Hermiona nie mogła nic na to poradzić, ale uznała całą sytuację za zabawną w dziwaczny i przerażający sposób. Jej pierwszy dzień z powrotem w Hogwarcie i pierwszą osobą, na którą wpadła – dosłownie – był Snape. Wiedziała, że nadzieja, że się zmienił od czasu jej uczniowskich lat była nikła, ale nie była już potulną uczennicą z podziwem dla jego ponadprzeciętnej inteligencji. Zauważyła, że już nie mogła się doczekać jego słownej sprzeczki.
- Kto, do jasnej cholery, byłby tak głupi, żeby stanąć w samym środku przejścia? – Snape zezłościł się, kiedy już stanął na nogach, odgarniając swoje błyszczące, czarne włosy przyjrzał się jej, podczas gdy umysł starał się powiązać sylwetkę z osobą.
- Wygląda na to, że traci pan swój wdzięk w pańskim wieku, profesorze. – zauważyła od niechcenia, a jego spojrzenie ochłodziło się, gdy w końcu ją rozpoznał.
- Panna Granger – prychnął. – Wygląda na to, że pogłoski o pani powrocie są rzeczywiście prawdziwe.
- Tak, słyszałam, że potrzebny był nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. – jej głos był przesłodzony i uśmiechnęła się złośliwie, gdy dodała – Niech pan się nie martwi, profesorze, to tylko na jeden rok, będzie pan miał kolejną szansę w przyszłym roku.
Jego oczy rozbłysły, kiedy otworzył usta do niewątpliwie zjadliwej riposty, kiedy życzliwy głos zawołał Snape'a ze schodów poprzedzając wysoką sylwetkę Albusa Dumbledore'a, który pojawił się w przejściu gładząc swoją długą, białą brodę.
- Severusie, wszystko w porządku? – jego błyszczące oczy spoczęły na Hermionie i uśmiechnął się. –Panna Granger! Jak cudownie cię widzieć! I jak widzę, spotkałaś już profesora Snape'a.
Hermionie wydawało się, że słyszała śmiech w głosie Dumbledore'a, który z pewnością wzbudził uwagę Snape'a, który przeniósł spojrzenie na dyrektora.
- Jeśli mi wybaczysz, nie mam czasu na pogaduszki na korytarzu. W przeciwieństwie do wszystkich obecnych mam pracę, którą muszę się zając. – Snape syknął i przedarł się w dół korytarza powiewając szatą.
Hermiona zaśmiała się łagodnie obserwując wycofującą się postać Snape'a i powiedziała:
- Oto odpowiedź na moje pytanie czy się zmienił przez te lata.
- Zmiana może być bardzo powolna bez katalizatora. – Dumbledore stwierdził tajemniczo. Zmarszczyła brwi nie do końca rozumiejąc, na co Dumbledore się uśmiechnął ruszając do gabinetu. – No cóż, napijemy się herbaty?
Podążyła za nim w górę schodów i usadowiła się na jednym z krzeseł naprzeciwko dyrektora. Podał jej filiżankę herbaty, którą przyjęła z podziękowaniem. Przyjęła też kilka cytrynowych dropsów, które również jej oferował, by zaspokoić swój pusty żołądek.
- A więc, jak się mają Harry i Ron? – Dumbledore zapytał sącząc herbatę.
- Harry jest gdzieś w Niemczech od kilku tygodni, więc nie rozmawialiśmy ostatnio. Nie wie nawet jeszcze o przeniesieniu z tego co wiem. Ron, oczywiście, martwi się moim przybyciem tutaj, ale się przyzwyczai.
Dumbledore kiwnął głową.
- Jak się czujesz, Hermiono? Z tym przeniesieniem?
Zmarszczyła brwi spoglądając w dół na filiżankę.
- Nie wiem, szczerze mówiąc, dyrektorze.
-Proszę, mów mi Albus.
- Spróbuję, ale musi być pan cierpliwy. Trochę mi zajmie przyzwyczajenie się do tego. – odpowiedziała śmiejąc się nerwowo. – Jak dla mnie, w tym momencie wojny powinnam być z Harrym, łapać Śmierciożerców i szukać inteligencji. Jestem pewna, że jest jakiś uzasadniony powód mojej dzisiejszej obecności, ale nie zostałam o nim poinformowana.
- Jest bardzo dobry powód, dla którego jesteś tu dzisiaj, ale nie mogę ci zdradzić wszystkich szczegółów. Wszystko co ci powiem musi pozostać w tym pokoju. Jeśli cokolwiek zostałoby powtórzone mogłoby się okazać niebezpieczne dla wielu osób. – umilkł, a ona skinęła głową z powagą poświęcając starszemu czarodziejowi pełną uwagę. – Mamy kolejnego szpiega wśród zwolenników Voldemorta.
- Co? – zapytała wyraźnie zaskoczona. – Kogoś innego niż Snape?
Dumbledore kiwnął głową.
- Tak, kogoś bardziej zaufanego niż profesor Snape jest obecnie. Co prowadzi do powodu twojego pobytu w Hogwarcie w tym roku. Mamy powód by wierzyć, że Voldemort obawia się dwulicowości Severusa i ma plany wobec niego. Jesteś tutaj, zasadniczo, by go chronić.
