Kilka kolejnych dni przeminęło bez żadnych incydentów, a Hermiona widziała Snape'a raptem kilka razy, generalnie podczas posiłków. Nadszedł piątek i zauważyła, że miała problemy z koncentracją. Spojrzała przez okno na swoim trzecim piętrze marząc, żeby mogła urwać się z reszty popołudnia i iść popływać.

Cóż, czemu bym nie mogła?

Właśnie skończyła wszystkie plany na pierwsze dwa tygodnie zajęć, pokazała je Dumbledore'owi, żeby się upewnić, a on stwierdził, że są fascynujące i pochwalił jej wysiłek włożony w poprawę planów. Im więcej o tym myślała, tym bardziej się przekonywała, że Dumbledore dałby jej wolne popołudnie i podjęła decyzję.

W połowie drogi do kwater pomyślała, że mogłaby zaprosić Anne, więc zmieniła kierunek zmierzając do najbliższych schodów. Szukała posągu Anne i w końcu dostrzegła go na końcu korytarza. Drzwi do gabinetu Anne były otwarte, ale pomieszczenie było puste, więc Hermiona, zawiedziona, wyszła.

Wróciwszy do swoich kwater przebrała się w dwuczęściowy czerwony kropkowany strój kąpielowy okrywając się szatą. Przekradła się przez korytarze szczęśliwie nie spotykając nikogo po drodze na błonia. Wiedząc, że Dumbledore by się tym nie przejmował, czuła się winna, że skradała się nad jezioro, podczas gdy wszyscy inni pracowali w zamku. Mijając frontowe drzwi uniosła dłonie do oczu, aby zasłonić się przed jasnym światłem i podążyła ścieżką do jeziora.

Dochodząc do brzegu zauważyła, że nie ona jedna zdecydowała się na odpoczynek od pracy. Zbliżała się ostrożnie, aż w końcu rozpoznała Anne pływającą w jeziorze.

Anne zauważyła ją i pomachała szaleńczo.

- Hermiona! Chodź, jest cudownie!

- Tak właściwie, to przed chwilą byłam w twoim gabinecie zapytać czy masz ochotę na pływanie.

- Tak mi przykro! Powinnam była zapytać ciebie czy chcesz iść popływać! – Anne przyznała, kiedy Hermiona zrzuciła szatę i ułożyła ją koło innych ubrań.

Zanurzyła palce w wodzie z przyjemnością zauważając, że faktycznie jest wspaniała, nie za ciepła, nie za zimna. Przeszła kilka metrów zanim zanurkowała pod wodę i przepłynęła spory kawałek, po czym się wynurzyła i popłynęła z powrotem do Anne.

Rozmawiały kilka minut o zajęciach, planach i nauczycielach. Hagrid, którego Hermiona nie widziała odkąd wróciła był akurat w Hiszpanii, próbował złapać dzikiego hipogryfa. Po chwili Hermiona położyła się na plecach na wodzie mocząc się i unosząc na powierzchni w stronę słońca.

Jej myśli ponownie wróciły do Harry'ego. Zastanawiała się czy już się dowiedział o nowym przydziale, wyobraziła sobie jak wpada do gabinetu Knota żądając, żeby Hermiona z powrotem była przypisana do niego. Ta myśl wywołała uśmiech, co się często zdarzało, kiedy Harry się denerwował. Przez chwilę zastanawiała się nad tożsamością nowego szpiega przeglądając w myślach listę wyżej postawionych Śmierciożerców nie znajdując nikogo, kogo mogłaby posądzać o zdradę Voldemorta.

Ministerstwo samo w sobie było nieustanna wrzawą odkąd wydzieliły się dwie frakcje: jedna ochraniała Knota, a druga podążała za Dumbledorem. Wprawdzie Knot nie działał czynnie przeciwko Dumbedore'owi, zwykle działał powoli. Dumbledore nie chciał rozłamu, ani tym bardziej do tego nie zachęcał, ale po braku akcji ze strony Knota po powrocie Voldemorta, wiele czarownic i czarodziejów stanęło po stronie Dumbledore'a, który natychmiast reaktywował Zakon Feniksa. Jednym z powodów, dla których Harry chciał zostać aurorem zaraz po ukończeniu Hogwartu była chęć pracy w Ministerstwie, aby osiągać rezultaty w wojnie.

