Disclaimer: I don't own Harry Potter.


Autor oryginału: The Fictionist

Link do oryginału: s/6042425/20/Destiny-s-Darling

Zgoda na tłumaczenie: jest


Słowem wstępu:

„Miłosne Choróbsko" jest 20 miniaturką do opowiadania „Ulubieniec Losu". Proponuję na początek zapoznać się z wszystkimi poprzednimi częściami – bez tego miniatura może być niezrozumiała ;)


Miłosne Choróbsko


Harry wkroczył do Wielkiej Sali z poczuciem absolutnego przerażenia.

Od drugiego roku przerażał go ten dzień i nigdy nie miał wielkich nadziei, że ten konkretny okaże się lepszy.

14stego Lutego.

Walentynki. Ugh.

Sama jego nazwa powodowała u niego drżenie. To nie było tak, że nie podobała mu się idea celebrowania "miłości" pomiędzy dwoma ludźmi. Miał coś do krzykliwej metody obchodzenia tego święta - ten nagły wszechobecny odcień różu, serduszka, puchatość i chichoty. Wstrząsnął nim dreszcz.

Naprawdę, wszystko nagle jest w guście "kocham cię!" i "bądźmy już razem na zawsze!", co nie wydawało się zbyt zdrowe.

W rzeczywistości, gdyby ludzie nie oczekiwaliby, że miłość będzie perfekcyjna i bajkowa przez cały czas, do czego zachęca ich dzisiejszy dzień, byliby o wiele szczęśliwsi.

A może by się tak wrócił cichutko do łóżka i udawałby, że jest chory? Albo poszedłby do Pokoju Życzeń i zamknąłby się na wszystkie spusty, dopóki to całe szaleństwo by się nie skończyło?

Tom również nie bawił się dobrze w to święto, chociaż jego zniesmaczenie nie było aż tak widoczne. W jego oczach za to widać było mordercze błyski.

Jeżeli Harry nienawidził tego dnia, to Tom nienawidził go jeszcze bardziej - z powodu idei miłości samej w sobie. Nie mógł się zdobyć na współczucie.

Nieszczęścia chodzą parami.

Próbując się zapaść pod ziemię, skierował się do swojego stołu, sadowiąc się na zwyczajowym miejscu. Uśmiechnął się boleśnie do Pansy, która - zgodnie z ich umową - machała do niego.

Wybuchnęła śmiechem parę sekund później, dołączając do rozmowy z koleżankami. Chciał ukryć twarz w dłoniach. Albo wykopać sobie dziurę.

Chwycił kubek kawy, niepewny czy jego żołądek przyjmie coś więcej. Nie odzywał się. Zarówno Alphard i Abraxas uśmiechali się do niego, przez co zmrużył oczy.

Cała sytuacja pogorszyła się, gdy ostatniej nocy Dumbledore zapowiedział niespodziewane tańce - bo uczniowie potrzebowali zabawy i rozweselenia w związku z początkiem wojny poza szkołą. Teraz, wiele dziewcząt - oraz wielu chłopców - panikowało co na siebie włoży na dzisiejszy bal i, co ważniejsze, z kim na niego pójdą.

Liczba sugestywnych spojrzeń i uśmiechów jakie otrzymał od wstania z rana z łóżka była aż skandaliczna.

Kusiło go do prostego publicznego stwierdzenia, że jest gejem w nadziei, że zostawią go i zyska odrobinę spokoju ale pewnie pożałowałby tego następnego dnia. Szybkość rozprzestrzenianie się plotek jest przerażająca i ciężko będzie się wytłumaczyć, że po prostu nie chciał iść z kimś na randkę.

Próbował też unikać rozmowy o balu ale Hermiona wymogła na nim obietnicę, że nie będzie się nigdzie dąsać w samotności.

Co więcej, musiał iść z kiś. I wiedział, że musi to być dziewczyna.


Tom Riddle po mistrzowsku ukrywał groźne spojrzenie, unikając tłumu wielbicieli, którzy pojawiali się wszędzie, niezapowiedziani i w złym smaku.

To się stawało niedorzeczne.

Planował spędzić cały dzień na pracy nad zaklęciami lecz kiedy tylko usadowił się w bibliotece zauważył, że grupy dziewcząt zaczęły się ku niemu skradać, śmiejąc się, zachowując się niezdarnie, próbując wyglądać inteligentnie i rozpoczynać rozmowy.

