Hermiona leżała w łóżku do trzeciej nad ranem wiercąc się zanim wreszcie dała spokój nadziei na zaśnięcie. Nie mogła nic poradzić na to, że się martwiła nieuchronnie zbliżającym się początkiem semestru i jej planów lekcyjnych nie wspominając już o Ronie i Harrym. Ale najbardziej martwiła się o Harry'ego.

Przez ostatni rok Harry zaczął wypełniać misje bez niej, co wzrosło w częstotliwości i czasie trwania przez wakacje. Nie mógł z nią rozmawiać o tym zadaniach, „wysoce tajne sprawy ministerstwa" powiedział jej, gdy raz zapytała i wszystko, co mogła zrobić, to martwi

się. W rzeczywistości nie wiedziała nawet, czy mimo wszystko był w Niemczech.

Wygrzebała się z łóżka zmieniając bawełnianą koszulę nocną na jeansy i koszulkę mugolskiego zespołu rockowego i zabrawszy różdżkę wyślizgnęła się przez drzwi swoich kwater. Lucinda, młoda czarownica z portretu strzegącego jej drzwi była zajęta zabawianiem jakiegoś przystojnego czarodzieja i nie zauważyła odejścia Hermiony. Szła bez celu próbując uspokoić szalejący umysł, kiedy zorientowała się, że stała przed biblioteką. Roześmiała się przypominając sobie wszystkie chwile, kiedy przekradała się na dół czytając po kilka godzin. Dostała się do działu ksiąg zakazanych mając nadzieję, że znajdzie tam coś przydatnego dla jej klas. Przejrzała plany zajęć poprzedniego nauczyciela OPCM i póki co były zadowalające, ale czuła, że mogły być dużo lepsze.

Nagle Hermiona poczuła czyjąś obecność za sobą. Wyszkolenie aurorskie błyskawicznie przejęło kontrolę i obróciła się układając ramiona w postawę obronną, kiedy para silnych rąk chwyciła jej nadgarstki i przyciągnęła bliżej stawiając ją twarzą w twarz ze Snape'em. Była wystarczająco blisko, by poczuć jego ciepły oddech na swojej twarzy i przyjrzeć się lekko żółtawym zębom, kiedy się odezwał.

- Nad pani refleksem można by trochę popracować, panno Granger. – mruknął nie zwalniając uścisku z jej nadgarstków. Szarpnęła się bez skutku.

- Mogę coś dla pana zrobić, profesorze? – spytała usiłując utrzymać neutralny ton głosu i nie zdenerwować się. On cię próbuje tylko przestraszyć. – powiedziała do siebie. – Tak naprawdę cię nie skrzywdzi.

- Twoja pierwsza noc z powrotem w Hogwarcie i już skradasz się w ciemnościach, jak widać.

- Miałam wrażenie, że jestem tu nauczycielką, a nie uczennicą, co znaczy, że mam takie samo prawo do „skradania się w ciemnościach" jak pan, profesorze.

Jego czarne oczy wwiercały się w nią, ale powstrzymała się od odwrócenia wzroku. Podjęła kolejny daremny trud, aby się uwolnić, a kiedy nie ustąpił jej złość zaczęła rosnąć.

- Proszę mnie puścić. – ostrzegła niskim, niebezpiecznym głosem.

Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie, kiedy zapytał drwiąco:

- Bo co?

Hermiona wyobraziła sobie jak korzysta z rozległego treningu sztuk walki, żeby obrócić stoły i uwięzić go być może nawet wykorzystując do tego jego własną wagę i przewrócić go, ale to mogłoby się skończyć poważną kontuzją – dla niego oczywiście – i nie czuła by się dobrze rozmawiając o tym z panią Pomfrey, jeśli ona nawet tu była. Nie wspominając już, że Dumbledore nie byłby zbyt szczęśliwy. Ale za to postanowiła go znieważyć.

- Wie pan, moi rodzice są dentystami, więc prawdopodobnie mogliby coś zrobić z pańskimi zębami, ale nie daję dużo nadziei pańskiemu oddechowi.

