Rozdział siódmy: Królowa Śniegu, część druga


- Zostaw go. – powiedział Gold, odsuwając dłonie Anny od ramienia Devina. – Nie przemęczaj się teraz. I tak nie zdołasz go w pełni uzdrowić.

- To moja wina. – wyszeptała Anna. Łzy złości i gniewu wciąż szkliły się w jej niebiesko-zielonych oczach. – Gdybym tylko zauważyła to w porę… Devin nie zasługuje na taki koniec. – dodała po chwili. – Musimy znaleźć moją matkę, i to natychmiast. Tylko ona może mu teraz pomóc.

- Wciąż jesteś jeszcze na to za słaba. – próbował wyjaśnić jej mężczyzna. – Pan tylko czeka na to, aż popełnisz tego typu błąd, i wystawisz mu się jak na tacy. Najpierw musimy cię trochę „ulepszyć".

- „Ulepszyć"? – powtórzyła Anna sceptycznym tonem głosu. – Niby jak?

- Oryginalnie planowałem cię uczyć kontroli nad swoją magią i poszerzaniem jej mocy. Teraz jednak nie mamy na to tyle czasu. – Gold westchnął przeciągle. Nie był ani trochę zadowolony z tego, jak ich sytuacja się układała. Musiał jednak się dostosować do niej. W przeciwnym razie jak nic poniosą klęskę. – Muszę stworzyć odpowiedni eliksir, który na pewien czas zwiększy twoją moc magiczną i pozwoli ci na wykonywanie zaklęć, których w normalnym stanie nie byłabyś w stanie przetrwać przez dłuższy okres czasu. Ale nie wykorzystamy go, aby uzdrowić Devina. – dodał szybko, napotykając znaczące spojrzenie nastolatki. – Nie, to musi zrobić twoja matka. Twoim zadaniem jest ją odnaleźć na czas.

- A co będzie, jeśli nie zdołam tego zrobić? Co wtedy stanie się z Devinem? – dociekała Anna. – Nie, Gold, nie mogę tak długo czekać. Musimy najpierw mu pomóc. To powinno być naszym priorytetem.

- Nie, Anna. To nie jest nasz priorytet. Znalezienie twojej matki nim jest. Jeśli się nie pospieszymy, Pan może zdołać odnaleźć ją przed nami. A tego chyba żadne z nas nie chce, prawda?

Nastolatka westchnęła przeciągle, zamykając na moment oczy. Zaraz potem otworzyła je z powrotem i spojrzała się na Devina. Chłopak leżał na prostym, jednoosobowym łóżku tuż przed nią. Część oparzeń Anna zdołała podleczyć, ale mimo to Devin wciąż się nie obudził. Według Golda wpływ na to miała magia, jak zderzyła się z duszą Devina. Obrażenia zewnętrzne mogły być powierzchowne, ale te wewnątrz mogły być poważne. Dlatego właśnie uważał, że tylko Elsa będzie w stanie go uzdrowić.

- Dla Belle zrobiłbyś wszystko. – powiedziała nagle. – Nie czekałbyś na nikogo, żeby jej pomóc. Sam byś się wszystkim zajął.

- W normalnym przypadku miałabyś rację. – przyznał Gold cichym głosem. – Ale mówimy tutaj o Panu, który z każdą chwilą staje się coraz silniejszy i trudniejszy do pokonania. Devin musi zaczekać. Jedyne, co mogę teraz dla niego zrobić, to tylko to. – tu mężczyzna uniósł dłoń, po czym przesunął nią w powietrzu tuż ponad ciałem Devina. Zaraz potem ledwie dostrzegalna, cienka osłona pojawiła się wokół ciała nastolatka. – Ta bariera zachowa jego ciało w dokładnie takim stanie, w jakim się teraz znajduje. Jego stan się zatem nie pogorszy, ale też i nie poprawi.

- Niech ci będzie. – odpowiedziała Anna. Wciąż była wyraźnie niezadowolona z tego, ale teraz przynajmniej miała pewność, że Devin dożyje do momentu, w którym ona i Gold odnajdą jej matkę. – To od czego zaczynamy?