Jak mogły mieć czelność pytania go czy pójdzie z nimi na bal? Doprawdy. Co stało się z tym, że to mężczyźni powinni prosić o to kobiety? Czy brytyjska etykieta z całych pięćdziesięciu lat od tak przestała istnieć?

W jego myślach przemknęły wszystkie zmiany, bardziej sprawiedliwsze zmiany. Sporo z obecnych dziewcząt było teraz bardziej odważnych, pewniejszych siebie - było parę małych rzeczy, które nie cieszyły się już dobrą reputacją.

Interesujące...

Nie chodziło o to, że był w ogóle zainteresowany tego typu rzeczami – po prostu dbał o to odrobinę mniej niż jego męscy poplecznicy.

Oczywiście, uroda była czymś, co mógł docenić i jeśli musiałby już iść na bal w towarzystwie kobiety to nie odmówiłby jeśli tylko odpędziłoby to od niego nadzieję innych dziewcząt. Uczennica, którą by zaprosił byłaby najbardziej pożądaną, najpiękniejszą i najinteligentniejszą dziewczyną w szkole.

To było jasne.

Najprawdopodobniej zaprosiłby Daphne Greengrass. Wiedział, że czeka na jego zaproszenie albo nawet oczekuje go. Powinien to ukrócić - myślała, że jest jakaś specjalna... To mogłoby być ciekawe - odrobina wytchnienia i mały romans w nocy.

Oswojenie jej dałoby mu trochę rozrywki, bo Harry był zajęty.

Salazarze, nienawidził tego dnia. Czuł się chory na samą myśl.

Nagle wszystko zaczęło się koncentrować wokół miłości i seksu, co nie miało dla niego większej wartości. Jedynymi dobrymi rzeczami w Dniu Świętego Walentego była możliwość przekonania się z jak dużą ilością ludzi mógł pograć, jak wiele serc mógł nieodwracalnie złamać oraz gry, których podstawą jest władza i kontrola... Niestety jednak musiał utrzymywać maskę i zdjęcie jej nie pomogłoby mu na dłuższą metę.

- Cześć, Tom. - powiedział słodki głos.

Spojrzał do góry, wymuszając uprzejmy uśmiech.

- Witam, panno...? - odpowiedział, czekając na jej imię. I tak szybko je zapomni, ale przez wzgląd na opinię musiał udawać, że go to interesuje.

- Cześć, Tom. - zaszczebiotała. - Lavender. Lavender Brown. Możesz mi mówić Lav. Zastanawiałam się czy chciałbyś iść ze mną na bal? - zapytała, uśmiechając się szeroko.

Dlaczego miałby iść akurat z nią na bal?

- Przepraszam, ale nie. - rzekł. - Już mam plany.

- Z kim? Z Harrym? Słyszałam jak Ron i Hermiona pytają go, co u diabła sobie myślał zapraszając tą dziwaczkę Lunę Lovegood. - Spojrzała na niego jakby oczekując rozważenia tych słów.

- Harry idzie z Lovegood? - drążył delikatnie.

Współczująca mina pojawiła się na jej twarzy.

- Tak... miałeś... miałeś z nim plany? - zapytała. - Chodź ze mną, spraw, żeby był zazdrosny!

Patrzył na nią chłodno, tuszując irytację.

To nie tak, że Harry idąc z kimś na bal go obchodził, ale że szedł akurat z nią. Harry na pewno nie spodziewał się, że Tom będzie tolerować tą szaloną dziewczynę cały wieczór? Prawda? Nie była nawet godna jego… najlepszego przyjaciela, tak właściwie.

Była taka... A Harry zaprosił ją wiedząc, jaki ma do niej stosunek? Powinien był umówić się z dziewczyną, z którą każdy chce być ale nie z Lovegood ze wszystkich ludzi.

Była czystokrwista, to wiedział ale... od kiedy Harry był nią zainteresowany? Czy był zainteresowany? Będą parą? Harry nie zmieni się w kogoś żałosnego, prawda?

Brown zaczęła wyglądać na przestraszoną i nerwową choć w jej oczach wciąż widniała determinacja. Wygładził swoją twarz.

- Dlaczego miałbyś sprawiać, że Harry byłby zazdrosny? - zapytał, podnosząc brew.

- Ponieważ jesteś... cóż, jesteś...

- Tak? - zapytał jedwabistym tonem.

Dziewczyna zwilżyła wargi.

- Cóż, lubisz go, kochasz go, prawda? Grasz w jego drużynie.

