Snape jęknął i otworzył oczy na ciemność, odwrócił się powoli na plecy wyczuwając pod sobą zimną, brudną podłogę. Zamknął z powrotem oczy, głowa mu pulsowała, żołądek podchodził do gardła. Kiedy mdłości przeszły zmusił się, aby wstać. Jedynie odrobina światła dostawała się po pokoju przez szczelinę pod drzwiami.

Poświęcił chwilę czasu na ustalenie zakresu obrażeń. Kiedy stracił przytomność po raz pierwszy, ktoś, Malfoy albo Pettigrew, wybudził go za pomocą Ennervate, dzięki czemu Voldemort mógł znowu użyć Cruciatusa, za drugim lub trzecim razem pozwolili mu w spokoju pogrążyć się w nieświadomości. Jego lewa kostka pulsowała i spuchnęła, więc spróbował prostego zaklęcia leczniczego, ale nic się nie stało. Zmarszczył brwi niepewny czy zaklęcie zawiodło, bo nie miał swojej różdżki, czy zostało użyte zaklęcie antymagiczne. Spróbował ponownie, koncentrując się, ale znów się nie udało.

Wstał ostrożnie, krzycząc w duchu i prawie upadł, kiedy obciążył kostkę. Walczył chwilę z bólem zanim był w stanie dokuśtykać do drzwi. Przycisnął ucho do drewna, ale nic nie usłyszał. Pokuśtykał z powrotem pod ścianę, usiadł powoli i zaczął myśleć.

Voldemort z pewnością trzyma go przy życiu z jakiegoś powodu, ale Snape nie odrzucał możliwości, że tylko w celu torturowania go. Niedługo ktoś będzie go przesłuchiwał, chociaż nie miał niczego interesującego do przekazania odkąd Dumbledore celowo trzymał go z dala od ważnych spraw na wypadek takiego wydarzenia. Nie po raz pierwszy Snape był zadowolony z dalekowzroczności Dumbledore'a.

Usiadł na podłodze zbierając siły i w końcu przysnął.

Obudził się zszokowany, drzwi były szeroko otwarte, jasne światło wlewało się przez nie. Jego rozproszony umysł w końcu skupił się na sylwetce Lucjusza Malfoya a drugim Śmierciożercy, Averym, jak pomyślał. Całe jego ciało pulsowało, chociaż teraz ból był bardziej znośny.

- Pobudka, Severusie! Mam coś dla ciebie! – zawołał Lucjusz ze złośliwym uśmiechem. – Złap go za ramiona – Avery chwycił Snape'a za ramiona i przytrzymał nieruchomo, gdy Malfoy wyjął buteleczkę i zbliżył się do nich. – Obawiam się, że musimy poważnie porozmawiać, Severusie.

Próbował się wyrwać Avery'emu, ale ten tylko chwycił go mocniej. Lucjusz złapał Snape'a za szyję i przytknął mu buteleczkę do ust siłą wlewając mu eliksir do gardła. Snape zakaszlał, próbował wypluć eliksir, ale poczuł, że zaczyna już działać, jego bariery umysłowe opadły. Osunął się na Avery'ego, który pozwolił mu upaść na ścianę. Jego umysł z roztargnieniem rozpracowywał szczegóły eliksiru analizując smak w ustach.

Za dużo smoczej krwi, za mało piór memortkai. Wygląda na to, że Draco zrobił się niedbały przy ważeniu eliksirów, albo Lucjusz zdobył go od kogoś innego.

Lucjusz podszedł uśmiechając się.

- Jak się czujesz, Severusie?

Jego usta otworzyły się wbrew jego woli, pomimo jego rozkazów, aby pozostać cicho.

- Boję się – prawie dodał, że nigdy wcześniej w całym życiu, nie bał się tak bardzo, ale odkrył, że był w stanie mówić jedynie część prawdy nie czując przymusu do wyjawienia wszystkiego.

- Dobrze. Kiedy zacząłeś pracować dla Dumbledore'a?

- Po śmierci Voldemorta rozpocząłem pracę w Hogwarcie. Chociaż szpiegować zacząłem go już jakiś czas wcześniej.

- Jako szpieg?

- Tak. A także jako Mistrz Eliksirów.

- Zrobiłeś to, żeby nie trafić do Azkabanu?

- Tak. Po części.

- Jakie są obecne plany Dumblodere'a?

- Nie wiem. To prawda. Dumbledore i jego przeklęty Zakon Feniksa. Zawsze dowiaduję się ostatni.

- Nie wiesz? Jak możesz nie wiedzieć?

