Rozdział IV
-Prawdziwi bliscy…
Goku położył nieprzytomną wnuczkę w salonie na świeżo przygotowanym łóżku. Oddychała ciężko. Vejita leżał krzywo na kanapie. Wszyscy patrzyli na młodych wyraźnie zmartwieni. Kakarotto był roztrzęsiony i bardzo zaniepokojony. Tylko Shadow to zauważyła. Wyszła do kuchni i po chwili wróciła z dwoma kubkami.
-Masz. To ci pomoże. – Powiedziała do niego.
-Kakao?
-Tak, kakao działa na Saiyan uspokajająco. –odpowiedziała spokojnie i wzięła łyk ze swojego kubka.
-A mi to już nie mogłaś zrobić?!- Wkurzył się Bejita.
-To 'se' idź zrób.-fuknęła.
Facet prychnął i przeklinał pod nosem, ale jednak poszedł zrobić sobie kakao. Książę nie będzie się prosił.
-Wiesz, ciekawi mnie to, skąd ten twój wysoki poziom zaawansowania…-zaczął Goku.
-Powiem ci później. Swoją drogą mogłabym cię zapytać o to samo…-uśmiechnęła się Shadow.
-Dowiesz się w swoim czasie…
Bejita wrócił do pokoju.
-Żebym to ja musiał sobie sam kakao robić! Niewiarygodne!
-I co korona ci z głowy spadła?- Fuknęła Lait.
-Powiedz, mi w końcu Kakarotto ty odmieńcu, czym ty się cholero zajmujesz! I gdzie żeś się szlajał przez te wszystkie lata?!
-To nie jest odpowiedni moment, Bejita.
-Ja decyduję o tym, który moment jest odpowiedni. I uważam, że to już najwyższy czas!
-Ojcze, po czym wnosisz, że ty tutaj decydujesz?- Wkurzył się Trunks.
-Bo to mój dom!
-Nie, to nasz dom.-poprawił młodszy mężczyzna.
Nichiyobi westchnęła i wkroczyła do akcji.
-Panie Bejita, jaka była Bulma, tęskni pan za nią?
Książe zamyślił się i przypomniał sobie te wszystkie piękne lata, które ze sobą spędzili. Bardzo za nią tęsknił…Niestety Kakarotto przeszkodził mu w rozmyślaniach.
-Hi hi tresowała cię, nie gościu? Chodziłeś jak w zegarku!- Goku bywał szczery do bólu…
Bejita jako pan i władca musiał teraz temu wszystkiemu zaprzeczyć.
-Jaja sobie trepie robisz?! To ja ją tresowałem i to jak! Dupa, kucharka i sprzątaczka w jednym! Tylko udawała taką mocną! W gębie to każdy może być silny! Bez problemu babę uciszałem!
Bulma razem z Burmai stała w kuchni. Słyszała wszystko. Dobrze znała swojego faceta i wiedziała, że lubił się popisywać, ale tego już było za wiele. Zacisnęła pięści.
-Pora wznowić tresurę.-warknęła.
Bulma sięgnęła po porządną łychę i skierowała się w stronę pokoju.
Burmai pokręciła głową.
-Zaczekaj, tym to nic nie poczuje.
Sięgnęła z pudła wielką maczugę z kolcami.
-Zobacz, jak wciśniesz ten guzik to go jeszcze popieści prądem. Wystarczy do zaspokojenia żądzy mordu…-uśmiechnęła się wnuczka Bulmy.
-Po co trzymasz w kuchni takie rzeczy?- Bulma była bardzo zdziwiona.
-Wiesz, w tym domu mieszka około dziesięciu mniej lub bardziej pełnokrwistych Saiyan, a rządzić jakoś trzeba.
Bulma bezszelestnie zjawiła się za Bejitą, co widzieli wszyscy znajdujący się w pokoju, z wyjątkiem Księcia…Ludzie zrobili wielkie oczy…
SRU!!!