- Jeśli sądzisz, że to prawda to dlaczego zapraszasz mnie na bal?

- Bo możesz mieć kogoś lepszego niż on... - zaczęła.

- Lepszy niż on nie znaczy ciebie. - uśmiechnął się słodko. - To obniżyłoby moje standardy a jedynym powodem, dla którego kiedykolwiek poszedłbym z tobą na bal byłaby chęć samobójstwa z nudy i złego towarzystwa.

Jej twarz zastygła.

- Nie możesz mnie tak obrażać, jestem dla ciebie miła.

- Nie mam żadnego użytku z twojej dobroci. - odwrócił się od niej lekceważąco.

W następnej sekundzie poczuł jak coś kłuje go w kark i zanurzył się w różowo-fioletowych oparach.


- Luna! Hej, Luna! - Harry śpieszył się, by złapać blondynkę z Ravenclawu.

- Harry? - zapytała z małym, zdezorientowanym uśmiechem na twarzy. - Co się stało? Szczęśliwych Walentynek.

- Tak, tobie też...

Każdy wokoło zatrzymał się, by posłuchać a on poczuł się niezręcznie, więc wziął ją za ramię i nieco wycofał się z tłumu. Przekrzywiła głowę.

- Czy zdajesz sobie sprawę, że stosujesz psychologiczne zagrania w stosunku do kogoś zamiast po prostu zapytać go czy pójdzie z tobą, byś nie był w pobliżu Toma? - podpytała.

Zamrugał, następnie zarumienił się gwałtownie a potem uświadomił sobie reakcję swojego organizmu.

- Przepraszam. - bąknął. Wzruszyła ramionami patrząc na niego wyczekująco. - Dobra, to... zastanawiałem się, czy nie chciałabyś może pójść ze mną na bal?

- Och. - powiedziała a jej twarz zmieniła swój wyraz. - Harry, jesteś naprawdę wspaniałą osobą ale nie lubię cię w ten spo...

- To znaczy, jako przyjaciele! - dodał szybko. - Chyba, że masz kogoś innego z kim chciałabyś pójść, po prostu - nie lubię tych całych Walentynek i każdy inny kogo bym zaprosił, pomyślałby, że jestem nim zainteresowany a ja chcę iść tylko jako przyjaciel i tak - jesteś jedyną moją koleżanką - prócz Hermiony, ale ona idzie z Ronem - i naprawdę myślę, że jesteś fajna i - och, jasna cholera. - mamrotał.

Ale się zaplątał. Planował, że wyjdzie to bardziej elegancko i bardziej elokwentnie. Poczochrał włosy. Dziewczyna uśmiechnęła się.

- Bardzo chciałabym iść z tobą jako przyjacielem. - odpowiedziała wesoło. - Sądziłam jednak, że pójdziesz z Tomem.

Szczęka Harry'ego opadła.

- Z Tomem? Ja... Luna - mówiłem ci, że my nie jesteśmy...

- Romantycznie zaangażowani. - pokiwała głową. - Wiem. Ale wiesz, jeśli szukasz przyjaciela na bal, on jest oczywistym wyborem. I tak wszyscy myślą, że się po kryjomu umawiacie.

- Nie zapytam Toma czy pójdzie ze mną na bal!

- Najprawdopodobniej by się zgodził jeśli o to się martwisz, przecież cię lubi. - stwierdziła rozsądnie. - Ale dobrze, pójdę z tobą jeśli chcesz zobaczyć jak bardzo zazdrosny będzie.

- Kto powiedział, że chcę sprawić, by Tom był zazdrosny? - zaoponował impulsywnie.

Czy odleciał i stracił jakiś ważny fragment tej rozmowy? Jakim cudem weszli na ten temat? Krukonka spojrzała na niego dziwnie.

- Tom nie lubi się tobą dzielić, więc na pewno będzie zazdrosny i bardzo zaborczy nawet jeżeli nie będziesz czuł nic romantycznego do osoby, którą zabierasz na bal. Z pewnością zdajesz sobie z tego sprawę?

- On... już się z kimś umówił.

- Raczej to z tobą chciałby spędzić noc. - Luna zirytowała się i przewróciła oczami jakby był kompletnym idiotą. Czasem się tak czuł rozmawiając z nią. Następnie dziewczyna uśmiechnęła się ponownie, niespodziewanie bardzo olśniewająco. - No cóż, muszę iść szykować sukienkę! O siódmej przy wejściu do Wielkiej Sali?

- ...Tak.