Jej myśli przemieściły się ku obecnemu przydziałowi, Snape'owi. Hermiona wciąż nie była do końca pewna motywów Knota w wysłaniu jej do Hogwartu, jeśli nie miało to na calu osłabić pozycji Harry'ego, jako aurora, czysto polityczne posunięcie. Zastanawiała się też nad obecną wrogością Snape'a wobec niej, dlaczego sprawiał wrażenie bardziej jej wrogiego, niż gdy była jeszcze uczennicą.

Woda rozpryskująca się na jej twarzy przerwała jej zadumę i rozejrzała się napotykając wesoły uśmiech Anne.

- Hej, chcesz iść do Hogsmeade? Muszę się wybrać po szaty do Gladraga i może do Trzech Mioteł.

- Właściwie, to miałam iść do Esów i Floresów.

Obie wyszły z wody, Hermiona transmutowała chusteczkę w duży wielokolorowy ręcznik plażowy, którym się wytarła. Założyła szatę i dołączyła do czekającą na nią Anne. Szły nie spiesząc się do Hogsmeade dyskutując o szkolnych sprawach.

Anne śmiała się, kiedy Hermiona zapytała czy Dumbledore będzie się przejmował, że nie ma ich w Hogwarcie i nie pracują.

- Zobaczysz, że Albus będzie się upewniał, że spędzasz więcej czasu nie pracując niż na odwrót.

Hermiona uśmiechnęła się nie do końca zaskoczona.

- Chciałabym, żeby Ministerstwo kierowało się taką filozofią. Zawsze spędzałam zbyt dużo czasu w pracy.

- Zdajesz sobie sprawę, że teraz spędzasz cały czas w pracy? –Zapytała retorycznie Anne.

Hermiona zawahała się uświadamiając sobie prawdę w tym stwierdzeniu i wzruszyła ramionami.

- Więc zamiast spędzać cały wolny czas samotnie w mieszkaniu muszę go spędzać otoczona w wielkim zamku.

- Nie zaczyna cię to nudzić? To znaczy, nie jesteś przyzwyczajona do tej całej akcji, ścigania Śmierciożerców, doświadczeń bliskiej śmierci i tym podobne?

- Zwykle było tak, że wlokłam się na naszych małych eskapadach starając się być głosem rozsądku. „Wróćmy i sprowadźmy pomoc." Albo „Nie uważam, żeby to był dobry pomysł zakradać się dziś w nocy." Więc jestem wyjątkowo zadowolona z tego miłego, relaksującego przeniesienia.

Anne przytaknęła.

- Da się zauważyć – urwała spoglądając na Hermionę, zanim kontynuowała. – Ale dalej uważam, że chociaż trochę brakuje ci tych emocji. Może gdzieś tam głęboko.

- Może. Ale jeśli tak, to dowiesz się jako pierwsza.

- Założymy się w takim razie? – Anne zapytała unosząc brwi i wykrzywiając usta. – Dziesięć galeonów mówi, że do świąt umrzesz z nudów.

- Oczywiście, że już wtedy będę znudzona! Przecież to cztery miesiące!

- Dobrze, w takim razie do Święta Duchów, to tylko dwa miesiące.

Hermiona spojrzała podejrzliwie na drugą czarownicę zanim się uśmiechnęła.

- Zmień na pięć galeonów i przyjmuję. Mam niższą pensję niż wcześniej, więc muszę liczyć knuty.

- W porządku, pięć galeonów, że będziesz błagać, żeby zostać z powrotem aurorką jeszcze przed Świętem Duchów! Oczywiście oczekuję, że będziesz całkowicie szczera – dodała Anne z chytrym uśmiechem.

- Czuję się urażona, że uważasz, iż mogłabym cię okłamać – powiedziała Hermiona udając oburzenie. – Mimo wszystko jestem Gryfonką, a my nigdy nie kłamiemy! To znaczy, staramy się nie kłamać.

- Prawda.

Dotarły do Hogsmeade i zdecydowały, że skoro obie mają do załatwienia różne rzeczy, rozdzielą się i spotkają później Pod Trzema Miotłami. Hermiona skierowała się do Esów i Floresów, gdzie szukała książki dla czwartego roku – Szyszymory! i Wilkołaki! i Wampiry! Ojej!. To była dość nowa książka, ale z jakiegoś powodu hogwarcka biblioteka nie posiadała kopii.

