Rozdział 1: Przesyłka

-Nie zabieramy pasażerów - skłamała Kaylee ostrożnie przyglądając się mężczyźnie, który zahaczył ją przy trapie. Oficjalnie zatrudniono ją jako mechanika, ale ponieważ była najsympatyczniejsza z załogi powierzono jej również rekrutację pasażerów. Pogodne usposobienie i rude włosy nadawały jej wygląd osoby młodszej niż w rzeczywistości. To jej uroczy, dziecięcy uśmiech zjednywał im większość klientów. Teraz jednak się nie uśmiechała, starając się jak najszybciej pozbyć intruza.

-Mnie zabierzecie -przybysz wyszczerzył się bezczelnie, prezentując pożółkłe od nikotyny zęby - Mam pilną przesyłkę rządową, a wy lecicie na Laudos.

-Mamy już towar-spróbowała wykręcić się dziewczyna, ale facet nie dawał się spławić.

-Zmieścimy się. Chyba, że nie chcecie mnie zabrać?

-Musi pan rozmawiać z kapitanem -zrezygnowana Kaylee już wyobrażała sobie wkurzoną minę Mal'a. Kapitan nienawidził rządowych kurierów. Nie, nie kurierów. On nienawidził rządu -westchnęła w duchu mierząc faceta taksującym spojrzeniem.

Zwalisty około 50-ki -oceniła - Ubranie już dawno nie widziało wody, podobnie jak twarz i ręce. Był nieogolony, a w kąciku ust zwisał mu niedopałek czegoś, co w dawnych czasach było zapewnie kawałkiem cygara. Mężczyzna uśmiechał się nieszczerze, nieprzyjemnie błądząc wzrokiem po jej ciele.

-Jakiś problem? -zabrzmiało tuż za nimi i oboje gwałtownie się obrócili. Malcolm Reynolds, kapitan statku był dość przystojnym mężczyzną, jednak jego ponury wyraz twarzy skutecznie zniechęcał do niego ludzi. Coś twardego i nieugiętego w jego zachowaniu oraz zaciśnięte usta i zimny wzrok były jego nieodzownymi atrybutami od czasów ostatniej wojny domowej. Rzadko się uśmiechał. Długi brązowy płaszcz, wysokie skórzane buty i pas z bronią nonszalancko zsunięty na biodrze, nadawały mu wygląd typowy dla kosmicznych kowbojów i przemytników.

Mężczyźni przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Mal po jednym spojrzeniu wiedział z kim ma do czynienia. "Łowca Głów, bezwzględny i okrutny zabójca" -ocenił przybysza w myślach. Tropiciele często byli o wiele gorsi od ludzi, których ścigali. Mimo, że Sojusz płacił więcej za żywych zbiegów, z nieznanych przyczyn większość z nich docierała w kilku kawałkach. Bycie Łowcą stanowiło idealne zajęcie dla kogoś o skłonnościach sadystycznych lub psychopaty. Rządu to nie obchodziło, nie zależało im na życiu większości uciekinierów. Jeśli faktycznie chcieli kogoś dostać żywcem, widać to było po cenie. Wartość takiego zbiega, stanowiła zwykle czterokrotną wartość trupa.

- To jest pan Cage -Kaylee niechętnie wskazała przybysza.

- Jak już mówiłem Reynolds -przerwał jej Łowca - Mam pilną przesyłkę rządową i lecę z wami na Laudos - oświadczył twardo i spojrzał wyzywająco na kapitana.

Ku rozczarowaniu dziewczyny Malcolm tylko uśmiechnął się krzywo.

-Jeśli masz czym zapłacić to się pakuj. Startujemy za 15 minut. -odpowiedział swobodnym tonem.

Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym uszom. Kapitan nie tylko się zgodził, ale najwyraźniej nie widział w tym żadnego problemu. Pobiegła za nim, gdy tylko pasażer ruszył po bagaż.