Daphne Greengrass, Lodowa Księżniczka Slytherinu, zmarszczyła brwi widząc Toma Riddle'a w towarzystwie Lavender Brown.

Spodziewała się widzieć siebie u jego boku a zamiast tego towarzyszyła Abraxasowi Malfoyowi - i nie było tak, że nie był przystojny czy czarujący ale nie był Tomem Riddlem.

Tom Riddle…

Była Królową Serc, podbijała je i zabierała, tylko po to, żeby zobaczyć jak rozpadają się na kawałki, gdy już się nimi znudziła.

Pomimo tego, nigdy nie próbowała zdobyć serc należących do Toma Riddle'a lub Harry'ego Pottera - po prostu wiedziała.

Harry Potter był terenem zabronionym, i choć wielu sądziło, że był mniej bezwzględny oraz, że jest w stanie trzymać w ryzach Księcia Slytherinu, wiedziała, że to nie jest prawda... Tom Riddle był w stanie zniszczyć każdego kto choćby spróbował choć palcem tknąć Gryfona.

Riddle był wspaniałym graczem, dziką kartą, która potrafiła doprowadzić do płaczu i ruiny każdą osobę, jedynie dla zabawy.

Nie dbał o romantyczne relacje i nie była na tyle głupia myśląc, że mogłaby go uwieść.

Dlaczego? To proste. Tom Riddle nie kierował się żadnymi ograniczającymi zasadami, do których stosować musiała się reszta.

Pomiędzy nimi było niesamowite porozumienie. Właśnie dlatego była dla niego dobrą partią na ten wieczór.

Obydwoje lubili gry, co było kluczem dzisiejszej zabawy, jak również jej reputacja by wzrosła.

Mógłby być widziany z nią, nie tracąc swoich standardów.

Ale... z nią? Ona nie powinna z nim być.

Coś jest nie tak.

Riddle właśnie przeszedł tuż koło Pottera, zmierzając w kierunku wdzięczącej się przed nim Brown. Jej oczy zwęziły się na tą scenę, tak samo jak oczy jej partnera.

- Pokłócili się? - zapytała Abraxasa, kiedy przemierzali parkiet w walcu. Wyraz twarzy Malfoya był opanowany, choć w jego oczach można było dostrzec żelazny błysk.

- Nie. Inaczej Harry nie podchodziłby do niego w ten sposób. - wymamrotał. Zastanawiała się czy właściwie będzie podejść do nich z Abraxasem ale nie był to odpowiedni moment.

Kontynuowała taniec, okazjonalnie zmieniając partnerów i mając oko na rozwój wydarzeń.

Niemal uwierzyła swoim oczom ale mogła przysiąc, że dostrzegła wzrok Riddle'a na Harrym, zanim ramieniem objął dziewczynę, i zanim ten przeszedł obok.

Po tym incydencie, nie widziała ich już razem, choć zauważyła, że Harry rzuca spojrzenie w kierunku Toma aż nazbyt często.

Każdy inny nazwałby to zazdrością, ale... minęło już wiele godzin tańca, podczas których, albo jeden albo drugi, rozwiązaliby ten problem.

W jego oczach widać było zgrozę do tego stopnia, że przestał on tańczyć i obserwował ich. Nie wyobraziła sobie tego i nie było nic subtelnego w tym, że Riddle niemal bezgłośnie wołał Harry'ego spoglądając na niego z czymś mrocznym w oku a potem ponownie stawał się wycofany pod wpływem brązowych oczu Gryfonki.

Oplotła ramię Abraxasa ciaśniej.

- Potowarzyszę ci w drodze po drinki. - stwierdziła prosto.

To oczywiste, że szła z nim. Nie przepuści szansy zobaczenia z bliska dynamicznej, pokręconej natury Riddle'a i Pottera. Malfoy przyjrzał się jej.

- Harry nie będzie chciał cię w to mieszać. I sądzę, że mnie z resztą również... - zaczął jakby w takim samym stopniu przekonując ją i samego siebie.

Dlatego właśnie nigdy nie interweniował w daleko idący sposób, w strachu przed ich niebezpiecznymi nastrojami.

Zaśmiała się perliście. Nie, zdecydowanie jej towarzysz nie był Tomem Riddlem - był zbyt zabawny i czarujący, by być nim. Riddle nie znał strachu i bezkarnie brał to, czego chciał.

