Rozdział jedenasty: Ostatnie słowo
Pan nie czekał na dalsze pytania. Nie wyjaśnił nic więcej. Ruszył prosto na Devina z zamiarem zabicia go. Chciał to wszystko zakończyć szybko i dostać to, czego tak bardzo pragnął.
Anna bez trudu to przewidziała, i stanęła mu na drodze. Pan zamarł w połowie drogi, wyraźnie niezadowolony.
- Odsuń się, Anno. – polecił jej. – Daj mi dokończyć to, co zacząłem.
- Nigdy w życiu. – odpowiedziała mu dziewczyna. – Nie dam ci go skrzywdzić. Nie pozwolę ci już nikogo skrzywdzić. To wszystko kończy się tutaj, Pan. Podejmij właściwą decyzję, póki jeszcze masz na to szansę.
- Chyba sobie ze mnie kpisz, moja droga. – Pan uśmiechnął krzywo, mówiąc to. – Nigdy nie odpuszczę. Jestem za blisko osiągnięcia swojego celu.
- Jak sobie zatem chcesz. – odparła Anna z iście stoickim spokojem. – Nie mów tylko, że cię nie ostrzegałam.
Następnie, nim Pan zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dziewczyna zaatakowała go, używając przy tym swoich mocy.
- Nie chcę z tobą walczyć! – zawołał chłopak, unikając jej kolejnych ataków. – Nie takie jest nasze przeznaczenie!
- Wiesz, gdzie możesz wsadzić sobie to całe swoje wyimaginowane przeznaczenie? – odcięła się Anna. Nie zamierzała go słuchać. Wiedziała już, czego chce, i co musi zrobić, aby to osiągnąć. – Zabiłeś moją ciotkę, ukochaną siostrę mojej mamy. – dziewczyna posłała w Pana stos długich, ostrych sopli. Chłopak zablokował je ścianą ognia, roztapiając je tym w ostatniej chwili. – Chciałeś mnie porwać, jak byłam małym dzieckiem. – Kolejny taki sam atak. Tym razem Pan nie zdołał wyczarować ściany ognia. Musiał się uchylić przed soplami, praktycznie upadając na ziemię. Teleportował się zaraz potem na drugą stronę polany. Anna jednak szybko go odnalazła wzrokiem i ruszyła ponownie w jego stronę. – Podjąłeś się próby zniszczenia świata, w którym czułam się niemalże jak w domu. – Anna wyczarowała taflę lodu tuż pod nogami chłopaka. Pan zachwiał się i omal nie upadł. Znów musiał się teleportować z dala od zagrożenia. – A teraz… – Anna obróciła się o dziewięćdziesiąt stopni, stając przodem do miejsca, w którym Pan się teleportował. – Teraz na dodatek chciałeś zabić mojego chłopaka.
Zaraz potem rozpętało się istne „lodowe piekło". Anna uwolniła całą swoją moc i skoncentrowała ją na jednym celu – na osobie Pana. Chłopak unikał jednego ataku po drugim, ledwie nadążając z teleportowaniem się w inne miejsce za każdym kolejnym razem. Nic to mu jednak nie pomagało. Anna była wściekła i zdeterminowana, aby to wszystko zakończyć, tu i teraz.
Muszę go pokonać. Muszę go pokonać, tu i teraz. To może być moja ostatnia szansa.
Pan domyślał się, że Anna tak łatwo sobie nie odpuści. Widział w jej oczach złość i determinację – najgorszą kombinację, jaką w tej chwili dziewczyna mogła odczuwać. Wiedział, że jego życie jest zagrożone. Nie miał zatem innego wyjścia.
Tuż po tym, jak się teleportował, Anna krzyknęła głośno, po czym zaklęła soczyście.
- A niech go szlag ciężki trafi! – wykrzyknęła, wciąż wyraźnie rozwścieczona. – Znowu uciekł! Gdy tylko widzisz, że przegrywa… ucieka! Co za tchórz!
- Złapiesz go następnym razem. – zapewnił ją Devin. Przez cały czas trwania walki stał na uboczu i przyglądał się wszystkiemu w napięciu. Dopiero teraz odważył się podejść do Anny. – Za jakiś czas na pewno znowu się pojawi, żeby jeszcze raz spróbować osiągnąć swój cel.