- Od tego. – Gold wyciągnął z kieszeni marynarki niedużą fiolkę z ciemnofioletowym płynem. Podał ją Annie, która przyjęła ją z wahaniem, po czym dokładnie się jej przyjrzała, obracając ją powoli w dłoni. – Uważaj tylko. – dodał szybko, gdy dziewczyna odkorkowała fiolkę. – To gwałtownie wzmocni twoje moce magiczne. Możesz na moment stracić nad sobą kontrolę. Pamiętaj wtedy, aby się uspokoić. Nie chcesz chyba zamrozić całego miasta, prawda?

- Raczej nie. – Anna jeszcze raz zerknęła na niepozornie wyglądającą fiolkę. Wzięła następnie jeden głęboki wdech, po czym jednym haustem wypiła całą jej zawartość.

Początkowo nie poczuła w sobie żadnych zmian. Już zaczęła myśleć, że eliksir nie zadziałał.

Ale wtedy przypomniała sobie o Devinie i o tym, co Pan mu zrobił. I wtedy się zaczęło.

Gniew, złość i nienawiść, jakie poczuła, były wręcz nie do opisania. Przez moment Anna widziała wszystko na czerwono. Zaraz potem jednak wizja zmieniła się gwałtownie – wszystko pokryły odcienie jasnego błękitu i rażącej w oczy bieli.

Potężna eksplozja mrozu odrzuciła Golda od Anny. Mężczyzna w ostatniej chwili złapał się framugi, aby nie odlecieć dalej. Gdy już wszystko się uspokoiło, Gold rozejrzał się dookoła, żeby zobaczyć, jak wiele zniszczeń Anna nieświadomie spowodowała.

Nic nie było zniszczone. Wszystko było jednak pokryte przez śnieg.

Anna powoli wyszła na zewnątrz. Był środek lata, więc powinno być tam ciepło i słonecznie. Zdziwiła się zatem niesamowicie, gdy zamiast tego powitał ją iście zimowy krajobraz.

- Ostrzegałem cię. – powiedział Gold, wychodząc na zewnątrz razem z nią. – To dobrze, że w porę to zatrzymałaś, i że skończyło się tylko na zmienieniu Storybrooke w zimowy kurort. Ale teraz powinniśmy się pospieszyć, nim Pan się tu nie sprosi. Z pewnością już to zauważył i domyślił się, że zyskałaś gwałtowny „power-up" dla swojej magii.

- Później zajmę się posprzątaniem tego. – odpowiedziała Anna. Odwróciła się przodem do Golda, po czym przyjrzała mu się uważnie, nim ponownie się nie odezwała. – To co mam zrobić teraz? Rzucić jakieś zaklęcie, czy coś?

- Nie inaczej. Rzucisz dokładnie to zaklęcie. – tu Gold wręczył jej mały świstek papieru. Anna rozwinęła go i przeczytała dokładnie to, co było na nim zapisane. – Musisz pomyśleć o swojej matce, gdy je będziesz rzucać. Jeśli się wystarczająco mocno skupisz, to zaprowadzi nas ono dokładnie do niej.

- I co się wtedy stanie? – dociekała Anna. – Jakiś magiczny szlaczek zaprowadzi mnie do niej? Czy może od razu mnie tam teleportuje?

- Jeśli wykonasz je prawidłowo, powinnaś widzieć wszystko jej oczyma, bez względu na to, czy jest przytomna, czy nie. Zobaczysz dokładnie miejsce, w którym się ona znajduje, oraz jak do niego dotrzeć. – wyjaśnił jej mężczyzna.

- No dobra. – nastolatka wzięła głęboki wdech, po czym spojrzała się znacząco na Golda. – No to chyba zaczynamy, co?

- Kiedy tylko będziesz gotowa. – odparł Gold spokojnym tonem głosu.

Anna zamknęła oczy i skupiła wszystkie swoje myśli na osobie matki. Koniecznie chciała ją odnaleźć – nie tylko dla siebie, ale również i dla Devina. Chciała ocalić chłopaka i przywrócić go do zdrowia. Wyszeptała cicho zaklęcie i zacisnęła dłoń ze świstkiem papieru.