- Będzie w porządku. - delikatnie dotknęła jego ramienia, kusząc go niemal pociągającym uśmiechem. Nie była pewna czy czuje się mile zaskoczona widząc jak rzuca jej rozważne spojrzenie zamiast niemal mdlejącego.

Podeszli bliżej, do miejsca, gdzie Harry tańczył z Lovegood. Gryfon przewrócił oczami na ich widok.

- Luna, możesz? - zapytał, gdy rozbrzmiała kolejna nuta.

Blondynka uśmiechnęła się do niego, wyplątała się z jego uścisku i zaczęła tańczyć dziwacznie sama.

Daphne chciała coś powiedzieć lecz ugryzła się w język na widok lekkiego rozbawienia na twarzy Harry'ego, gdy rzucił w jej kierunku spojrzenie, które po chwili przybrało normalny, neutralny wyraz.

- Stało się coś? - zapytał otwarcie. Brak ciepła w jego głosie ostrzegał ją, że Złoty Chłopiec wcale nie jest taki sympatyczny jak wszyscy sądzą.

- Czy z Tomem... jest wszystko w porządku? - zapytał Abraxas.

- Tak sądzę.

Och. Nuta irytacji. Może choć troszkę był zazdrosny? Widziała to już wiele razy - nie może się co do tego mylić...

- Po prostu...

- Po prostu? - Potter przerwał mu delikatnie. Jej myśli uleciały pod wpływem niemal morderczego spojrzenia.

- Nie wydajecie się ze sobą dogadywać. - wymamrotał Malfoy.

- Odważę się powiedzieć, że chciał mnie wkurzyć za to, że zaprosiłem Lunę i dlatego przyszedł z Lav-Lav. - powiedział Harry głosem, w którym można było wyczuć odrobinę zranienia i zdezorientowania.

Jeśli jej serce byłoby mniej zimne, może poczułaby coś w stosunku do niego.

Akurat ten moment wybrał sobie Prince, żeby pojawić się koło nich - zostawiając swoją śliczną partnerkę z Ravenclawu. Rzucając im jedno uważne spojrzenie, pochylił się i wyszeptał coś do ucha Pottera.


Harry zamarł słysząc te słowa.

- Tom jest pod wpływem eliksiru miłosnego.

Odwrócił się przerażony do Zeviego. Tom? Eliksir miłosny? Niemożliwe!

Tom nigdy w życiu by go nie wypił i rozpoznałby go wśród innych eliksirów - włączając w to amortencję.

- Skąd wiesz? - zaoponował.

- Ignoruje cię. - odpowiedział Zevi z nutą irytacji w głosie. - A ty, jeśli nie byłbyś tak dumny i uparty, zrozumiałbyś, że nie zachowuje się tak zwykle. Wiem też, że ignorowałby twoje ignorowanie jego i wyciągnąłby cię stąd już po pierwszej godzinie...

- Myślisz, że nie próbowałem gadać z nim? - syknął Harry, pocierając gardło, gdzie zaatakował go wcześniej Tom. - Myślisz, że mam zamiar przestać mu pomagać? Cokolwiek o mnie myślisz Zevi, nie jestem na tyle głupi, by zacząć z nim kłótnię w sali pełnej ludzi.

Momentalnie pożałował swojego szorstkiego tonu.

- Co powiedziałeś? - zażądał Abraxas, patrząc na Zeviego. - Co jest nie tak z Tomem?

Prince zawahał się, spoglądając w kierunku Riddle'a. Tom bywał z dziewczętami, owszem, ale Lavender Brown była znana ze swojej pustości a Tom zachowywał się jakby nie był sobą.

Był pod wpływem eliksiru miłosnego. Abraxas poczuł torsje.

- Masz antidotum? - zapytał z zaciśniętym gardłem. Szczerze wątpił, że Snape by im pomógł, jeśli Zevi by go nie miał.

- Mogę zrobić jedno w przeciągu pół godziny, jeśli przyprowadzicie go do laboratorium eliksirów.

- Będziemy tam. - zapewnił Harry.

Zacisnął szczękę, głowiąc się nad rozwiązaniem sytuacji.


Tom uśmiechał się pobłażliwie, podczas gdy Lav-Lav szczebiotała o swojej sukience.

Naprawdę nie wiedział dlaczego nie zauważył jej wcześniej, była tak niesamowita, że ciężko mu było oddychać. Urocza.

Wyglądała jak anioł i była zabawna.

Głębiej jednak, czuł się przerażony tymi pokręconymi uczuciami.