- Dumbledore przekazuje mi tylko mylne informacje, więc nie mogę zdradzić prawdziwych sekretów. Czego innego się spodziewałeś?

Malfoy zmarszczył brwi.

- Dlaczego Hermiona Granger pracuje w Hogwarcie?

- Harry Potter miał dość duży spór z Korneliuszem Knotem, a Granger została wysłana do Hogwartu jako kara. Przeklęta Granger! Moja kara… albo moja pokuta.

- Nie ma żadnych tajnych planów dotyczących włączeniu Hogwartu do kampanii przeciwko Voldemortowi?

- Nie wiem.

Malfoy nachmurzył się i odwrócił przesuwając się o krok.

- A wiesz cokolwiek, ty żałosna kupo gnoju? – mruknął pod nosem. – Co ja mam z tobą zrobić?

- Mógłbyś mnie uwolnić i zapomnieć o wszystkim. Zgódź się na tą pomyłkę.

- Myślisz, że jesteś zabawny, co? – Malfoy się nachmurzył. Przeszedł przez pokój i uderzył Snape'a na odlew, jego głowa uderzyła w ścianę, krew trysnęła z rozcięcia nad jego prawym okiem. Przewrócił się, uniósł się na rękach i kolanach, Malfoy kopnął go w żebra, jego oddech stal się urwany i nierówny. – Avery, zaczekaj na zewnątrz.

Avery wzruszył ramionami opuszczając pomieszczenie i zamykając za sobą drzwi. Lucjusz uśmiechnął się niegodziwie zdejmując szatę i podchodząc do Snape'a.

- Powinienem przeprowadzić z tobą tą rozmowę już dawno temu, Severusie.

Hermiona ostrożnie odnalazła drogę do starego zamku, kryjąc się w cieniach i krajobrazie korzystając ze spotęgowanego kociego zmysłu, aby uniknąć wszystkich. Wślizgnęła się za jednym Śmierciożercą do budynku. Poszła za nim do kuchni kryjąc się za rogiem i pod stołem.

- Gdzie byłeś? Co się stało?

- Ten głupiec, udający Wasilija pozwolił jej uciec. Nie martw się, znajdziemy ją.

- Ona nie może uciec, to ważne, Dymitr.

- Rozumiem. A jej towarzysz?

- Nie przejmuj się nim. Lucjusz zajmuje się nim teraz w lochach.

- Wspaniale. A co z moim synem?

- Też tam jest, śpi.

- Powinienem się z nim zobaczyć.

- Lepiej później. Czarny Pan chce cie widzieć, w związku z wieczorną zabawą.

- Oczywiście, wszystko już zostało przygotowane.

Usłyszała ich oddalające się kroki i zaczęła szukać lochów. Nie zajęło jej dużo czasu znalezienie długiego przejścia schodzącego w dół głównego zamku. Podążyła powoli krętym korytarzem, aż dotarł do ślepego końca. Nastawiła uszy i ostrożnie zajrzała za prawy róg, gdzie zobaczyła wielkiego mężczyznę pochylającego się na końcu korytarza. Rzuciła okiem na drugą drogę, ale nic tam niebyło, jedynie pusty korytarz. Cofnęła się z powrotem i zamyśliła.

Malfoy musi być w środku z tym jednym strażnikiem. Nie wiedziała ilu ludzi było z Malfoyem, więc musiała pozbyć się matoła bez alarmowania innych o swojej obecności. To wymaga małego rozplanowania.

Wystawiła głowę za róg i miauknęła. Śmierciożerca spojrzał na nią i gdy miauknęła ponownie zmarszczył brwi. Wyszła do niego zza rogu, jej ogon drgał zapraszająco. Ruszył w jej kierunku, a ona cofnęła się szybko i wróciła do swojej ludzkiej postaci, różdżkę już miała gotową kiedy doszedł do rogu.

- Stupefy, stupefyii! – powiedziała cicho, oba zaklęcia uderzyła w niego zanim zdążył zareagować. Upadł, jego ciało uderzyło lekko o ziemię. Szybko postąpiła naprzód przygotowując się do bitwy, wycelowała różdżką w drzwi i zawołała cicho. – Alohomora.

Malfoy zatrzymał cios w połowie, kiedy usłyszał głuchy odgłos, spoglądając przez ramię na drzwi. Spojrzał z powrotem na zakrwawioną twarz Snape'a napotykając pojawiający się tam uśmieszek.

- Avery? – zawołał Malfoy odchylając się w tył, żeby znowu uderzyć Snape'a. – Czego się śmiejesz?