Bejita z całej siły oberwał maczugą w łeb, a efekt wzmocnił dodatkowo prąd.
Odwrócił się tępo. Zobaczył Bulmę. Szok.
CHLAST
Kobieta poprawiła mu z „liścia" w twarz na otrzeźwienie.
-Dupa, tak?! Jak ją kurwa ostatni raz z pięćdziesiąt lat temu widziałeś, tak jej łajzo przez kolejne pięćdziesiąt nie zobaczysz! Już ja ci cholero jedna zrobię tresurę! Poczekaj, tylko aż pójdziemy do pokoju! Stary pasożycie, ty! Jazda na górę!
Saiyan jak zwykle najpierw spojrzał morderczym wzrokiem na Bogu ducha winnego Kakarotto.
-I zostaw Goku w spokoju!
-Bulma- chan…
-Teraz to Bulma-chan?! Na górę! Zaraz tam do ciebie dojdę!
Książę włóczył się po schodach jak skazaniec.
-Cholera jasna!- Warknęła Bulma i podążyła za nim.
-Taak, to było…ciekawe…-rzuciła Lait z trudem powstrzymując się od śmiechu.
-Goku siedział przy wnuczce gładząc jej włosy.
Uśmiechnął się lekko i rzucił do siostry:
-Będziesz musiała się przyzwyczaić.
-Coraz bardziej podoba mi się to miejsce.- odpowiedziała Saiyanka i odwzajemniła uśmiech.
Shadow była pogrążona w głębokim zamyśleniu. „W tym całym zajściu było coś nie tak. Z tym młodym było coś nie w porządku. Przecież znam jego ki i wiem, na ile go stać…Poza tym to niespotykanie spokojny człowiek, to znaczy jak na potomka Bejity…no i w końcu on sam z siebie nie zrobiłby czegoś takiego Juni, bo…"
Z „transu" wyrwał ją Goku.
-Już jest dość późno. Chodź zrobimy coś do picia i jakąś kolację.
-Ach, tak, jasne, ale co z Juni?
-Ja jej popilnuję.- uśmiechnęła się Lait.
Poszli więc do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia.
-wiesz, ta cała hm… sytuacja z czymś mi się kojarzy… -zaczęła Shadow i przy okazji w niewiarygodnym tempie kroiła kolejne bochenki chleba.
-Czyli, że już to gdzieś widziałaś, tak? –zainteresował się Goku.
-Nom.
-No więc co ci to przypomina?
-Straszna ze mnie sklerotyczka, za cholerę nie wiem.
-Kurde…
-Czekaj…
Kobieta zaczęła intensywnie przeszukiwać własną pamięć.
Sięgnęła z półki kartkę i długopis, po chwili napisała „M" i podsunęła to Goku.
-Mówi ci to coś??- westchnęła Shadow.
-„M"?.
-Oj, Vejita miał to na czole…
I nagle Goku olśniło.
-Babidi!
-No tak… to jego znak towarowy.
-Yhy…
-I wyszło na to, że na głowie mam nie tylko Gorana, ale i łysego chomika- wiedźmina…i ja się gubię…
-Wybacz, ale to oznacza, że muszę trochę popracować…- powiedział smutniejszy już Goku.
-Widzę, że lubisz swoją pracę…-uśmiechnęła się delikatnie Saiyanka.
-Hehe, jak większość ludzi… dobra, idę załatwić sobie pokój.
Shadow skinęła głową, bo cały czas robiła kolację.
Goku odwrócił się jeszcze na chwilę.
-Aha i ten… mogłabyś mi zanieść trochę jedzenia do pokoju jak skończysz?- uśmiechnął się przymilnie.
-Jasne, spoko- odwzajemniła uśmiech.
-Dzięki.
Poleciał do Trunksa załatwić sobie jakiś pokój do spania i pracy.
Shadow skończywszy przygotowywanie kolacji dla około dziesięciu osób z saiyańskimi żołądkami, co daje średnio pięćdziesiąt typowych porcji na łebka. Usiadła ciężko na krześle.
