyszłość. – powiedział, nie przestając się łobuzersko uśmiechać. – Ale niestety nie przyszedłem tu po to, aby cię za to pochwalić. – W jednej chwili Pan wyczarował w dłoni kulę ognia. Anna momentalnie odsunęła się o parę kroków w tył, trzymając Devina ciągle za sobą. – Gold uważa, że już wygrał, bo ma ciebie i Emmę po swojej stronie. Ale tak nie jest. Gdyby coś stało się którejś z was… sądzę, że to dość mocno by go spowolniło.

- Naprawdę jesteś gotów mnie skrzywdzić? – spytała się chłopaka Anna. – Mnie? A podobno tak bardzo ci na mnie zależy, Pan. Zaprzeczasz sam sobie.

- Możliwe. – przyznał otwarcie Pan. – Czasami jednak trzeba robić to, czego bardzo się nie chce. Na przykład: nie chcę cię skrzywdzić, Anna. Ale widzę też, że nie mam innego wyjścia. Gold chce odszukać twoją matkę i z jej pomocą powstrzymać mnie. Nie mogę na to pozwolić. A zatem… – tu Pan zerknął przelotnie na kulę ognia, po czym przeniósł spojrzenie z powrotem na Annę. – Naprawdę mam nadzieję, że to przeżyjesz. – powiedział, po czym rzucił kulą ognia prosto w Annę.

Dziewczyna była gotowa do obrony. Już unosiła dłonie, aby wyczarować przed sobą ścianę lodu i osłonić siebie i Devina. W tej samej chwili jednak poczuła mocne pchnięcie i straciła na moment równowagę. Upadła, a kula ognia minęła ją o zaledwie centymetry. Zdezorientowana, obróciła się szybko, obawiając się najgorszego.

- Nie. – wyszeptała, otwierając szeroko oczy z przerażenia. – Nie, Devin.

Chłopak leżał na ziemi, nieprzytomny i poparzony. To on ją popchnął, żeby usunąć ją z drogi kuli ognia. Sam wziął na siebie cios przeznaczony dla niej. Gdy tylko Anna sobie to uświadomiła, w jednej chwili ogarnął ją oślepiający gniew.

- Ty! – syknęła, odwracając się w stronę Pana. Nastolatek wydawał się szczerze zaskoczony tym, że Devin poświęcił się za Annę, mimo że dziewczyna z pewnością dałaby sobie radę się obronić. Nastolatka zignorowała to jednak. Wyczarowała w jednej sekundzie kilkadziesiąt sopli, po czym z krzykiem rzuciła nimi wszystkimi w stronę Pana. Chłopak teleportował się w ostatniej chwili, unikając śmiertelnych lodowych ostrzy.

Anna opadła z powrotem na ziemię, oddychając ciężko. W głowie jej się kręciło. Powoli odwróciła się z powrotem w stronę Devina. Chłopak wciąż był nieprzytomny, i Anna obawiała się najgorszego. Ostrożnie przesunęła się w jego stronę i dotknęła jego policzka. Miała nadzieję na to, że dzięki swojej magii zdoła choć trochę go uleczyć. Jej moce zadziałały, ale tylko w połowie. Zdołała usunąć część oparzeń, ale nie wszystkie. Zaraz potem musiała przerwać dalsze uleczanie Devina – zbyt wiele sił witalnych to z niej wyciągało. Wciąż nie była wystarczająco silna. Potrzebowała pomocy.

- Co tu się stało? – rozległ się nagle czyjś krzyk. Anna podniosła niechętnie spojrzenie i zobaczyła, że Emma i Gold właśnie wrócili. Kobieta wyglądała na wyraźnie przerażoną tym, co właśnie zobaczyła. – Pan tu był? – spytała się po chwili, dostrzegając wściekłe spojrzenie Anny.

- Właśnie się rozminęliście. – wycedziła Anna. Zaraz potem przeniosła spojrzenie na Golda. Mężczyzna wiedział już, co dziewczyna chce mu powiedzieć.

- Jesteś już gotowa? – spytał się, nie odrywając od niej spojrzenia.

- Tak. – odparła. – Musimy odnaleźć moją matkę, i to szybko. A potem chcę zatłuc Pana własnymi rękoma.