Rozdział ósmy: Cisza przed burzą
Następne dni zeszły im na obmyślaniu idealnego planu, jak pokonać Pana. Elsa, tak jak wcześniej Anna, wolała się z nim rozprawić w bezpośredniej walce. Uważała, że razem ze swoją córką będą nie do pokonania, i że nawet Pan nie będzie w stanie ich powstrzymać.
Obydwie chciały pomścić siostrę Elsy, po której Anna otrzymała swoje imię. Obie pamiętały ból, przez jaki musiały przebrnąć po jej stracie. Dlatego też właśnie chciały to zakończyć możliwie jak najszybciej.
Devin wspierał je w tym planie całym sercem. Po tym, co Pan mu zrobił, i co nieomal zrobił Annie, chłopak nie miał już co do niego żadnych złudzeń. Wiedział, że trzeba go powstrzymać za wszelką cenę, i to już teraz, nim ktoś jeszcze na tym nie ucierpi.
Tylko Gold z całej tej grupy uważał, że to zły pomysł. Wciąż był przekonany o tym, że do pokonania Pana będą potrzebować jeszcze co najmniej jednego lub dwóch sojuszników. Anna miała jednak nieco inne zdanie na ten temat.
- Sam chciałeś odnaleźć moją matkę. – powiedziała mu, gdy Gold po raz kolejny poruszył temat odszukania kolejnego sojusznika. – Uznałeś to za nasz priorytet. Uwierz mi, Gold, z jej pomocą zakończymy to wszystko w parę chwil.
- Naprawdę mam nadzieję, że się nie mylisz. Tak jak wy chcę to wszystko zakończyć, najszybciej jak tylko się da.
- Więc zaufaj nam i daj nam pracować. – odparła Anna, śmiejąc się przy tym cicho. – Pokonamy go w trymiga. Daję ci na to moje słowo.
Dziewczyna odeszła następnie od Golda i udała się z powrotem do swojej matki. Po tym, jak została wybudzona z trwającego dobre trzydzieści lat magicznego snu, Elsa była zdeterminowana, aby nadrobić stracony czas ze swoją córką. Praktycznie nawet na moment jej nie odstępowała. Starała się z nią nadrobić praktycznie wszystko: od nauki magii aż po najbardziej trywialne z rozmów.
- Ten chłopiec, Devin… – zaczęła Elsa, gdy razem ze swoją córką trenowała magię. Uczyła właśnie Annę, jak stworzyć ścianę lodu tak, aby żadna magia nie była jej w stanie przebić. – On pochodzi stąd? Ze Storybrooke?
- Nie, mamo. – odpowiedziała jej na to Anna. – Nigdy wcześniej tu nie był. Przybył tutaj wraz z kilkoma tuzinami innych chłopców, z Nibylandii. Z krainy Pana. – dodała na koniec. Elsa rzuciła jeszcze raz szybkie spojrzenie na chłopaka, nim nie skupiła swojej uwagi na powrót na Annie.
- Nie wygląda na kogoś, kto dobrowolnie współpracowałby z Panem. – powiedziała po chwili. – Jest w stu procentach po naszej stronie?
- Oczywiście, że tak, mamo. – Anna uśmiechnęła się nieznacznie, kręcąc z rozbawieniem głową. – Devin ocalił mnie przed Panem zaledwie kilka dni temu. Wiedział, że dam radę się obronić, ale i tak wolał nie ryzykować. Nawet i bez tego poświęcenia bym mu zaufała. Znam się na ludziach i potrafię bezbłędnie odczytywać ich zamiary.
Elsa zamilkła na chwilę. Obserwowała na zmianę to trenującą Annę, to przyglądającego się jej Devina, aż w końcu nie zdecydowała się ponownie odezwać.
- Jest całkiem uroczy. – powiedziała nagle. Anna aż się zakrztusiła powietrzem, gdy to usłyszała.
- Mamo! – syknęła cicho, wyraźnie zażenowana. Zaraz potem jednak na ustach nastolatki pojawił się szeroki uśmiech. Brakowało jej takich chwil przez te wszystkie lata. Cieszyła się, że jej matka wreszcie jest razem z nią.
- Nie mam tego w ten sposób na myśli. – odparła Elsa, sama uśmiechając się szeroko z rozbawienia. – Po prostu cieszę się, że znalazłaś wreszcie kogoś bliskiego. Kogoś, komu mogłaś zaufać. Przyjaciela na trudne chwile.
- Też się z tego cieszę. – przyznała po chwili Anna. – Co prawda znamy się dopiero od kilku dni, ale już teraz wiem, że na długo pozostaniemy bliskimi przyjaciółmi. I nie sądzę, aby cokolwiek było w stanie to zmienić.