-Swoją drogą niesamowity gościu ten Goku...- powiedziała zaśmiewając się lekko.
Spojrzała na całe przygotowane jedzenie.
-Na cały ruski rok by starczyło! Dobrze, że mają tyle hajsu, hyhy bo inaczej to by było uuu źle, hihi…Jedno wiem na pewno: zmywać, to ja tego nie będę.
Po chwili teleportowała się do pokoju, z którego wyczuwała ki Goku z masą różnych kanapek.
Goku właśnie wszedł do swojego nowego pokoju. Okno na wprost drzwi, białe ściany, czerwony dywan i żyrandol stylizowany na stary. Poza tym pomieszczenie było puste.
-Nom, całkiem tu przyjemnie, wypadałoby się teraz rozpakować, tylko gdzie to ja…yy…
Zaczął przeszukiwać kieszenie spodni i wyciągnął kapsułkę Pach- Bach. Wcisnął guziczek i rzucił nią w głąb pokoju. Po chwili pomieszczenie było pełne najróżniejszych sprzętów i gratów, przy czym wszystko było porozwalane we wszystkich możliwych kątach…
-Pach- Bach?? Raczej ciach trach aż strach…-zaśmiał się.
-Nie chce mi się tego układać…-westchnął.
-Kurde, mogłem się porządniej spakować, ale co tam…
W tym samym momencie Shadow zmaterializowała się w pokoju z kolacją i pierwszą rzeczą jaką zobaczyła były bokserki Goku na żyrandolu.
-Yy a ty striptiz sobie urządziłeś, czy coś??- zapytała niepewnie robiąc wielkie oczy.
-Nom.
BLOK
Po czym dodał po chwili: a co to jest striptiz?
GLEBA
-Eh, ty się chyba jeszcze musisz sporo o życiu dowiedzieć…
-To mi powiedz co to jest! Może mogłabyś mi to na sobie pokazać??
Po czym spuścił głowę i dodał ciszej:
-Zawsze jak się kogoś o coś pytałem, to na mnie patrzyli na debila…
Shadow otrząsnęła się z szoku po tym ostatnim pytaniu.
-Goku ty mnie jawnie w konika robisz!
-Nie pokażesz??
-Po moim trupku!
-No to powiedz chociaż…
-To jest takie rozbieranie się, ale wiesz, erotyczne. Wiesz co to znaczy erotyczne?- wolała upewnić się Saiyanka.
-Hyhy wiem. Słuchaj, pomożesz mi to wszystko poukładać? Kolację sobie zjemy później.
-No dobra.
Dwójka zabrała sięga układanie mebli w pokoju w ogóle za ustawianie wszystkiego we właściwe miejsce.
Uwagę Shadow przykuło kilka przedmiotów: kryształowa kula jakiś medalion i kufer.
-Kiedy mi w końcu zdradzisz czym ty się zajmujesz, co słonko?- zapytała akcentując ostatnie słowo.
-Co masz na myśli i o co chodzi z tym słonkiem?- Goku był wyraźnie zakłopotany.
Spojrzała na niego wkurzona i wskazała brodą na tatuaż- słońce na zewnętrznej stronie nadgarstka lewej ręki, który był widoczny, bo Kakarotto zdjąwszy koszulę został tylko w t-shircie. Przysunęła mu też przed sam nos ów medalion również w kształcie słońca z podpisem „vita" (łac. życie).
-To symbole kierunków Schola Salus,…Jesteś Synem Słońca?
-Skąd o tym wiesz? To tajna szkoła dla wybranych, uczy się tam magii starożytnych języków, sztuk walki i pozwala osiągać wyższe stany duchowe umysłu, ale kto ci o tym powiedział?
-Shadow uśmiechnęła się.
-Patrz.
Odchyliła bluzkę. Na jej ramieniu znajdował się księżyc w pełni. Po chwili wyciągnęła z kieszeni identyczny w stosunku do tatuażu medalion, z tym że przedmiot podpisany był „mors" (łac. śmierć).