Starsza kobieta za ladą pomogła jej odnaleźć książkę, a Hermiona szukała jeszcze przez chwilę trzech innych: Tropienie Czarnej Magii w każdym z nas dla szóstego i siódmego roku skupiających się na wykrywaniu mrocznych czarodziei i czarownic; Prawda skryta za liczbami: zaawansowane studia Numerologii i Przyszłości jako coś lekkiego do poczytania; i Najsilniejsze eliksiry, jej trzecia kopia, od czasu, gdy gubiła je przy każdej przeprowadzce. To była księga, bez której nie mogła żyć odkąd zaczęła warzyć własne eliksiry.

Miała jeszcze trochę czasu przed spotkaniem z Anne, więc przeszła się do Derwisza i Bangesa, żeby obejrzeć nowy model fałszoskopu. Najnowszy projekt przypominał biżuterię, więc może być noszony dyskretnie i jest wciąż funkcjonalny.

Severus Snape przemierzał całą długość podłogi bezpośrednio przed biurkiem Albusa Dumbledore'a. Starszy czarodziej siedział w fotelu gładząc brodę i obserwując zirytowanego mężczyznę.

- Severusie, byłbym wdzięczny, gdybyś tak nie wycierał mojego dywanu. Mam go od sześćdziesięciu lat i jestem raczej przywiązany do niego.

Snape nachmurzył się siadając gwałtownie na krześle.

- Dlaczego to muszę być ja? Wciąż mam zajęcia do rozplanowania i eliksiry do zrobienia do zapasów Pomfrey.

- Wydaje mi się, że Poppy ma ich wystarczająco na dłuższy czas – spoważniał kontynuując. – Severusie, jest wiele powodów, dla których to musisz być ty. Po pierwsze, znasz rosyjski, co jest wielkim udogodnieniem odkąd Zaklęcia Tłumaczące nie są całkiem dokładne. Po drugie, znasz teren. I w końcu jest duża szansa, że zniknięcie Wasilija jest powiązane z pogłoskami o gromadzeniu się Voldemorta i Śmierciożerców we Wschodniej Europie.

- Na wspomnienie Voldemorta żołądek Snape'a się wykręcił i musiał on zwalczyć odruch wymiotny. Każda wizyta u Czarnego Pana w przeciągu ostatnich dziewięciu lat stawała się ciągle coraz bardziej wymagająca. Przekazywał Voldemortowi ograniczone lub znane już informacje w zamian nie otrzymując nic oprócz Cruciatusa i zniewag.

- A co z Granger? Dlaczego nie wyślesz miejscowego aurora? – Warknął.

- Tak zrobię.

Snape spojrzał w stare, błękitne oczy zauważając brak iskierek. Merlinie, on wysyła ją ze mną – zrozumiał nagle.

- Rzecz w tym, że muszę z nią niezwłocznie porozmawiać. Wierzę, że mógłbyś ją znaleźć nad jeziorem, albo w Hogsmeade. Proszę, powiadom ją o obecnej sytuacji.

Snape spojrzał na Dumbledore'a z niedowierzaniem i nienawiścią, który, ignorując go, sięgnął ponad biurkiem do talerza z cytrynowymi dropsami.

- Weź cytrynowego dropsa zanim pójdziesz, Severusie. Może podnieść cię na duchu.

Młodszy czarodziej warknął wstając, odwrócił się na pięcie i wypadł jak burza z gabinetu powiewając szatą.

- Hermiona!

Nagle jej twarz zaginęła w zaplątanej brodzie, silne ramiona zgniatały ją w uścisku.

- Hagrid! Nie mogę oddychać!

- Wybacz – powiedział Hagrid jak już ją puścił. – Trochę się podekscytowałem jak cię zobaczyłem! Czołem, Anne! Chodźcie, usiądziemy razem i się napijemy!

Usiadły z Hagridem popijając piwo kremowe, podczas gdy Hagrid opowiadał o dzikich hipogryfach. Powiedział jej także o dwóch kugucharach, które znalazł w Zakazanym Lesie i adoptował. Hermiona nie mogła się doczekać, żeby je zobaczyć od czasu, gdy Krzywołap okazał się być kugucharem.

- W porządku! Profesorze Snape! – Hagrid wykrzyknął machając w stronę głównych drzwi. Hermiona spojrzała przez ramię i jęknęła ujrzawszy szczególne, pełne pogardy spojrzenie Snape'a. Anne zerknęła na nią dociekliwie, ale nic nie powiedziała.