- Och, nie zamierzam tak długo na to czekać. – zapowiedziała dziewczyna. – Znajdę go pierwsza. Znajdę go i zakończę to wszystko.
- Jak chcesz to zrobić? – spytał się chłopak.
Anna uśmiechnęła się, słysząc to pytanie.
- Dzięki magii. – odpowiedziała, wciąż się tajemniczo uśmiechając. – Gdy walczyłam z nim, użyłam w pewnej chwili pewnego małego zaklęcia, żeby go w pewien sposób… oznaczyć, że tak to ujmę. Zostawiłam na nim drobne kryształki lodu, które mogę wytropić dzięki odpowiedniemu zaklęciu. Już nigdzie się nie ukryje. Gdziekolwiek by się nie udał, odnajdę go.
- Genialne. – Devin uśmiechnął się szeroko na samą myśl, że Pana mogli teraz tak łatwo odnaleźć. – Naprawdę genialne.
- Wiem. – odparła Anna. Była z siebie nad wyraz dumna. Cieszyła się, że wreszcie udało jej się osiągnąć jakiś postęp w sprawie Pana.
Razem z Devinem wróciła następnie do Storybrooke. W pierwszej kolejności udała się do swojej matki. Chciała ją zobaczyć i upewnić ją w tym, że nic jej nie było.
- Anna! – zawołała Elsa, gdy tylko ją zobaczyła. Wybiegła córce naprzeciw i wyściskała ją mocno. Wypuściła ją ze swoich objęć dopiero po dłuższym czasie. – Nic ci nie zrobił? Nic ci nie jest?
- Wszystko ze mną w porządku, mamo. – zapewniła kobietę Anna. – Pan nic mi nie zrobił.
- Czy udało ci się go pokonać? – dociekała dalej Elsa. Anna tylko pokręciła przecząco głową po tym pytaniu. – Znowu uciekł? – Elsa była równie poirytowana tym faktem, co wcześniej Anna.
- Niestety, uciekł. – przyznała nastolatka. – Ale nie martw się, mamo. – dodała zaraz potem. – To wszystko wkrótce się skończy. Daję ci na to moje słowo. Sama dopilnuję, aby Pana spotkała zasłużona kara. I to szybciej, niż mu się wydaje.
Wszystko powoli zaczynało w Storybrooke powracać do normalności.
Anna nie odnalazła jeszcze Pana, mimo że bez trudu mogłaby to zrobić. Wiedziała, że bardziej zrani go poprzez działanie w taki sposób, jakby już go pokonała. To zdecydowanie zrani jego dumę. I dlatego właśnie zdecydowała się doprowadzić wszystko do pierwotnego stanu.
Po ostatniej walce z Panem Anna bardzo szybko odkryła, że nie ma już takich trudności z kontrolowaniem swoich mocy, jak wcześniej. Wyrwanie się z jego magicznej bariery i późniejsza walka zacementowały jej pełną kontrolę nad wszelkimi mocami magicznymi, jakie posiadała. To był zapewne jeden z powodów, dla których Pan zniknął z pola widzenia – schował się, przeczuwając swoją nadchodzącą porażkę. Wiedział, że teraz już tak łatwo nie wygra. Tylko istny cud mógłby mu teraz pomóc.
Emma i pozostali również wykorzystali tymczasowy spokój, jaki nastał w miasteczku. Dzięki magii zaczęli przywracać wspomnienia coraz to kolejnym mieszkańcom miasteczka. Ten fakt Anny wcale nie zdziwił. To, co ją zdziwiło, to fakt, że Henry okazał się pamiętać wszystko.
- I przez cały czas to ukrywałeś? Dlaczego? – dociekała dziewczyna, gdy dane jej było porozmawiać z chłopakiem na osobności.
- Chciałem chronić wszystkich swoich bliskich przed Panem. – wyjaśnił jej Henry ze spokojem. – Wiedziałem, że Pan zainteresuje się mną, jeśli tylko to odkryje, i że będzie chciał mnie powstrzymać przed dotarciem do Golda, Emmy lub Reginy. Ale teraz już jestem bezpieczny. I oni też są bezpieczni. – dodał po chwili chłopak, uśmiechając się słabo. – Teraz mogę wreszcie pomóc wam wszystkim w pokonaniu Pana.
