Jak już słusznie zauważyła Minka, której bardzo dziękuję za komentarz ;), nie posiadam bety i mam nadzieję, że niebetowany tekst nie odrzuca was aż tak. Jeśli jest ktoś chętny do zostania betą, bardzo proszę o kontakt. A teraz zapraszam już do czytania ;)

Hermiona zatrzymała się gwałtownie, jego słowa wwiercały się w nią. Będziemy musieli spędzić spory szmat czasu razem. Te słowa prawie się zmaterializowały. Prawie mogła sięgnąć dłonią i dotknąć ich, wiszących w klatce schodowej prowadzącej go gabinetu Dumbledore'a. Będziemy musieli spędzić spory szmat czasu razem. To mogło znaczyć tylko jedno: Dumbledore wysyłał ich oboje za Wasilijem Borodinem, mimo że nie ma żadnych szans, żeby dobrowolnie spędzali ze sobą czas.

Szybko doszła do siebie i ruszyła za Snape'em w górę schodów. Usiadła w fotelu naprzeciw dyrektora trzymając książki na udach. Jej oczy z przyzwyczajenia przeczesały gabinet, zauważając ponurego Fawkesa w kącie, doszła do wniosku, że zbliża się jego przeobrażenie. Snape, ciężko zagniewany, zajął miejsce przy ogniu.

- Severusie, muszę porozmawiać z Hermioną na osobności. Wierzę, że jesteś w stanie zająć się przygotowaniami do podróży – dodał łagodnie Dumbledore, wiedząc, że młodszy profesor przyjmie jego prośbę jako zniewagę, jak rzeczywiście zrobił opuszczając gniewnie gabinet nie oglądając się za siebie. Dumbledore skupił się na Hermionie. – Mam rację sądząc, że Severus przekazał ci absolutne minimum informacji?

Przytaknęła.

- Wiem, że Wasilij zniknął, była informacja od jego rodziny w Murmańsku, a profesor Snape i ja będziemy musieli spędzić jakiś czas razem.

- Tak, w rzeczy samej. O czym jeszcze Severus nie wspomniał to fakt, że Voldemort zbiera siły we wschodniej Europie.

- Ale co takiego jest we wschodniej Europie? I dlaczego zależy mu na Wasiliju?

- Dwa znakomite pytania, Hermiono, aczkolwiek nie posiadam odpowiedzi na żadne z nich.

- Ministerstwo? Kontaktował się pan z Knotem?

- Minister nie wierzy, że ma to poważne znaczenie i nie chce się w to mieszać. Ale powiedział, żeby się z nim skontaktować, jeśli Wasilija nie będzie przez tydzień lub dłużej.

- Knot, ty pieprzony draniu! A co z pańskim źródłem? Czy ma to coś wspólnego ze Snape'em?

Potrząsnął głową.

- Nie, nie sądzę. Voldemort bez wątpienia chciały załatwić sprawy z naszym Mistrzem Eliksirów osobiście, jednakże według naszych ostatnich doniesień obecnie znajduje się w okolicy Bułgarii.

- A co z Wasilijem? Wiemy dokładnie gdzie się wybierał?

- Severus zna wszystkie szczegóły związane z jego ostatnią znaną pozycją. – Dumbledore wyjął zwinięty pergamin z biurka i podał go jej. – Odkryłem wielką przydatność tej mapy podczas zalotów mojej zmarłej żony, ale to nie jest ani tu, ani tam. – Spojrzała na niego ostro unosząc brwi, kiedy ujrzała, że usta Dumbledore'a wygięły się nieco. – Kontynuując, wystarczy użyć prostego zaklęcia invenio, a mapa pokaże zaklętą osobę gdziekolwiek by się znajdowała. Zapewniam, że jest to kompletna i aktualna mapa.

- Dziękuję, profesorze.

- Hermiono, chyba nie muszę ci przypominać, żebyś była ostrożna. Wierzę, że zaobserwowałaś reakcję Severusa na twoją obecność – przerwał, gdy ona kiwnęła głową. – Nie pozwól, by to przesłoniło jego osąd.