Snape błyskawicznie pojawił się przy ich stoliku, lekko skinął głową Anne i Hagridowi, a jego oczy skierowały się ku Hermionie.

- Panna Granger. Przyjemnie spędzasz popołudnie jak widzę.

- Owszem – odparła delikatnie.

- Chociaż nie chciałbym wam przerywać tego małego spotkania, muszę poinformować, iż profesor Dumbledore oczekuje twojej obecności – warknął Snape dodając niepotrzebnie – natychmiast.

- Dziękuję, profesorze. Za chwilę do pana dołączę.

Snape odwrócił się zna pięcie i opuścił pomieszczenie.

- Łał, wiem że Snape generalnie nie lubi ludzi, ale ludzie!

- Opowiedz mi o tym. Nie bardzo wiem o co w tym chodzi. Nigdy się tak nie zachowywał jak byłam uczennicą.

Hagrid odchrząknął.

- Myślę, że jest po prostu źle zrozumiany, to wszystko. A skoro Dumbledore na ciebie czeka, to powinnaś iść.

Anne przytaknęła i zaczęła wstawać.

- Nie, zostań. Nie a sensu ciebie też narażać na spotkanie ze Snape'em. Zostań i zamów sobie kolejne kremowe piwo.

- Jesteś pewna? – Anne zapytała chwytając Hermionę za ramię. – Nie miałabym nic przeciwko.

Hermiona potrząsnęła głową i wstała.

- To na pewno nic takiego. Zobaczymy się na obiedzie.

Zapłaciła swój rachunek i wziąwszy książki ruszyła do drzwi. Spostrzegła Snape'a opartego o hogwarcki powóz wpatrującego się w nią z nachmurzoną miną. Westchnęła zastanawiając się czym sobie zasłużyła na takie traktowanie z jego strony.

Wszedł do środka zostawiając jej otwarte drzwi, ale nie pomagając jej. Usiadła na ławce naprzeciwko niego kładąc książki na siedzeniu obok. Zwrócił na nie uwagę przez nawyk i był lekko zaskoczony widząc kopię Najsilniejszych eliksirów.

- Studiujesz Eliksiry? – Uśmiechnął się szyderczo kiedy powóz drgnął i skierował się do szkoły.

Spojrzała na niego nieufnie.

- Nie, zastępuję zgubioną kopię.

- Patrząc na twój brak zainteresowania tematem fakt, że posiadasz własny egzemplarz Najsilniejszych eliksirów jest raczej intrygujący.

To o to mu chodzi? O mój siedmioletni projekt z Eliksirów? Nic nie odpowiedziała obserwując jego twarz.

Pamiętała ten dzień, kiedy porzuciła ukończony projekt, jak powiedział, że mogłaby uzyskać pełne stypendium z Eliksirów w Berkeley w Kalifornii. Ale ona wolała walczyć zamiast iść do szkoły. Te wyrzuty sumienia propo szkoły znikły już dawno, ale czasem w złe dni zastanawiała się jeszcze jak by tam było. Ale to jest inne życie.

Nie odpowiedziała patrząc w okno. Po kilku chwilach ciszy spojrzała na niego i zapytała.

- Czemu Albus chce mnie widzieć?

Powinien jej powiedzieć, został do tego upoważniony. Ale wtedy nie miałby tej przyjemności z zatrzymania dla siebie informacji, tak jak drwił z niej podczas jej szkolnych lat, kiedy z jakiegoś powodu nie mogła zrobić eliksiru. Usiadł wygodnie i złączył dłonie. Obserwował ją surowym wzrokiem.

Westchnęła spoglądając przez okno. Na szczęście podróż już się kończyła i żadne z nich nie wypowiedziało już ani słowa. Powóz zostawił ich przed głównymi schodami. Podążyła za nim do gabinetu Dumbledore'a, jej krótsze nogi musiały szybciej pracować, aby dotrzymać tempa długim krokom Snape'a. Była na tyle daleko za nim, że nie usłyszała jak mamrotał hasło do chimery, ale prawie na niego wpadła, kiedy nagle zatrzymał się w wejściu i odezwał się nie patrząc na nią.

- Wasilij Borodin zniknął. Otrzymał pilną sowę we wtorek z prośbą o przybycie do domu w Murmańsku, ale jego rodzina mówi, że się nie zjawił – urwał, po czym kontynuował lodowym głosem. – Wygląda na to, że będziemy musieli spędzić spory szmat czasu razem. – Z tymi słowami ruszył w górę schodami.