Niemalże od razu wyczuła to połączenie. W jednej sekundzie znalazła się w kompletnie obcym miejscu. Trudno było jej oddychać – czuła się tak, jak gdyby znajdowało się wewnątrz jakiejś bariery. Leżała na czymś twardym, a pomieszczenie, w jakim się znajdowała, miało ściany zrobione z surowego kamienia.

Zaraz potem wizja się oddaliła. Anna od razu rozpoznała budynek, jaki zobaczyła – znajdował się przy samym końcu Storybrooke. Nikt w nim nie mieszkał, z tego co pamiętała. Nigdy nie zwracała na niego uwagi – aż do teraz.

- Chyba ją znalazłam. – powiedziała, otwierając oczy. – Nie jest daleko stąd. Dom, w którym jest uwięziona, znajduje się zaledwie dwie przecznice dalej.

- Nie traćmy zatem więcej czasu. Idźmy tam teraz.

Anna i Gold udali się do miejsca, które wskazała jej wizja. Gdy tylko tam dotarli, od razu jasnym stało się dla nich, że Pan już tu był. Nie dostał się jednak do środka – aczkolwiek z pewnością próbował. Wokół domu było wiele spopielonych drzew i krzewów, w które Pan uderzał, próbując się czegoś pozbyć, albo wyładować na czymś swój gniew.

- Zapewne to miejsce chroni specjalna bariera. – zauważył Gold. – Nie zdziwiłbym się, gdybyś zaczęła wyczuwać swoją matkę dopiero po przekroczeniu owej bariery.

- No to w takim razie powinnam tam chyba spróbować wejść. – odparła Anna. – Jak sam powiedziałeś: nie traćmy więcej czasu. Chcę już wrócić i móc uzdrowić Devina. No i, oczywiście, pokonać Pana. – dodała tuż przed tym, jak nie weszła do środka domu. – Nie myśl sobie, że zapomniałam o naszym głównym celu.

- Nigdy nawet bym tak nie pomyślał. – mężczyzna uśmiechnął się słabo do nastolatki. Anna wzięła jeden głęboki wdech, po czym obróciła się z powrotem w stronę domu, a następnie pewnym krokiem weszła do środka.

Nic jej przed tym nie powstrzymało. Nic też nie poczuła, zupełnie jak gdyby tego miejsca nie otaczała żadna bariera. Anna wiedziała jednak, że jest inaczej – gdy tylko bowiem przeszła przez prób, od razu poczuła coś innego.

Aurę swojej matki.

Przeczucie pokierowało ją do piwnicy. Od razu dostrzegła, że jest we właściwym miejscu – ściany były zrobione z surowego kamienia, dokładnie jak w jej wizji. Przeszła przez długi korytarz, aż nie natknęła się na przeszkodę w postaci pojedynczych drzwi. Ostrożnie ich dotknęła i, gdy upewniła się, że nie otacza ich żadna niebezpieczna bariera, ujęła dłonią klamkę i otworzyła je, po czym weszła do środka pomieszczenia. Na jego środku, na wysokim, długim kamiennym piedestale, leżała jej matka.

- Mama. – wyszeptała. Długo stała w miejscu, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi przed sobą. Wreszcie ją odnalazła.

Nie zamierzała już dłużej zwlekać – czekała na tę chwilę od ponad dwudziestu ośmiu lat. Szybkim krokiem podeszła do Elsy i dotknęła jej dłoni. Była zimna, praktycznie lodowata.

- Wytrzymaj jeszcze trochę, mamo. – powiedziała, uśmiechając się słabo. – Już niedługo będziesz wolna.

Anna nie była do końca pewna tego, co robi – nigdy wcześniej nie miała z czymś takim do czynienia. Kierowała się przez cały czas przeczuciem – robiła to, co czuła, że zadziała. Powoli zamknęła oczy, skupiając całą swoją uwagę i moc na osobie swojej matki.

Zadziałało od razu. Potężna fala energii rozniosła się po całym pomieszczeniu, niemalże powalając Annę. Dziewczyna w ostatniej chwili złapała się pobliskiego wiszącego świecznika, ratując się przed upadkiem.