Snape był tym razem przygotowany, złapał pięść Malfoya, zanim zderzyła się z jego twarzą, wbijając mu paznokcie w ciało i delektując się szokiem wymalowanym na twarzy Malfoya.

- Ponieważ, mam zamiar czerpać z tego przyjemność.

Brutalnie obrócił ramię Malfoya zmuszając go do odwrócenia się i uniósł drugie ramię zaciskając je na jego gardle. Malfoy zaczął się szamotać chwytając rękoma ramię Snape'a i próbując się uwolnić. Snape zacisnął chwyt i szarpnął czując trzaśnięcie w szyi. Puścił go obserwując jak ciało Malfoya upada na ziemię.

Oddychał ciężko i oparł się o ścianę, nagle wyczerpany, adrenalina opuszczała jego ciało. Powoli zdawał sobie sprawę z obecności w pokoju kogoś stojącego w drzwiach i patrzącego na niego. Spojrzał w górę nie przejmując się czy jest to kolejny Śmierciożerca, czy żył czy nie, czy czymkolwiek innym. Nagle uświadomił sobie, że chciał żyć przynajmniej na tyle długo, żeby mógł opieprzyć Dumbledore'a za to, że wpakował go w taką sytuację, w której zawdzięcza życie kolejnemu Gryfonowi.

- Panna Granger –wypowiedział z taką dawką ironii, jaką był w stanie zebrać – jak to okropnie szlachetne, odważne i gryfońskie z twojej strony, żeby tu przyjść i mnie ratować.

Hermiona stała na wpół w szoku nie do końca wierząc, że właśnie była światkiem, jak jej były nauczyciel zabija innego czarodzieja gołymi rękami. Poczuła dziwną kombinację podziwu i zniesmaczenie z lekką domieszką sympatii. Normalnie jego powitanie by ją wnerwiło, ale w tym momencie, kiedy spojrzała w jego czarne oczy poprzez jego słowa zobaczyła jego, naprawdę zobaczyła jego. I zrozumiała.

- Dobrze wiedzieć, że mimo, że stoisz i wykrwawiasz się na śmierć nie utraciłeś swojego sarkazmu, Snape – odpowiedziała starając się nie uśmiechać za bardzo. – Słuchaj, jesteś gotów wynosić się stąd czy coś?

- Oczywiście, że jestem, głupia dziewczyno.

- Trzeba go najpierw ukryć.

Cofnęła się do korytarza i wlewitowała ciało Avery'ego do pomieszczenia. Kiedy jego głowa przekroczyła próg, uderzyła o ziemię. Hermiona zmarszczyła brwi, kiedy jego ramiona również opadła i nie mogła go ruszyć.

- Co, do diabła?

- Jakiś rodzaj pola anty-magicznego jest w tym pokoju.

- Więc lepiej mi pomóż.

Ostrożnie przeniósł ciężar na kostkę i syknął:

- Kurwa! Na pieprzone jaja Merlina!

- Dobra, nieważne, już sobie radzę – powiedziała usiłując wciągnąć Avery'ego do pomieszczenia. – Wydaje mi się, że Wasilij też jest tu, na dole. Przypadkiem podsłuchałam Dymitra na górze.

- I jak sądzę, powinniśmy się postarać, żeby go znaleźć – odrzekł oschle. Ostrożnie przyklęknął przed Malfoyem i przekopał się przez kieszenie jego szaty w poszukiwaniu jego różdżki znajdując przy tym swoją i zrozumiał, że Malfoy musiał zabrać mu ją wcześniej. Wstał powoli ignorując zaniepokojony wzrok Hermiony, kiedy jęknął. – Dobrze, znajdźmy pana Borodina i wracajmy.

- Tak jest.

Kiedy opuścili pomieszczenie, Hermiona rzuciła na drzwi złożone zaklęcie, które opanowała perfekcyjnie w ciągu kilku lat. To było trzyczęściowe zamykanie, zawierające zabezpieczenie, dzięki któremu nie mogło być złamane przez jedną tylko osobę. Jedno z jej lepszych, które wymagało nie mniej niż pięciu czarodziei czy czarownic do złamania go. Podziwiając swoją pracę zmieniła się w szarego kota i rzuciła się w dół korytarza,, głębiej w lochy. Snape utykając ruszył za nią w bezpiecznej odległości rozumiejąc, że wybrała się na zwiad.

Biegła przed siebie mijając drzwi prowadzące do pustych pokoi, zwalniając na zakręcie i biegnąc dalej. Zatrzymała się nagle, usłyszała jak Snape też się zatrzymał i powąchała uważnie powietrze. Podeszła do jednych drzwi, nasłuchując ostrożnie, po czym pobiegła z powrotem do Snape'a i zmieniła się.