- Dlaczego go po prostu nie powstrzymać od powrotu do Voldemorta? Czy Snape się tego obawia?
- Profesor Snape nie obawia się sytuacji i musi tak pozostać. Jeśli nie zachowywałby się tak, jakby się nic nie stało, Voldemort zacznie być podejrzliwy i moglibyśmy stracić i profesora Snape'a i nasz drugi kontakt. Jednakże będziemy ostrzeżeni o jakichkolwiek nowych planach wobec Severusa.
Hermiona siedziała cicho, jej umysł ścigał się z konsekwencjami.
- Czy ten nowy szpieg jest godny zaufania? Skąd możemy wiedzieć, że nie pracuje dla Voldemorta?
Dumbledore uśmiechnął się lekko, jego oczy zamigotały.
- Tak, bardzo godny zaufania. – sięgnął do przodu i wziął kilka cytrynowych dropsów zanim zmienił temat. – Jak się czujesz z faktem, że będziesz uczyć Obrony Przed Czarną Magią?
- Właściwie to mówiłam Ronowi, że wolałabym stawić czoła Śmierciożercom niż tym uczniom, tym bardziej jeśli są choć trochę tacy jak my byliśmy!
Dumbledore zaśmiał się serdecznie zgadzając z nią.
- Biedna Minerwa, musiała bronić waszą trójkę przed Severusem mnóstwo razy podczas siedmiu lat waszej nauki, może nawet częściej niż bliźniaków Wesleyów, wyobrażam to sobie.
- Nie ma obecnie takich uczniów, prawda?
- Zawsze są tacy uczniowie, ale nie do końca na tym samym poziomie. Mogę cię łatwo zapewnić, że Huncwoci byli ostatnią grupą tak… ambitną jak wy.
Hermiona uśmiechnęła się i powiedziała:
- Cóż, jestem pewna, że Syriusz byłby zadowolony wiedząc, że jego chrześniak poszedł w jego ślady!
Rozmawiali o Syriuszu Blacku i Remusie Lupinie, o uczniach i nauczycielach ze szkolnych czasów Hermiony, Hermiona śmiała się, uśmiechała i nagle czuła się trochę jak w domu.
Po herbacie Dumbledore pokazał Hermionie jej nowe kwatery, które były przyjemniejsze i bardzie przestronne niż te w Londynie. Miała własny pokój dzienny z monstrualnym kominkiem i ścianami, które były zakryte półkami na książki, sypialnię z najwygodniejszym łóżkiem na świecie i niesamowitym widokiem i w końcu była tam łazienka, która przypominała niebo na ziemi. Nie mogła się doczekać by wziąć długą, gorącą kąpiel.
Rozpakowała się szybko mrucząc zaklęcie, a książki zaczęły układać się najpierw według tytułów, później alfabetycznie według autorów, ale zajęły zaledwie połowę półek. Obiecała sobie to naprawić tak szybko jak tylko da radę wybrać się do Hogsmeade. Mieć znowu czas na czytanie jest zdecydowaną korzyścią tej pracy. Ostatnimi czasy opuściła się w czytaniu.
Jej ubrania i inne rzeczy mogły poczekać, jej brzuch coraz bardziej burczał, więc skierowała się do kuchni z lekkimi tylko problemami odnajdując drogę.
To była dziwne być ponownie w Hogwarcie bez Harry'ego i Rona. Za każdym razem mijając zakręt miała wrażenie, że zaraz ich na czymś złapie, pakujących się w kłopoty, czekających aż przyjdzie im na ratunek. Zastanawiała się co z Harrym, co właściwie robił w Niemczech. Poinstruowała Rona, żeby wysłał jej sowę jak tylko Harry wróci.
Gdy tylko weszła do kuchni zaraz została otoczona przez skrzaty domowe, z których każdy chciał nic więcej niż ochraniać jej szczęście.
- Um, cześć, jestem Hermiona Granger, jestem tutaj nową nauczycielką. – zaczęła.
Jeden ze skrzatów pisnął z podnieceniem.
- Oh, panienka! Wiemy kim jest! Zgredek jest taki szczęśliwy, że panienka wraca do Hogwartu, żeby nauczać! Opowiada nam wszystko o panience i paniczu Harrym!
- Zgredek! Wciąż tu jest?
- Tak, panienko, ale wziął dzisiaj wolne. – ten sam skrzat poinformował ją obracając głowę, reszta skrzatów dołączyła do niego pokazując, że są przeciwne etyce pracy Zgredka. – Zgredek to zły skrzat. Zgredek nie powinien brać wolnego, szczególnie że uczniowie niedługo wracają.
Hermiona zaśmiała się przypominając sobie własny, daremny wysiłek sprzed tylu lat, by ułatwić pracę skrzatom w Hogwarcie.
- Cóż, przekażcie mu ode mnie powitania, dobrze?
- Oczywiście, panienko. Czy jest coś, co by panienka potrzebowała?
- Właściwie to umieram z głodu i miałam nadzieję na jakąś przekąskę przed lunchem.