Był psychopatą. Co więcej, sądził, że jest pod wpływem eliksiru miłosnego. Bo przecież nie mógł kochać.

Nie był w stanie kontrolować swojego ciała, sposobu w jakie się zachowywało. Nie panował też nad swoimi słowami.

Harry zauważył, że coś jest nie tak i po sekundzie już się kierował ku niemu.

Chciał to przerwać, wytłumaczyć w jakiś sposób ale język nie chciał się go słuchać. Salazarze.

Zaplątany język. Szaleństwo. Hormony. Irracjonalność. Wdzięczenie się.

Brzydził się sposobu w jaki się zachowywał a mógł jedynie krzyczeć bezgłośnie.

Eliksir miłosny nie działał prawidłowo, to mógł powiedzieć z pewnością i byłby o wiele szczęśliwszy, gdyby jednak działał poprawnie. Wtedy nie czułby tych podejrzeń a jego własna świadomość i osobowość nie walczyłyby z miksturą.

Czuł się chory. Dłonie zaczęły mu się trząść, gdy prowadził dziewczynę do tańca.

Ona mu tego nie zrobiła, to mógł już stwierdzić. Nie była mądra ani podstępna, by dokonać tego samodzielnie.

Mógł przysiąc, że umiera. Może właśnie tak było.

Nie reagował prawidłowo na eliksir, więc może? Nie był zdolny do miłości a podano mu eliksir miłosny.

Serce waliło mu jak szalone, gdy zrozumiał jak wielką trucizną stała się dla niego ta mikstura.

Jak kompletnie było to niedorzeczne - był uczulony na eliksir miłosny.

Czuł jak jego głowa pęka. Wiedział, że Harry próbował mu pomóc ale były to rezultaty eliksiru. Nie mógł myśleć o niczym prócz o niej, w sposób obsesyjny i sfiksowany.

Podejrzewał, że te przebłyski świadomości były konsekwencją jego zainteresowania.

Zainteresowania Harrym.

Nawet eliksir miłosny nie mógł zlikwidować połączenia dusz, mógł z nim jednak walczyć. Eliksir miłosny został stworzony by zauroczyć się w konkretnej osobie, zaoferować jej swoje kompletnie oddanie i pożądanie.

Nie pozwalał, by dwoje ludzi stało się jego obiektem.

Co więcej, by wypełnić poczucie oddania, musiał sprawić, że Harry odejdzie... a chłopak wciąż naciskał. Czuł jak jego reakcje stają się coraz gwałtowniejsze. Miał ciche nadzieje (o ironio), że Harry zwycięży w tej grze.

Nienawidził Walentynek.

Wykonał obrót w tańcu, zaskoczony pięknem oszałamiającej sukienki jego partnerki. Łososiowo różowej. Nienawidził tego koloru. Teraz jednak, łososiowy róż był wspaniały.

Jego ręce się trzęsły. Dziewczyna przyjrzała mu się z namysłem.

- Nie musisz się tak denerwować. - uśmiechnęła się. - Jesteś świetnym tancerzem.

Jej oczy były szkliste. Z nią też było coś nie w porządku.

Niemal warknął, gdy Harry ponownie pojawił się w zasięgu jego wzroku, podchodząc bliżej.

- Myślę, że kazałem ci wyjść. – powiedział tonem, który zwiastował nieprzyjemne konsekwencje nieposłuszeństwa.

- Musimy porozmawiać.

- Nie chcę z tobą rozmawiać.

- Harry. - jęknęła Lavender. - Próbujemy tańczyć! Tom nie jest gejem, dobra? Teraz jest ze mną!

Znał Harry'ego. Skupił się więc na kamiennym spojrzeniu Gryfonki.

- Odsuń się, robisz scenę. - Harry wydał cichy rozkaz.

- Nie słyszałeś...

- Somnum. - wyszeptał Potter usypiając dziewczynę, by potem złapać ją w locie jakby była pijana i podać ją Granger. Ona też była w to wmieszana?

To było potworne upokorzenie.

W jego wnętrzu wybuchł ogień, czuł jak jego serce jest rozrywane na dwa i w następnej sekundzie jego różdżka znalazła się przy gardle Harry'ego, niemal się w wbijając w jego ciało.

Przyjaciel zmierzył go ostrożnie spojrzeniem, z różdżką na wpół ku niemu uniesioną. Dlaczego Harry zawsze z nim walczył, cały czas? Teraz są wśród ludzi. Wśród ludzi...