- Ktoś tam jest, sam. Myślę, że możemy wejść

Kiwnął głową.

- Nie martw się, panno Granger. Będę cię osłaniał.

Wywracając oczami wróciła w dół korytarza, skradając się cicho do drzwi.

- Alohomora.

Modliła się do bogów, o których się kiedyś uczyła. Podeszła do drzwi otwierając je gwałtownie i trzymając różdżkę w pogotowiu.

Wasilij Borodin siedział na małym łóżku w rogu pokoju z zaniepokojeniem na twarzy. Wystawiła głowę na korytarz i przywołała Snape'a.

- Wasilij, jestem Hermiona. Hermiona Granger – spojrzał na nią z niedowierzaniem i dodała. – Spotkaliśmy się przelotnie we wtorek rano. Śniadanie w Hogwarcie. Jestem nową nauczycielką OPCM.

Mrugnął kilka razy potrząsając nieznacznie głową, po czym skupił się na Snape'ie, który pojawił się w wejściu.

- Snape?

- Jakże odkrywcze, Borodin.

- Co ci się stało? Wyglądasz okropnie.

- Zostałem wiele razy potraktowany Cruciatusem, później dostałem dużo eliksiru prawdy i byłem bity przez Malfoya – odpowiedział z grymasem na twarzy.

- I? – podpowiedziała Hermiona.

Spojrzał na nią z wściekłością, chłód wkradł się do jego głosy, kiedy odpowiedział.

- I wtedy go zabiłem, a Granger uwolniła mnie.

- Jak dużo tego eliksiru ci podał? – zapytała.

- Nie wiem, ale nie odczuwam efektów przedawkowania.

- Jak długo, według ciebie, będzie działało?

- Nie jestem pewny. Myślę, że możemy porozmawiać o tym jak już stąd uciekniemy. Możemy mieć Śmierciożerców na karku w każdej chwili.

- Racja, racja – zwróciła się do Wasilija. – Jak się czujesz? Możesz chodzić?

- Tak, nic mi nie jest, mam kilka siniaków, nic złego – odpowiedział i wstał podchodząc do drzwi.

Hermiona stwierdziła, że wyglądał tak dobrze jak oszust. Kiedy podszedł wystawiła rękę opierają dłoń o jego pierś. Zatrzymał się i spojrzał na nią pytająco.

- Co powiedziałeś do mnie wcześniejszego ranka przy śniadaniu? – zapytała uważnie studiując jego twarz.

Uśmiechnął się słabo.

- Dlaczego, pani profesor? Nie sądzę, że powiedziałem cokolwiek. Wybacz, że byłem nieprzyjemny.

- W porządku, i wybacz, że zwątpiłam, że to ty – odrzekła z uśmiechem. – Miałam dziś z tobą niemiłe doświadczenie, to wszystko. Jeszcze jedno, invenio.

- A to, po co?

- Żebym mogła cię zlokalizować jakby nas rozdzielili.

- Skończyliście już? Moglibyśmy ruszać? – zapytał niezwykle poirytowany Snape.

Spojrzała na niego z niepokojem.

- Jeśli chcesz, mogę uleczyć niektóre…

- Nie! – przerwał jej gwałtownie, jego oczy rozbłysły niebezpiecznie. – Nie teraz, może później, jak będziemy bezpieczni. Jak na razie nic mi nie jest.

Kiwnęła powoli głową, a kiedy wyszli na korytarz zapytała:

- Którędy teraz? Z powrotem do góry?

- Czekajcie, jest tu przejście prowadzące z lochów do lasu na wschód stąd – Wasilij zaproponował. – Razem z siostrą znaleźliśmy je, jak byliśmy jeszcze młodzi, ale sądzę, że byliśmy jedynymi osobami, które o tym wiedzą. Lochy nie były używane regularnie od 1800-nego.

Hermiona spojrzała na Snape'a, który jedynie wzruszył ramionami.

- Bardzo dobrze, chodźmy więc.

i Memortek – (północna Europa i Ameryka) jest malutkim, niebieskim, cętkowanym ptaszkiem, który żywi się małymi owadami. Przez całe życie jest niemy, a tuż przed śmiercią wydaje długi krzyk składający się ze wszystkich dźwięków, jakie słyszał w życiu, wyśpiewanych w odwrotnej kolejności. Pióra memortka wchodzą w skład Veritaserum i eliksirów wspomagających pamięć. (Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newt Skamander)

ii Stupefy – zaklęcie oszałamiające.