-Ouu.. -zdziwił się Goku.
Kobieta wróciła do porządków.
-Czemu zdecydowałaś się na bycie Córką Księżyca? Chciałaś być zła? Oboje dobrze wiemy o tym, że nie jesteś…
Milczała.
-W11 do 00!
-00 zgłaszam się- westchnęła.
-Miałam swoje powody, po za tym to stare dzieje, nie chcę o tym teraz mówić…
-No dobra, do niczego nie zmuszam.
-ile lat tam spędziłeś?- spytała Shadow.
-Pięćdziesiąt, a ty?
-Trzydzieści, o dobrze ile pamiętam.
-A który poziom zaawansowania?
-Całkiem, całkiem, hehe. Siódmy na dziesięć nieźle, nie? A u ciebie jak?
-Dziesiąty, hyhy…serio…
-Coraz bardziej mnie fascynujesz…
-Fascynować? Co to znaczy?
-No to znaczy podobać się…
-Oo, podobam ci się?- zdziwił się Goku.
-Yy nie o to mi chodzi!- zaczęła tłumaczyć się Saiyanka.
Kilka sekund później ich tatuaże i medaliony zaczęły błyszczeć i przyciągać do siebie zdziwionych Saiyan.
Goku przewrócił się na Shadow i leżeli przez chwilę w dość podejrzanej pozycji.
W tej samej chwili do pokoju wpadł książę.
-No ładnie! Ja tu dostaję zjebkę stulecia, a ty się kurde zabawiasz w najlepsze?! I to z taką suką?
-To nie tak.-westchnął Kakarotto i pomógł Shadow wstać.
Kobieta podeszła do Bejity i spojrzała mu prosto w oczy.
-To, że nie chciałam dawać ci kiedyś dupy, to nie oznacza, że jestem suką, jasne?
Po tych słowach rzuciła mu pełne wyższości spojrzenie i odeszła w stronę okna.
Książe prychnął i opuścił pokój.
Goku podszedł do niej i położył rękę na jej ramieniu.
-Uwierz mi, on taki jest, nie mówił na serio…
-Bardzo dobrze go znam, tym razem mówił śmiertelnie poważnie.
-A kiedy go poznałaś?
-jakieś sto trzydzieści –sto czterdzieści lat temu, a co?
-Od tamtego czasu sporo się zmienił, naprawdę.
-To, że Enma Daio zapomniał o jego grzechach nie oznacza, że mnie przeszłość nie rusza. Sporo przez niego wycierpiałyśmy z Lait, a skończyło się na tym, że nas zabił.
-Wiesz jakieś dwa razy o mało mnie nie zabił, a jakoś nic do niego nie mam.
-Bo ty tak masz, że nigdy niczego do nikogo nie masz.
-Mimo wszystko nie rozumiem twojego żalu.
-Gdyby bawił się tobą tak, jak zrobił to ze mną, miałbyś żal. Zły dotyk boli przez całe życie…
-??
-Nie chcę o tym teraz rozmawiać.
-Ej! Ruszcie tyłki obudzili się!- wydarła się z dołu Lait.
W trybie natychmiastowym Goku i Shadow pobiegli się na dół.
Na parterze ponownie zgromadzili się już wszyscy domownicy. Junigatsu niepewnie otworzyła oczy i spróbowała podnieść się na przed ramiona, aby mieć lepszy widok. Jednak nic z tego nie wyszło- dziewczyna była za słaba i po chwili z powrotem opadła na łóżko. Vejita usiadł na kanapie i rozejrzał się niepewnie po pomieszczeniu. Nagle wstał.
-Przepraszam.-rzucił tylko cicho.
Przeszedł obok łóżka Junigatsu kierując się do wyjścia. Vejita również lubił bywać sam ze swoimi problemami. Poza tym samo patrzenie się na dziewczynę wywoływało w nim okropne wyrzuty sumienia.