Powinien pokazać jak bardzo zależy mu na Lavender. Da jej bukiet ze stoma czerwonymi różami, jak tylko wyeliminuje tego jednego chwasta.

- Jak śmiesz dotykać Lav-Lav? - syknął niemal płacząc, słysząc własne słowa. Nie mogło być już gorzej. Był pod wpływem mniej łaskawej klątwy niż Imperius.

- Jesteś pod wpływem eliksiru miłosnego, Tom.

Och, wiedział.

Jego oczy zwęził się niebezpiecznie. Harry naprawdę powinien przestać się tak do niego zbliżać - magia krążyła wokół nich, a ta należąca do chłopca, była o wiele, wiele bardziej interesująca, niż ta należąca do Lavender. Poczuł mordercze pragnienie.

- Zostaw mnie samego albo cię zabiję. - powiedział śmiertelnie poważnie. - Zostaw nas samych. Nie chcę, żebyś wplątał się w coś, czego nie rozumiesz.

W oczach Harry'ego dostrzegł zranienie, ukryte głęboko w zielonych oczach.

- Zabijanie mnie nie idzie ci zbyt dobrze - Chłopiec-Który-Przeżył, pamiętasz? - zripostował nonszalancko. - No weź, pokaż nieco więcej uczuć do swojego domniemanego chłopaka, w końcu są Walentynki.

Co próbował osiągnąć Harry? Drażniąc go jak zwykle, jakby był w pełni świadomy. Chciał zobaczyć czy było coś więcej za tą romantyczną obsesją i za jego pokręconym umysłem? A może chciał go sprowokować? Albo...

Poczuł uderzenie w potylicę.


Severus Snape nienawidził Walentynek a te były do tej pory najgorsze.

Przewidywał, że będzie musiał przyglądać się jak Riddle i Potter grają w te swoje gierki rozprzestrzeniając wokół to napięcie seksualne (był niesamowicie zdumiony, gdy usłyszał, że nie idą razem na randkę - jak te dziewczyny mogłyby być szczęśliwe będąc parą chodzącego wyzwania?)

Jakimś cudem, rzeczywistość stała się jeszcze gorsza.

Nienawidził eliksirów miłosnych, a ta konkretna kombinacja była śmiertelna. Tom Riddle pod wpływem eliksiru miłosnego. Nastoletni Czarny Pan pod wpływem eliksiru miłosnego!

Przerażające uczucie zakazania pojawiło się w jego umyśle.

Jego dziadek zażądał dostępu do jego laboratorium i składników, więc naturalnie, musiał iść z nimi, by upewnić się, że nie wpakują się w gorsze bagno.

Odmawiał także pozostawienia tych dzieci w towarzystwie bardziej obłąkanego niż zwykle psychopaty. Wolałby się urodzić (dziękuję bardzo) a wiedział, że efekty Amortencji były też intensywniejsze, gdyż młody Czarny Pan długo nie przyjmował antidotum.

Poczuł ostre ukłucie winy, gdy Potter wszedł do sali trzymając nieprzytomnego Riddle'a a te zielone oczy Lily wypełnione były paniką i kilkoma innymi emocjami, których nie sposób było poprawnie odczytać.

Oczy Snape'a przemykały po wszystkich aż w końcu zatrzymały się na Riddle'u.

Zevi Prince był wybitnym eliksirowarem, i - jeżeli już musiał przyznać - najmłodszym Mistrzem Eliksirów w historii.

Mikstura miłosna nie działała prawidłowo.

Młody Czarny Pan był zbyt blady a na jego policzkach nie powinno być rumieńców.

Był chory.

Choroba miłosna.

Było to bardzo rzadkie, ale słyszał na ten temat co nieco.

Niektórzy ludzie, z niewyjaśnionych powodów, reagowali w ten sposób na efekty eliksiru z konsekwencjami odpowiednio do swojej siły magicznej. Nie wiedział nic więcej.

Nie było żadnych innych informacji.

Nagle poczuł się bardzo źle. Tak bardzo starał się ich ignorować, mając nadzieję, że dzięki temu będzie w stanie uniknąć widoku tej ich pokręconej więzi i dynamiki.

Nie miał pojęcia dlaczego Pomona twierdziła, że ta dwójka jest urocza, podczas gdy ich relacja była niezdrowa. Razem stanowili groźbę.

Przełknął ślinę.

Potter... Harry wyglądał na tak zagubionego i jakkolwiek to zabrzmi, tak młodego.