- Łał… naprawdę to zrobiłaś.
Elsa rozejrzała się dookoła z niedowierzaniem. Anna właśnie zabrała ją do centrum miasteczka, aby pokazać jej, co się stało, gdy na moment straciła kontrolę nad swoją magią.
- Wszystko wciąż topnieje. – wyjaśniła matce. – Dopiero od niedawna lód zaczął puszczać. Przez jakiś czas całe miasto zamieniło się w istny kurort zimowy.
- Posiadasz w sobie ogromne połacie mocy. – powiedziała Elsa. Wciąż nie mogła się nadziwić temu, że to właśnie jej mała córeczka to zrobiła. Naprawdę wiele ją ominęło. Anna tak wiele się nauczyła, i przez tak wiele przeszła. Elsa nie zamierzała opuścić już żadnego z wydarzeń w jej życiu, bez względu na wszystko. – Zajmiemy się tym problemem później. Najpierw musimy znaleźć Pana i to wszystko zakończyć.
- Myślałem dokładnie o tym samym. – Elsa i Anna odwróciły się w tym samym czasie, słysząc ten znajomy głos. Kobieta zaklęła cicho pod nosem, widząc przed sobą mordercę swojej siostry i niedoszłego porywacza swojej córki. – Witaj ponownie, królowo. – dodał Pan zaraz potem, skupiając swoją uwagę na osobie Elsy. – Dawno się nie widzieliśmy.
- Aż tak ci spieszno na tamten świat? – odcięła mu się kobieta. Stanęła dokładnie pomiędzy nim a Anną. Była zdeterminowana, aby chronić przed tym potworem swoją córkę, bez względu na wszystko. Teraz, gdy już była wolna, odpłaci mu za wszystko, co uczynił jej rodzinie.
Nim Pan zdołał cokolwiek zrobić, Elsa rzuciła się na niego pierwsza. Rozgorzała pomiędzy nimi zacięta walka. Pan bronił się przed każdym atakiem kobiety, jednocześnie próbując wyprowadzić własne i zranić ją. Nie zdołał jednak tego zrobić. Anna mogła być bardzo dobra w tym, co robiła, ale do jej matki wciąż było jej bardzo daleko. Elsa z chłodnym opanowaniem ciskała kolejne lodowe pociski w Pana, omijając cel o zaledwie milimetry. Kilkakrotnie wywołała małe śnieżne tornado, chcąc go w nie złapać, ale za każdym razem chłopak zdołał się teleportować. Ostatecznie uciekł, widząc, że nie ma żadnych szans z ogarniętą gniewem i furią kobietą, której na domiar złego zabił siostrę.
- Znowu uciekł. – syknęła Anna, wyraźnie z tego faktu niezadowolona. – Jak zwykle.
- Nie martw się, odnajdziemy go. – zapewniła córkę Elsa. – Znajdziemy go i zakończymy cały ten przeklęty chaos.
Nie miały potem innego wyjścia – musiały wrócić z powrotem do rezydencji Golda. Mężczyzna nie odezwał się nawet słowem, gdy je zobaczył w progu, z nietęgimi minami. Wiedział, że nie warto poruszać tego tematu – nie z nimi dwoma.
Anna wierzyła w to, że w końcu znajdą Pana i go pokonają. Żałowała tylko, że nie zdołały tego dokonać już teraz.
Dziewczyna udała się ociężałym krokiem na górę, do sypialni, którą na czas pobytu tutaj przeznaczył dla niej Gold. Dziewczyna zamknęła się w środku i westchnęła ciężko. W myślach przeklęła osobę Pana i to, jak bardzo bał się prawdziwej konfrontacji. Gdyby odważył się stawić im czoła, już by to wszystko zakończyły.
- Jakieś problemy? – Anna obróciła się gwałtownie, jednocześnie wzdrygając się ze strachu. Przed nią, w odległości niespełna metra, stał Pan.
- Jak ty tu… – wydukała dziewczyna, porażona jego widokiem. Jej dezorientacja trwała jednak tylko chwilę. Zaraz potem otrząsnęła się z niej i ruszyła na Pana, chcąc go złapać lub pokonać – z zależności, jak bardzo będzie się jej stawiał.
Pan jednak właśnie na to liczył. Gdy Anna go zaatakowała, zwinnie uniknął jej i przeniósł się tuż za nią, a gdy ta obróciła się w jego stronę, uniósł nieznacznie dłoń do góry i rzucił odpowiednie zaklęcie. W chwilę później nastolatka upadła na ziemię, nieprzytomna.
- To jeszcze nie koniec, moja droga. – powiedział do nieprzytomnej dziewczyny, zupełnie jak gdyby była ona w stanie go teraz usłyszeć. – Masz na to moje słowo.