-Zostań…-jęknęła słabo Saiyanka i złapała go za rękę.
Chłopak odwrócił się w jej stronę. Usta i ręka zaczęły mu drgać.
Delikatnie odłożył dłoń dziewczyny z powrotem na materac i pogładził.
„Wrócę, ale nie wiem, czy dzisiaj, muszę pobyć sam"- skontaktował się z nią telepatycznie i wyleciał z domu. Trunks już miał za nim polecieć i sprowadzić go do domu, ale Bejita zatrzymał go gestem ręki.
-To może powiesz nam teraz co zaszło w tej cholernej Sali treningowej? -Bardziej rozkazał niż zapytał książę.
-A może ktoś pomoże mi usiąść? -to również było bliższe nakazowi aniżeli pytaniu.
Goku usiadł na łóżku Junigatsu i pomógł jej usiąść po czym oparł ją o swój bok i objął ramieniem, żeby nie upadła.
-No więc poszliśmy wyjaśnić sobie z Vejim, ee to znaczy z Vejitą kilka spraw z użyciem argumentów siły, później i siły argumentów no i doszliśmy do porozumienia i eee zawarliśmy hmm „sojusz".-Zarumieniła się z lekka.
Żeńska część „publiczności" pojęła jakiego rodzaju to sojusz. Facetom szło to o wiele gorzej. Ba, nie szło im to wcale…
-A co zdarzyło się później?- Kontynuował Bejita, którego zirytowało dziwne milczenie dziewczyny.
-Jakieś czterdzieści minut później już się lałam z Vejitą, bo go jakaś szajba napadła i zaczął farmazony wygadywać.- dodała jeszcze bardziej zarumieniona dziewczyna.
-Ale ja się kurde pytam, co się zdarzyło zaraz potem!
Dziewczyna milczała z dziwnym wyrazem twarzy.
-To znaczy, że tę część się wytnie!- warknęła Shadow, która mniej więcej wyobrażała sobie, co działo się przez jakieś czterdzieści minut.
-Nie ma żadnego to się kurna wytnie!
Po czym dwójka Saiyan zaczęła obrzucać się nienawistnymi spojrzeniami.
Nastolatka położyła się z powrotem, odwróciła do reszty tyłem i zakryła się kołdrą.
-Junigatsu…-zaczęła Bulma.
-Wrr…
-Tak?- ośmielił ją Goku.
-Będę. Miała. Dziecko! Za-kurde-dowoleni?! –wymamrotała średnio wyraźnie spod okrywającej ją pościeli .
BLOK STULECIA
-Kotku to cudownie! Kto jest tatusiem?- Ucieszył się Goku.
GLEBA
-Goku, ale ona ma dopiero piętnaście lat..- zaczęła uświadamiać przyjaciela Bulma.
-A to źle jest?
GLEBA nr2
-Tak, zazwyczaj źle jest, kiedy dzieci rodzą dzieci…-westchnęła Shadow.
-Zaraz, a ty jesteś pewna, że to ciąża będzie? –zapytał książę.
-Tak się składa, że to są te dni, w których mogę, no i ten...
-Nie przyszło ci do głowy coś takiego jak zabezpieczenia? A może i na to jesteś zbyt durna?!
-Zainstalował tam ktoś jakieś odpowiednie automaty?!
-Sala jest po to, żeby dla treningu komuś w- pieprzyć, a nie się z kimś pieprzyć!
-Bejita przestań seks też hartuje ciało…-uśmiechnął się Goku.
GLEBA nr3
Czegoś takiego po Goku nikt, absolutnie nikt się nie spodziewał.
-Zastanówcie się, skąd wziąłem dwójkę dzieci? To, że rzadko o tym myślałem, nie znaczyło, że wcale tego nie robiłem. Po prostu miałem na ogół ciekawsze rzeczy do roboty…- wytłumaczył się zarumieniony Goku.
-Czy ty wstydu nie masz?! –wydarł się niski Saiyan.