- Wejdźcie i połóżcie go zamiast stać jak banda oszołomów. - poinformował ich gburowato, choć nie tak jak jadowicie zazwyczaj.

Potter nie zwrócił na to uwagi, lecz jego po trzykroć przeklęty dziadek tak - nie skomentował tego jednak.

Cała ta sytuacja była niewłaściwa.

Zevi wziął od niego eliksir i podał go Riddle'owi. Ten zapał jego wyciągniętą rękę i wzdrygnął się.

- Cierpi na chorobę miłosną, uważajcie. Po wszystkim muszę uleczyć jego obrażenia wewnętrzne.

- Chorobę miłosną? - jego dziadek - tak młody chłopiec stojący naprzeciwko niego, jak duch przeszłości i wspomnień, których nie chciał pamiętać - otworzył szeroko oczy.

- Co to znaczy? - zażądał Potter, robiąc kilka kroków do przodu, przyglądając się jego twarzy. - Co masz na myśli mówiąc "choroba"? Myślałem, że łyknął eliksir miłosny. Jakie obrażenia wewnętrzne?

Ku swojemu zdziwieniu, był nieco przestraszony tonem głosu Chłopca-Który-Przeżył. Nie spodziewał się tak niebezpiecznego tonu u piętnasto-szesnastolatka.

Poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie, choć nie okazał tego.

- Wyjaśnij. - powiedział szorstko Zevi. - Uleczę go.


Półtorej godziny później, Harry wrócił do Wielkiej Sali i przeprosił Lunę za opuszczenie jej.

Blondynka jedynie uśmiechnęła się do niego, dalej radośnie tańcząc.

To były zdecydowanie najgorsze z dotychczasowych Walentynek, choć Tom był już zdrowy. Nie wróciłby tutaj, gdyby nie był.

Wszyscy inni nadal tańczyli i mieli nieco zmodyfikowane wspomnienia - tak sądził Harry.

Podsumowując, te Walentynki były o wiele, wiele gorsze od tych zeszłorocznych. Tyle dobrego, że tym razem nie było tańczących krasnoludków. Mimowolnie zadrżał.

Nigdy więcej nie chciał widzieć chorego z miłości Toma. To było przerażające.

Cała ta sprawa została już załatwiona, chociaż widziała, że niektórzy zaczynali prowadzić subtelne dochodzenie. Westchnął ciężko.

Do stołu, przy którym siedział, zbliżył się cień.

- Zatańcz ze mną. - powiedział Tom, zanim Harry zdążył się odezwać.

Zamrugał.

- Słucham?

- Zatańcz ze mną. - powtórzył Riddle, oferując mu swoją dłoń.

- Nie mogę z tobą zatańczyć, jestem facetem. - skrzeknął Harry.

Ślizgon uniósł brew.

- Bystra uwaga, kochanie. A teraz wstań, daj mi rękę i zatańcz ze mną.

Harry zaśmiał się niemal histerycznie.

- Ludzie będą się gapić.

- Nie obchodzi mnie to, chcę z tobą zatańczyć. Tańczyłem już ze wszystkimi innymi. Wstawaj.

- Podeptam ci palce. - odpowiedział.

- Jeśli się odważysz, połamię ci stopy. - uśmiechnął się Tom. - Nie bądź tchórzem, kochanie.

Harry wstał bardziej rozbawiony niż chciałby przyznać to głośno.

- Zatańczę z tobą, jeśli będę mógł prowadzić.

- Nie masz na to szans.


Hermiona przyglądała się jak Harry i Tom tańczą, nie będąc w stanie oderwać od nich oczu. Obydwaj byli dobrymi tancerzami i przyciągali uwagę, gdy ich szaty wyjściowe wirowały wokół.

Ich ruchy były raczej dziwaczne, bo wydawali się losowo – co minutę - zmieniać prowadzenie. Ich taniec przypominał uosobienie ich związku… A może po prostu za długo tańczyła? Mimo to…

Pomimo tego, że ich taniec był dziwaczny i obaj byli mężczyznami, wydawali się cieszyć swoim towarzystwem. Oboje się szczerzyli. Promieniało od nich szczęście.

Uśmiechnęła się do siebie. Ron stał obok niej z rozdziawionymi ustami.

- Zdają sobie sprawę, jak wyglądają? - zapytał.

Luna zaśmiała się, popijając łyk soku dyniowego i wyglądając jak kot, który właśnie dobrał się do śmietanki.

- Nie obchodzi ich to.

A może i faktycznie ich to nie obchodziło.