-Jak pan mógł się zgodzić? -oburzona dopadła mężczyznę przy schodach do sterowni -Przecież to Łowca, a my mamy dwójkę zbiegów na pokładzie!

Reynolds spojrzał na nią tak, że zaraz pożałowała swojego wybuchu. Mal nie uznawał żadnej niesubordynacji, więc pod jego twardym spojrzeniem spuściła z tonu i zaczęła się tłumaczyć.

-Nie mówię panu co ma pan robić, kaptanie. Ale to niebezpieczna sytuacja i ja tylko...

-Mam nadzieję Kaylee, że mi nie mówisz. -przerwał bezceremonialnie, rzucając jej ostrzegawcze spojrzenie. -Słyszałaś co powiedział?

-Tak, ale... -oponowała dziewczyna, nie bardzo rozumiejąc do czego zmierza ta rozmowa.

-Więc posłuchaj -powiedział zimno -Facet ma "pilną" rządową przesyłkę, a to oznacza bardzo ważnego zbiega. Zwrócił się do mnie po nazwisku, co z kolei oznacza, że nie trafił tu przypadkiem. On dobrze wie kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Naprawdę chcesz, żebym mu się postawił, bo on najwyraźniej o tym marzy? -zapytał retorycznie.

Kaylee pokręciła przecząco głową. Malcolm ma rację. Wszyscy kapitanowie byli zobowiązani pomagać "urzędnikom rządowym". Nie było to oficjalne rozporządzenie, ale nikt kto miał choćby odrobinę oleju w głowie nie próbował sprawdzać co się stanie jeśli odmówi. "Tylko, że inni kapitanowie nie mieli na pokładzie dwóch zbiegów, za którymi uganiało się pół galaktyki" -pomyślała kwaśno.

-I nie, nie zamierzam odlecieć bez niego -kapitan zdawał się czytać w jej myślach, bo pomysł ucieczki właśnie zaświtał jej w głowie -Nie potrzebujemy nowych wrogów. Dość mamy tych starych.

-Idź do Simona -zakomenderował wchodząc na schody. Nie musiał nic więcej dodawać. Siostra lekarza musiała zniknąć na jeden dzień. Simon, jeśli chciał mógł zostać, decyzja należała do niego. Jednak oboje byli poszukiwani. Mal przyjął ich na statek tylko dlatego, że chłopak był świetnym lekarzem. Reszta załogi podejrzewała, że nie był to jedyny powód. Choć Reynolds osobiście nie lubił lekarza to z River sprawa była trudniejsza. Dziewczyna była genialnym dzieckiem, które trafiło do prestiżowej rządowej szkoły. Wszystko było dobrze dopóki Sojusz nie postanowił odkryć źródła jej geniuszu. Dziewczyna stała się królikiem doświadczalnym. Liczne eksperymenty, którym ją poddawano uszkodziły nie tylko jej mózg, ale i psychikę. Simon, żeby ją ratować porzucił rodzinę, karierę genialnego chirurga, pieniądze i dobre imię. Poświęcił wszystko by odzyskać siostrę i faktycznie mu się to udało. Jednak koszt był większy niż założył. Sojusz nie zamierzał odpuścić. Zostali najbardziej poszukiwanymi zbiegami w galaktyce. Pieniądze szybko się skończyły, a rodzina nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. Nie przetrwaliby długo gdyby nie pomoc kogoś lepiej obznajmionego ze światem. Załoga podejrzewała, że być może Mal w jakiś dziwny i pokręcony sposób, czuł się za nich odpowiedzialny.

Zanim łowca wrócił na statek wszyscy zostali poinstruowani jak mają się zachowywać. Nikt z załogi nie był zachwycony nowym pasażerem, ale jak zwykle w przypadku kapitana, gdy podjął jakąś decyzję, pozostali nie mieli nic do powiedzenia. Simon postanowił się nie ujawniać. Obawiał się, że zamknięcie River samej w kajucie tylko pogorszy jej stan. Wolał nie ryzykować. W końcu podroż miała zająć tylko jeden dzień.