Pięć skrzatów dźwigających tace pełne pysznego, parującego, gorącego jedzenia natychmiast pojawił się przed nią, podczas gdy kolejny trzymał jej talerz i srebro stołowe.
- Cóż, miałam tylko nadzieję na kanapkę z szynką, jeśli to nie za duży kłopot. – powiedziała chwilę przed tym jak trzymała już w dłoniach talerz z kanapką. – Dziękuję wam bardzo.
- Cała przyjemność po naszej stronie, panienko. – odpowiedział radośnie skrzat, kiedy Hermiona pożerała kanapkę. Wziął od niej pusty talerz i skrzaty pomachały jej na pożegnanie kiedy wyszła.
Czując się dużo lepiej, zdecydowała żeby odwiedzić głowę jej byłego domu, profesor McGonagall. Wymruczała szybki czar lokalizujący, który ukazał McGonagall w jej gabinecie. Kiedy Hermiona podążała korytarzem, Irytek przeleciał koło niej rechocząc jak szalony i zanurkował do klasy. Chwilę później Filch wypadł zza rogu oddychając ciężko.
- Gdzie ten łajdak poleciał? – zapytał rozglądając się. – Widziałem jak leciał tym korytarzem.
Hermiona wskazała Filchowi, w którym kierunku udał się poltergeist i odszedł przeklinając swój oddech, a ona poszła dalej.
Drzwi do gabinetu McGonagall były otwarte, ale pomieszczenie było puste. Sądząc, że prawdopodobnie właśnie się minęła z McGonagall powtórzyła zaklęcie lokalizujące, a ono ponownie wskazało gabinet. Marszcząc brwi cofnęła się z powrotem do gabinetu, przejrzała go szybko rozbawiona, gdy wreszcie dostrzegła pręgowanego kota wylegiwującego się na fotelu przed pustym kominkiem, jego duże, zielone oczy wpatrywały się w nią wyczekująco.
- Witam, pani profesor. – powiedziała podchodząc do drugiego fotela i siadając na nim.
Kot ziewnął i przeciągnął się z lubością zanim zmienił się w znajomy kształt Minerwy McGonagall, kwadratowych okularów i ciasnego koku. Hermiona poczuła się jakby wpadła w strumień czasu i została przetransportowana z powrotem w czasie, od kiedy McGonagall nie zmieniła się ani trochę. Starsza czarownica uśmiechnęła się ciepło sięgając by uścisnąć dłoń Hermiony.
- Dziecko, nie widziałam cię do czasu, gdy ukończyłaś szkołę! Naprawdę zmieniłaś się w piękną kobietę!
Hermiona zarumieniła się niepewna jak odpowiedzieć kiedy ktoś mówi jej, że się zmieniła, podczas gdy ona wciąż czuje się jak niezdarna nastolatka przez większość czasu.
- Tak, minęło sporo czasu, pani profesor. Zastanawiałam się nad powrotem, ale byłam tak zajęta, że straciłam mnóstwo czasu. – odpowiedziała z zakłopotaniem.
McGonagall roześmiała się i uścisnęła jej dłoń.
- Słyszałam takie wytłumaczenia już wcześniej, Hermiono. I proszę, mów mi Minerwa, skoro jesteśmy teraz koleżankami z pracy.
- Profesor Dumbledore – Albus – powiedział mi to samo. To takie dziwaczne, myśleć, że moi nauczyciele mają prawdziwe imiona.
- Chciałbyś może herbaty, kochana? – McGonagall spytała sięgając po dzbanek z herbatą stojący niedaleko.
- Nie, dziękuję. Dopiero co wpadłam do kuchni.
Czarownice rozmawiały długą chwilę o Ministerstwie, Harrym i Ronie, wojnie z Voldemortem, Hogwarckich nauczycielach i prawie każdym innym temacie, aż Hermiona oznajmiła, że musi iść się zająć planami zajęć.
- Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała przyjacielskiego ucha czy ramienia, zawsze będziesz tu mile widziana, Hermiono. – McGonagall powiedziała z matczyną nutą. – Nauczanie może być bardzo stresujące z początku.
- Dziękuję, pani profesor – Minerwo. – odpowiedziała Hermiona, jej policzki nieznacznie płonęły. To było dziwne nazywać McGonagall po imieniu jakby były sobie równe. Ale teraz jesteśmy sobie równe, nieprawdaż? Zaczęła wychodzić z gabinetu, kiedy McGonagall zawołała ją ponownie.
- Hermiono? Powiedz mi, studiowałaś dalej Transmutację po Hogwarcie?
Wiedząc, że zawsze była jedną z ulubionych uczennic McGonagall uśmiechnęła się. Szybko zmieniła się w małego, szarego kota z jaskrawymi, zielonymi oczami. Oczy McGonagall zaświeciły się i klasnęła.
- Doskonały wybór! – powiedziała z szerokim uśmiechem, kiedy Hermiona wróciła do swojej właściwej formy.
- Oczywiście! – Hermiona zaśmiała się i kontynuowała. – Wie pani, że Transmutacja była zawsze jednym z moich lepszych przedmiotów.
