Kolejne tłumaczenie, tym razem krótka komedia. Dziękuję HiddenAllusion za zgodę na tłumaczenie, a wykonaną robotę dedykuję mojej przyjaciółce Asi w ramach prezentu urodzinowego.
tytuł oryginału: Trapped
autor: HiddenAllusion
tłumaczenie: Koko (Koliber)
korekta: Mania
link do oryginału: http://www. fanfiction. net/s/2139372/1/
Uwięzieni
– Przestań się wiercić!
– Ja się nie wiercę panno Granger, i proszę uprzejmie pamiętać, że jestem pani profesorem.
– Już nie. W każdym razie, właśnie teraz niezupełnie odwalasz kawał świetnej roboty próbując wydostać nas z tej sytuacji. I wiercisz się, co doprowadza mnie do szału, więc uważam, że mam uzasadnione prawo żeby na ciebie warczeć.
– Warczeć! Panno Granger, pani zrzędzi.
– Ja nie zrzędzę!
– Zrzędzi pani, panno Granger. Właściwie okazuje się, że ma pani do tego talent.
– To nie prawda!
– Wykłóca się pani o niezaprzeczalny fakt.
– Co jest tak samo złe jak mówienie 'ty również'. Doprawdy profesorze Snape, oczekiwałam więcej od Mistrza Eliksirów o pana pozycji.
– Stąpa pani po niezwykle cienkim lodzie, panno Granger. Wydaje się, że zapomina pani o szacunku, na jaki zasługuje "Mistrz Eliksirów o mojej pozycji".
– Trochę trudno o dochowywanie formalności, gdy panują egipskie ciemności i nie mogę nic zobaczyć. Nie wspominając o fakcie, że twój łokieć wpija mi się w żołądek, twój nos w moją szczękę, a ty nie przestajesz się wiercić!
– Ja się nie wiercę!
– Już to przerabialiśmy, profesorze.
– Czy pani kiedykolwiek przestaje się kłócić, panno Granger?
– Niezbyt często. A jeśli teraz przestanę mówić to albo zwariuję, albo się strasznie zanudzę.
– Nie możemy do tego dopuścić, nieprawdaż?
– Słucham? Takie mamrotanie nie sprzyja zrozumieniu!
– Pani zrozumienie nie jest potrzebne. Jednakże, jeśli nalega pani na mówienie, panno Granger, być może możemy zmienić temat na inny niż oskarżanie się o poruszanie?
– Dlaczego zawsze nazywasz mnie "Panną Granger"?
– Bo to stosowne. Formalne. Nawyk. Co z tym nie w porządku? Pomijając spełnienie twojego pragnienia żeby wszędzie znaleźć przytyk, oczywiście.
– Cóż, to jest staromodne. W żadnej nowoczesnej mugolskiej prywatnej szkole nie nazywa się uczniów po nazwisku. Chyba, że nauczyciel jest albo wkurzony... przepraszam, zdenerwowany... albo żyje w poprzednim stuleciu.
– 'Tradycyjne' jest chyba słowem, którego pani szuka, panno Granger.
– Staromodne bardziej pasuje. I znowu nazwałeś mnie "Panną Granger".
– Oczywiście.
– Spróbuj mojego imienia.
– Hermiono.
– Czy ty właśnie mi ustąpiłeś?
– Miałem nadzieję, że moja uległość względem twojej, raczej nieznoszącej sprzeciwu, sugestii tak cię zaskoczy, że zamilkniesz. Widzę, że byłem w wielkim błędzie.
– Oczywiście, że pan był, profesorze Snape. Uuups, przepraszam.
– Teraz to ty się wiercisz. Czy śmiem zapytać cię, co właśnie
uderzyło mnie w żebra?
– Moje kolano.
– Rozumiem.
– Więc jak długo tu według pana będziemy, profesorze?
– Myślę, że dopóki jeden z twoich przyjaciół nie złamie zaklęcia wiążącego na drzwiach.
– To może trochę potrwać.
– Coś innego niż uwielbienie względem twoich przyjaciół? Brak mi słów.
– Zdaje się, że jak na kogoś, kto stracił mowę, panie profesorze, odwala pan kawał dobrej roboty. W każdym razie, potykanie się o mnie i wyrzucanie mnie w powietrze prosto w pana, a następnie w schowek, nie było zbyt inteligentne z ich strony.
– Odnoszę wrażenie, że z ich strony jest bardzo mało czegokolwiek inteligentnego.
– Właściwie to muszę się zgodzić. Poza tym, przez całe popołudnie pili 'świętując', a potykanie się po pijanemu na schodach i przewracanie innych do schowków tylko dlatego, że ukończyli szkołę nie wpisuje ich do mojej księgi zasłużonych. Zaczynali mnie denerwować.
– Najwyraźniej. Powiedz mi, Hermiono, dlaczego ja mam nazywać cię po imieniu, a ty wciąż mówisz do mnie po nazwisku?
– Bo to stosowne, formalne i nawyk, używając twoich słów. No i myślę, że z szacunku.
– Szacunku?
– Nie ma potrzeby być tak podejrzliwym profesorze. Bardzo pana cenię.