Jej uwaga osiągnęła zamierzony efekt, Snape odepchnął ją powodując, że uderzyła o biblioteczkę stojącą niedaleko, która zachwiała się niepewnie przez moment.

- Zrobiłaby pani lepiej nie wchodząc mi w drogę, panno Granger. – syknął i odwróciwszy się na pięcie opuścił bibliotekę.

Chciała zaprotestować przeciwko jego odwrotowi, bo przecież to on wpadał na nią, ale się powstrzymała.

Teraz to jest świetny początek. – pomyślała, kiedy drzwi się zatrzasnęły. – Jak mam właściwie chronić kogo, kogo wkurzam tak jak on mnie?

We wtorek rano wstała wcześnie, żeby zjeść śniadanie w Wielkiej Sali z innymi nauczycielami. Była tak zabsorbowana planami zajęć, że opuściła lunch i obiad w poniedziałek i musiała odwiedzić później kuchnię. W normalnych okolicznościach wypiłaby kubek kawy i całkiem pominęła śniadanie, ale, od kiedy była nową nauczycielką OPCM, czuła, że powinna pojawić się, aby poznać nowych nauczycieli i przywitać się ze starymi.

Ubrała się i zeszła schodami modląc się, żeby Snape'a nie było. Za jej czasów w Hogwarcie nie pojawiał się często na śniadaniu i miała nadzieję, że to się nie zmieniło, kiedy weszła do Wielkiej Sali.

- Dzień dobry, Hermiono! – zawołał Dumbledore i wstał od stołu.

Kiedy podeszła, zapoznała się z obecnymi nauczycielami, którzy przerwali rozmowy i jedzenie, aby na nią spojrzeć w większości z uśmiechem. McGonagall, Sprout i przystojny, czarnowłosy mężczyzna, który się nie uśmiechną, a jedynie spojrzał na nią hardo, siedzieli z jednej strony, Flitwick, Hooch, Sinistra i młoda brunetka po drugiej stronie. Snape, na szczęście, utrzymywał nawyki i opuścił śniadanie.

Dumbledore wskazał na dwójkę nauczycieli, których nie rozpoznała przedstawiając ich.

- To jest Wasilij Borodin, uczy Numerologii i Anne Wilde, która uczy Mugoloznawstwa. Wasilij, Anne, chciałbym, żebyście poznali Hermionę Granger, naszą nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią. Wierzę, że znasz pozostałych, Hermiono.

Hermiona kiwnęła głową i przywitała się ze wszystkimi, usiadła obok Wasilija, który szybko opróżnił swój talerz z jajkami i parówką i opuścił stół nie odzywając się do nikogo posyłając jedynie Dumbledore'owi krótkie skinięcie głową.

Anne siedząc naprzeciwko uśmiechnęła się i powiedziała:

- Wybacz Wasilowi, nie jest znamy ze swoich zdolności do konwersacji.

- Dobrze, bałam się, że to przeze mnie.

Aromat śniadania był zachwycający, więc Hermiona zaopatrzyła się w talerz pełen jajek, bekonu i owoców i duży kubek kawy. Anne dopiero co skończyła swój posiłek, ale jeszcze dopijała kawę.

- Uczyłaś się w Hogwarcie, nieprawdaż? – Anne zapytała. Hermiona kiwnęła głową, mając usta pełne jajek. – Tak myślałam. Byłam trzy lata przed tobą, kiedy zaczynałaś, ale to był mój ostatni rok w Hogwarcie.

- W jakim byłaś domu?

- Ravenclaw.

- Tiara Przydziału o mało mnie nie posłała do Ravenclaw. Dlaczego odeszłaś, jeśli wolno spytać?

- Oczywiście, że wolno. Mój tata dostał pracę w Ameryce i mama skończyła mnie uczyć w domu.

- Życie w Ameryce musi być fascynujące. Dlaczego wróciłaś?