-Teraz wiem co miała na myśli Chi Chi, kiedy mówiła, że nie zostawi Goku w cholerę, bo jest jedna rzecz, którą robi bardzo dobrze-roześmiała się Bulma.
Nastąpiła chwila niewygodnej ciszy…
-Dobra Kakarotto teraz twoja chwila prawdy: Kim jesteś?- przypomniał sobie Bejita.
-Właśnie.- dodała Shadow.
-No więc y.. Bulma?
-Co?
-Pamiętasz tę sytuację, kiedy miałem propozycję zostania Wszechmogącym Ziemi? Opowiadałem ci kiedyś o tym…
-Owszem kojarzę.
-No to jestem parę szczebelków wyżej…
-Pięćdziesiąt lat w Schola Salus, a ty mówisz parę szczebelków? Coś mi to nie pasuje.
-Schola Salus? Co ty tam robiłeś proletariacki dziadzie? To szkoła dla elit!- zirytował się Książe.
-Co? Scholastyka? –Junigatsu zdecydowanie była nie w temacie.
-No dobra, jestem Władcą tego Wszechświata. –westchnął Goku.
BLOK ŻYCIA ZGROAMDZONYCH W POKOJU
-To chyba trzecia co do wielkości pozycja, a ty mówisz…-jęknęła zszokowana Shadow.
-Goku, to ty skubańcu!- wydarł się Kaio -sama.
-Hyhy, nom ja –zaśmiał się Goku.
-Goku-chan wiesz, że byłeś moim ulubionym uczniem, może tak sprezentowałbyś planetkę swojemu staremu Mistrzowi, co?
-Jasne, przejrzę twoje akta i odezwę się do ciebie, hyhy.
-Oż kurde, to może byś tak kumplowi zafundował nieśmiertelność? -podpytał Bejita.
-Nie jestem Bogiem, tylko Władcą, ja to tylko sprzątam hehe…Poza tym już się parę razy wstawiałem za ciebie. Jak myślisz, dlaczego żyjesz?
-Bo nas po drodze nie spotkał.- warknęła Lait.
-No ja myślałem, że po tym moim samobójstwie mam to jak w banku.
-Nie przypominam sobie, żeby to przyniosło jakieś efekty, jeżeli chodzi o Buu…-odpowiedział Kakarotto.
- Wątpisz w moją szlachetność??
-Właśnie nie zwątpiłem i zaraz po objęciu urzędu interweniowałem w twojej sprawie.
-Ahaa. Ale skąd ty się takim skomplikowanym jak na ciebie słownictwem posługujesz, co? –Księciu Saiyan wyrażanie wdzięczności nie przychodzi z łatwością.
-Takie ten no szkolenia przechodziłem i w ogóle. Ale zostawmy już moją robotę w spokoju. Shadow?
-No ja jestem Wojowniczką Światła –odpowiedziała dość wymijająco.
-Aha. –Goku ta odpowiedź zadowoliła.
-A co to oznacza? –spytała Junigatsu.
-To oznacza, że Sha-down jest absolwentką kolejnej specjalnej szkoły, ty niedoinformowana przyszła matko bękarta. –odpowiedział Bejita.
-Dziękuję za informację dziadku ojca nienarodzonego jeszcze bękarta, albo jak to określają cywilizowani ludzie dziecka. I do szkoły specjalnej to ty się powinieneś skierować.- odparła dziewczyna i pokazała Saiyanowi odpowiedni palec.
-Bejita, my też nie mieliśmy ślubu, gdy urodziłam Trunksa…-westchnęła Bulma.
-Ale co ona sobie wyobraża? Oni są za młodzi i za głupi i gówno o życiu wiedzą, i będą tego cholernie żałować, tylko, że to nie oni będą cierpieć najwięcej przez swoją głupotę! Co to za pomysł do ciężkiej cholery, żeby się przespać z kimś po może nawet nie półgodzinnej rozmowie! W ogóle to powinnaś odwrócić się tutaj twarzą! To ja, książę Saiyan się do ciebie zwracam, ty bezczelna nieletnia prostytutko!