- Jeśli to wszystko, chciałabym się iść spakować – powiedziała podnosząc się z krzesła.

- Jeszcze chwila, Hermiono. – Dumbledore wtrącił również wstając. – Mam coś jeszcze dla ciebie – wstał i podszedł do biblioteczki koło żerdzi Fawkesa głaszcząc feniksa po drodze. Wziął małą fiolkę z półki i podał jej mówiąc – Fawkes oddał je zaledwie wczoraj.

Hermiona przechyliła fiolkę sprawdzając ją.

- Łzy feniksa? Wspaniale. Dziękuję ci, Fawkes. – powiedziała ośmielona, kiedy feniks zakwilił do niej. – Jeszcze raz dziękuję, profesorze.

- Albusie.

- Racja, Albusie, mówiłam, że potrzebuję trochę czasu – powiedziała uśmiechając się z zakłopotaniem, poważniejąc po chwili. – Wrócimy tak szybko, jak się da.

Opuściła szybko biuro, podążając nieświadomie, jej umysł przedzierał się przez nagły napływ informacji. Nie widziała Snape'a przypatrującego się jej z końca korytarza, czekającego na nią z ramionami skrzyżowanymi na piersi i prawie na niego wpadła zanim go zauważyła.

- Profesorze, właśnie szłam…

- W jakieś niezwykle ważne miejsce, bez wątpienia. Liczy się czas, panno Granger, a ja jestem gotów do wyruszenia.

- Racja – wymamrotała podążając do w swoich kwater żwawym krokiem czując się niekomfortowo z obecnością Snape'a kilka kroków za nią. Wypowiedziała hasło i zdjęła zabezpieczenia przed wejściem notując sobie w głowie, aby zmienić zabezpieczenia i hasło jak tylko wróci.

Wszedł za nią zatrzymując się w jej pokoju dziennym obserwując ją dodającą ostrożnie nowo zakupione książki do półek. Weszła do drugiego pokoju, sypialni, jak stwierdził Snape obracając się do jej biblioteczki i przeglądając tytuły. Było tam mnóstwo książek o Transmutacji i Zaklęciach, część o Numerologii, nie wspominając mugolskich książek historycznych i powieści, ale najbardziej zaskoczył go zbiór ksiąg o Eliksirach. Nie był wprawdzie tak szczegółowy jak jego własny, ale wciąż był imponujący. Wyjął pierwszą lepszą książkę otwierając ją i czytając.

W sypialni Hermiona wyciągnęła dwa zestawy ciepłych ubrań i cienki płaszcz zapewniony przez Ministerstwo kładąc je na łóżku, po czym zmieniła bikini, o którym zapomniała, że wciąż je miała na sobie w krótki, czarny kostium i tenisówki zmienione, żeby wyglądały jak buty na obcasie. Dodała do ubrań małą apteczkę z eliksirami a także mapę od Dumbledore'a. Wygrzebała swoją różdżkę spod szat, które rzuciła na łóżko, umieszczając ją w wewnętrznej kieszeni swojego stroju razem z małą fiolką łez feniksa po czym umieściła stos zapasów w skórzanej torbie na ramię.

Hermiona wróciła do pokoju dziennego niosąc swoją torbę i zatrzymała się, kiedy zobaczyła księgę w rękach Snape'a. Uniósł wzrok i napotkał jej wyzywające spojrzenie.

- Czytasz o mrocznych eliksirach, czyż nie? – powiedział przeciągając samogłoski, ale zauważyła brak zwyczajowego szyderstwa.

- Jeśli wiesz co to jest, bez wątpienia będziesz się obawiać przed użyciem tego – odpowiedziała podchodząc do niego z wyciągniętą ręką.

- Oczywiście – powiedział oddając jej księgę, zauważył przelotny wyraz zdziwienia na jej twarzy zastanawiając się co ją zaskoczyło.

Odłożyła księgę i odwróciła się do niego. Ten chwilowy brak wrogości zdezorientował ją, ale odsunęła to na bok.