Czy to naprawdę zadziałało?

Anna powoli podniosła wzrok. Bała się, że jednak jakimś cudem to nie zadziałało, i że jej matka wciąż jest nieprzytomna. Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy nastolatki, gdy zobaczyła, że Elsa już nie śpi – siedzi prosto na piedestale i uśmiecha się do niej.

- Mama. – powiedziała Anna. Czuła, jak kąciki oczu zaczynają ją piec. Zignorowała to jednak. Teraz liczyła się tylko jej mama – ona i fakt, że wreszcie Anna ją odnalazła i uwolniła spod działania zaklęcia, które przez te wszystkie lata trzymało ją z dala od niej.

Anna podbiegła do matki i przytuliła ją mocno. Elsa od razu objęła swoją córkę i przyciągnęła ją blisko siebie, sama z trudem powstrzymując łzy.

Los już zwrócił mi matkę. – pomyślała Anna, wciąż tuląc się do Elsy. – Teraz muszę jeszcze dopilnować, aby zwrócił mi mojego przyjaciela.


Elsa powoli, ostrożnie przesuwała dłońmi tuż ponad ciałem Devina. Obrażenia, jakich doznał, mocno poraniły jego aurę. Kobieta wiedziała jednak, co robi.

- Już prawie skończone. – powiedziała do Anny, która stała tuż obok niej. Dziewczyna nerwowo przestępowała z nogi na nogę, w napięciu obserwując cały ten proces. – Jeszcze tylko chwila… i już, gotowe. – Elsa odsunęła się od Devina, uśmiechając się nieznacznie. Chłopak wciąż był nieprzytomny, ale od razu można było powiedzieć, że wygląda lepiej – nie był już blado-siny, jak wcześniej, a jego energię można było o wiele lepiej wyczuć. Odzyskiwał swoje siły witalne z każdą kolejną chwilą. Za parę minut jak nic miał się przebudzić. – To mogę się już dowiedzieć, kto to zrobił? – spytała się nagle, przenosząc uwagę na swoją córkę. – Tak szybko mnie tu sprowadziłaś, że nie miałyśmy nawet czasu o tym porozmawiać. Co się tu dzieje, kochanie? Opowiedz mi wszystko.

- To Pan. – odpowiedział za Annę Gold, który znajdował się razem z nimi w pomieszczeniu. Elsa, gdy to usłyszała, otworzyła szeroko ze zdumienia oczy. – Zdołał rzucić klątwę zapomnienia na całe miasteczko. Tylko ja, twoja córka oraz panna Emma Swan – tu wskazał na jasną blondynkę, która siedziała obok niego przy szerokim stole. – okazaliśmy się odporni na to zaklęcie.

- Pan naprawdę tu jest? – spytała się Elsa. Wyraźnie była tym faktem porażona. – Czy coś ci zrobił?

- Nie, nic mi nie zrobił, mamo, zapewniam cię. – odparła Anna. – Chociaż skłamałabym mówiąc, że nie próbował. Ale nic mi nie jest, naprawdę. – dodała szybko, dostrzegając w porę minę swojej matki. – Teraz liczy się tylko to, że tu jesteś. I że razem będziemy w stanie go pokonać.

- Masz moje słowo, że ci w tym pomogę. – powiedziała Elsa, patrząc się córce prosto w oczy. – Jestem gotowa na stawienie mu czoła w każdej chwili.

- To świetnie. – Anna uśmiechnęła się słabo. – Zanim jednak na niego ruszymy, powinniśmy opracować jakiś porządny plan. Pan jest, co niestety muszę mu przyznać, szalenie sprytny. Zawsze udaje mu się mi uciec. Musimy wymyślić sposób, dzięki któremu zapędzimy go w kozi róg, bez możliwości ucieczki.

- No dobrze. – Elsa pokiwała w zamyśleniu głową. – Skoro tak sprawa wygląda, to nie traćmy więcej czasu. Wymyślmy coś i pokonajmy tego małego potwora raz na zawsze.

Anna uśmiechnęła się, słysząc to.

- Wiedziałam, że to powiesz.