-Stul gębę ruska podróbko. Nie jesteś moim ojcem, żebyś kierował moim życiem i mówił mi, co mam robić!
-Nie masz ani matki ani ojca, i ktoś w końcu powinien coś z tobą zrobić! Czy ty zdajesz sobie debilko sprawę z tego, co ty wyprawiasz?!
-A ty kto? Anioł Stróż? Gorsze rzeczy w życiu robiłeś! –odezwała się Shadow.
-Milcz Sha-down, wyobraź sobie, że z biegiem czasu jednak się zmieniłem.
-Musiałabym być nieźle naćpana, żeby sobie coś tak głupiego wyobrazić.
-Shadow, co się stało z twoją wiarą w ludzi?- spytał Goku.
-To jego się zapytaj o to, co się z nią stało…-wskazała na księcia.
-Bejita co to było?
-Nic.
-Juni, co my teraz z tobą zrobimy?- spytała Bulma.
-Jak będziesz trenować?- zapytał Trunks.
-Będę normalnie trenować, nawet w ciąży. Saiyańskie dzieci chyba są wytrzymałe, nie?
-Nie pozwalam na to.- Stwierdził Goku.
-Ale to dziewięć miesięcy! Nie możesz mi tego zrobić!
-Już ci to zrobiłem.
-Kurdee.
-Oj chyba nie dziewięć…-zastanowiła się Lait.
-A Vejita chociaż już wie?- zapytała Burmai.
-Nie…
-To się zaraz dowie. –Uśmiechnął się Goku i teleportował za pomocą Shunkanido.
Po chwili wrócił z młodym Saiyanem.
Chłopak był wyraźnie zdziwiony.
-Veji…ee…będziesz ojcem.
-JEEE! –wydarł się Vejita
„Tata" rzucił się w ramiona Junigatsu i ją wyściskał.
-Hola, nie tak mocno bo mnie połamiesz…
-A, sorry.
-I czego się cieszysz…-fuknął Bejita.
-Bo będę o wiele lepszym ojcem niż mój!
-Co?
-Uraz z dzieciństwa. –wytłumaczyła Nichiyobi.
-Nie rozumiem. –powiedział Bejita
-Nie musisz.- odpowiedziała Saiyanka.
-Ale zaraz, co ty mówiłaś, że nie dziewięć? –przypomniała sobie Shadow.
-Ciąża u pełnokrwistych Saiyanek nie trwa dziewięć miesięcy.
-A ile?- zdziwiła się Junigatsu.
-Nie pamiętam-westchnęła Lait, -ale zadzwonię do starych.- dodała i wyciągnęła z kieszeni starą Nokię.
-Co to ma być za cegła? Ludzi chcesz tym zabijać? –Uśmiał się książę, który zawsze operował najnowocześniejszym sprzętem, bo Bulma nie narzekała na brak pieniędzy.
-Tak, ma w środku bombę reagującą na sygnał. Zaraz wepchnę ci to w tyłek i zadzwonię z domowego, głupszych pytań nie masz?
-To ciekawe, zupełnie jakbyś potrzebowała takich sprzętów, bo nie umiesz się bić, a tak na poważnie to po co?
-To jest oryginalna Nokia jakiej używali w pierwszej części Matrixa, a poza tym Goran z reguły nie namierza takich starych sprzętów, no chyba, że chcesz sobie z nim teraz poplotkować, to użyję nówki…-odpowiedziała chłodno Lait po czym wykręciła numer.
-Mamo…? Nom tu Lait ..
-Elo mama! –wydarł się Goku w tak zwanym międzyczasie.
-Słuchaj no nie wiesz ile trwa ciąża u Saiyanek? Nie ja tylko twoja praprapra…yyy coś tam coś tam wnuczka. Na głośnomówiący? Ok.
Po chwili położyła telefon na stole.
-No cześć ludzie tu Bardock i Lirith…- odezwał się Bardock.