- Chodźmy.

Szybko przeszli przez zamek w ciszy, która przedłużyła się do czasu aż przekroczyli niewidzialne bariery chroniące Hogwart. Snape się zatrzymał, a Hermiona zwolniła zanim dogoniła go po cichu rzucając na niego zaklęcie invenio, żeby mogła śledzić go na mapie. Skorzystała ze sposobności, aby zapytać go o cel ich podróży.

- Gdzie dokładnie się wybieramy? Albus powiedział, że ma pan wszystkie informacje.

- Wyjaśnię, jak się aportujemy – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Skrócił dystans między nimi obejmując jej ramiona i przyciągając ją do siebie. Nagle świat zaczął się obracać i mogła pomyśleć jedynie o tym, że powinna była napisać do Rona zanim wyszła i że Snape ma naprawdę silne ramiona i pachniał czymś czego nie mogła sprecyzować, ale było to coś znajomego…

… i nagle zaczęła spadać i wylądowała twardo na czymś zimnym i mokrym. Śnieg, uświadomiła sobie poniewczasie, kiedy z trudem wstała. Obróciła się wydając stłumiony okrzyk zdziwienia na widok białego krajobrazu zakłóconego jedynie przez zwieńczone śniegiem drzewa i okazjonalne plamy zieleni. Kiedy odwróciła się z powrotem do Snape'a uświadomiła sobie, że go tam nie było, zaczął iść w stronę pobliskiej wioski. Dogoniła go szybko.

- Jesteśmy około sześćdziesiąt mil na północ od Murmańska. Rodzina Borodina ma dużą posiadłość poza miastem, a tu jest małe społeczeństwo czarodziejskie. Planuję sprawdzić możliwą działalność Śmierciożerców przed pójściem do posiadłości.

- Dlaczego nie pójdziemy najpierw do rodziny, a potem sprawdzimy z resztą?

- Ponieważ ojciec Borodina, Dymitr, był jednym z zagorzalszych zwolenników Voldemorta w całej Wschodniej Europie, a zwłaszcza w Rosji.

- Tak, oczywiście. A dlaczego Knot nie wierzy, że Śmierciożercy są w to zamieszani? – zapytała z sarkazmem w głosie.

Snape prychnął.

- Jeśli już, polityka przegra tą wojnę, a twój Potter nie robi nic, żeby publicznie toczyć spór z tym palantem Ministrem.

- A co powinien zrobić? Stanąć bezczynnie, kiedy Knot będzie kręcił nosem tak jak do tej pory? Przez jego tarcia Harry pokazuje czarodziejskiemu społeczeństwu, że to w porządku mieć inne zdanie niż Ministerstwo i że jest ono w rzeczywistości omylne.

- Jak już powiedziałem, panno Granger. Polityka.

- A gdzie pana miejsce w tym wszystkim?

Snape spojrzał na nią, ale nie była w stanie nic wyczytać z jego czarnych oczu. Nie odpowiedział jej. Dotarli do centrum miasta, skręcili w małą, pustą uliczkę, która kończyła się ślepym zaułkiem po trzydziestu jardach. Snape się nie zatrzymał przechodząc przez ścianę, a Hermiona podążyła za nim.

Przypuszczała, że było to serce tutejszej czarodziejskiej społeczności, tak jak ulica Pokątna służy w Londynie, ale to było dużo mniejsze, raptem kilka osób przechadzało się. Ulica było ograniczona pojedynczym budynkiem sklepowym. Snape zaprowadził ich do małego pubu, gdzie znalazł boks w ciemnym kącie. Pojawiła się kelnerka spoglądając na nich nieufnie. Snape odezwał się do niej cicho po rosyjsku zanim spojrzał na Hermionę unosząc brwi, na co ona kiwnęła głową, po czym ponownie zwrócił się do kelnerki. Kobieta wróciła szybko z dwoma szklankami wódki, a Snape podał jej złotą monetę.