– Oczywiście, że tak.
– Kiedy wypuszczą nas z tego przeklętego schowka?
– Jestem znudzona.
– Profesorze?
– Czy zamierza mi pan kiedykolwiek odpowiedzieć?
– Dziewięćdziesiąt dziewięć butelek piwa na ścianie-
– Trzydzieści dwie butelki piwa na ścianie-
– Skończ tą piekielną piosenkę!
– Zastanawiałam się ile czasu potrzeba żeby pan zareagował. Nikt przedtem jeszcze nie wytrzymał pięćdziesięciu. Zaimponował mi pan.
– Fascynujące, jestem tego pewien. Czy pani się kiedykolwiek zamyka, panno Granger?
– Więc z powrotem wracamy do "Panny Granger"?
– Czy kiedykolwiek jesteś zadowolona, Hermiono?
– Niezupełnie. Wiesz, odkryłam, że denerwowanie cię jest naprawdę bardzo zabawne, gdy nie możesz odbierać punktów domom.
– Dlaczego myślisz, że nie mogę odbierać punktów?
– Fakt że jeszcze tego nie zrobiłeś, to raz. Ale głównie, ponieważ gdy Harry wepchnął nas do schowka odebrałeś nam wszystkie punkty, które miał Gryffindor.
– Nie rozumiem dlaczego Gryffindor nie może mieć punktów ujemnych.
– Gdyby mógł, już byś je odebrał.
– Nie bądź z siebie taka zadowolona.
– Nie mogę temu zaradzić. Myślę, że prawdopodobnie zaczynam wpadać w szok. To chyba przez to zamknięte pomieszczenie. Mogę mieć klaustrofobię.
– Nie masz klaustrofobii.
– Skąd wiesz?
– Ponieważ nie wczepiasz się we mnie z krzykiem.
– To już ci się wcześniej przydarzyło?
– To, panno Granger, jest sprawa prywatna.
– Więc stłumione wspomnienie?
– Nie mam zamiaru o tym z tobą dyskutować.
– Już wiem! Remus mówił mi w zeszłe wakacje o tym, kiedy on...
– Ostrzegam panią, panno Granger...
– Dlaczego wciąż wracasz do "Panny Granger"?
– Ponieważ mnie irytujesz.
– Ale przecież skoro ty irytujesz mnie nazywając "Panną Granger", rozumiesz, że w odwecie będę jeszcze bardziej irytująca próbując namówić cię do ponownego nazywania Hermioną?
– Hermiono, czy ty się kiedykolwiek zamykasz?
– Déjà vu. I nie, gdy tego nie chcę.
– Czy komukolwiek kiedykolwiek udało się ciebie uciszyć?
– Nie jest to zbyt subtelne profesorze.
– Przeciętny Gryfon ma subtelność buldożera. Więc, tak jakby, zniżam się do twojego poziomu.
– Jak miło z pana strony, profesorze.
– Więc?
– Co, "więc"?
– Odpowiedz na pytanie!
– Ale jakie?
– Jak ludzie nakłaniają cię do zamknięcia się?
– A co się stało z "udawaniem uciszenia" mnie?
– Hermiono...
– Cóż, nikt tak naprawdę nie zrobił tego z pełnym skutkiem. Tak naprawdę tylko Harry i Jacob. Harry mnie łaskocze, ale wtedy kończę śmiejąc się i później na niego krzyczę, więc to się nie liczy.
– Jacob?
– Nikt.
– Hermiono...
– To nic takiego...
– Powiedz mi.
– Serio, to nic takiego. Co wbija mi się w łopatkę?
– Prawdopodobnie mój kciuk.
– Dlaczego twój kciuk jest w moim ramieniu?
– Z tego samego powodu, dla którego twoje kolano jest w moich żebrach, a mój łokieć w twoim żołądku. Jesteśmy uwięzieni w schowku i nie ma tu miejsca. I już dłużej nie unikniesz pytania. Jak Jacobowi udało się ciebie uciszyć?
– Pocałował mnie.
– To zabrzmiało jak wyzwanie.
– Słucham?
– Cóż, uważam, że mamy tylko jedno wyjście żeby się przekonać...
– Profesorze!
– Hermiono?
– Tak, to... Ojj! Ała, to boli, to... Oh!
– Opierałaś się o włącznik światła i dopiero teraz przyszło ci do głowy go włączyć?
– Myślałam, że to twój kciuk!
– Moje obie dłonie były na twojej twarzy!
– No... Tak. Ale jednak. Spójrz, tu jest zasuwa! Zapomnieliśmy o zasuwie! Profesorze, mogliśmy stąd wyjść! Jest zasuwa!
– Już to powiedziałaś. Być może teraz będzie niestosownie nazywać mnie "Profesorem".
– Masz rację. Severusie. Hmm, to ładnie brzmi. Lubię twoje imię.
– Jestem wielce zaszczycony.
– Powinieneś ...
– Chyba powinniśmy wyjść z tego schowka Hermiono.
– Ale wtedy musielibyśmy przestać.
– Nie na długo.
– Cóż, w takim razie...
Koniec