- Och, kochany, nie tak szybko. – powiedziała Emma, wchodząc do pokoju. Anna westchnęła ciężko, zamykając na moment powieki. Jedyne, o co ich poprosiła, to o kilka minut prywatności z Henrym, żeby dokładnie się z nim rozmówić. Jak jednak się teraz okazało, nawet to było w tej chwili niemożliwe. – Nie będziesz brał czynnego udziału w tej nadchodzącej konfrontacji. Zostaniesz tutaj, w rezydencji Golda, aż do momentu, gdy nie pozbędziemy się Pana.
- Ale ja chcę pomóc! – zaoponował Henry.
- Tutaj akurat muszę się zgodzić z twoją mamą, Henry. – powiedziała Anna. Emma spojrzała się na nią z zaskoczeniem. Nie spodziewała się, że ta nastolatka zdecyduje się ją tak szybko wesprzeć w tej sprawie. Była pewna, że stanie po stronie Henry'ego i będzie próbowała ją przekonać, że chłopak ma prawo wziąć w tym wszystkim udział. – Pan jest moją odpowiedzialnością. To mi jest pisane go pokonać.
- I twoja mama nie ma nic przeciwko temu? – Henry spojrzał się sceptycznie na Annę. – Nie próbuje cię powstrzymać?
- Ani trochę. – odpowiedziała Anna. – Wie, że to mój obowiązek. Wie też, że jestem na tyle dorosła, aby podejmować już własne decyzje. I wie też, że w końcu zaakceptowałam w pełni swoje moce i nauczyłam się je kontrolować. Pan nie ma już nade mną żadnej przewagi. Twoja mama i pozostali pomogą mi tylko go odnaleźć i ewentualnie trochę osłabić, nim go nie pokonam.
- I naprawdę wierzysz, że będziesz w stanie go pokonać? Że zakończysz to wszystko raz na zawsze?
- Tak, wierzę w to, Henry. – odparła dziewczyna. Ujęła delikatnie dłoń chłopca i uśmiechnęła się do niego. – Wierzę w to z całego serca.
- Jak długo mamy jeszcze łazić po tym lesie? – burknął Killian, odpychając na bok gałąź drzewa, obok którego akurat przechodził. – Gdzie ten przeklęty Pan się ukrywa? W jakimś drzewie, czy co?
- Ciągle zmienia swoje miejsce pobytu. – wyjaśniła mu Anna spokojnym głosem. Od kilkunastu minut ona, Emma, Regina, Elsa, Gold, Devin, Killian i Neal wędrowali po lesie otaczającym Storybrooke, próbując odnaleźć w nim Pana. Anna wiedziała, że są już blisko. Pan też wydawał się to wiedzieć, i dlatego co chwila się teleportował, usiłując w ten sposób oszukać zaklęcie, jakiego Anna używała do odnalezienia go.
Nie tym razem, mój drogi. To jest koniec. Wiem, gdzie jesteś. To tylko kwestia czasu, aż cię nie znajdziemy.
- Może to pomoże. – powiedział nagle Gold. Uniósł dłoń do góry i machnął nią w specyficzny sposób. Rozbłysło jasne, złoto-czerwone światło, które po krótkiej chwili zanikło. – I proszę, gotowe.
- Co właśnie zrobiłeś? – spytały się jednocześnie Elsa, Anna, Emma i Regina.
- Rzuciłem na całe to miejsce blokadę teleportacyjną. – wyjaśnił wszystkim Gold, odwracając się do nich przodem. – Prawdę mówiąc, powinienem to w sumie zrobić nieco wcześniej, ale dopiero teraz przyszło mi to do głowy. Tak czy siak, teraz już nam się nie wymknie. I jest niedaleko. – dodał, wskazując na jasnoniebieski sopel lodu, jaki Anna trzymała w dłoni. Wskazywał on jej obecne miejsce pobytu Pana. Gdy byli blisko niego, świecił się jaśniej, a gdy oddalali się, gasł. – Już niedługo do znajdziemy.
- No to nie traćmy więcej czasu. – Anna jako pierwsza ruszyła w stronę, jaką wskazywał jej sopel. – Miejmy to już za sobą. Zakończmy to.