-Siemka ojciec! -rzucił Goku, który wypijał już drugi kieliszek szampana stojącego od jakiegoś czasu na stole.
-Hehe siemka, a co ty taki roześmiany?
-Wygląda na to, że alkohol mu szkodzi-zauważyła zaniepokojona z lekka Shadow.
-Ahaa, to będziemy się streszczać, bo niewiadomo co ten łoś, Goran w tej chwili robi. Ciąża trwa cztery miesiące, niedługo powinnaś mieć już brzuszek, tylko młoda-porody są naprawdę ciężkie…-w tej chwili Lirith była już przy telefonie.
-Ojjj- jęknęła Junigatsu.
-Cztery miesiące spokoju- też dobrze.- zauważył Bejita.
W tym momencie Lirith i Bardock wpadli w śmiech.
-To będą najdziwniejsze i chyba najcięższe cztery miesiące waszego życia. Wierzcie mi, przechodziłem przez to trzy razy- powiedział Bardock.
Wszyscy z przerażeniem wymalowanym na twarzach spojrzeli się na Junigatsu.
-Co?!- wkurzyła się dziewczyna.
-Dobra, w każdym razie my już kończymy. Na razie i do zobaczenia za rok!- po czym rozłączyli się.
-Cztery miesiące…to znaczy, że zdążę na trening! Ciekawe jakie będą te miesiące-zainteresowała się Junigatsu.
-Nie martw się, znosiłem Chi Chi w ciąży, to wszystko zniosę- pocieszył wnuczkę Goku.
Ekipa obejrzała jeszcze wieczorne wiadomości. Ojciec predator, tzn. dyrektor szkolił swoje moherowe komando w tajnych bazach CIA na mazurach, a w sondażach na wybory prowadziła „Goździkowa", -40 głosów, chleb z masłem- 30, Tasak 16 , Kaczor 14, i Andrew Lepiej 10 , ale tak w ogóle, to 70 obywateli wcale nie chciało głosować.
-Kto idzie ze mną bojkotować wybory podczas ciszy wyborczej?- zaczęła Junigatsu.
-Ja pójdę, bo jak się ludzie Ojca predatora dorwą do władzy, no bo wiesz, on chce wszystko zmonopolizować i CC mogłoby stracić dużo kasy...-rzucił Trunks.
-Ja pójdę, rozprostuję sobie kości i obiję kilka głupich mord tak dla zdrowia- ziewnął Bejita
-A ja pójdę popilnować cię, żebyś czasem nie przesadził-dodał Goku.
-Jak impreza, to impreza, idziemy, nie Shadow? –uśmiała się Lait.
-Hehe, to poznacie naszych ojców.- zaśmiał się Vejita.
-A czemu to? Tacy wzięci anarchiści? –zdziwił się Bejita.
-Nie po prostu korzystają z każdej możliwej okazji do uchlania się w trzy dupy i zrobienia takiej rozróby, że brukowce typu „Nietakt" będą to opisywać przez tydzień.- Uśmiechnęła się Nichiyobi.
-Blondi, a ty idziesz?- zapytał Vejita.
-Nie mogę, bo idę śpiewać na imprze komercyjnej Lepieja dzień wcześniej, nie wypada.
-A tak w ogóle to Roman Satan nie kandyduje? –zastanowiła się Bulma.
-Ja to nie wiem, mi to i tak rybka plum, hihi... –Goku niezmiennie pozostawał sobą- kompletna niewiedza.
-Za młody. –odpowiedział Bejita.
-Fakt. –zgodziła się Bulma.
-Ouu, a skąd ty to wiesz?- Zdziwił się Goku.
-Bo ty tylko żresz, a ja inne rzeczy po za tym w życiu robię.
-Ej, a kiedy są wybory? –zapytał Kakarotto.
-Pojutrze. –odpowiedziała blondynka.
-W takim razie imprezujemy pojutrze.
Po tej rozmowie wszyscy poszli spać, bo godzina była już dość późna.