Hermiona obróciła się, by przyjrzeć się ludziom w barze. Kelnerka, która wciąż się w nich wpatrywała. Starszy mężczyzna przy barze, który na pozór się spił. Dwaj młodsi mężczyźni, którzy obserwowali ich uważnie przez chwilę zanim wrócili do ożywionej rozmowy. Nikt nazbyt podejrzany.

Snape przyglądał się Hermionie, kiedy sączyła drinka. Wyglądała na więcej niż dwadzieścia trzy lata, była piękna w niekonwencjonalny sposób. Wspomniał jaką była uczennicą, irytującą wiem-to-wszystko, zawsze gotową pokazać swoją rozległą inteligencję. I pamiętał jak się zmieniła. Aktywne uczestnictwo w klasie zaczęło zanikać jakoś podczas jej szóstego roku, wszyscy nauczyciele to zauważyli i była o tym mowa na kilku spotkaniach kadry, ale od czasu gdy zaczęła znowu osiągać najwyższe oceny na każdym z przedmiotów zapomniano o tym.

Później był jej projekt z Eliksirów na siódmym roku, który był tak zaawansowany, że Snape wątpił w jej zdolności do ukończenia go kiedy ona pierwsza zwróciła się z tym do niego. Ale kiedy przyniosła mu końcową pracę natychmiast zasugerował, że powinna uczęszczać do Berkeley, ale wolała się poświęcić aktywnej walce, a nie pasywnym badaniom i studiowaniu. Snape zrozumiał, że jej odmowa na jego propozycję zapoczątkowała jego obecną złość na nią, ale zignorował to wiedząc, że nie miał ani czasu ani siły na rozprawianie się z jej zdrowiem emocjonalnym.

- Skąd pan wiedział o tym miejscu?

- Jak już mówiłem, Borodin był jednym z największych zwolenników Voldemorta w Rosji. Zwykł kontrolować na trzy, cztery hulanki w roku – urwał pijąc powoli. – Byłem obecny na dwóch, chociaż nigdy nie byłem osobiście przedstawiony Borodinowi.

- A co z Wasilijem?

- Miał wtedy raptem sześć lat, był za młody, żeby... brać udział w zabawach.

- Dlaczego Borodin nie został aresztowany po upadku Voldemorta?

- Rosyjskie Ministerstwo nie rozmawiało zbyt chętnie, kiedy zeszło na Śmierciożerców. Mimo że nigdy otwarcie nie poparli Voldemorta, zdecydowanie nam nie pomagali. Rosyjskie Ministerstwo wysunęło zarzuty przeciwko Borodinowi, ale nikt nie zgłosił się do składania zeznać, więc zarzuty pominięto.

- Wciąż działa aktywnie?

Snape potrząsnął głową.

- Z tego co wiem, nie, ale obecnie jestem wykluczony z wielu różnych spraw, szczególnie dotyczących innych Śmierciożerców.

- Więc z kim będziemy rozmawiać?

- Zaczniemy od niej – powiedział przywołując ręką kelnerkę. Hermiona szybko rzuciła zaklęcie tłumaczące na siebie, kiedy kobieta podeszła.

Prawie się zaśmiała zakrywając usta i zmieniając śmiech w kaszel, kiedy Snape otworzył usta i usłyszała jego słowa po angielsku, mimo że jego usta oczywiście poruszały się w rosyjskim. Przypominało jej to stary film kung-fu, do którego obejrzenia zmusiła ją kiedyś Harry.

- Szukam kogoś o nazwisku Borodin, Wasilij Dmitrivich. Tak wygląda – Snape podał jej zdjęcie Wasilija. – Znasz tego człowieka?

Kobieta przyjrzała się fotografii, oddała ją i potrząsnęła głową.

- Nie, nie znam. I nie powinniście zadawać tutaj takich pytań. Musicie dokończyć drinki i iść już.

Odeszła raptownie, Hermiona i Snape wymienili spojrzenia.

- Rozumiem, że pojęłaś sedno tego, co powiedziała?

- To nie wygląda dobrze, prawda?