Anne zaśmiała się lekko, jej brązowe oczy błyszczały.

- Wróciłam tak szybko jak się dało! Przyjechałam, żeby studiować w Londynie.

- Uniwersytet Magii i Czarodziejstwa w Londynie? Dobra uczelnia. Co studiowałaś?

- Między innymi Zaklęcia i Transmutację. Później podjęłam cudowny kierunek – „Mugole: Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość", który naprawdę otworzył mi oczy na nie-czarodziejski świat. Po ukończeniu przez trzy lata podróżowałam po świecie spędzając większość czasu z mugolami.

- Łał!

- To było naprawdę niesamowite. Ale nie tak ekscytujące jak bycie aurorem, jak sądzę.

Hermiona wzruszyła ramionami.

- Gdyby Harry i Ron nie wymusili na mnie, żebym została aurorką razem z nimi, prawdopodobnie tez bym skończyła w Londynie. Presja rówieśników może być cholerstwem, jak się ma osiemnaście lat nie wie co chce się zrobić z resztą swojego życia.

- Wolałaś zamiast tego pójść na uniwersytet?

- Czasami, może w złe dni, kiedy musiałam zwalczyć Śmierciożerców z dwóch stron naraz. Ale zazwyczaj jestem zadowolona z mojej decyzji. Ale dobrze jest zrobić sobie przerwę. – urwała, nabierając trochę jedzenia, przeżuwając w zamyśleniu. – Ale muszę przyznać, że teraz rozumiem paranoję Szalonookiego Moody'ego.

- Słyszałam o tym! Wygląda na to, że ominęło wiele emocji.

Hermiona zgodziła się śmiejąc.

- I historii, które mogę ci opowiedzieć.

- W takim razie powinnaś kiedyś przyjść na herbatę. Mój gabinet jest na drugim piętrze, niedaleko posągu księcia Dyfedu. –Anne dokończyła kawę i wstała uśmiechając się szeroko do Hermiony.

- W porządku, nie omieszkam. – powiedziała Hermiona oddając uśmiech szczęśliwa, że znalazła potencjalną przyjaciółkę. Musi koniecznie napisać do Rona, który uważał, że wszyscy nauczyciele są po sześćdziesiątce, nie licząc Snape'a, którego w ogóle nie liczył.

W tym momencie mała, tryskająca energią sówka wleciała przez otwarte okno i rozbiła się na stole naprzeciwko Hermiony, która od razu rozpoznała małą sówkę i urwała dla niej duży kawałek skórki od chleba.

- Cześć Świnko. – powiedziała. Sówka zahukała z radością w odpowiedzi, kiedy Hermiona odwiązywała zwinięty pergamin od jej nóżki. – Co tam masz dla mnie?

Rozwinęła pergamin chwilowo zdezorientowana widząc pusty papier, aż nagle przypomniała sobie, że Ron obiecał przysłać Mapę Huncwotów, jak tylko ją znajdzie. Mała karteczka spadła na stół, Hermiona szybko ją przeczytała.

Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku. Powodzenia i daj im popalić! Ron"

Uśmiechnęła się chowając Mapę do kieszeni i wyjęła mały kawałek papieru na którym napisała odpowiedź dla Świnki do dostarczenia. Pozwoliła jej dokończyć skórkę zanim przywiązała liścik i Świnka odleciała z huknięciem podekscytowania.

Hermiona rozejrzała się i zauważyła, że wszyscy z wyjątkiem Dumbledore'a i McGonagall już wyszli. Była tak pochłonięta rozmową z Anne, że nie zwróciła na to uwagi.

Dumbledore zapytał z uśmiechem:

- List od pana Wesleya? Chyba pamiętam tę sowę za jego czasów.

- Tak, od Rona. To była Świstoświnka.

- Dobre wieści, mam nadzieję?

- Tylko krótka notka z życzeniami powodzenia. – Nie wspomniała o Mapie, ale czuła, że Dumbledore już o niej wie sądząc po błysku w starych, niebieskich oczach.