- Nie, ale jest jeszcze jedno miejsce, gdzie musimy spróbować – powiedział kończąc drinka. Hermiona poszła w jego ślady i dopiła swojego. Dwóch mężczyzn ponownie na nich spojrzało, kiedy wychodzili i Hermiona zaczęła się czuć niekomfortowo.

Kiedy przeszli przez ulicę, poczuła na sobie czyjeś spojrzenie w końcu zauważając wysokiego, groźnego mężczyznę na końcu ulicy. Znowu poczuła się niekomfortowo i po cichu zwróciła uwagę Snape'a na mężczyznę.

- Tak, zauważyłem go kiedy przybyliśmy.

Weszli do czegoś co stało się ogólnym sklepem, od kiedy sprzedawali wszystko od mioteł i szat po kociołki i różdżki. Snape podszedł do lady, a starszy czarodziej pojawił się momentalnie wahając się, kiedy przyjrzał się klientom.

- Tak? Żadnego sprzedawania proszę.

- Nie sprzedajemy. Szukamy kolegi z pracy, oto on – Snape podał mężczyźnie zdjęcie i obserwował go uważnie.

- Tak, znam go. Wasilij Dmitrivich. Pracował dla mnie kiedy była nastolatkiem, zanim odszedł, żeby zostać nauczycielem w Anglii.

- Miał tu odwiedzić rodzinę, ale nie dotarł do niej. Pracujemy razem z nim w szkole, szkoła wysłała nas, żebyśmy go znaleźli.

- Widziałem go we wtorek, przyszedł kupić różdżkę. Mówił, że sklep w Londynie nie był zachęcający i chciał różdżkę ode mnie – powiedział starszy człowiek oddając zdjęcie. – Tyle go widziałem.

- Dziękuję, jest pan zbyt miły – powiedział Snape skłaniając nieznacznie głowę.

- To nic takiego.

Snape skierował się do drzwi i wyszli zatrzymując się na zewnątrz.

- Porozmawiamy teraz z rodziną?

Snape kiwnął głową, nagle spojrzał przez ramię wyraźnie się krzywiąc.

- Nie teraz – mruknął nieświadomy spojrzenia, które Hermiona mu posłała.

- Co? – kiedy nie odpowiedział spytała ponownie. – Co się dzieje?

- Jestem wzywany.

- Cholera!

- Dokładnie moje uczucia.

- To co robimy? Musi pan iść, prawda? W takim razie ja muszę porozmawiać z rodziną.

Snape zmarszczył brwi.

- To nie jest dobry pomysł.

- Wiem, ale jaki mamy innym wybór? Nie może pan zignorować wezwania i oczywiście nie może się pan pokazać ze mną wlekącą się z tyłu.

- Właściwie jestem pewien, że zapewniłoby mi to względy, gdybym przyprowadził czołową aurorkę Ministerstwa – powiedział niskim i jedwabistym głosem.

Hermiona wywróciła oczami.

- Myślę, że to jest jeszcze gorszy pomysł.

- Bardzo dobrze, dowiedz się czego możesz i wracaj do Hogwartu. Też wrócę, jak już skończę – powiedział chcąc się aportować.

- Czekaj, muszę wiedzieć, gdzie jest posiadłość Borodina.

- Na wschód od miasta, na pewno nie przeoczysz.

- Dobrze – urwała, spojrzała na niego i dodała łagodnie. – Uważaj na siebie.

Snape skinął krótko głową i aportował się bez odpowiedzi. Hermiona błyskawicznie wyciągnęła mapę Dumbledore'a szukając świecącego X, który pokazywałby jego pozycję, ale mapa pokazywała, że wciąż był w Rosji.

- To nie może być prawda – wymamrotała rzucając na siebie zaklęcie invenio. Kolejny świecący X pojawił się wskazując pozycję Hermiony ledwie kilka kilometrów od Snape'a. – Niech to szlag.

Dumbledore usiadł za biurkiem i zdjął okulary pocierając oczy jedną ręką. Kawałek pergaminu wyślizgnął mu się z drugiej ręki i opadł na biurko.

To pułapka. Sprowadź ich z powrotem.